Mili_25
Members-
Posts
119 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Mili_25
-
Wiesz, ja mam opinię nienormalnej już od dawna ;-) Jako jedyna na osiedlu szkolę mojego psa. I każdego dnia trenujemy. Więc światełko niewiele zmienia :) :) :)
-
[quote name='Marta_Ares']dziekuje mi tez sie strasznei podoba :loveu: a firma to Lupine ;)[/QUOTE] Tak myślałam, ale nie byłam pewna ;-) Jest świetny!
-
[quote name='Marta_Ares']doszedl nam komplet od Magdy:multi: jest cudowny:loveu: taki fajny morski odcień :loveu:[/QUOTE] Komplet śliczny :) Jakiej to firmy?
-
[quote name='taks']No z tymi telefonami do weta to faktycznie masakra. Mój ma włączoną na głosnik automatyczną sekretarkę ( własnie po to aby nie przerywając badania pacjenta w gabinecie ocenić czy dzwoni ktos z pierdołami czy sprawa pilna i trzeba natychmiast odebrać). I nie uwierzycie z czym ludzie potrafią dzwonić ( wiedząc, że gabinet jest czynny i że NA PEWNO wet jest zajęty bo tam tłok jest zawsze). Przykłady? proszę tylko z paru ostatnich moich pobytów w gabinecie: "co mam dodać do ryżu bo właśnie gotuję - wołowinkę jak zwykle czy może wątróbki bo mam sliczne. Panie doktorze ile watróbki tygodniowo może zjadać moja miuńka, bo przedwczoraj tez jadła?" "panie doktorze kotek mi od wczoraj rana bardzo wymiotuje ale teraz nie mogę przyjechac bo dziecko ma lekcje fortepianu - czy pan doktor poczeka na mnie z zamknieciem gabinetu tak z godzinkę to [U]może uda mi się[/U] przyjechac" "dzwonie bo chce się tylko dowiedzieć czy moja suczka jest zdrowa - nie mam czasu przyjechac ale poproszę o adres mailowy to przesle wyniki badań. Chodzę z suczką gdzie indziej ale ciekawa jestem pana opinii. To nie będzie kłopot, prawda?" A wet tez człowiek, tez ma dom, rodzinę, tez bywa zmęczony i na prawdę ma prawo sie bronic przed zjedzeniem żywcem ...[/QUOTE] taks, czytając Twoje cytaty śmiałam się na głos :evil_lol: Ale tak jest, to prawda! Ludzie mają takie pomysły, że czasem to aż płakać się chce. I zupełnie się zgadzam z Twoim ostatnim zdaniem. W 100%. Weterynarz [B]ma prawo[/B] być zmęczony, ma prawo mieć wolny czas tylko dla siebie, dla rodziny. Ma prawo wyjść do kina czy obejrzeć telewizję. Jak wybierałam lekarza to wiedziałam, że może zdarzyć się taka sytuacja, że w nagłym wypadku (w nocy lub w weekend) będę musiała pojechać do jakiejś lecznicy całodobowej. Bo Tośki lekarz czysto teoretycznie wtedy nie pracuje. Zresztą zapytałam się Jego wprost - jaką lecznicę mi w Warszawie poleca, gdyby coś się działo, a On byłby niedostępny ;) Bo i tak się może zdarzyć, a chciałabym w takim wypadku być spokojna.
-
[quote name='Chefrenek']Taaa...Wzięci weterynarze nie mają czasu do toalety wyjść a gdzie jeszcze odpowiadać na sms'y. No i pojawia się pytanie czy konsultacja przez sms to w ogóle konsultacja? Weterynarze to też ludzie a nie cudotwórcy, którzy przez sms'a ocenią stan psa.[/QUOTE] Tylko nikt nie mówi o ocenianiu stanu psa ;-) Nie wygłupiajmy się :) Ale jak nie mogłam się dodzwonić, wysłałam sms-ka i za chwilkę dostałam odpowiedź - np. że w sobotę nas przyjmie, żebyśmy już jechali do gabinetu.
