-
Posts
1186 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by keria
-
Jeśli chodzi o psiaczka będę pertraktować. :evil_lol: To dopiero za miesiąc jak wrócę ponownie w ten teren , jak nie będą chcieli oddać to postraszę, ze nie zapewniają mu podstawowych warunków do życia, muszę grzecznie bo ten teren to moja praca ale z drugiej strony to czasem mnie korci żeby takim wygarnąć :mad:
-
Ostatnio w moim domu na 2 dni zawitał gołąbek, ładny biały miał coś z rasowego chyba pawik. Z ogonkiem strzępiastym zadartym jak u Pawia, bielusieńki jak śnieżek. Znalazła go koleżanka siostry jak leżał gdzieś w rowie miał wyrwane piórka z ogona, musiał go dopaść kot lub jastrząb. Dziś zaniosłam go sąsiadom, mają parę gołębi, oby tylko maluch przywykł do życia na wsi i nauczył się unikać drapieżników. Niestety nie mam jego fotki. Może kiedyś zobaczę go latającego nad moim domem :lol::lol:
-
Mam znów na oku psią bidę w terenie:-(. Szczeniaczek uwiązany na łańcuchu ( nie ma obroży, łańcuch ma wokół szyi), Piesek około półroczny, w typie PONa, przepiękny szorściak, kremowo beżowy, przywiązany na gnoju, stara się chodzić po jego betonowym obrzeżu, bo nie ma ani jednego skrawka suchego na długość łańcucha. Pytałam się starszej pani czy nie chcą oddać, ale stwierdziła że to wnuczki i ona się raczej nie zgodzi, na łańcuchu jest również jego matka. Spróbuję go wyciągnąć na litość,może po prostu jak się zakołtuni to im się znudzi. Jakby ktoś wiedział o chętnych na takiego psiaczka to proszę o info.
-
Pieski wyciągnięte z olkuskiej mordowni szukają domów.
keria replied to iwoniam's topic in Już w nowym domu
Dziewczyny tu jest wątek psiaków ze schronu w Nowym targu. [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/223647-Schronisko-na-tzw-KONCU-SWIATA-masa-psow-bezskutecznie-czekajacych-na-pomoc[/url] Chyba Agata (założycielka wątku) ma tam największe rozeznanie i może zna pewnych ludzi do wizyty przedadopcyjnej. -
Było troszkę tych nieszczęść:shake: Dlaczego ludzie nie potrafią szanować życia? Przecież nie jesteśmy panami tego świata tylko dlatego ze mamy rozum i to nie jest powód żeby niszczyć wszystko wokół. Chyba ten rozum powinien nam pomóc zrozumieć innych w tym "naszych braci mniejszych"? ehhh
-
i zapomniałam o jeszcze jednej tymczasowiczce mojej siostry. Mała kicia wzięta z piwnicy, była bardzo przeziębiona, miała być podleczona i wrócić do piwnicy. Oczywiście kto by ją tam miał serce zwrócić? :oops: Znalazła wspaniały domek u znajomej "kociary"- zresztą takiej jak ja. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/699532/00000007.JPG[/IMG] małe zasmarkane i zapłakane kociątko [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/699532/00000002.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/699532/00000008.JPG[/IMG]
-
Dziś mam chyba wenę twórczą:cool3: Pochwalę się jeszcze otoczeniem w którym mieszkamy. Rok temu się tu sprowadziłam, zamieniłam wygodne mieszkanko w mieście na trudne życie wiejskie. Jak do tej pory nie żałuję, chociaż czasem bywa ciężko. [SIZE=4]Taaaakie widoki[/SIZE] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/688605/00000001.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/688605/00000012.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/688605/00000005.JPG[/IMG] [SIZE=4]lasy [/SIZE] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/688605/00000003.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/688605/00000008.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/688605/00000009.JPG[/IMG] [SIZE=4]i pola [/SIZE] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/688605/00000002.JPG[/IMG]
-
