-
Posts
11052 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Everything posted by Istar19
-
w hodowli nie pomogę, bo ja mam same kundle ;) (choć jedną sunię w typie BC właśnie) ale może na fb Ci pomogą. Polecam grupę Border Collie Polska https://www.facebook.com/groups/bordercolliepolska/?hc_ref=ARRcaAcCq5rsD30jcOPzm17UxtqZVFYp9oTGI_ecg8_J73ARU-5Fk8q5Bg4FIqiXFks często są tam dyskusje na temat aktualnych miotów i hodowli :)
- 1 reply
-
- 1
-
-
- merle
- bordercollie
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
Piękne psy ! a teraz co bym nie pomieszała na stronie (wprowadzę piesy jutro po pracy), proszę zdecyduj jak mają mieć na imię na 100%, bo się potem ciężko na stronie zmienia :) pies nr 1 duży biały - myślę, że Atut fajne imię :) On ten język ma taki zabarwiony, jest to jakiś siniak, czy po prostu ma coś z chowchowa ? ;) pies nr 2 może zostanie Fillem? Fill fajne brzmi :) suczka nr 1 fama brzmi dobrze, to tak ją jutro wprowadzę :) suczka nr 2 - zakochałam się...no ale 5 już mam...no nic, może będzie Elara? Ona wygląda jak krótkołapy wilczek...Elara to księżyc Jowisza, albo Skadi - księzyc saturna :) albo wybierz, co chcesz, tylko daj znać :) pies nr 3 - Kibic brzmi fajnie, to tak będzie :)
-
Tak sobie siedzę, za oknem w końcu jest jakieś powietrze, a nie gęsta zawiesina...>oczywiście wiąże się to z tym, że już na spacerze zmokliśmy...ale przynajmniej jest czym oddychać, a człowiek się nie rozpuszcza!< I siedząc tak sobie myślę, że jeszcze miesiąc do naszej dwuletniej rocznicy od kiedy Licho jest z nami... Niby tylko dwa lata...a nam się wydaje jakby była z nami zawsze....a z drugiej strony, te dwa lata minęły błyskawicznie ! Kiedy Licho do nas przyjechała miała około 8 miesięcy...i już pierwszego dnia pokazała nam, gdzie jest jej miejsce :D Oczywiście, że na łóżku ;) Nic się ten aniołek nie zmienił i te nasze pierwsze zwariowane spacery...z dala od ulicy tylko na szelkach, a przy drodze na szelkach i obroży...bo się bała bardzo samochodów i się obawialiśmy, że się z czegos zerwie Troszkę kolorki zmieniła przez te 2 lata...teraz już nie ma tak ciemnego grzbietu Ja się ciągle pytam...jak ktoś mógł wywalić taki słodki pyszczek? My jej wszystko wybaczaliśmy...zjedzone fotele, poszarpane okrycia, zjedzone książki, zabawki, klapki.... nadgryzione wszystkie drewniane elementy w mieszkaniu...No nie w sposób było jej tego nie wybaczyć...przecież ona nie robiła na złość...ona nie wiedziała, że nie wolno...nudziło się jej, a ząbki ją świerzbiły - to naturalne u młodego psa, któremu nie wytłumaczy się dobrze zasad. Nam się udało ją tego oduczyć. W końcu... poprzez eliminowanie przedmiotów z zasięgu jej pyszczka, które mogłaby zjeść i pracę nad zostawaniem samemu w domu, a także męczenie zarówno fizyczne, jak i psychiczne, doszliśmy do tego, że przestała niszczyć...no może nasza praca z nią była na drugim planie w drodze do skończenia destrukcji...może Licho po prostu w końcu z tego wyrosła samoistnie ;) A ktoś ją wyrzucił...tą małą, młodą dzikuskę, która bała się przez kilka dni wchodzić na schody, przechodzić przez próg, czy wejść do łazienki (nadal do niej rzadko wchodzi, ale już wchodzi), bała się własnego cienia i nas...szczególnie Patryka. Nie bała się jedynie