Śpieszę poinformować, że podróż dla Myszki była bardzo traumatyczna - bedactwo śliniła się, trzęsła jak galareta i serduszko kołatało jak szalone. Pierwszą rzeczą jaka zrobiła po przekroczeniu progu, było zaszycie się w kociej quwecie (gdzie się również wysikała). Moje koty doznały mega szoku, bo niczego nieświadome natknęły się na obcego w ich własnym wychodku:)
Bidulka siedzi od dłuższego czasu pod sofą, podstawiliśmy jej pod nosek suche jedzonko, wodę i jakieś przysmaki, które przyniósł dla niej mój tata. Jednak nie liczę na to, że dziewczynka dzisiaj spod tego łóżka nam wyjdzie...:(
Krystian nie omieszkał wystawić naszych dzisiejszych fotek na facebooku, wiec się chyba Myszką bardzo cieszy:)
Mam nadzieje, że sunia sie do nas i naszych kochanych kotków przekona, że damy radę, bo jest kochanym psem.