-
Posts
2652 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by leonarda
-
Tak, że - [B]Berkano[/B] - ja docelowy adres znam - tyle, że nie wolno mi go chyba podawać (to już powiedzmy pal diabli). Ale masz jakiś pomysł, jak wyciągnąć stamtąd wiadomości o psie, skoro właściciel posesji twierdzi, że nie zna obecnego miejsca pobytu właściciela psa? W zasadzie niewiele mu można zrobić chyba. [B]To znaczy, jeśli masz pomysł, to ja jak najbardziej jestem chętna do współpracy![/B] Na razie staram się być uprzejma i obiecał mi jakiś namiar typu telefon, ale oczywiście się z tego nie wywiązał. Powiedział mi tylko, że chłopak zmienia numery bardzo często... Tak naprawdę to on mi może powiedzieć, żebym się po prostu odczepiła, bo go to nie obchodzi. A bez poparcia schroniska jako poprzedniego właściciela Oskara i umowy ten drugi też mnie może kompletnie olać. Ma do tego pełne prawo. Dlatego próbuję po dobroci i chyba trochę liczę na jakiś łut szczęścia. Wiem, że to za mało...ale jakoś wierzę, że go znajdę. Znaczy chłopaka - bo o Oskara wciąż się bardzo boję:(
-
Według umowy adopcyjnej to Oskar miał przebywać pod tym adresem, który znam i pod którym go już od dawna nie ma:( Więc to niewiele da, chyba jedynie adres zameldowania chłopaka spisany z dowodu; ale z tego, co słyszałam, to on raczej i tak tam nie mieszka - chociaż kto wie... na kopię umowy nie bardzo liczę, bo podobno one są już w jakimś archiwum, no i gdy już dawno zgłaszałam problem, to nic z tego nie wyszło. Dla mnie najprościej byłoby znaleźć chłopaka, tzn. najskuteczniej chyba. Ja do niego pójdę bez problemu, tylko wciąż nie wiem, dokąd. Spróbuję jeszcze w przyszłym tygodniu złapać i pomolestować jego szefa - skutek tego jak na razie nikły. A on sam formalnie nie ma z Oskarem nic wspólnego - poza adresem pobytu psa znaczy (przynajmniej tak to wynika z dotychczasowych ustaleń).
-
Bożenko, nie chcę się wtrącać, bo wiem, że wszystko łatwo się mówi lub pisze - ale jeśli kobieta nie ma konkretnych dowodów na to, że to jej pies, to na pewno i według prawa nikt nie musi jej go oddawać. Powiedziałabym, że nawet wręcz przeciwnie. A z tego, co piszesz, wygląda, że i nie ma po co. Najlepiej byłoby w ogóle nie podawać jej adresu nowych właścicieli (bo telefon, z tego, co widzę, już pewnie ma, adres niestety być może też), żeby nie fundować im w razie czego zbędnych "przyjemności". Zresztą możesz jej w razie czego powiedzieć, że znalazł się również inny właściciel suni i musisz w takim razie dokładnie sprawdzić, czy i kto mówi prawdę. Może to po prostu mój pies?? Ona jest taka ciut beaglowata, więc się zainteresowałam kilka m-cy temu...też nie mam żadnych dowodów:razz: Wszystko zależy od nowych właścicieli. Jeśli nie chcą oddawać psa niepewnej osobie, to absolutnie - jeśli nie ma czipa, książeczki ze zdjęciem, fotografii z psem itp. - nie ma o czym mówić. A nawet wręcz przeciwnie - obecni właściciele, posiadający umowę, są jedynymi prawnymi właścicielami Stelli. No, chyba, że ta koleżanka ma jakieś konkretne i jednoznaczne dokumenty. Że nie wspomnę, że bez zwrotu kosztów utrzymania, leczenia itp. psa w ogóle nie ma co mówić o konieczności oddania go - wręcz przeciwnie, koszty mogą rosnąć o utrzymanie za każdy dzień. I bezsprzecznie powinny być zapłacone. Chyba, że to okazaliby się faktycznie normalni ludzie - ale z tego, co czytam, to nic na to nie wskazuje.