naszych pozostałych zwierzaków - szczególnie Ruperta i Maszy. Z Rupertem od samego początku znaleźli wspólny język ;). Tak sobie gdybamy, że ktoś ją chyba trzymał głównie na podwórku przez te jej pierwsze kilka miesięcy....bo to to ani smyczy za dobrze nie znało, ani do domu z początku sama nie chciała wchodzić (musieliśmy ją przez próg, jak pannę młodą nosić...), bała się ulicy, obcych ludzi, głośnych dźwięków, gwałtownych ruchów...Nadal boi się ludzi, którzy idą np z kijkami do nordingu...albo z parasolem, czy laską, ale już nie ucieka na ich widok przed siebie bez opamiętania...teraz chowa się za mną :P A jaki mieliśmy problem z siusianiem i kupkaniem na zewnątrz...Licho potrafiła chodzić z nami po lesie/łące/ulicy przez 2-3 h i ani razu nie zrobić siusiu...po czym wracała do domu i pierwsze, co to robiła kałużę na kafelkach ...tak samo było z kupką. W końcu wyprowadzaliśmy ją jak szczeniaka - po wstaniu, po posiłku, jak tylko się oddalała do jakiegoś kąta i chwaliliśmy ją tak mocno za zrobieniu siku na trawniku (jeśli takowe zrobiła), że sąsiedzi uważali nas chyba za czubków :P Dopiero po jakimś dłuższym czasie (co najmniej kilka tygodni) Licho zaczęła załatwiać się poza podwórko. Bo nawet, jak już w domu się jej rzadko zdarzało, to robiła tylko na trawniku przed domem...Nawet jak była na kilku godzinnym spacerze. Kiedy po raz pierwszy zrobiła siku w lesie, to my skakaliśmy z radości :D aż się psy z nas śmiały.... Licho ktoś kiedyś wyrzucił...a ja choć nie rozumiem dlaczego, to się z tego powodu bardzo cieszę. Bo gdyby tego ten ktoś nie zrobił...nie byłoby dziś z nami mojego aniołka !
-
no ja tez mam nadzieje, że podpasuje...ale one lubią takie zakamarki, więc i schowana kuweta powinna być spoko :) czy upiększymy...pewnie kiedyś w końcu tak...bo ja nie potrafię mieć zwykłych mebli i ścian :P Ale jeszcze szafki kuchenne są w kolejce do malowania...mam już plan, ale brak mi farby i czasu...ale od 4 września mam 2 tyg urlopu to się może za te szafki wezmę ;)
-
Tysia jesteś genialna !! Musimy taką zrobić...deski mamy, wkręty mamy...no po prostu cudo !
-
podesłałam znajomym Ezję, Morię, ale też Oreo i Fenusia...powiedziałam, że masz jeszcze jedną sunię i ją też im pokażę. Może do któregoś psiaka serce im mocniej zabije...zobaczymy. Nic na siłę ...w końcu to decyzja na lata. Choć w ich przypadku, nawet jakby nagle się z psem nie dogadywali, to po prostu pies wyląduje u mnie na DT i tragedii ani powrotów do Was nie będzie :) No ale pożyjemy, zobaczymy, czy się zdecydują na ten krok :)
-
Venus z tego, co kojarzę była najpuerw w DT, a następnie znalazła DS...ale pewnośc ma tylko Edyta :) Edi odświeżyłam WSZYSTKIE ogłoszenia jakie miałam na 5 portalach...więc są wszystkie znane mi psy ogłoszone na 2-3 miasta każdy :) linków nie wstawiam, bo to szkoda czasu na taką ilość... Nowe ogłoszenia dla starych i nowych psów mogę zrobić w przyszły czwartek przed 16 ;) (pewnie około 13-15 w zależności ile psów miałabym ogłosić), wtedy powstawiam linki do ogłoszeń :)
-
