Kolejny dzień z Samsonem. Sądzę, że psiak mnie nawet nieco polubił. Nie ma już tej ewidentnej ignorancji z jego strony. Dostał dziś w prezencie od Reyes nową obrożę. Jest porządna i chłopak dobrze w niej wygląda. Na zajęciach bardzo się starał. Koncentrował się na mnie o wiele bardziej niż ostatnio. Choć nadal niewiele mu trzeba było do dekoncentracji, szczególnie pod koniec szkolenia. Bardzo ładnie wykonywał siad i waruj. Mocno intrygował go kliker. Chciał skubnąć to małe, niebieskie pstrykające pudełko. Nie żeby był na nie zły, ale ciekawiło go. Kliker okazał się nie jadalny, ale Samson za to spałaszował trzy parówki, pół słoiczka przysmaków, trzy paski wołowe i "co ludzie rzucili". Jednym słowem wybredny nie jest i apetyt mu dopisuje. Teraz jego opiekun, amator, czyli ja, musi się zabrać za PR i wysłać skubańca do jakiegoś miłego domku.
PS: Czy Samson nie wygląda jak krówka o smaku toffi? :)