-
Cieszę się, że Laura ma dom:loveu: I to jak:):) Mam nadzieję, że wszystko się będzie układać coraz lepiej:) Czy to u tej kobiety, która do mnie pisała z ogłoszenia na tablicy? Jeśli tak, to chociaż odrobinę może się jednak Laurze przydałam...:oops: Głupio mi, że tak ją musiałam zostawić, choć naprawdę nie miałam wyboru (zresztą, nadal nie mam...) - dobrze, że Malinka się nią zajęła - i to jak dobrze:) W życiu bym jej tak nie wyćwiczyła na agility;) Oczywiście zmieniam tytuł:lol:
-
Wciąż nic nie wiem. Obawiam się, że może coś kręcą, w każdym razie ten chłopak - właściciel to nie jest jakaś szczególnie odpowiedzialna osoba. I nie mam pojęcia, gdzie, z kim i w jakich warunkach mieszka. I czy pies jest rzeczywiście z nim, może już nie, może go komuś oddał. Wiem, że nie bał się wychodzić z nim bez smyczy, co też nie jest dobrze. Wciąż liczę na to, że go znajdę i tak po nitce do kłębka. Prośba do wszystkich z Będzina i nie tylko - rozglądajcie się, może gdzieś się Oskar pojawi - z kimś na spacerze lub sam. Jego łatwo zauważyć i rozpoznać. Może mieszka gdzieś w domu, może jest na jakimś podwórku, w każdym razie chłopak na pewno nie miał swojego stałego mieszkania. Poza wszystkim - nie wiem, co jest prawdą, a co nie... Tyle informacji, i to takich lichych:shake:
-
SCHRONISKO W SOSNOWCU : II Zbiórka Publiczna na ogrzewanie boksów !
leonarda replied to gosia2313's topic in Już w nowym domu
[quote name='gosia2313']Tego Flipera? : [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-bXRWQFFeU74/TrPd39RCioI/AAAAAAAAUxU/Z6IwjzGW66U/s640/4354.JPG[/IMG] ja dzisiaj będę chyba spisywała adopcje to mogę potwierdzić, czy został adoptowany, jak tak to Ty potwierdź, czy to Twój siostrzeniec go zabrał i w jakiej miejscowości mieszka :)[/QUOTE] To oczywiście on:) Mieszka w Katowicach i, niestety, na razie wciąż jeszcze załatwia się w domu (na dworze na szczęście też;)). Ale Michał twardo sprząta, choć widziałam, ile Fliper potrafi nasikać naraz... Mamy nadzieję, że z czasem się tego oduczy. Śpi na łóżku z panem i zostawia kłęby sierści:evil_lol:, poza tym jest bardzo przyjazny wobec ludzi, wobec psów ma chyba "mieszane" uczucia - tzn. chyba jest zazdrosny o pana, ale to też pewnie minie z czasem. Jest na razie mocno chudy, ale ma apetyt. No i wykąpać się pozwolił bez większych problemów;) Ogólnie mam nadzieję, że Fliperowi zaczęło się naprawdę nowe życie. -
SCHRONISKO W SOSNOWCU : II Zbiórka Publiczna na ogrzewanie boksów !
leonarda replied to gosia2313's topic in Już w nowym domu
Nie wiem, czemu nie da się wkleić jego zdjęcia - za dużo znaków??? -
SCHRONISKO W SOSNOWCU : II Zbiórka Publiczna na ogrzewanie boksów !
leonarda replied to gosia2313's topic in Już w nowym domu
Prawdopodobnie Flipera dzisiaj adoptował mój siostrzeniec. Tzn. na pewno adoptował psa z S-ca, tylko nie jestem pewna, czy jego. Na dniach sprawdzę, zwłaszcza że chyba będzie problem z lękiem separacyjnym - a Fliper trafił do mieszkania w kamienicy. -
[quote name='Istar19'] i trzymaj się Iza![/QUOTE] Dzięki, Istar. Staram się. Dzięki kontaktowi od soboz może coś uda się bardziej wyjaśnić. Czekam i mam nadzieję. Ostatnio byłam bardzo obok wszystkiego, życie.. w sumie nadal jestem.. Ale wiecie, że nie odpuszczę. Żaden mój pies nie został pozostawiony sam sobie, jak było źle. I nie zostanie. Nawet trudno wyrazić, o ile silniejsza się poczułam z nadzieją na wsparcie Mileny. Zwłaszcza, gdy sama jestem w bardzo lichej kondycji. Mam wrażenie, że już nie tak lichej. że coś uda się zrobić. Dla Oskara.