[quote name='elaja']Keria , zapomniałaś o szkodniku Zeusie , zwanym wcześniej Sczęściarzem :razz:[/QUOTE] Aaaaa no racja Zeus urwis. Wzięty spod sklepu, przychodził tam razem z matką się dożywiać. Chyba tylko on jeden przeżył z miotu, reszta prawdopodobnie skończyła pod kołami. Mądry psiak, lecz ma jedną wadę strasznie "swędzą go zęby", więc wymyśla non stop jakieś demolki! Od razu z ulicy pojechał do domku tymczsowego, u mnie nie był nawet na chwilkę. Był długo na tymczasie u znajomej i siał spustoszenie. Bardzo jej dziękuję, ze miała do niego cierpliwość :loveu: Znalazł w końcu swój dom w Krzeszowicach, niestety dalej niszczy głównie ogród :diabloti: Mam obawy czy kiedyś nie skończy się to źle dla dla tego psiaka. Jego pan niby lubi psiaka ale cały czas wypomina mu co zniszczył i powtarza ze już nie ma do niego siły :roll: Trzymajcie za niego kciuki, żeby troszkę przybyło mu rozumku i by nie trzeba go było stamtąd zabrać. A to niszczyciel w całej okazałości. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/692042/00000005.jpg[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/692042/00000004.jpg[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/692042/00000006.jpg[/IMG]
-
Ostatnie tymczasy rodzeństwo Forest i Wera. Wera znalzła dom w ciągu jednego dnia, Forest po około 2 tygodniach. Razem: [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/713821/00000001.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/713821/00000009.JPG[/IMG] Forest- mądry szczeniak [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/713821/00000019.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/713821/00000018.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/713821/00000020.JPG[/IMG]
-
Kicia Basia - tymczas mojej siostry znaleziona w Krakowie na ulicy. Duża, starsza kicia w typie maincoona ale krótkowłosa. Znalazła dom w Krakowie u mamy znajomego. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/680242/00000007.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/680242/00000005.JPG[/IMG]
-
Cudowny Pikuś. Błąkał się dwa lata po wsi. Starsza pani dokarmiała go mlekiem i resztkami z obiadu. Czasem dostał od dzieci kanapkę. Pikuś był strasznie zrezygnowany i nie miał już nadziei, to był żałosny ochłap psi. Unikający wszystkich i wszystkiego. W zimowe mrozy udało mi się go zapakować do samochodu i z psa wypłocha przeobraził się w jednej chwili w kanapowca, którym kiedyś był na pewno. Kiedy wysiadł z mojego auta już się mnie nie bał, szedł za mną krok w krok i w jednej chwili zostałam jego panią. Okazał się psiakiem o przecudnym charakterze. Kiedy wypoczął i ogrzał się, zaczął bawić się piłeczką, poczciwinka mała patrzyła mi w oczy i podawała łapki. Niestety Pikuś był już psim dziadziem, został oceniony na 14 lat. Wiedziałam ,że takiemu psiakowi ciężko znaleźć dom :-( Był u mnie kilka dni, potem pojechał na tymczas do Bielska a po około miesiącu znalzał wspaniały dom w Krakowie i został kanapowcem!!!!!!!!!!!!! Taki był zmęczony w dzień zabrania z zaspy śnieżnej. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/659429/00000010.JPG[/IMG] Na ulicy, pod płotem swojej karmicielki kilka miesięcy wcześniej. Niestety nie mam jego późniejszych fotek (nie mogę znaleźć). [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/659429/00000005.JPG[/IMG]
-
Mała kicia, która okazała się kocurkiem. Znalazłam go zimą na wsi, jak byłam w terenie w pracy, Kucnęłam i pogłaskałam a on już nie chciał mnie zostawić i szedł w stronę ruchliwej ulicy za mną. Kiedy przez przypadek wszedł za siatkę i nagle okazało się, ze to koniec trasy bo to był ogrodzony róg ogrodu, zaczął tak przeraźliwie za mną płakać, że nie miałam sumienia go tak zostawić ( w głębi ducha chciałam żeby nie szedł za mną, bo co ja bym zrobiła z kolejnym- szóstym kotem :shake:). Los chciał jednak inaczej całe szczęście domek znalazł się dość szybko i kicio- Bąbel zamieszkał w bloku razem z towarzyszem zabranym ze schroniska w Krakowie. Jest przepotwornym przytulakiem, którego ciężko odkleić.:evil_lol: [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665503/00000003.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665503/00000002.JPG[/IMG]