A widzisz..zawartość kuwety to nasza zmora :( Nie wiem, czy moim psom czegoś brakuje, czy po prostu mają takie upodobania kulinarne... Trójka z piątki moich diabełków, kuwetę uważa za stołówkę...Pal lich...nie nie! Pal sześć kupki...ale ja się boje, że one i żwirek wtedy połykają...co jak im zaszkodzi?? Niestety one są niereformowalne...można dawać klapsa i fukać na nie, kiedy mają głowę w kuwecie...i i tak niema efektu :( Bo co z tego, że ja je przyłapię 2 razy...jak za trzecim mnie nie ma i się stołówkują. wiadomo, że jak słyszymy robiącego coś w kuwecie kota, to idziemy sprzątać..ale nie zawsze da się posprzątać od razu (no czasem samemu się siedzi na kibelku np, albo w góle nas nie ma) a im wystarczy 20 s i kuweta w "magiczny" sposób jest czysta...heh. A ja tylko przeklinam w duchu bo wciąż gołą stopą (w końcu jest upał..chodzi się bez skarpetek i papci!) wdeptuje w silikonowy żwirek..to boli :P Już próbowaliśmy zastawiać wejście do kuwety tak, by koty miały swobodny dostęp, a psy nie...nic to nie dało, bo po prostu konstrukcję z desek i gwoździ rozwaliły bardzo szybko... Kuwety mamy dwie, Jedną z budą, gdzie jest żwirek silikonowy i jedną odkrytą, gdzie jest normalny żwirek, ale nie zbrylający się...o dziwo w ten drugi żwirek koty częściej siusiają niż kupkają, ale i tam się zdarza dwójeczka...to psy już w ogóle mają raj...żyjemy na 35 m2...nie mam gdzie dać kuwet tak, by psy nie miały tam żadnego dostępu...no ale zdecydowaliśmy się tu zostać to się musimy małym metrażem zadowolić...za to nikt tu nie narzeka na nasze zwierzaki i mamy święty spokój :) Marzy mi się taka kuweta...ale i to niej pewnie w jakiś sposób by się dobrały te diabelskie pomioty...niestety cena kuwety odstrasza nas troszkę :) http://www.zooplus.pl/shop/koty/kuwety_pielegnacja_kota/kuwety_kryte/kuwety_duze/321842 albo taka... http://www.zooplus.pl/shop/koty/kuwety_pielegnacja_kota/kuwety_kryte/kuwety_bez_filtra/198106 z nich chyba byłoby ciężej wyjadać ...chyba :P
-
hehe no u mnie to Masza z prawego boku pod kołdra, koło głowy z prawej strony (między mną a Patrykiem) Licho, z lewej strony koło głowy Nusia, a koło nóg Holi :) czasem Licho zmieni się miejscem z Sol i wtedy to ona śpi między poduszkami...a Rupert to lubi spać na nas ...5.5 kilo żywej wagi leżącej na piersi...taaak potrafi to człowieka przydusic ;) oczywiście, że pamiętam zgryźliwego staruszka
-
Jak opisujesz Finkę, to jakbym o Licho czytała :P Ale tego mojego Lichowego aniołka za żadne skarby nikomu nie oddam ! Wiesz...ja, jak oddam, też będę żałować...ALE...z drugiej strony, jak to cudownie byłoby znów mieć tylko 3-4 psy :P z trzeciej strony...już mi wszystko jedno ile ich mam...byle się wszyscy (poza Pestką niestety) zmieścili do łóżka...bo co jak, co bez psów i kotów to ja spać nie umiem już :D Pesteczka na nasze szczęście na łóżko nie potrafi wskoczyć, jednak tylne łapki mocno się jej dają we znaki, choć po tabletkach jest 100% lepiej. No ale dobrze, że na łóżko nie wchodzi, bo wtedy to już bym się tam ja nie zmieściła :P To raz, a dwa to niestety zdarza się jej czasem popuszczać...no cóż...starość nie radość :) np bo jak ich tu do łóżka nie wpuszczać ;) Maszy na zdjęciu łóżkowym nie mam...bo ona nawet w wielkie upały śpi pod kocem ^^ to mogę co najwyżej zrobić zdjęcie polarowego pagórka :P Borze Wiecznie Zielony! Moje życie ogranicza się do: - pracy (gdzie myślę o zwierzakach i o nich najwięcej mówię) - książek (które czytam najczęściej z jakimś zwierzem na kolanach/za plecami/na moich stopach) - domu (gdzie wciąż sprzątam po sforze i piorę po kotach) - spacerów (oczywiście z psami! Bo chodzenie samemu mija się z celem o całe lata świetlne) - rozmów na żywo i w internecie głównie na tematy związane ze zwierzakami... Jestem nienormalna, nie mam innego życia niż to związane ze zwierzakami...no cóż...mój wybór, moja pasja, moje szaleństwo ;)