-
[quote name='Konstancja15'][U]Skoro znowu zostałam wywołana do odpowiedzi to: [/U] Ale gdzież by śmiała posądzić Cię o taką popleczniczą nieuczciwość ;) Oczywiście masz prawo mieć własną opinię. I tutaj też zdarzały się zarówno pozytywne jak i negatywne wypowiedzi o jakimś weterynarzu lub lecznicy. [U]I o to chodzi, żeby mogły ujrzeć światło dzienne jedne i drugie [/U]- [U]jeśli w ogóle jest jakiś sens w zakładaniu tematu o polecanych weterynarzach lub tworzeniu rankingów. [/U] [U]Gorzej, jeśli tylko pozytywne opinie mają racje bytu, a niezbyt pozytywne (bo nawet nie zdecydowanie negatywne) wywołują lawinę dziwnych (podoba mi się określenie chefrenka) reakcji[/U]. [U]To jest przecież niebezpieczna jednostronność[/U]. Zaś gwoli wyjaśnienia dotyczącego [U]opisu[/U] moich doświadczeń z panem Rabiegą. Mili_25 - wyjęłaś fragment z mojej wypowiedzić i być może dlatego nie zrozumiałaś. Napisałam, że już w trakcie leczenia miałam pewne zastrzezenia, ale [U]nie były one tak duże, zeby szukac pomocy dalej[/U]. Żadne odejscia i powroty nie miały miejsca. Pewnie az do zgonu psa leczyłabym go u pana R., nie majac pojęcia, że pies jest już w stanie terminalnym ([U]nie[/U] [U]zostałam o tym poinformowana, co wiecej -nie zostały wykonane żadne badania, które wskazałyby na taki stan[/U]), gdyby nie fakt, że w 5 dniu kolejnej podaży przez niego leków ([U]stosowanych na zupełnie co innego[/U]) stan psa w końcu tak się pogorszył, że biegiem zawiozłam go na ostry dyżur do wspomnianej tu lecznicy. Nie czekałam też na "zmiłowanie boskie" -jak domniemujesz. A powinnaś to wiedzieć, jeśli rzeczywiscie przeczytałaś moja opinię w portalu znanylekarz.pl A co do kontaktów telefonicznych z panem R. ,to: 1) na jego wizytówce widnieją dwa numery telefonów, pytanie -po co? - skoro w razie potrzeby nie można na żaden z nich się dozwonić, bo jak mówisz - pan R. - jest tak zajęty, że nie moze ich odbierać? Na marginesie - nie miałam tego typu problemów z późniejszym kontaktowaniem sie z obiema lecznicami. A też lekarze w nich przyjmujący mają pacjentów bez liku (oczywiscie SGGW ma recepcje, ale lecznica przy Kulczyńskiego już nie) 2) wątek kontaktów telefonicznych w tamtejszym poscie został podniesiony przeze mnie [U]tylko z tego powodu[/U], że w innych opiniach mowa była o tak wyjatkowym zainteresowaniu tego lekarza losem swoich pacjentów, ze podobno dzwonił lub sms-ował sam, jesli przypuszczał, ze z powierzonym mu zwierzeciem moze sie cos dziac lub jesli miał sygnał od własciciela, że cos sie dzieje. W moim przypadku było całkiem odwrotnie więc zaznaczyłam to w swojej tamtejszej wypowiedzi. Ale w sumie, wazniejsze - [U]jesli juz chodzi o samo leczenie u pana R[/U]. - jest to, że w 5 dni (ostatnia wizyta u niego) przed ostateczną diagnozą (dwukrotna zresztą ) w lecznicy na przy Kulczynskiego i Klinice SGGW, nie rozpoznał zaawansowanego procesu nowotworowego, bo nie zalecił czy nie wykonał prostego badania -usg jamy brzusznej , mimo zgłaszanych przeze mnie dolegliwości psa również tej strony i mimo wcześniejszej informacji, że jest on 1.5 roku po usunięciu raka sutka.[/QUOTE] Konstancja - no to teraz moja kolej :) Twoją wypowiedź na portalu z rankingiem czytałam kilka razy. Jest tam wyraźnie napisane, że problemy z psem pojawiły się 5 dnia leczenia podczas wieczornego spaceru. Jest również napisane, że do lecznicy pojechaliście dopiero w nocy. A więc czekałaś. Kilka godzin, ale zawsze. A często liczą się minuty... Jeżeli chodzi o opinie o lekarzach. To normalne, że każdy lekarz będzie miał opinie i pozytywne i negatywne. Ważne, aby nie były to opinie wystawione pod wpływem emocji, bo można tym kogoś bardzo skrzywdzić. Co do kontaktów telefonicznych. Tak - na