-
Przedstawię jeszcze parę moich tymczasów, które przewinęły się u mnie w ciągu ostatniego roku tj. od kiedy przeprowadziłam się na wieś. Tu stale trafiają mi się jakieś biedaki. Nie mam siły na podejście ludzi ze wsi do zwierząt:angryy: Miś (biały w typie podhalana, nie był u mnie na tymczasie, ale czuję sie współodpowiedzialna za jego losy) i jego towarzysz Żuczek. Pozostały same na posesji po śmierci swojej pani. Ich nowym opiekunem został pewien menel, który twierdził, że "psy karmi dwa razy w tygodniu, ale one nie są głodne i żryć nie chcą "- a daje im płatki kukurydziane i chleb, nie wiem czy czasem nie pomylił psów z drobiem :mad:. Miś zamieszkał koło Myślenic - ma za towarzyszkę podhalankę. Żuczek -został mieszczaninem i pojechał do Bielska. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/659548/00000006.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/659548/00000003.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/659548/00000005.JPG[/IMG]
-
Moja Brunisia ma ciekawe pomysły czasem. Nie wiem czy ktoś ma podobne doświadczenia ze swoimi kotami? Strasznie nie lubi kiedy psy się 'kłócą" lub kiedy ja na nie wrzeszczę jak coś nabroją, wtedy przybiega i nabuzowana bije je łapką po mordzie sycząc i fukając głośno:diabloti:. Jak ona tu rządzi to jakiś ład musi być , no nie?... Wtedy psiaki ogon pod siebie i choduuuuuu uciekają chowając się po kątach. Ostatnio siedziałam w ogródku i wołam Ambrę na jedzonko, oczywiście kota nie ma, za to psiaki pokłóciły się o zabawkę i nagle wypada Ambra z lasu zła jak osa, pogoniła Kerię i Freskę zadowolona z siebie, że znów opanowała sytuację. Musiałam ją uspokoić, że nic się nie dzieje, bo pewnie znów oberwałoby się ciapowatej Fresce :-P Niby nie ma kota w pobliżu, a kiedy potrzeba zjawia się w trzy sekundy :razz: Czasem mówię na nią "STRAŻNIK TEKSASU"
-
[quote name='leónowa']Oni specjalnie się położyli na łóżku, bo wiedzą, że na pewno najwygodniej się spi na podłodzie:evil_lol::evil_lol: To zwykła troska:diabloti:[/QUOTE] Hahaha pewnie tak, tyle że jak ja idę spać na podłogę (bo mam tam materac) to cała banda wędruje za mną...:roll: oni chyba twierdzą, ze mam reumatyzm i wymagam dogrzania naturalnymi ciepłymi futrami. ;)
-
Felka trafiła do nas jako 15 letnia babcia. Jej pan zmarł i sąsiedzi przyszli uśpić sunię, twierdzili, że jest agresywna i sika pod siebie.:roll: Panie doktor nie miały serca jaj uśpić, bo była taka żywotna i sprawna. Felcia jest już u nas ponad półtora roku. Została wysterylizowana i miała wyczyszczone ząbki. Fakt, czasem zdarzy jej się nie wytrzymać z sikaniem, ale poza tym jest małym słodziakiem, zupełnie nieagresywnym. Kocha swoją nową panią ponad życie, czasem bryka jak mały źrebak, aż trudno uwierzyć że ma 17 lat. Najsmutniejszy widok to kiedy Felcia biega za starszymi panami myśląc, ze jej pan po nią wrócił :-(, ona nie wie, że on nigdy się już nie pojawi, będzie czekać do końca swoich dni. Psia wierność aż po grób. [SIZE=4]Felka [/SIZE]grzeje się w promieniach wiosennego słonka. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000023.JPG[/IMG] Z Rudzikiem [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000008.JPG[/IMG] czasem traktuje tego rudego poczciwca jak swoją podgrzewaną prywatną podusię [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000026.JPG[/IMG] Tak z innej beczki Na moim łóżku.....:roll: no i gdzie ja mam się zmieścić? :cool3: [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000027.JPG[/IMG]
-
Kilka fotek moich " chłopaków" Jak byli mali spali wtuleni w swoje futerka. Takie małe pomponiki. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000021.JPG[/IMG] Kiedy Czorcik szalał i śmigał wokół nóg, trzeba było bardzo uważać, żeby go nie zdeptać - mała pchła. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000024.JPG[/IMG] Tutaj już dorośli [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000025.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000022.JPG[/IMG]
