Jump to content
Dogomania

soboz4

Members
  • Posts

    10816
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    3

Everything posted by soboz4

  1. Kasiu, burza to nie problem. To niedogodność, ale na szczęście burze częste nie są. Dla mnie problemem psów ze schroniska jest jedynie i aż lek separacyjny, no i może czasami agresja, ale ta jest bardzo rzadko, powiedziałabym że sporadycznie, więc to raczej marginalny problem. Na tyle psów, jakie znam z lekiem separacyjnym tylko mniej niż 10 poradziło sobie z nim. A to jest bardzo przygnębiające. Rozmawiałam nie raz z Beatą dlaczego coraz więcej psów ma taki lęk, uważa się, że to z powodu słabego systemu nerwowego i że może być dziedziczne, ale dlaczego lek separacyjny objawia się dopiero po porzuceniu??? Ja jestem osobą bardzo mało konsekwentną i rozpieszczającą psy na zabój, do szkolenia się kompletnie nie nadaję ale wiem, że Ty mając Bazyla świetnie sobie radziłaś, więc problem braku konsekwencji u Ciebie odpada, a to mam nadzieję spowoduje, że sobie poradzisz. Pomyśl jaka to nadzieja i jednocześnie podręcznik szkoleniowy Twoje przeżycia z Melą, opisywane krok po kroku! Dla mnie w Twojej teraźniejszej pracy najważniejsze jest poradzenie sobie z problemem zostawania w domu, ja zawsze i bezwzględnie doradzam, żeby w tym samym dniu w którym adoptowało się psa wyjść z domu przynajmniej parę razy na parę minut. To powoduje, że pies wiem od samego początku, że ma zostawać sam. Bardzo tego przestrzegałam w tymczasach, choć oczywiście miałam i takie które jak zamykałam drzwi w pokoju robiły dzikie wrzaski. Powinnaś skupić się teraz na zastawaniu Meli samej w domu, bo z sikaniem i tak niewiele wskórasz jak na razie, trzeba czekać i regularnie wychodzić. Na pocieszenie z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że miłość Roksi (kupionej od hodowcy i wychowanej od szczeniaka) nie da się porównać z przywiązaniem Viki czy Igi. Wszystkie psy ze schroniska są tak bardzo przywiązane i tak to okazują, że aż się łezka w oku kręci. W piątek odwiedziła mnie Misia, którą wyadoptowałam 4 lata temu. Na początku też skomlała, drapała i popiskiwała jak zostawała sama, na szczęście nie szczekała. Jej wystarczyło pozostawienie włączonego radia i światła w pokoju. Musiała mieć tez otwarte wszystkie pomieszczenia, na szczęście nic nie niszczyła, uwielbia tylko do dziś rozpruwać pluszakami…
  2. 99% psów ma w instynkcie załatwianie się na dworze, siusianie żeby zaznaczyć "ja tu byłem...", inna sytuacja jest tez z nauką szczeniaka. Nauka psiaka, któremu zdarza się nasiusiać w domu jest inna niż w przypadku suni, która poza domem nie chce sikać. Z tego co pamiętam nawet chodzenie do "upadłego" nie powodowało chęci sikania na dworze. Uważam, że powinnaś zadzwonić do Beaty Leszczyńskiej, żeby od razu zapytać co masz robić., Na pewno wszystkie rady typu wynieść dywanik są dobre, bo wydają się najlogiczniejsze i każda z nas w ten sposób uczyła swoich podopiecznych, szczególnie szczeniaki, ale jak Mela nawet na długim spacerze nie zaznaczy choćby kropelką terenu świadczy o niesamowitym stresie i przynajmniej na początek powinna dostać środek, który pomoże w produkcji serotoniny, np. 5htp. Tylko czy to nie jest zbyt słabe w przypadku Meli. Są teraz typowo psie środki antystresowe i ja osobiście podałbym je bez wahania. bo każdemu psu ze schroniska starłam się podawać 5htp, bo żaden pies ze schroniska nie jest wolny od stresu. Ale mimo to uważam, że powinnaś zadzwonić do Beaty. PS Mela jest śliczna i kłapoucha i podobna do jamnika! Zacałowałabym jej nosek i fafle i uszyska!