-
Dziewczyny, przepraszam, nie wchodzę od dawna na dogo ani właściwie nigdzie. Z powodów bardzo nagłych i osobistych nie mam od października szans na konkretne zajmowanie się czymkolwiek. Mój numer telefonu też nie jest aktualny. Oczywiście nie znaczy to, że zapomniałam o Oskarze. Dopiero dzisiaj znalazłam chwilę i możliwość napisania tutaj. O Oskarze, oczywiście. Nie śpieszyłam się z informacjami, bo ich po prostu nie mam. Szczerze mówiąc - jestem załamana sytuacją. Nie działa telefon do jego właścicieli, gdy udało mi się ogarnąć ze swoimi sprawami i podjechać, zastałam niezamkniętą furtkę, zamknięty dom, bałagan i tłustawego, chyba chorego kota na podwórku. Ogólnie jakąś taką nieszczególną atmosferę bylejakości i opuszczenia. Po Oskarze ani śladu. Nie udało mi się dotąd porozmawiać z panem, to znaczy w ogóle go złapać. Wszystko to wygląda bardzo niewesoło. Tak naprawdę, to nawet nie wiem, czy Oskar żyje i gdzie. Udało mi się załatwić samochód z kierowcą z Katowic, który chętnie pojechałby do tej Kamienicy i pomógł szukać psa. Ale po pierwsze - ktoś z wolontariuszy np. musiałby z nim pojechać, mnie może się nie udać wyrwać na razie. A czas raczej nagli.. Po drugie - na razie tak naprawdę nie wiadomo, dokąd by należało jechać, bo przecież nie mam namiarów. Ciągle jeszcze liczę, że uda mi się w końcu przychwycić gdzieś tego gościa i wypytać. Ale równie dobrze może się na mnie po prostu wypiąć. Potwornie mnie gnębi ta cała historia. I wyobraźnia coraz bardziej mi pracuje:( Może byłby ktoś chętny pojechać??? Wystarczy wsiąść do samochodu... Błagam - ja naprawdę jestem w bardzo trudnej sytuacji i bardzo ograniczona, póki co. Najlepiej z katowickich wolontariuszy chyba, żeby w razie czego był wiarygodny dla schroniska czy fundacji...? Mogą to być dwie osoby, żeby było raźniej. Kierowca to młody chłopak, który w razie czego chętnie pomoże. Może to być w tygodniu lub w weekend.. Oczywiście o ile w ogóle będę kiedyś wiedzieć, dokąd:( Postaram się tu zaglądać, gdyby ktoś był chętny, dajcie proszę znać. Na pewno napisałabym, gdyby były jakiekolwiek informacje o Oskarze. Jak się nie odzywam, to znaczy, że nadal nic nie wiem:(:(
-
Vincent w typie sznaucera już w nowym domu!
leonarda replied to sosiczka's topic in Już w nowym domu
Dowiedziałam się, że pytacie o Vincenta i pana. Wybaczcie, ale ostatnio z powodów rodzinnych nie ma mnie m.in. tutaj. Telefon też mam póki co nieaktualny... To prawda - w listopadzie dowiedziałam się, że Vincent wpadł pod samochód:(:( W czasie jego pobytu u pana w Zakopanem miałam kontakt z panem (maile, tel.), aktualne zdjęcia (ostatnie z lata, gdy świetnie wyglądający Vincent bawił się z dzieckiem podjadał ze stołu w ogrodzie). Uważam, że pan był dla niego bardzo dobry. Zabierał go na spacery po górach, trzymał w domu (zimą byłam, widziałam posesję - zadbana, ogrodzona, miła), kochał. Niestety - willa jest w okolicy ruchliwej trasy, taki ostry zakręt tam jest, Vincent wychodził na spacery z panem - zdarzył się wypadek:(:( Może to była kwestia zbyt małej niestety wyobraźni pana - trudno mi to oceniać:( Na pewno jest dobrym i dbającym o psa (którego traktuje jak przyjaciela) człowiekiem. Ale stało się, jak się stało. Vincent przeżył u niego piękny rok, szkoda jednak, że był to tylko jeden rok:( Ocenę sytuacji zostawiam osobie, która ewentualnie myślałaby o oddaniu mu kolejnego zwierzęcia... Jeśli będę miała możliwość, wrzucę tu w weekend ostatnie zdjęcie Vincenta, które dostałam:( -