-
Nie ma obawy , nie zapomnę o seniorce Felusi. Tylko mam problem z załączaniem zdjęć bo strasznie długo idzie mi ich przesyłanie do internetu. ;) Także proszę o cierpliwość.:cool3:
-
[quote name='leónowa']Płakać mi się chciało jak czytałam historie twoich zwierzaków. Masz wspaniałą gromadkę:loveu:[/QUOTE] To jeszcze nie jest cała gromadka. Może dziś uda mi się napisać historię mojego trzeciego psiaczka starusi Felci, ale ona też ma swoją przeszłość, zatem wszystko musi być po kolei. Poza psami i kotkami mam jeszcze Akwarium i stadko szczurków ale one pozostały na razie u siostry w mieście. Powiem tylko że przy takiej bandzie nie sposób się nudzić, ona zawsze coś zbroją albo wpadną w tarapaty i trzeba ratować z opresji :diabloti:
-
Przyszedł czas na moje dwa małe urwisy :loveu: Dwa kocurki znalezione przeze mnie na wsi podczas pracy (mam pracę terenową). Leżały sobie koło opuszczonego domu pod rynną i strasznie płakały. Przechodząc koło nich na początku myślałam, że po prostu ich matka wybrała się gdzieś na polowanie a one ją nawołują. Następnego dnia znów trafiłam w to samo miejsce a kociaki znów płakały. To już mnie zastanowiło. Leżały dokładnie w tym samym miejscu pod rynną a ja nie miałam jak podejść bliżej bo dookoła domu był płot i zamknięta bramka. Zakiciałam na nie, o dziwo :roll:zareagowały natychmiast (widać nie były zdziczałe) Najpierw podszedł do mnie biało czarny kicio - teraz Czort, był maleńki mieścił się w dłoni, jego braciszek podszedł potem, zaczynało brakować mu sił by iść był tak wycieńczony że nóżki tylnie odmawiały posłuszeństwa. Lekko powłócząc zadkiem dowlókł się do siatki jako drugi był to biało rudy maluszek szkielecik - teraz Stefan. Gdy zgarniałam małe podszedł do mnie mieszkaniec wsi i mówi "widzi pani znów ktoś kociaki wyrzucił, jakaś starsza pani dawała im mleko, ale co z tego one nie umieją jeszcze same jeść " Kociaki rzuciły się prawie na mnie, chciały ssać wszystko- palce, ubranie, były jakby w takim głodowym amoku. Poleciałam od razu do sklepu kupić im coś, dałam im troszkę słodkiego rozpuszczonego loda śmietankowego i serek wiejski. Czorcik był mocniejszy i powoli łapał jak jeść z miski choć ssał rozlaną śmietankę to coś niecoś zjadł. Natomiast biedny stefanek rzucał się na oślep na jedzenie, niestety nie wiedział jak się do tego zabrać, :-(to był straszny widok, kociak wpadał do miseczki, cały się brudził, maczał nosek i nie umiał jeść. Wyszłam wcześniej z pracy i od razu pojechałam do wet do Krakowa. Stefanek dostał kroplówkę, steryd, no i w końcu coś tam zjadł ze strzykawki. Niestety to nie był koniec jego problemów. Jeszcze tego samego dnia wieczorem Stefik był już prawie w agonii. Dostał drgawki, zaczęło go wysztywniać, dostał znów steryd kroplówkę i jeszcze jakieś leki. Przeżył najcięższą noc, choć dalej nie było z nim dobrze, nie miał apetytu przez 2 tygodnie i trzeba było go karmić na siłę strzykawką. Na szczęście braciszek Czorcik poprawiał się z dnia na dzień. W końcu i Stefanek zaczął jeść i kociaki zaczęły zabawy i harce ze sobą i z naszymi psami. Na początku miałam im szukać domku, ale tak się z nimi zżyłam, że nie mogłam ich już oddać. Chłopaki zostali. Są radośni, bardzo otwarci polubili Rudego i nasze psy, razem tworzą niezłe, bardzo zgodne stadko. Wieczorem kociaki pakują się do łóżka :oops: takie moje małe przylepy. Chodzą nawet z nami i z psami na spacery do lasu. Nie mogę sobie teraz wyobrazić jak mogłabym ich wcześniej oddać :evil_lol: Tacy byli malusi :[IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000017.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000020.JPG[/IMG] [SIZE=4]Czorcik[/SIZE] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000019.JPG[/IMG] [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000018.JPG[/IMG] [SIZE=4]Stefan [/SIZE]
