Witam,
To ja jestem tą Karoliną z Wrocławia, na wątek przywołała mnie Mama, która tu śledzi losy Diry. Rozumiem Wasze zaangażowanie i nieufność, bo chociaż Dogomanię czytam od niedawna, to zdążyłam już się przekonać, że zdarzają się sytuacje, o jakich 'filozofom się nie śniło', więc mam nadzieję wyklarować trochę sytuację i odpowiedzieć na pytania, które tu padły.
Skąd wiemy o Dirze? Otóż już od pewnego czasu nosiłam się z zamiarem adopcji psa, wreszcie się zdecydowałam i tu właśnie na Dogo znalazłam psa, który podbił moje serce. Nawiązałam kontakt, zostałam prześwietlona, pokazałam Dogomanię Mamie, zdjęcie 'mojego' astka ustawiłam sobie w komputerze jako tapetę. W międzyczasie w moim życiu wydarzyło się kilka zawirowań i między innymi pojawił się szczeniak OND, którą to bestię kocham nad życie. Wzięłam więc w rękę telefon i już miałam dzwonić do wolontariuszki opiekującej się 'moim' astkiem i rezygnować z adopcji, kiedy on na mnie 'spojrzał' z puplitu mojego komputera, niemalże z wyrzutem, 'co, rezygnujesz ze mnie? Ty też?'. Odłożyłam więc telefon i zaczęłam rozważać wszystkie za i przeciw posiadania dwóch psów. Ponieważ mam dość czasu, pieniędzy i energii, a dwa psy chowają się lepiej i mają więcej ruchu (bo sama choćbym nie wiem, jak się starała nie wybiegam psa na spacerze tak, jak wybiegają się dwa psy nawzajem), nie widziałam żadnych przeszkód, zadzwoniłam i poinformowałam, że jeśli astek dogada się z moją bestią, to moja chęć adopcji pozostaje w mocy.
W tym czasie rozmawiałam o posadaniu dwóch psów z Mamą (już wcześniej miałyśmy w domu dwa psy, naszego ukochanego mixa ONa, niestety już za Mostem, i wziętą ze schroniska we Wrocławiu suczkę, która dziś żyje z Mamą w Niemczech), Mama przyklasnęła idei. Zauważyłam więc, że Mama sama ma tylko jednego psa i... No i tak Mama uznała, że również ma doskonałe warunki na drugiego, więc czemu by nie. I tak rozpoczęły się poszukiwania niedużej suczki, która zamieszkałaby z Mamą i jej sunią.
Co do 'handlu psami za 200 euro'... Kizimizi była u mnie, zna numer mojego telefonu, mój adres zamieszkania, poznała mojego psa (który jest wart znacznie więcej, niż 200 euro). Mama przyjechałaby sama, gdyby nie fakt, iż w połowie grudnia zdaje egzamin na kursie językowym, w którym uczestniczy i do tego czasu musi pozostać w Niemczech. Żeby sunia w tym czasie nie siedziała w schronisku, Mama poprosiła, żebym ją przechowała u siebie do tego czasu. W rozmowie z Kizimizi zadeklarowałam, że jeśli schronisko nie wysterylizuje psa, ja zrobię to na własny koszt jeszcze tutaj w Polsce (ponieważ znam tu doskonałego lekarza, który leczył wszystkie moje psy i do którego mam 100% zaufania, jeśli jakikolwiek zabieg, to tylko u niego) i wtedy Kizimizi będzie mogła odwiedzać suczkę po sterylce i dowiadywać się o jej zdrowie. To, plus koszt szczepień, odrobaczania, paszportu, transportu psa samochodem do Zachodnich Niemiec - znacznie więcej, niż 200 euro, interesu nikt by tutaj nie zrobił. Bo też nikt nawet nie pomyślał o interesie, chyba że o interesie psa.
Przy okazji nadmienię, że jeszcze przed wizytą Kizimizi wiedziałam, w którym schronisku znajduje się suczka, mimo to wizyty nie odwołałam. Mam nadzieję, że to również świadczy o mojej uczciwości, że nie pojechałam i nie 'porwałam' psa ze schroniska, gdzie bez zadawania pytań zainkasowano by 50zł za wydanie i na tym by się skończyło. Mimo to wolałam się pokazać, pokazać jak dogaduję się z moim psem, odpowiedzieć na pytania.
Zdjęcia domu mojej Mamy - oczywiście, że wiem, gdzie moja Mama mieszka, zdjęcia zostały przesłane, by Kizimizi mogła zobaczyć suczkę Mamy i warunki, jakie są psu zapewnione. Jest do domek w zabudowie szeregowej, na tyłach znajduje się ogród ograniczony ścianą garaży. Wspominam o tym, ponieważ ogród jest tak zabezpieczony, że można tam psy spokojnie wypuścic i zostawić same sobie, nikt obcy (w tym obce zwierzęta) nie dostanie się na teren, nie ma też możliwości zrobienia podkopu czy ucieczki w inny sposób. Poza wypuszczaniem do ogrodu Mama wyprowadza swoją sunię na regularne spacerki, niestety nie jest w stanie zapewnić jej wystarczającej ilości 'szaleństwa', w związku z czym suczka ma nadwagę. Dwa psy szalejące razem rozwiązałyby problem braku ruchu, dwie suczki mogłyby razem w ogrodzie bądź na spacerku spalić wszelkie nadmiarowe kalorie.
Co do kontaktu z psem po adopcji - Mama mieszka w Niemczech, jest 'skomputeryzowana', nie ma problemu z przesyłaniem aktualnych zdjęć psów. Ja mieszkam na stałe we Wrocławiu, można do mnie dzwonić lub nawet odwiedzić mnie w moim mieszkaniu. Nie mam niczego do ukrycia, jeśli ktoś jeszcze chce mnie 'prześwietlić', zapraszam na kawę lub sok i rozmowę o psach, życiu i całej reszcie. Dam się wylegitymować z dowodu osobistego i paszportu, Wasza nieufność jest dla mnie dowodem troski o los psa, więc wcale się nie obrażam, mam nadzieję rozwiać wszelkie wątpliwości. Podobnie istnieje możliwość spotkania z moją Mamą, kiedy ta przyjedzie w drugiej połowie grudnia do Polski.
Pozdrawiam serdecznie,
Karolina