Lilek
Members-
Posts
1678 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Lilek
-
Rozrabiaki, ale za to jakie fajne. A mali "leśnicy" zjadają samym swoim wyglądem. Piękne maluchy.
-
Cześć, Miluchu kochany. Wolwiś, ale z ciebie piękniś, pieseczku. Lira też już bezpieczna i miejmy nadzieję, że wyzdrowieje po pogryzieniu.
-
Cywil z Glinna w DS, Lira odeszła [*] ... śpij Maleńka :( :( :(
Lilek replied to DONnka's topic in Już w nowym domu
Jeśli mogę coś zasugerować, to oprócz balsamu Szostakowskiego (teraz jest to sprzedawane pod nazwą Vinilinum) przemywałabym okolice pogryzienia Aromatolem. To tani polski specyfik wzorowany na Amolu, ale moim zdaniem jeszcze lepszy. To jest roztwór olejków aromatoterapeutycznych w etanolu, lekko znieczula, odkaża, także przyspiesza ziarninowanie, ściąga gorączkę i stany ropne. Tylko nie wolno tego lać na ranę, a przecierać/tamponować zwilżonym wodą i skropionym Aromatolem płatkiem kosmetycznym okolice rany. Olejki i tak sobie przewędrują skórą i dotrą tam, gdzie trzeba. I jeszcze jedno- nie zakrywajcie tych zranień, żeby cały czas był dostęp powietrza. Najwyżej pojedynczy płatek gazy dla ochrony przed zabrudzeniem. Oprócz balsamu w naszej apteczce jest zawsze Aromatol używany w przypadku jakichś zranień, poparzeń. Działa świetnie. -
Cywil z Glinna w DS, Lira odeszła [*] ... śpij Maleńka :( :( :(
Lilek replied to DONnka's topic in Już w nowym domu
Dziękuję za powitanie, DONnko. Miło mi ogromnie. Będę zaglądać do Liry. Eeech, gdyby tylko mogła być moim OWCZAREM. -
Cywil z Glinna w DS, Lira odeszła [*] ... śpij Maleńka :( :( :(
Lilek replied to DONnka's topic in Już w nowym domu
DONnko, dziękuję, że zabraliście Lirunię.I dziękuję za wiadomości.Od chwili, gdy właściciel hodowli powiadomił mnie o pogryzieniu jej, cały czas bałam się o Lirę. Wyjątkowo przypadła mi do serca. Jest tak miłą, kochaną sunią szukającą kontaktu z człowiekiem. Lira, słoneczko, zdrowiej. Niech już teraz nareszcie będzie dobrze, Liruniu. Pokaż, jaką jesteś dzielną dziewczyną. -
Ado, jeśli już bawimy się w ploty i analizę wypowiedzi- skoro mówisz o osobach, z których jedna próbowała, ale się jej nie udało, to oczywiste jest, że wiele osób będzie się zastanawiać, której biedaczce się nie udało. Pech, ale takjest. Właśnie to nazywam początkiem ploty w Twoim wykonaniu. I do tego jeszcze poznałaś całą prawdę o mnie? No, naprawdę mnie wzruszyłaś.
-
Ach, nie zajmujesz się plotami? To ładnie z Twojej strony. Skoro tak, to po co piszesz jakieś domniemania na temat tych osób? Przykro mi, ale to już początek ploty.
-
I ja dołącze się do prośby. Kochani, pomóżcie Wolwikowi doczekać się własnego domu. Wspomóżcie tego wspaniałego psiaka.
-
O, to interesujące, Ado, któż to próbował, ale mu się nie powiodło. Czy możesz przybliżyć nam tę osobę? Żeby uspokoić Cię względem kopania po kostkach. Kochany Kierownik poprosił mnie o numer telefonu, bo chciałaby spokojnie wyjaśnić sprawę listu dotyczącego Maksa, telefon otrzymała, list leży na biurku, także gotowy do wyjaśnień, więc chyba możesz już być spokojna, że nie jest to NORMA tym razem.Teraz czekam na telefon od kochanego Kierownika.
-
Owóż, droga moja, wiem, że kierownik to kierowniczka, ale że podpis głosi Kierownik, to Kierownik. Tak sie składa, że nie znam twojego języka. Nie ta specjalizacja. Tak więc daj sobie spokój i mów do mnie po polsku. Czyżbyś próbowała zasugerować wklejenie skanu owego listu kochanego Kierownika? Nie ma sprawy, mogę to zrobić, tylko Kierownik nasz kochany musiałby wyrazić tu, na wątku oficjalną zgodę, żeby mnie potem mody nie ganiały z banem w łapce. Po co ich trudzić?