wizytówce są dwa numery telefonu. I jestem święcie przekonana, że gdy dzwoni telefon, a lekarz nie ma pacjenta to go odbiera. Ale tam są pacjenci prawie non-stop (co także o czymś świadczy). Wiem, bo w zasadzie zawsze czekam w kolejce. Jeżeli lekarz ma dobrze zbadać pacjenta, to nie może podczas badania co chwilkę podbiegać do dzwoniącego telefonu. To dla mnie normalne. Nie dociera do mnie Twoja opinia, że z lekarzem nie można się skontaktować. MOŻNA. Jeżeli się chce to można. Ja nigdy nie miałam z tym problemów. Są maile i sms-y. A w ciężkich przypadkach wsiadaliśmy w samochód i po prostu jechaliśmy do Niego. Masz wątpliwości co do tego czy lekarz naprawdę interesuje się swoimi pacjentami. Tak - interesuje się. Nie raz dostaliśmy sms-ka z pytaniem "Jak się czuje Tośka?". A co do leczenia - nie wierzę, że lekarz coś zaniedbał. Po prostu nie wierzę. Tym bardziej, że jak moja Tośka miała niewielkie problemy z jelitami (powtarzam - niewielkie!) to od razu, bez zastanowienia robił jej USG. Jak miałam wątpliwość, bo w pewnym momencie Tośka zaczęła za dużo pić - od razu była kontrola cukru (czy to aby nie cukrzyca), itp. Takich przypadków było naprawdę wiele. Gdybym nie znała lekarza, to być może zasugerowałabym się Twoją opinią. Ale znam Go. Leczę u Niego mojego psa. I jak na razie nic nie wzbudziło mojego niepokoju. Na każdej wizycie przekonuję się, że wybór był naprawdę dobry. Chcę, żebyś wiedziała, że mi także bardzo przykro że straciłaś swojego przyjaciela. Rozumiem Twój żal i smutek. Ale nie rozumiem oskarżania na forum takiego człowieka :(
-
Utrata psa to coś strasznego. A już w ogóle jest koszmarem, gdy żył z nami 15 lat. Człowiek się bardzo przywiązuje. I to rozumiem. Sama mam psa i zawsze gdy zachoruje to bardzo to przeżywam... I nie wyobrażam sobie nawet, że nagle można go stracić. Ale nie oszukujmy się. Psy to istoty żywe. I chcąc nie chcąc muszą kiedyś od nas odejść. Jest to bardzo ciężki okres dla właściciela. Ale myślę, że nie można tak po prostu oskarżać o to kogoś. I to w dodatku anonimowo na forum. Jeżeli Konstancja uważa, że został popełniony błąd lekarski to są specjalne instytucje, gdzie się to zgłasza. Ja odbieram to trochę inaczej. Jest to, według mnie, szukanie winnego na siłę. Padło na lekarza. Szkoda tylko, że na lekarza, który ma olbrzymie doświadczenie, wiedzę i w opinii wielu pacjentów potrafi dokonywać cudów... A jeżeli chodzi o opinie na portalu z rankingiem lekarzy. To nie są (w większości) opinie lekarzy weterynarii. To opinie zwykłych ludzi, którzy są zadowoleni z pracy tego lekarza. I opisują swoimi słowami co o Nim sądzą. Wiedza, doświadczenie, fachowość - są niezbędne. Ale ważne jest także podejście do pacjenta i jego właścicieli. I o tym pisali ludzie na tym portalu. Takie jest moje zdanie :)
-
[quote name='***kas']Moje osły jedzą wszystko- nie wiem jak Ruda, ale myślę, że się nie wyłamie. Przecież inne jedzą, to ona tez je! U nas w tym roku pierwszy raz święta w tak dużym gronie, moja rodzina, rodzina TZ i szwagierka ze swoim TZ, który to ma od nowego roku się do nas wprowadzić. Zaraz po tym jak Teściowie idą do Swojego nowego domku:diabloti: Czyli będzie nas 12 osób plus 3 psy i koń. :evil_lol: Coś czuje, że będzie baaardzo wesoło :razz:[/QUOTE] WOW :) To będziecie mieli SUPER święta. Ja bardzo lubię jak jest dużo ludzi. To będzie pierwsza Wigilia naszej Tośki. Już wiem, że o dużej żywej choince mogę zapomnieć... Moja panna by ją zjadła i były by problemy ;-) A po lecznicach w święta nie chcę jeździć... Więc będzie żywa, ale maleńka, taka na stół. Tośka podobnie jak Wasze psy dostanie od Gwiazdora smakołyki. A oprócz tego dostanie swoje pierwsze dyski do frisbee :) Mam nadzieję, że będzie zadowolona.