-
tłumów brak, bo ciepło zabija wszelkie chęci stukania w klawiaturę :P fajnie Was widzieć :) Ostatnio nam do zakrytej kuwety wpadła...HOLI...wlazła do kuwety...pokręciła się parę razy na żwirku i...się na nim wyłożyła...była z siebie bardzo zadowolona ! :) (chyba było jej tam chłodno)
-
no właśnie...cała prawda o byciu tymczasem ... Cóż tu dużo mówić...liczę na to, że się jednak nie odezwą :P Ale jak się odezwą...no to wtedy oddamy im psinę, ale oczywiście na umowie adopcyjnej, no i będziemy sprawdzać, czy jej np. na dworze nie trzymają itp (dom z ogrodem, pod lasem, ale pies ma być w domu i ma mieć spacery, 3 dzieci - jakoś 13-16 lat). Z drugiej strony się trochę boję, że ją oddadzą po jakimś czasie i to skołuje Nusie... bo np. jednak coś im nie spasuje w niej... Nusia ma swoje zachowania specyficzne i wszystko im mówiłam i opisywałam, ale no co innego słuchać, co innego widzieć...Ona nie jest agresywna do nikogo...ale np. bardzo nie lubi czesania - potrafi kłapnąć zębami na szczotkę, a jak w szczotkę nie trafi, to i w rękę...nie gryzie (mnie nigdy nie ugryzła, łapie tylko zębami i zaraz puszcza, nawet ślad nie zostaje), ale różnie to ludzie mogą zinterpretować, chociaż im o tym opowiadałam dosyć długo. Przy zabawie, jak się bardzo mocno nakręci też zdarza się jej podgryzać, choć staramy się do tego nie doprowadzać (chociaż w stosunku do Licho, czy Holi, to Nusia "gryzie" ledwo co :D, kiedyś opiszę zachowanie mojej Licho...mały diablik z niej czasem ! ) Z finansami na tą chwilę problemów nie mamy...po prostu trochę mniej odkładamy na przyszłość...coś za coś, za to mamy świetną psio/kocio/szczurzą rodzinę ;)
-
powiem Ci, że kiedy przyjechali się zapoznać z Nusią, to ja miałam łzy w oczach na samą myśl, że jej może z nami nie być...w końcu 8 miesięcy to szmat czasu. Jak się sami odezwą po tym 26 sierpnia i nadal będą ją chcieli adoptować, to oczywiście ją wydamy, bo dom naprawdę sprawia dobre wrażenie i Nusia miałaby tam dobrze (mam nadzieje...wiecie jak to czasem bywa), ale jeśli się nie odezwą, to wiem, że nie będę już więcej szukać...choć szukałam tyle miesięcy. Ale teraz, kiedy dla nich całe plany zmieniliśmy....( i nie żałujemy tego! ) po prostu wiem, że dla Nusi jesteśmy już rodziną...tak samo, jak dla Pestki. One nie patrzą się na nas jak na obcych...nie traktują domu, jak hotelu. Po takim czasie się zastanawiam, czy one w ogóle by chciały wrócić do dawnych domów, gdzie ich życie było...inne...nie mówię, że złe, ale inne...puste w moim mniemaniu (brak innych zwierząt), nudne (brak długich spacerów i zabaw), choć one może patrzą na to inaczej. A co tu dopiero mówić o całkowitej zmianie na nowy dom...znowu obcy, znowu inny.... A swoją droga marzy mi się owczarek...belgijski...przez to, że mi się owczar śnił...