Laura była wczoraj na Zwierzomanii w parku chorzowskim. Okazało się, że super grzecznie jeździ samochodem, że bardzo ładnie zachowuje się wśród natłoku ludzi i zwierząt, że lubi oprócz kiełbasek również suchą karmę (przynajmniej tę w miarę przyzwoitą, którą jej zabrałam). Laurę na początku zafascynowały lamy, jedna prawie podeszła do niej pod ogrodzenie - i suczka strasznie miała ochotę pobiegać wśród nich. Wpychała głowę przez ogrodzenie i cicho poszczekiwała, jak mój Rufio w lesie...A może jakieś instynkty łowieckie się odezwały...;) Suni jeszcze niczego nie nauczyłam, poza lepszym chodzeniem na smyczy, więc na prezentacji nie miała co pokazać, tylko siebie.. Mimo to spodobała się kilku osobom, które do nas podeszły. Co nie znaczy, że znalazła kogoś chętnego na adopcję. Ale tego nie oczekiwałam, przyznam szczerze. Mam kilka zdjęć, które potem wrzucę - dziś lub jutro. U Laury [B]niepokoi mnie jedna rzecz[/B]: wczoraj pod koniec - a wyjeżdżałyśmy wcześniej niż inni - wyglądała mi na mocno zmęczoną, bardziej niż inne psy. Nawet parę razy jakby się potknęła,idąc:roll: A jest z nią coś, z czym pierwszy raz się spotykam - Laura nigdy, ale to nigdy, od pierwszego spaceru, nie załatwiła się na zewnątrz. Ani nawet siku nie było. No i wczoraj, mimo tylu godzin, mimo raczej obfitego jedzenia i picia - też nic. To bardzo dziwne, bo zwykle psy chętnie załatwiają swoje potrzeby po wyjściu z boksu. Suczki też...
-
Po adres udam się w tygodniu. Niestety, dowiedziałam się, że jak pan mi go nie zechce podać sam, to na pewno nikt o niego nie wystąpi (decyzja kierownictwa). Bo jedna wizyta już była, a na to pan się zgodził. Absurdalne i sprzeczne dla mnie z ideą wizyt poadopcyjnych i w ogóle wszystkiego, ale nie chce mi się komentować. Ja - wiadomo - nie mam do psa żadnych praw.. Zobaczymy, co wyjdzie u pana. Cały czas mam nadzieję, że będzie jakoś to wszystko.
-
Z maili to jakoś tak chyba mniej wychodzi niż z telefonów - tak mi się zdaje... ale oby się udało, oczywiście! Ja się mało wpisuję, ale oczywiście podczytuję wątek. I te czekam na ten domek agrowy... [quote name='Gisic87']Doszły wpłaty: bela51 - 10 zł za wrzesień leonarda - 10 zł za wrzesień [/QUOTE] Mam pytanie - czy to nie za październik?
-
Oj, byłoby super! Bo chyba najgorsze to czekanie i obawa, co się tam z Oskarem dzieje. Gdybyś coś była w stanie konkretnej powiedzieć, to prosimy i czekamy, bardzo:modla: Na razie nie wykluczam żadnej możliwości - nawet tej, że w przypadku złych warunków psa trzeba będzie odebrać. Oby okazały się jednak dobre...
-
Zajrzyjcie proszę na [B]wątek Oskara z mojego bannerka[/B] - [COLOR=red][U][B]bardzo potrzebna osoba z Kamienicy (powiat limanowski) lub okolic [/B][COLOR=black]lub ktoś, kto ma tam psiolubnego znajomego czy rodzinę![/COLOR][/U][/COLOR] Chodzi o sprawdzenie, co się dzieje z psem! Musiałby to być ktoś sensowny, oczywiście, ale nie trzeba zrobić wiele - choćby tylko zdjęcia i rozejrzenie się tak ogólnie po posesji...