-
[quote name='isabelle30']zawieszka TRIXI flasher jest swietna. baterie wytrzymuja naprawde dlugo. psa widac na duza odleglosc i w gestych krzakach. polecam. uzywamy takiej od roku[/QUOTE] Oj tak! Zawieszka jest naprawdę super. Pies jest bardzo dobrze widoczny. Nie wypowiem się na temat baterii, bo mam ją od kilku dni ;-)
-
[quote name='Marta_Ares']ja ostatnio zamawialam smycz z tej aukcji: [url]http://www.allegro.pl/item842964854_uwaga_super_cena.html[/url] i jestem bardzo zadowolona, blyskawiczna przesyłka, dobry kontakt, smycz przyszła nowa, orginalnie zapakowana i dokladnie taka jaka chcialam:loveu:[/QUOTE] Marta, cena faktycznie SUPER! My też mamy Flexi i czasem z niej korzystamy, ale tylko jak chodzimy w szelkach. Jakoś nie wyobrażam sobie smyczy automatycznej przypiętej do obroży ;-) Ale ja mam szczeniaka jeszcze :)
-
[quote name='Konstancja15']Być może piszę w niewłaściwym miejscu (za co przepraszam), ale jestem tu nowicjuszem i nie zauważyłam tematu (poza pojedynczymi postami), który umożliwiłby mi przekazanie niniejszego ostrzeżenia. [B]Ostrzeżenie[/B] dotyczy [B]bardzo przytomnego korzystania[/B] [B]z opinii zawartych w portalach promujących/ polecających danego lekarza.[/B] W uzasadnieniu przytoczę historię mojego przypadku. Dramatycznie szukając kolejnej pomocy dla swojego psa m.in. posłużyłam się rankingiem weterynarzy z portalu znanylekarz.pl (to portal, w którym można wyrażać swoje opinie [U]również ad "ludzkich" lekarzy[/U] ) Wybrałam weterynarza, który nie miał ani jednej niepochlebnej opnii (wszystkie rewelacyjne, chociaż w różnym stopniu uargumentowane) Już w trakcie lecznia zaczęłam mieć pewne zastrzeżenia , co do sposobu prowadzenia przez niego psa, ale nie były one tak duże, żeby szukać pomocy jeszcze gdzie indziej. [U]I to był mój drugi błąd (pierwszy - naiwne zaufanie w rzetleności i prawdziwość tamtejszych opinii)[/U]. Korzystanie z porad rzeczonego weta trwało dwa miesiące, po czym - w tragicznych okolicznosciach - trafiłam z psem na ostry dyżur do 24-godzinnej kliniki. Lekarze z tej kliniki zajęli się psem w sposób bardzo profesjonalny (pełen zestaw badań, konstulacje z innymi lekarzami z poza kliniki itp) , ale niestety nie byli w stanie nic już zrobić, poza utrzymaniem (przez miesiąc) psa przy życiu -minimalizując jedynie jego cierpienia (leczenie paliatywne). (Liczne guzy w wątrobie i śledzionie były tak duże, że operacja na nic by już się zdała, a dostarczyłabym tylko zwięrzeciu - jeśli by ją przeżył - nieludzkiego bólu po fakcie). Po stracie psa, gdy rozpacz na tyle zmniejszyła się, że byłam w stanie używać rozumu, umieściłam w rzeczonym portalu swoją opinię. Wypowiedź była długa, spokojna, bez ocennych sformułowań i wybuchów rozżalenia. Przytoczyłam tylko fakty (diagostykę i leczenie owego weterynarza oraz opis diagnozy weterynarzy z kliniki 24-godzinnej, wyniki badań), a ocenę pozostawiłam czytającym. Nadto, zrobiłam wszystko, żeby w żadnym stopniu nie naruszyć regulaminu portalu ani zasad netetykiety. I tragicznie śmieszne- wobec następnych zdarzeń- jest to, że w gruncie rzeczy z mojej wypowiedzi wcale nie wynikało, że danego lekarza należy omijać szerokim łukiem. Jej wymowa i intencja zmierzała tylko do uczulenia następnych osób, szukajacych u niego pomocy. No i.... zaczął się "balet". Po mojej