że takiego szczeniaczka wzięliśmy z jakiegoś placu do domu...A potem zobaczyłam ogłoszenie hodowli z FCi z aktualnym miotem...i przepadłam :D No ale...6 psów na stałe, to już za dużo...nie chodzi o czas...ale finansowo to bym wysiadła już ;) a to z dzisiaj...ciężko je ustawić do zdjęcia! W jakiś najbliższy wspólny mój i Patryka dzień wolny, musimy poprawić to ujęcie...zrobić drugie podejście do letniego zdjęcia na głazie ;) (od 2015 roku, co kwartał mniej więcej robimy takie zdjęcie na tym głazie ;) ) Za to beze mnie potrafią ładnie zapozować :)
-
dzięki dziewczyny :) Nusi nikt nie chce...może ona nam pisana i tyle ;) choć wszystko się okaże po 26 sierpnia...jesteśmy po spotkaniu z potencjalną rodziną, ale oni pojechali jeszcze na wakacje z dziećmi i jak z nich wrócą i nadal będą chcieli adoptować psa, to się mają odezwać....zobaczymy.... Jak ten dom nie wypali, to postanowiliśmy, że Nusia zostaje z nami...jest już u nas od 8 miesięcy, więc szukanie domu to już chyba mija sie z celem...- ale ten czas leci swoją drogą... a my się już nauczyliśmy żyć z 5 psami...choć czasem marzy się taki spokojny spacer ...gdzie oczu dookoła głowy nie trza mieć ;) ze względu na nasze zwierzaki i tak już plany życiowe zmieniliśmy...i się nigdzie nie wyprowadzamy! one się czują w obecnym mieszkaniu dobrze, choć im trochę ciasno, my się tu czujemy w sumie dobrze, choć nam trochę ciasno...ale się kochamy i ciasnota nam nie wadzi aż tak ;) oj tak Tysia...wiele osób na ulicy sie mnie pyta czy to moje, czy wyprowadzam za pieniądze...fajnie jakby mi kto płacił kilometrówki za spacery z moimi psami...bylabym bogata :p ale już się chyba w mojej okolicy przyzwyczaili do tego widoku...nawet jak idę z jednym jeszcze więcej ... komentarze i pukanie się w głowę są coraz rzadziej ;) za to okoliczne dzieci nas uwielbiają! I o dziwo najczęściej się pytają czy mogą pogłaskać psy, nie lecą do nich od razu...pewnie ze względu na ich ilość ;) zawsze tylko zdziwienie ze to same suczki...i teksty typu - jak Pani to robi ze one się nie gryzą. No nijak, mam po prostu grzeczne damy ! ( damy...taaa ;))
-
no ja też nie wierzę...to już prawie 8 miesięcy jak Nusia jest z nami...Pestka 8.5 miesiąca...."sensownych" telefonów..kilka...ale i tak nic z nich nie wyszło.... Jesteśmy na nie skazani widocznie :) dobrze jest...choć nie powiem...czasem mi się marzy spacer na dwa - trzy psy, a nie na 5-6 :D Taki spokojny...gdzie nikt nie traktuje mnie, jak worka ziemniaków przyczepionego do smyczy...gdzie nie muszę mieć oczu dookoła głowy i jeszcze w kilku innych miejscach, by ogarnąć sforę... Choć nie mam co narzekać! Moje sunie ważą w sumie około 90 kg...i są na tyle łaskawe, że nie wykorzystują swej przewagi...ani liczebnej, ani wagowej...i sytuacje, gdzie jest mi trudno je utrzymać są bardzo rzadkie ;) tu akurat Patryk je prowadził, bo ja na rękach niosłam psa - Piko, którym się kilka dni opiekowaliśmy...a który nie miał sił już dalej iść ^^ akurat się świetnie ustawiły...nie dość, że rude przeplatane czarnym, to jeszcze wielkościowo ;)
-