-
Ależ, Kierowniczku kochany, ja też z prowincji, ale czytać potrafię. Z tego, co moja stara pamięć mi podpowiada, to nie fundacja NERO proponowała pomoc w postępowaniu prawnym mającym na celu stwierdzenie, co naprawdę stało się z Maksem, tylko wellington, prawda? Stwierdzenie, że fundacja NERO czeka na upoważnienie jest o tyle prawdziwe, że fundacja ta udostępniła adres, na który Kierownik kochany miał przesłać upoważnienie dla osoby mającej prowadzić sprawę Maksa. Tak więc fundacja w rzeczy samej czekała na list i natychmiast został on przekazany. Całe zabiegi jednak okazały się zbędne o tyle, że napisał Kierownik kochany opis stanu sprawy, a więc komu i kiedy przekazano psa, o liście, który powrócił, itd. Nie ma jednak jednej rzeczy- upoważnienia do prowadzenia sprawy. A że to Kierownika pies, to bez upoważnienie ani rusz. Tyle, że było to rok temu i przez ten czas Kierownik kochany ani raz nie zapytał, co dalej ze sprawą Maksa. Tak więc sprawa nie tyle nie interesuje wellington, która proponowała pomoc, a raczej jednak Kierownika kochanego, który nawet nie zainteresował się tematem. Ot, opisał, jak to było i uznał sprawę za zakończoną. To kto tu używa mydełka do mydlenia tego i owego? Ten list ciągle jeszcze jest, więc nie opowiadaj bajek, Kierowniku kochany. Pozdrowienia z prowincji.
-
No, dobra, złociutka, jak mawiała moja znajoma pani sklepowa, to szykuj się na trzeci- tyż książkowy. Jeszcze trochę to będziesz tylko siedzieć i bazarki czynić/
-
Wellington, list od Kierownika schroniska dotarł. Cóż z tego, że dotarł, skoro oświadczenie kierowane było do Fundacji NERO, która nie ma nic wspólnego ze sprawą oprócz tego, że udzieliła swojego adresu? To nie NERO miało zająć się sprawą.W dodatku jest to oświadczenie o stanie sprawy, a nie upoważnienie do prowadzenia sprawy w imieniu Kierownika Schroniska. Ale najciekawsze jest to, że Kierownik schroniska nie zainteresowała się sprawą aż do tego momentu czyli już rok prawie. O co więc chodzi, drogi kierowniku?O sprawę psa? Nie sądzę.Gdyby sprawa ta leżała tak bardzo drogiemu Kierownikowi na sercu, dawno bambardowałby stosowne osoby zapytaniami, a nie wyciągał jej jak, nie przymierzając, królika z kapelusza wtedy, kiedy to wygodne czyli wtedy, gdy można kogoś kopnąć.
-
I będzie miał okrągłą dupkę jak wszystkie psy u Was. Anka, wygłaszcz gadzinkę ode mnie.
-
Wolwo zawsze przytulał się do ludzi, nawet, kiedy mieszkał na stacji benzynowej. Pod warunkiem, że człowiek nic nie miał w ręce. Natomiast Kasi i panu Darkowi udało się wyeliminować strach przed obrożą i smyczą, nauczyli psiaka spokojnie iść przy nodze i poczarowali tak, że z przemiłego psa stał się psem wspaniałym, świetnym, miłym towarzyszem.
-
Ma obiecaną sesję zdjęciową i to w dobrym wykonaniu. Mam nadzieję, że dom znajdzie się szybko, bo pies jest nie tylko śliczny, ale mądry i naprawdę spokojny. Ja nie wiem, jak się to robi, ale może zrobić mu wydarzenie na fb. Jak myślisz?
-
Kiedy byłam z Lirą i Wolwisiem na szczepieniach, to Kasia wzięła także dla obu psów tabletki na odrobaczenie. Wczoraj powiedziała, że Wolwo był odrobaczony dwa razy, ale jednocześnie sugerowała odrobaczenie go trzeci raz ze względu na zmianę miejsca pobytu i znalezienie się wśród nowych zwierząt. Trochę mnie to zdziwiło. Mam nadzieję, że rzeczywiście podała mu jednak te tabletki.
-
A ten czarnulek to wczorajsza łapanka? Łaciatki są takie śliczne. I z dzikusków już się robią psiaczki, które pomaleńku można delikatnie po pysiu pogłaskać.
-
Kiedy zabierałam Wolwika, zapytałam, czy została jeszcze karma, bo zabrałabym mu do hoteliku, żeby miał to na początek, czym był karmiony dotąd, usłyszałam od Kasi, że już nie ma, ale że on je wszystko.
-
Dzięki, że wstawiłaś swoje zdjęcia. Ja też zrobiłam kilka, już w hoteliku, w boksie. Poproszę o wgranie ich i później Ciebie o wstawienie, bo ja z wstawianiem zdjęć to niegramotna jestem, że aż wstyd.