-
[quote name='kanna']i co tam u chłopaczka?[/QUOTE] Na razie wszystko po staremu. Były tylko dwa telefony w sprawie adopcji. Jeden domek odpada, bo pani chciała psiaka łagodnego do Berlina. Ja nie mam jak sprawdzić tego domku. Wiem ze tam ludzie biorą czasem psiaki do laboratoriów.:shake: Dzwoniła również pani spod Oświęcimia będę się z nią umawiać na wizytę przedadopcyjną. Niewiele o domku wiem, mam na miejscu rozmawiać. Może wolontariuszki z tych okolic mi sprawdza wcześniej domek. A Foreścik rośnie, je jak smok (coś koło 5 razy dziennie). Jest przecudnym żebrakiem:loveu:. Nauczył się dawać łapkę i kiedy chce coś wyżebrać siada i daje łapę. Jak jest zmęczony to jest grzeczny jak aniołek, ale jak mu się nudzi to wyszukuje sobie zabawy w gryzienie miotły, zaczepianie kotów, kopanie ogródka za myszami.:diabloti: Dziś przejął kocią zdobycz i bawił się biedną myszką.:evil_lol:
-
Może dziś uda mi się opisać choć jednego "słodziaka". Rudy to wyjątkowy kot, kot po wielkich przejściach:loveu: :loveu:. Jego historia jest dość długa. Poznałam go kiedy trafił do lecznicy, potrącony przez samochód, miał złamaną miednicę i złamany kręgosłup (bez przerwania rdzenia). Kot wyglądał jak jakiś rudy ochłap, zaniedbany, chudy, wycieńczony. Właścicielka wolała go uśpić, choć kot miał niezłe rokowania, ponieważ chodził miał tylko niedowład jednej łapy. Wydawało się że wszystkie porażenia mogą być przejściowe. Leczenie miało polegać na ograniczeniu ruchów czyli trzymaniu w klatce dopóki miednica się nie zrośnie. Właścicielka chciała go jednak uśpić. Kiedy pani doktor zaproponowała właścicielce, że przejmą leczenie chorego kota i znajdą mu dobry dom ale musi się zrzec zwierzaka ona stwierdziła że nikomu go nie da ale chce uśpić. :mad: Coś jak w powiedzeniu o "psie ogrodnika" W lecznicy się nie poddali i tak "wiercili dziurę w brzuchu", aż się pani zdecydowała oddać rudzielca. Siedział biedaczek ponad miesiąc w klatce, dostawał przeciwbólowe i jeszcze jakie tam inne leki witaminy itp. Okazało się, po dwóch tygodniach, że porażenie czucia w zwieraczach nie mija kociak nie trzyma kału ani moczu. Łapka wróciła w miarę do formy, został wykastrowany i musiał mieć amputowany ogonek bo nie miał w nim czucia, poza tym kot był gotowy szukać domku........:placz: ale kto by takiego w pampersie chciał. Siedział i siedział w lecznicy co dzień godzinami płacząc, zawodząc miaukliwie, że chce wyjść przytulić się, być z ludźmi ale było dla niego mało czasu. Żal mi go strasznie było.:-( Wzięłyśmy go z siostrą na próbę. Na początku byłam przerażona tymi pampersami, teraz tak przywykłam że nie wyobrażam sobie że może być inaczej. Przez pierwsze 2 tygodnie Rudy był jakby w depresji, siedział patrzył w martwy punkt, przytulał się ale jakoś patrzył nie w oczy tylko w dal. Kiedy po raz pierwszy przyszedł, przytulił się i popatrzył w oczy złapał tak niesamowity kontakt, że czasami mam wrażenie że w tym rudym futrze uwięziony jest człowiek, tylko nie umie mówić. Rudy jest przecudowny tak kontaktowy, tak spokojny że jeszcze takiego drugiego nie spotkałam. Wychodził czasem na smyczy na spacerki, bo kiedyś był wychodzącym, mogę go przewozić w aucie bez żadnych transporterków ( nie zaryzykowałabym tego z żadnym moim kotem). Rudy i psy mają tylną kanapę w aucie, po prostu się go tam kładzie i dopóki się nie zatrzyma i otworzy drzwi siedzi tylko tam. Czasem psy się wiercą łażą po nim jego nic nie wzrusza. Jest cudnym przytulakiem. Sam przychodzi łasi się, a kiedy się do niego schyli nastawia łepek do buziaka, przekrzywiając głowę. :loveu: Pampersów nie ściąga, chodzi w nich dzielnie. Można go obracać, przewracać, smarować zawijać, nie protestuje. Zakochałam się w tym poczciwcu okropnie. Po kilku miesiacach