opinii pojawiła się następna, wystawiona przez - uwaga! - innego lekarza. Opinia całkiem dezawuujacą moją. Padały w niej głównie określenia ad presonam, a rzeczowych kontrargumentów było jak na lekarstwo. Początkowo, na podstawie kilku pierwszy słów, miałam nawet wrażenie, że wystawił ją ów weterynarz. No miał prawo się bronić..., tylko, czy w taki sposób?! Ale dalsza treść sugerowała, że jest to opinia zupełnie niezależnego lekarza, który tylko korzystał z pomocy wskazanego i nie zgadza się z moim zdaniem. Jednakże, gdy jeszcze raz i uważnie przeanalizowałam styl wypowiedzi, sformułowania oraz pewne odniesienia do całej sytuacji, [U]z przerażeniem powzięłam podejrzenia, że ową opinię napisał jednak weterynarz, u którego leczylam psa[/U]. [U]Czyli - ów pan "podszył się" pod innego właściela zwierzęcia. [/U]Wierzyć mi się nie chciało, że taki proceder, w takim miejscu, jest możliwy (przecież to nie czat towarzyski) wiec poprosiłam znajomych (dzięki im za to), żeby zweryfikowali ewentualną moją paranoję i trzeźwym okiem (dodam, że również profesjonalnym) ocenili, czy możliwe jest, żeby "podejrzaną" opinię wystawił sam zainteresowany. [U]I.... dostałam potwierdzenie[/U]! :(. [U]Co więcej, znajomi wskazali mi też inne opinie, które -ich zdaniem - również były pisane przez zainteresowanego. [/U] Ciąg dalszy tej całej historii oczywiście ma swoje miejsce, ale że i tak post jest długaśny - oszczedzę jej Państwu. Na koniec ujawnię jednak nazwisko weterynarza, o którym mowa była, choćby z tego powodu, że w tym portalu niektóre osoby (pojedyncze) polecały go (choć raczej ze słyszenia, niż w oparciu o własne kontakty). Weterynarz nazywa się [B]PAWEŁ RABIEGA[/B] i przyjmuję na Ursynowie, w Warszawie.[/QUOTE] Włączę się do dyskusji, bo tak się składa, że znam lekarza, który został przez Ciebie skrytykowany początkowo w innym serwisie, a później i tutaj. Konstancja - piszesz w swoim poście: "już w trakcie leczenia zaczęłam mieć pewne zastrzeżenia , co do sposobu prowadzenia przez niego psa" - ja w takim wypadku zabrałabym psa i wyszła. A Ty mając wątpliwości zostałaś, (ba!) wróciłaś do tego lekarza po raz kolejny. Wybacz, ale nie ma tutaj żadnej logiki. Poza tym znów chciałabym się odwołać do Twojej wypowiedzi. Twierdzisz, że miałaś problem w skontaktowaniu si ę z lekarzem (nie odbierał telefonów). Zgadzam się z Tobą - faktycznie bardzo ciężko dodzwonić się do tego lekarza. Ale z bardzo prostej przyczyny. On ciągle ma pacjentów! Nie wyobrażam sobie, aby badając psa obierał też co chwilę telefony. W takich sytuacjach są 2 wyjścia - 1. jeżeli sytuacja nie jest bardzo pilna - wystarczy wysłać e-maila lub sms-a z zapytaniem (ZAWSZE odpowiada), 2. jeżeli sytuacja jest pilna, to bierze się psa pod pachę i idzie do gabinetu, a jeżeli jest nieczynny to idzie się do innego lekarza. Dla mnie to normalne. Na pewno nie siedzi się w domu i nic nie robi. Tylko czeka - na co? Na pogorszenie?! Według mnie Pan Paweł to bardzo dobry lekarz. Jeżeli nie byłabym o tym przekonana to nie leczyłabym u Niego swojego psa. Moja sunia dość często choruje (tak to jest jak człowiek się nie zna i kupuje psa od przypadkowych ludzi, a nie z hodowli) i do tej pory Pan Paweł Rabiega zawsze nam pomagał. Powiem więcej - w soboty i niedziele gabinet jest teoretycznie