-
Ja też chciałabym, żeby to było nieporozumienie. Tym bardziej, że jeździłam z Kasią do weterynarza na szczepienia, sterylki, czekałyśmy z niepokojem na wynik sterylizacji Lirusi, a była to przecież operacja na cito, ratująca życie psiaka, dużo gadałyśmy o psach. Ale usłyszałam to, a nie co innego. I bardzo kiepsko się z tym czuję.
-
Masz rację, pan Darek był obecny i zapytał mnie, na jakich zasadach psiaki mają u niego przebywać. Powiedziałam mu wtedy, że ja tylko dostarczam transportu i nie wiem, ale sądziłam, że Kasia wszystko wyjaśniła później. Widzisz, ja do dziś, aż do telefonu pana Darka byłam przekonana, że wszystko jest ustalone. Dopiero teraz rozumiem, o co chodziło. Najprostszą rzeczą będzie kontakt z panem Darkiem. Telefon do niego przekazałam.
-
Przykro mi, ale relacjonuję tylko to, o usłyszałam w rozmowie telefonicznej od pana Darka. Nie była to jedyna rozmowa z nim w dniu dzisiejszym. Dla mnie to także szok, ale to właśnie usłyszałam.
-
Wolwik już dotarł do hoteliku, a ja do domu. Psiak jest wspaniały, był bardzo grzeczny w samochodzie. Trochę niepewny, ale bardzo, bardzo grzeczny. Został ,przyjęty serdecznie różnymi smakołyczkami i myślę, że będzie dobrze. Zresztą już po powrocie dzwoniłam do hoteliku. Nowej opiekunce Wolwik bardzo przypadł do serca. Opowiadała, że zachowuje się bardzo spokojnie, nie szaleje, zjadł wszystko, co "do stołu podano". Teraz tylko będziemy bardzo prosili o wsparcie na utrzymanie pieska w hoteliku do chwili, dokąd nie znajdzie domu. Mam nadzieję, że znajdzie go szybko, bo jest naprawdę świetnym, mądrym stworzeniem. Niestety, jest w tym wszystkim ogromna kropla goryczy. Kiedy po zabraniu Wolwika wyjeżdżałam z Płocka, zadzwonił pan Darek, szef Kasi i powiedział, że czuje się oszukany, ponieważ spodziewał się, że przyjdę do niego na rozmowę o Wolwie i Lirze, a ja zabrałam Wolwika i odjechałam. Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi, a pan Darek poprosił mnie, żebym opowiedziała, jak to było z Lirą i Wolwem, bo Kasia naopowiadała mu jakichś rzeczy i on nie wie, co jest prawdą. Opowiedziałam więc po kolei i wtedy, ku swojemu zdumieniu, dowiedziałam się, że Kasia obiecała, że opłąta za psiaka będzie wynosiła 30 zł dziennie. Szczerze mówiąc, byłam w szoku i powiedziałam mu, że przecież Kasia zgłosiła się jako bezpłatny DT. Jednak co innego słyszałam ja i czytali uczestnicy wątku, a co innego słyszał pan Darek od Kasi. Rozmawiałam z Kasią telefonicznie po rozmowie z panem Darkiem, ponieważ zapytał mnie, czy zadzwonię do niej i powiem jej o tym wprost. Był przy tej rozmowie, bo kiedy Kasia nie chciała rozmawiać ze mną, dokąd się nie uspokoję (a przyznam, że byłam mocno zdenerwowana), słyszałam, jak pytał ją, dlaczego nie chce ze mną rozmawiać na ten temat. Niestety, okazało się, że to nie pierwsza taka historia.Szczęśliwie w tym wszystkim pan Darek jest człowiekiem, który naprawdę kocha zwierzaki i swoją pracę. Zrozumiał sytuację (tym bardziej, że nie jest to pierwsze takie doświadczenie) i nie żądał zapłaty, za co mu ogromnie dziękuję, bo nie wiem, jak dalibyśmy radę finansowo. O zaistniałej sytuacji powiadomiłam wszystkie zainteresowane osoby, tym bardziej, że trzeba zabrać także Lirę. Nie chcę oceniać motywów takiego postępowania Kasi, nie rozumiem tego. Wiem jedno- nie wolno wygrywać swoich ambicji losem bezdomnych zwierząt. One nie moga byc stawką w jakiejkolwiek grze. Jest mi ciężko i smutno pisać o tym, ale musiałam to zrobić, bo milczenie byłoby krzywdzeniem psów już tak bardzo skrzywdzonych. A smutno, bo polubiłam Kasię, więc zawód jest tym większy. Tak, egradska, to Kasia przekazała mi Wolwika. Wydał mi się nieco szczupły, ale myślałam, że przesadzam. Jednak reakcja Luki, jej córki i Pani w hoteliku były identyczne - Boże, czemu on jest taki chudy?
-
Aj, nie jesteś samotna, bo ja podglądam Cię i Wolwisia cały czas. Szkoda, że tak to wyszło, ale coś będziemy radzić dalej. Też się martwię.