u nas czekał nas okropny cios, poniewaz okazało się że Rudy jest chory na kocią białaczkę. Mimo swoich niedowładów i cierpienia, jest bardzo dzielny. Ma problemy z pyszczkiem, musiał mieć usunięte wszystkie zęby, dostaje serie zastrzyków antywirusowych, czasami sterydy, tabletki, syropy. Ogólnie szpikowany jest czymś codziennie. Nadal kocha człowieka ponad wszystko. Chodzi za nami krok w krok. Co wieczór przychodzi na poduszkę i przytula się. Kiedy przeniosłam się na wieś bałam się że taki inwalida nie da sobie rady. Pomyliłam się. On chyba wie, że dalekie wypady nie są na jego siły, więc trzyma się blisko domu, właściwie większość dnia leży wygrzewając się na schodach. Zresztą przebywanie na zewnątrz interesuje go tylko wtedy kiedy ktoś z domowników jest w ogrodzie, jeśli nie, to woli przebywać z nami w domu. Na jego temat mogłabym pisać bez końca to jest nie rudy ale "złoty" kot. Bardzo kocha inne koty, kiedy na wsi znalazłam dwa małe kociaki, Rudy potraktował je jak kotka swoje młode. Zajął się ich wychowaniem i pielęgnacją. Moje obie kotki ofukały tylko maluchy i miały je całkiem w " zadku". Ruduś okazał się być wspaniałą mamką.:loveu: No......... to może kilka fotek? bo się chyba zanudzicie czytaniem o wspaniałości Rudego.:cool3: Niestety nie mam fotek jak do nas przybył, byłby nie do poznania. Tutaj Rudy robi obchód działki. Jak zwykle dumny i spokojny. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000006.JPG[/IMG] Tak sobie słodko śpię [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000011.JPG[/IMG] z jego pierwszym przyjacielem który niestety już za TM (wypadek) Tak się lubili :-( [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000004.JPG[/IMG] w roli "mamusi" kociaków znajdek. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000009.JPG[/IMG] dzieciaki podrosły nieco i dalej kochają Rudka. [IMG]http://pl.fotoalbum.eu/images1/201106/183375/665502/00000001.JPG[/IMG]
-
Pies- 2 miesięczny, doskonały na terapeutę szuka domu.
keria replied to keria's topic in Dogoterapia i psy asystujące
Jasne że na sto procent zapewnić o niczym się nie da, bo to żywe zwierze, i pod złą opieką każdego psa można zepsuć. Tak jak nikogo nie można zapewnić że pies na sto procent jest zdrowy. To jest przecież żywy organizm i wszystko się zmienić może. Na psach znam się trochę. Psy mam od dziecka, wielu dawałam domy tymczasowe, trochę się ich przewinęło i widzę, ze ten psiak jest wyjątkowy. Oczywiście nie oddaję go jako psa dogoterapeutę, nie zapewniam że już nim jest mówię tylko ze warto mu dać taką szansę , i spróbować z nim pracować,bo widzę w nim potencjał. Kundelek, nie znaczy gorszy i nie znaczy, ze należy go skreślić bo nie wiadomo co to za mix. Wiele psów mieszanych i to czasem po przejściach okazuje się wspaniałymi psami asystującymi. Znam kilka osób z branży i nawet takich , którzy mieli psy do dogoterapii, i według mnie te psy się nie nadawały, pani właścicielka z branży zapewniała że pies jest świetny w tym co robi, do czasu aż zdarzył się wypadek i pies?(husky) pogryzł dziecko. Znała się na psach, miała doświadczenie papiery i też nic z tego nie wynikło. Także proszę o nieocenianie mnie po pierwszym poście , bo to że nie siedzę na tych wątkach nie znaczy że nie wiem co mówię. Poza tym rasowy nie znaczy że odziedziczy wszystkie cechy charakteru przypisane danej rasie. Kundelki też mają wielki potencjał szkoleniowy. Psy rasowe nawet po doskonałych rodzicach i po szkoleniu mogą okazać się nieodpowiednie, bo najwięcej zależy od wiedzy właściciela, socjalizacji od szczeniaka, a nie od pochodzenia psa. Mnie też mogłabyś zapewnić oddając mi wyszkolonego szczeniaka (i nie znając mnie), ze nigdy się nie zmieni? Jednak wiele hodowli psów użytkowych tak się reklamuje. Piesek w tym tygodniu prawdopodobnie jedzie do nowego domku:loveu:, dzięki za pomoc:p, watek można zamknąć.