nieczynny. Teoretycznie. Bo jak z naszą Tośką był problem w sobotę to pierwsze co zrobiliśmy to wysłaliśmy sms-a z pytaniem czy nas przyjmie. I zaskoczę Cię - nie było żadnego problemu. Innym razem, gdy też była potrzeba również byliśmy u Niego w sobotę. Nie zdarzyło się, aby nie odpisał na sms-a czy e-maila. Poza tym, który lekarz, tak sam z siebie, wyśle w trakcie leczenia sms-ka z pytaniem jak się czuje Jego pacjent? Pan Paweł jest też bardzo cierpliwym człowiekiem - wiem co mówię - należę do baaaaaardzo upierdliwych właścicieli. Muszę wiedzieć absolutnie wszystko, zadaję setki pytań (także dotyczące żywienia i pielęgnacji), a On zawsze cierpliwie odpowiada. Ja po prostu uważam, że decydując się na lekarza dla naszego psa, powinniśmy mieć do Niego 100% zaufanie. W innym wypadku to nie ma sensu. Albo ufasz lekarzowi i stosujesz się do Jego zaleceń, albo szukasz innego któremu zaufasz. Pan Paweł jest [U]BARDZO[/U] dobrym lekarzem i nie musisz nikogo przed Nim ostrzegać. On może tylko pomóc, na pewno nie zaszkodzi :) P.S. Od razu dodam, że nie jestem rodziną, znajomą, ... Bo jeszcze mnie o to posądzisz ;-)
-
[quote name='dzodzo']ja co prawda mieszkam na osiedlu domkow i mam sporo terenu własnego, pies praktycznie u kazdego sasiada-ale mnie osobiscie wk...maksymalnie bezsensowne ujadanie psow.Takze na wsi;) akurat naprzeciwko moja sąsiadka ma takiego jazgota, mała sznaucerko-terierke, na jej piskliwy głosik to mi sie noz w kieszeni otwiera(mimo ze naprawde kocham psy i wiele im jestem w stanie wybaczyc), wystarczy ze podjade samochodem pod brame(swoja) to malo ze skory nie wyskoczy tak drze pape.I tak cały dzien.Na szczescie na noc zabieraja ja do mieszkania wiec jest cicho.Jak kiedys w rozmowie tak w zartach powiedzialam jej własiciceile, ze strasznie jazgotliwa ta jej sunia to ona na to ze nie zauwazyla...no coz...kazdy lubi co ma...ja bym nie wyrobila z takim psem w domu U nastpenych sasiadow za to jest york, ktorego jak czasem wypuszcza wieczorem na ogrod to dosłownie szczeka w powietrze tak godzinke albo dwie, brrrrr.Budzi u mnie mordercze instynkty, przyznaje.Ale nikt na nikogo nie skarzy;) Jako ze mnie osobiscie przeszkadza takie psie zachowanie takze u moich psow więc od malego tepilam u mojej obecnej dobki szczekanie (takie bezsensowne) O ile w dzien jak biega sobie po ogrodzie i szczeknie bo akurat ktos przechodzi albo gdzies inny pies zaszczeka to jej pozwalalm, w koncu to pies.Ale jak ktos zna dobki to wie, ze to bardzo szczekliwe i czujne psy a głos jak dzwon wiec nauczylam ją reagowac na komende :cicho!!!!bardzo skuteczne i pozyteczne:)))polecam nie pozwalam jej szczekac w domu w nocy bo sa male dzieci a jak zabasuje to cegły leca ze scian:),ostro wydaje komende i pies sie przymyka,wie tez ze jak ja wypuszczam póżno po 22 na dwor na siku to jak tylko kłapnie paszcza w gwiazdy to jest uciszona, podobnie latem jak ma otwarty balkon w nocy-wtedy sie bardzo niesie wiec momentalnie ja uciszam. to tak w mysl zasady "nie czyn drugiemu co Tobie nie miłe"[/QUOTE] Mam prośbę :) Podpowiedz mi proszę jak ją nauczyłaś komendy "cicho". Ja pracuje z moim szczeniorem, ale "mała" weszła teraz w wiek, gdzie każdy nawet najdrobniejszy dźwięk jest powodem do ujadania. Sąsiadów mam super i nic nie mówią. Ale nie chcę nadwyrężać ich cierpliwości...