Nie pamiętała, kiedy po raz pierwszy otwarła oczy. Nie pamiętała, kiedy po raz pierwszy poczuła coś więcej niż zapach swej matki. NIe pamiętała nic z tych pierwszych tygodni...nic konkretnego, poza uczuciem bezpieczeństwa, sytości i bycia kochanym… Co więc pierwsze naprawdę wbiło się w jej pamięć? Porzucenie. Strach. Samotność i cisza w wielkim, hałaśliwym tłumie. Nagle nie było matki, nie było znajomego człowieka. Nagle była ciemność, kraty i strach. Wszystko co dobre, rozpłynęło się w mgnieniu oka. Zostało tylko zło… Stan ten na szczęście nie trwał długo. Nie minęło dwóch tygodni, kiedy pojawił się nowy człowiek i przyniósł ze sobą nadzieję lepszego jutra. Jakiegokolwiek jutra...Zjawił się człowiek, zabrał na ręce i pomógł opuścić te miejsce porzuconych dusz. Teraz już pamiętała. Dotyk ukochanej pani. Jej głos, jej zapach. Całym jej światem stało się małe mieszkanie i wytarte ścieżki krótkich spacerów. Mieszkanie, które dawało pozorną wolność i smycz, która była zawsze obecna poza nim. Przez kolejne 3.5 roku nic się nie zmieniało. Rytm dnia był zawsze ten sam. I ona była sama….tylko ona i jej pani. Tęskniła do towarzystwa innego niż ludzi. Ale to była tęsknota ukryta pod miłością do swej właścicielki. W sumie...innego życia nie pamiętała...Strach, porzucenie i lęki dzieciństwa odeszły w niepamięć. Dorastała. Wyrosła na ładną istotkę o bystrym, ale zdystansowanym spojrzeniu. Miłość pani dała jej pozorną radość życia, ale i kilka zbędnych kilogramów. Nie było szalonych zabaw, nie było gonitw, ani psiego berka...Było zwykłe, monotonne życie psa, którego miejsce jest na kanapie, a spacery ograniczały się do zbędnego minimum...zawsze na uwięzi. Nie czuła się z tym źle...w końcu nie wiedziała, że psie życie można wyglądać zupełnie inaczej. Liczyło się dla niej tylko jedzenie i spokój u boku swej ukochanej pani. Po nieco ponad 3 latach, los się jednak znów chciał odegrać na szczęściu psa. Tragedia w rodzinie sprawiła, że na wiernego przyjaciela zabrakło już czasu i miejsca. Sunia miała znów trafić do schroniska. Tym razem nie jako słodki 3 miesięczny szczeniaczek, który szybko znajdzie dom, ale jako 3,5 letnia suczka, która choć piękna, to...pospolita i w schronisku zniknęła by pośród dziesiątek innych mordek….a lęki i strach powróciłyby z prędkością światła. Tak się jednak nie stało. Dla Nusi, 3,5 letniej, średniej suni, znów uśmiechnęło się szczęście. Zamiast do zimnego kojca, trafiła do domu tymczasowego. Zamiast wielkiej samotności, ale i walki o przetrwanie, dostała ciepły dom i psie towarzystwo, o którym zawsze skrycie marzyła. Pierwsze dni były trudne. Bądź, co bądź była psim jedynakiem przez ponad 3 lata. A tu nagle trzeba było wejść do stada 4 suczek, które już hierarchie sobie ustanowiły. Ale nie takim przeciwnością Nusia stawała na przeciw. Szybko załapała rytm stada i złapała, co jej wolno, a czego nie może się nigdy dopuścić. Do swej nowej, ludzkiej rodziny, podchodziła długo z lekkim dystansem. Pokazując zęby ze strachu, kiedy nie wiedziała czego się od niej oczekuje, albo dlaczego czegoś jej nie wolno...skoro do teraz robiła to samo i uchodziło jej to płazem. Najgorszym nemesis Nusi jest szczotka...czesanie do teraz kończy się niemą wojną...ale człowiekowi, nawet w atakach paniki, nigdy nie zrobiła krzywdy. Mimo małych zgrzytów, Nusia szybko odkryła, że spacery nie muszą oznaczać tylko i wyłącznie chodzenia na smyczy zawsze tymi samymi drogami. Odkryła, że spacery to eksploracja wciąż nowych terenów, to