-
No, jak chyba każdy. Mnie od rana prześladują różne wizje. Dodam, że jest coraz chłodniej i będzie coraz bardziej, a tam chyba nie zadbali o to, by docieplić miejsce spania:shake: Pytałam o to, ale pan raczej zlekceważył temat - jeszcze jest ciepło przecież....:angryy: A Oskar ma już swoje lata i nie chciałabym, żeby w deszczach pojawił się np. reumatyzm czy inne problemy ze zdrowiem. I jest jeszcze jedna sprawa - nawet jeśli pojadę, to CO, JAK ZOBACZĘ TAKIE WARUNKI, ŻE NIE BĘDĘ W STANIE ZOSTAWIĆ GO TAM, BO MI SERCE PĘKNIE??? Nawet nie chcę o tym myśleć i staram się tłumaczyć sobie, że na pewno nie jest tak źle, że mam przerost wyobraźni. Ale jeśli? Ani nie będzie mi wolno go wziąć ani nie mam dokąd. Ten kretyn nawet nie pomyślał, że coś może być w tym wszystkim nie tak. Pies po miesiącu zabrany ze schroniska wędruje znów gdzieś, w obce nowe miejsce do jakichś byle jakich ludzi, którzy najprawdopodobniej tylko co jakiś czas napełnią mu miskę i tyle. A czym napełnią? Ja wiem, jak się w tamtych okolicach żywi i traktuje psy (oczywiście wiadomo, że nie każdy). Staram się myśleć pozytywnie - zdrowa okolica, piękne zapachy, łąki; moze go tam naprawdę lubią, może o niego dbają... Ale jakoś mnie to nie bardzo przekonuje:-( Sam w nocy, nie wiadomo jak w dzień, gdy pracują. A co w weekendy? W niedzielę nie pracują na pewno, to co - siedzi tam też sam. Boję się też, by po prostu nie zdziczał w takich warunkach. Jest bardzo mądry i proludzki, ale to jednak pies i jeszcze dobek - i nawet nie ma stałego pana:-( [B]maciaszek [/B]- dzięki za link do wątku, moze spróbuję kogoś uprosić, by tylko chociaż podjechał i zerknął, gdybym ja nie mogła. Zresztą - czas płynie, a tam nie wiadomo, co jest (obym była tylko złym prorokiem!). Ale najpierw muszę zdobyć namiary, a z tym nie jestem pewna, jak będzie. W każdym razie muszę przemyśleć jak gadać i podjechać tam na dniach jeszcze raz.
-
Ja mam dobrych znajomych w Woli Skrzydlańskiej pod Mszaną i myślę, że wybiorę się do nich w październiku (tzn. ze względu na Oskara sobie tak wymyśliłam) - to jakieś 50 km od Kamienicy. Uznaję to za "rzut beretem", bo co mam zrobić? Pytanie, czy uda mi się wyrwać w te okolice na 2 dni (bo na krócej się do nich nie jeździ) i czy znajdę Oskara.... Mąż mi mówił, że to może nie być łatwe, bo ta Kamienica ma sporo odnóg pod jakieś górki i można tak krążyć. A zdecydowanie wolałabym trafić tam bez uprzedzenia. Jakoś nie bardzo mi się chce wierzyć, żeby mu tam stawiali jakąś super budę na budowie... Idealnie byłoby gdyby znalazł się ktoś stamtąd...
-
Kometa - "gwiezdny pies" i jej dzieci już w domku :)
leonarda replied to fernari's topic in Już w nowym domu
Wiecie, a ja dawno jakoś nie przeglądałam wątku Komety... Wczoraj sobie wpadłam i myślę - co to za szczeniaczki na zdjęciach? czyżby fernari przygarnęła jakieś na DT..? A potem doczytałam sobie wszystko - ale mi szczęka opadła:evil_lol: Fernari - spóźnione wprawdzie, ale gratulacje:loveu: Za całokształt:evil_lol: -
[quote name='soboz4']Takie wieści o każdym psie chcę czytać parę razy dziennie! :lol::lol::lol:[/QUOTE] A te to nie wiem, czy ktoś chce....:shake: Hmmmmm...... Miałam zamiar usiąść przy komputerze i wrzucić dzisiejsze zdjęcia z wizyty u Oskara....ale zdjęć nie ma i raczej przez jakiś czas nie będzie:shake: Pojechałam tak bez zapowiedzi, po pracy - patrzę, a panowie pracują na zewnątrz, bramka otwarta, a psa - ani śladu:shake: Był ten miły pan, co poprzednio, który zapytany, uśmiechnął się z zakłopotaniem i stwierdził, że Oskar jest w górach...