-
[quote name='taks']wtedy tak, konieczność wizyty u weta była czymś oczywistym ale teraz ( po ponad miesiącu ;)) to po co ma "lecieć"?[/QUOTE] Odpowiedzi pojawiły się trochę późno ;-) Byłam u weterynarza tego samego dnia co napisałam post na forum (tylko wieczorem). Tośka faktycznie była chora i z tego co pamiętam przez 3 dni jeździłyśmy na zastrzyki.
-
Mój szczeniak (6 m-cy) też chciał gryźć patyki. Ale nasz weterynarz powiedział, że absolutnie nie wolno jej tego robić. No więc pilnuję jej jak oka w głowie. Po pewnym czasie nauczyła się, że patyków nie wolno ruszać. Choć czasem się jeszcze zapomina ;-)
-
A mój 6-ciomiesięczny szczeniak dostaje Salvikal /1 łyżeczkę dziennie/ i tabletki FUN Pet Line /2 sztuki dziennie/. Pet Line stosuję od jakiegoś miesiąca. Czy ktoś z Was stosował je kiedyś u swojego psa? "Spisały się"? :)
-
[quote name='Rei']Włosy między opuszkami utrudniają życie, a ich wycinanie jest dla mnie kłopotliwe i stresujące. Jeszcze jak pies mi się wierci to w ogóle...[/QUOTE] Ja wycinam włosy kiedy Tośka jest mega zmęczona. To dobry sposób, bo przynajmniej mi się nie wierci. Zawsze bardzo uważam, żeby jej nie zaciąć, bo ja mam "złote" ręce ;-)
-
Czy dojrzewanie suki ma wpływ na zmianę jej zachowania???
Mili_25 replied to Mili_25's topic in Wychowanie
U nas też się trochę uspokoiło. Ale nie wszystkie zachowania. Cały czas cierpliwie szkolimy Tośkę i wierzymy, że ten burzliwy okres szybko minie ;-) -
[quote name='Melisa89']Dużo ludzi chce zaoszczędzić i kupuje szczeniakowi za duże szelki, bo szczeniak szybko rośnie to żeby na dłużej były. I tym właśnie można doprowadzić do deformacji. Oczywiście można kupić maluchowi szelki ale powinny być one dobrze dobrane, dużo osób sie na tym nie zna i kupuja pierwsze lepsze jakie zobacza w zoologicznym. Dlatego lepiej kupić obroże i nie martwić sie że mozemy zaszkodzić szczeniakowi. Karilka, tak znam takie przypadki. Mili_25, nie wierz we wszystko co CI wet powie. Oni czasem nie maja zielonego pojęcia na pewien temat a żeby nie wyjść na idiote to gadają różne pierdoły. Oczywiście nie mówie że Twój wet taki jest bo go nie znam.[/QUOTE] Oszczędzanie na szelkach nie ma sensu. To prawda, że początkowo pies szybko rośnie i pierwsze starczają na bardzo krótko. A swoją drogą - nieumiejętnym korzystaniem z obroży także możemy szczeniakowi zaszkodzić ;-) Gdy ktoś szarpie szczeniakiem w obroży (co zdarza się, że jest zalecane przy nauce równego chodzenia nawet w psich przedszkolach) to można mu uszkodzić tchawicę. Co do weterynarza. Wybranie lekarza dla mojego psa nie było łatwe. Sprawdziłam wielu lekarzy i wybrałam naprawdę bardzo dobrego. Sprawdził się już nie raz. I nie tylko przy moim psie. Dlatego mam 100% zaufanie do tego co mówi :) Według mnie głupotą jest leczenie psa u lekarza, do którego nie ma się 100% zaufania. Ale to tylko moje zdanie...