czas na zabawy z innymi psami...na te szalone gonitwy i tego podgryzanego berka, którego tak bardzo jej w poprzednim domu brakowało, chociaż nie potrafiła wtedy tego nazwać. Już po kilku dniach w DT biegała na spacerach z linką i pięknie reagowała na wołanie, po kilku tygodniach linka nie była już potrzebna...Nusia pilnowała się nowych opiekunów, jakby znała ich od zawsze… Tak zaczął się nowy rozdział w jej życiu. Samotność zmieniła się w duszę towarzystwa, nudne spacery w wielkie przygody, a smycz nie oznaczała już niewoli...ale była to zapowiedź swobodnej zabawy z resztą psów na wielkich, otwartych terenach. Teraz Nusia nie boi się już spać brzuchem do góry. Nie boi się nowych osób..wręcz przeciwnie z każdym chciałaby się witać. Kocha psy nad własne życie! A psie zabawy to coś, na czym mogłaby spędzać każdą minutę dnia. Zgubiła zbędne kilogramy, nabrała kondycji i tylko oczekuje spacerów...tylko ona i je ludzko - psia rodzina. W domu? W domu grzeczna, jak była, tak jest. Radośnie wita opiekuna, gdy ten wraca do domu, ale nie hałasuje zanadto. W nocy śpi...jak na psa kanapowego przystało...na łóżku wraz z resztą psiego towarzystwa...Rano budzi człowieka lizaniem....czasem...najczęściej to ją trzeba budzić, kiedy chce się pościelić łóżko. Z kotami też żyje w dobrej komitywie, chociaż wciąż nie rozumie, dlaczego niektóre mruczki nie chcą się z nią bawić...i wręcz ją atakują..to bezczelne! Ale nic na to Nusia nie poradzi...że jeden z kotów jej tymczasowej rodziny nie lubi nikogo...a szczególnie psów… Nusia trafiła do Dt w styczniu 2017 r. Nusia wciąż szuka Stałego domu....choć kochamy ją jak własnego psa. Choć ona kocha nas...i serce woła - dajcie spokój, przecież jesteście rodziną! To rozum wie, że lepiej by jej było gdzie indziej… Najlepiej gdzieś, gdzie jest jeden - dwa psy lubiące się bawić..a nie całe ich stado… Gdzie człowiek mógłby poświęcić jej więcej czasu, a nie musiał dzielić czasu na 4 inne psie duszki… Gdzie nadal miałaby choć jeden długi spacer, na którym mogłaby pobiegać luzem. Gdzie nadal mogłaby spać tuż obok głowy pani/pana...tak by całą noc czuć jego obecność obok siebie… Nusia nadal szuka domu stałego...tylko kto ją pokocha tak samo, jak my? Kto ją pokocha tak samo, jak nasza druga suczka Licho? One są jak siostry...na spacerach nierozłączne. Kto Nusi da dom lepszy niż nasz? U nas nie jest idealnie...ale jesteśmy rodziną...na dobre i na złe. Mimo to...Nusia wciąż szuka domu stałego, bo tak będzie lepiej...tylko dla kogo? Taki był z niej przerażony pulpet w styczniu 2017 r. mając 46 cm w kłębie ważyła 20 kg ! teraz wciąż ma 46 cm w kłębie, ale waga zdecydowanie niższa - 14 kg :) i to spojrzenie szczęśliwego psa ;) ze swoją najlepszą przyjaciółką, Licho ;) ---> zmęczone po spacerze...choć Nusię teraz bardzo ciężko zmęczyć ;) w tle Holusia nasza psia rodzinka plus Fado, pies którego mieliśmy na kilka dni, kiedy jego pan wyjechał :)
-
wspaniale, że Hemtan znalazł swojego właściciela! Albo właściciel jego...sporo chłopak przeszedł ;) Edytko, bo jak rozmawiałyśmy jakiś czas temu, to w końcu nie dosłyszałam, czy zdjąć już Digiego ze strony ;) jakiś psiak jeszcze znalazł dom? Kogoś na coś ogłosić? mogę ogłoszenia zrobić jakieś dziś popołudniu, albo jutro rano :)