że sobie pojechał "na wczasy".... No, wyobrażacie sobie moją minę i w ogóle:roll: Był też ten drugi, nieco mniej kontaktowy. Powiedział, że piesek jest fajny, że u nich odżył itd.. Ja na to, że wiem, jaki fajny, ale GDZIE JEST I Z KIM???!!! Po wysileniu swoich umiejętności śledczych, w końcu wyciągnęłam nieco więcej informacji. Podam je Wam krótko, tyle co usłyszałam. Nie powiem, żebym była zachwycona. Oskar jest (podobno) w górach. Pan nie liczył na moją znajomość powiatu limanowskiego, ale przypadkiem znam. Więc podobno w Kamienicy. Pilnuje tam budowy. Plac jest ponoć ogrodzony, więc nie jest uwiązany (szczerze mówiąc nie udało się dopytać, czy jest tam coś w rodzaju kojca, a trudno mi sobie wyobrazić biegającego luzem na budowie przy robocie psa... Ale nie chcę podjudzać ani pisać czegoś, o czym nie wiem). W dzień są robotnicy, w nocy zostaje sam - by nikt nic nie wyniósł z budowy. Pan wziął go do pilnowania, a ponoć to jego budowa, więc jest jakby u niego i stróżuje...JAKBY... Karmi go kuzyn, który tam pracuje i jest codziennie. Podobno ma (Oskar, nie kuzyn) zabezpieczone warunki niezłe do życia (buda? jaka?). Oskar jest tam podobno od około tygodnia. Na moje pytanie, czy tak zamierza wypożyczać go do pilnowania albo wozić po całej Polsce, pan odparł, że kiedy zrobią dach, Oskar wróci do nich i ma tu już zostać. Czyli od miesiąca do dwóch - tyle miałby jeszcze być na tej budowie. Nie chce mi się dokładnie streszczać wszystkiego, bo nic więcej konkretnego nie mogę napisać. Nie ma możliwości, bym dostała np. mms z jego i warunków zdjęciem, "bo tam na wsi nikt nie będzie się takimi rzeczami zajmował". W zasadzie nic nie mogłam zrobić więcej niż umówić się na telefon w drugiej połowie października, by sprawdzić, jak z tym powrotem psa. Pan twierdzi, że na tej budowie jest wszystko ok i Oskar też się sprawdza. Ja...ja ludziom generalnie mało wierzę w to, co mówią. Może to i prawda. Nie burzyłam się bardzo, bo nie było sensu i nic bym tym nie wskórała, co najwyżej zniechęciła go do siebie i posiadania psa ze schroniska. Poczekam i zobaczę - i tak powrót do schronu byłby znacznie gorszym wyjściem, bo może faktycznie nie jest tak źle. Więc na razie nie straszyłam, powiedziałam tylko, że się martwię i będę musiała wszystko sprawdzać. Niemniej niepokój we mnie jest i to spory. No i Oskar tak jakby bez właściciela, bo tam jest przecież z kimś nowym, obcym... Zapytałam jeszcze (bo niewykluczone / ale też nie pewne/, że będę w okolicach Kamienicy za jakiś miesiąc), czy mogę tam zobaczyć na miejscu, co z psem. Pan zachwycony nie był, ale też nie bronił się za bardzo. Stwierdził tylko, że nie wiadomo, czy trafię, bo tam nie ma jeszcze adresu, a na pewno nie mogę liczyć na to, że ktoś po mnie wyjedzie czy pokaże mi drogę czy cokolwiek. Oczywiście odparłam, że nie potrzebuję, bo sobie poradzę. Jeśli będę się wybierać, to mam zadzwonić i on mi spróbuje wytłumaczyć, gdzie to jest. Akurat! Gdyby udało mi się jechać, to najpierw spróbuję obczaić (szukając budów) całą Kamienicę sama, bez uprzedzania kogokolwiek, a dopiero, jak nic nie znajdę, to zadzwonię i poproszę o namiary... W każdym razie nie była to miła niespodzianka. Oby jakoś dobrze to się skończyło. Pewnie, że może być tak, że nie jest tak źle, Oskar niebawem wróci i będzie tutaj. Ale...sami wiecie....wszystko może być. Dodam, że drugi (czyli ten główny właściciel) podoba mi się mniej od chłopaka, który był poprzednio sam. Nie żeby jakoś bardzo źle, ale mniej. Choć o psie wyrażał się dość ciepło. Mam nadzieję, że to tylko moja obecność i pytania go tak średnio nastroiły - w końcu był w dość głupiej sytuacji. Generalnie mam wciąż za uszami hasło z doktora Hausa - "wszyscy kłamią". Więc trudno mi było zachować uprzejmość, a jednocześnie strawić nieobecność psa i niechęć do wyjaśnień.
-
Zapisuję sobie Ciapka.