-
[quote name='Melisa89']dla 4 mies szczeniaka szelki? zrezygnuj z nich i kup obroże, teraz szczeniak jest w rafie rozwoju a szelkami mozesz tylko doprowadzić do deformacji klatki piersiowej.[/QUOTE] Mój szczeniak zaczął chodzić w szelkach jak miał 2,5 miesiąca. Oczywiście po konsultacji z weterynarzem, który stwierdził, że w takich szelkach jakie kupiłam (Ferplast) absolutnie nic sobie nie zdeformuje. Oczywiście pilnowałam, aby rozmiar szelek był dobry. Po dwóch miesiącach wymieniłam je na nowe - większe. Dziś Tośka ma prawie 6 miesięcy i chodzimy raz w szelkach, raz w obroży :razz:
-
A ja zamówiłam wczoraj mojej "małej" pierwszą obrożę Rogz. I mam nadzieję, że będzie wygodna i nie będę żałować. Z tej serii co ta fioletowa pokazana przez Martę. Tylko ja dla mojej złotej panny wybrałam czerwoną. Dotychczas chodziła w szelkach Ferplast, ale najwyższa pora, aby nauczyć się chodzić w obroży (bez kaszlu :evil_lol:).
-
[quote name='Martens']Mimo, że już prawie grudzień, kleszcze nadal atakują, zarażone niestety też. A już myślałam, że można zacząć urlop od Preventicu - a tu takie wieści. Chociaż w zasadzie ostatnimi czasy to nic niezwykłego.[/QUOTE] To prawda - kleszcze nadal są. W piątek Tośka dostała kolejna porcję kropli. Ciekawa jestem czy pod koniec grudnia też będę musiała z nią iść na nałożenie preparatu...
-
Czy dojrzewanie suki ma wpływ na zmianę jej zachowania???
Mili_25 replied to Mili_25's topic in Wychowanie
Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi :) Czuję, że jeszcze wiele przede mną :razz: -
Czy dojrzewanie suki ma wpływ na zmianę jej zachowania???
Mili_25 replied to Mili_25's topic in Wychowanie
[quote name='Martens']To może mieć wpływ... Suczka dorasta, hormony zaczynają działać, zaczyna bronić terenu swojego "gniazda"... Wkraczasz w ten fantastyczny wiek "psiego nastolatka" - życzę cierpliowści i wytrwałości, nie poddawaj się, pracuj z psem tak, jak do tej pory; za kilka miesięcy wszystko powinno się poprawić.[/QUOTE] Cierpliwości jeszcze trochę na pewno by się przydało... ;-) Bo Tosia mnie nie oszczędza. Nic to, trochę się uspokoiłam, bo zaczęłam się martwić że takie zachowanie nie jest normalne. W takim razie robimy to co do tej pory i liczę, że te kilka miesięcy (czym mnie przeraziłaś) szybko minie :evil_lol: -
Chciałabym poprosić bardziej doświadczone osoby o pomoc. Otóż moja Tosia ma obecnie 5,5 miesiąca. Od 3 miesiąca jest szkolona w Psim Przedszkolu. Do niedawna była super spokojnym psem. Uwielbiała ludzi. Jak ktoś obcy przychodził do domu była super szczęśliwa. A to co wykonała dziś mnie przeraziło. Gdy obcy człowiek zapukał do drzwi Tośka się najeżyła i zaczęła szczekać. Ale jak! Jak wszedł do środka nadal ujadała i chowała się za mną... Ostatnio zaczęła też znowu podgryzać nogi, czego od ponad miesiąca już nie robiła... Mam wrażenie, że "się cofnęła" w rozwoju. I przyszło mi do głowy, że może to dojrzewanie ma na to wpływ? Wkrótce będzie miała pierwszą cieczkę - wzbudza olbrzymie zainteresowanie wśród wszystkich psów i ma powiększony srom. Byłabym wdzięczna za podpowiedź :)