  3. Kasiu, tak jak Ci mówiłam, piszę bo może któryś wolontariusz pamięta imię i wtedy można dojść do opiekunów i zapytać się czy sunia oduczyła się sikania. Bardzo długo była w schronisku i od początku pobytu sikała wyłącznie w boksie i najchętniej na jakieś szmatki. Bardzo się martwiliśmy jak szła na akcję bo na dworze potrafiła nie sikać przez cała akcję a mieliśmy wówczas wyjścia o 9 i powrót o 18... Poszła do domu jednorodzinnego, niestety nie załatwiała się na dworze, przez parę miesięcy kontaktowaliśmy się z opiekunami, którzy zrobili jej budę i ona załatwiała się - tylko siku, w budzie na szmaty, które potem wyrzucali. Najpierw miała konsultacje behawioralne ale kiedy jeszcze mieli z nami kontakt nic się nie zmieniło. Gdybyśmy przypomnieli sobie imię to mamy rejestr i można do nich zadzwonić. Co do moich tymczasów to na kilkadziesiąt były tez i takie, które lubiły sobie siknąć w domu, większości to przeszło, ale parę mam takich którym to zostało, ale opiekunowie dają im podkłady i tam sikają, A wiesz, że ja mam bzika na punkcie małych psów i każdy poniżej 10 kg budzi u mnie chęć opieki... Więc i kałuże u takich są zdecydowanie mniejsze. Niedaleko szukając moja tymczasowiczka Iga, która się ostała na stałe tez sika. Bacznie ją zawsze obserwujemy, bo ona tylko posikuje w domu i nie lubi sikać na podłogę, tylko w grę wchodzą dywaniki. W domu w Katowicach rozwiązanie było proste - pozbyć się dywanów i to poskutkowało, niestety teraz dostaliśmy piękny dywan od kuzyna i parę razy już został posikany. Ma też zakaz wstępu na "pokoje" w domu mamy, która jak Iga przychodzi patrzy wzrokiem sępa czy Iga nie sika jej na dywan... W Słopnicach w dużym pokoju (salooon....) mamy bardzo zniszczona podłogę i trochę byłam nie raz zła, bo pomimo że ma otwarte drzwi na ogród to jak nie obserwować jej to idzie na dywan, który co prawda jest stary (z odzysku od znajomych) ale go porządnie wyprałam i podoba mi się, nie mogę go zdjąć bo tam nie wymienialiśmy podłogi i są szczeliny. U Igi jest proste rozwiązanie bo sika tez na dworze, po prostu zlikwidować dywan, bo na podłogę ona nie lubi sikać. Może jakiemuś wolontariuszowi przypomni się średniej wielkości suczka, która nie sikała nigdy na dworze!
  4. Czy Karbi wróciła? A co z jej opiekunką, która ją wcześniej znalazła???
  5. Ja coś wiem, ale nie powiem... Kasia ma wielkąąąą niespodziankę!
  6. amstafka Kora w dt Suczka po poważnej operacji usunięcia rozległego tłuszczaka okolicy lewej pachwiny, tłuszczaka na brzuchu, zmiany wytwórczej na przyśrodkowej stronie prawego uda i zmiany uszypułkowanej okolicy lewej kulszowej. Ma również rozległe zmiany skórne, najprawdopodobniej wywołane alergią. Obecnie jest nieco wychudzona, ale nie ma zbyt wielkiego apetytu, na razie jest niejadkiem, ale może to być spowodowane stresem, zabiegiem albo nietolerancją obecnej karmy. W domu i na spacerze jak na razie zachowuje się bardzo poprawnie. Reaguje na każde polecenie, nie rzuca się na psy, nawet na te szczekające na nią. W stosunku do osób dorosłych łagodna i posłuszna, bardzo lubi pieszczoty. Wykazuje bardzo duże skupienie na opiekunie. Nie miała na razie styczności z dziećmi, więc dom z dziećmi nie jest wskazany do adopcji. Nie wie co to zabawa, nawet nie próbuje biec za piłeczką czy bawić się szarpakiem. Jak na razie nie szczeka, nawet gdy dzwoni dzwonek do drzwi. Wykonuje polecenia siad, leżeć, zostań, bardzo ładnie chodzi na smyczy, bez ciągnięcia. Bardzo lubi jazdę samochodem. Kontakt w sprawie adopcji Gizela: 665-320-077.
  7. rozmawiałam z opiekunką dziś dość długo, mam dostać jeszcze jakieś szczegóły odnośnie zachowania suni. Telefon można podać: Gizela - 665-320-077. Jutro ma sprawdzić jak zostaje sama w domu. Sunia najprawdopodobniej sporo rodziła, ma mocno naciągnięte sutki. Jest bardzo karna, reaguje na każde polecenie. Nie potrafi się bawić, nie wie do czego służy piłeczka czy szarpak. Gdy pies szczeka na nią odwraca głowę i nie reaguje, jeszcze ani raz nie szczeknęła, nawet jak dzwoni dzwonek do drzwi. Jest bardzo wpatrzona w opiekunów, macha do nich cały czas ogonem i cały czas się w nich wpatruje, jakby czekała na polecenia. Uwielbi jeździć autem, jak tylko otworzy się samochód to od razu wskakuje. Może mieć alergię, jej skóra nie jest w najlepszym stanie, ale dostanie inna karmę i odżywkę. Na razie nie jest wysterylizowana. Jest też dość dziwny epizod, chyba tak była nauczona. Gdy przyszli goście poszła do innego pokoju - sama - bez żadnego polecenia.
  8. amstafka jest w dt i na stronie lepiej żeby była, bo dziś kupiłam jej karmę, i by ła dziś u weta, jej operacja kosztowała 240 zł, wiec warto jej to napisać w opisie. Mam dostać jej domowe zdjęcia, Z tego co mówił dt to jak na razie jest psem wyjątkowo grzecznym, ale ma problemy z jelitami i skórą. Zapytam dt czy można dać do opiekunki namiar
  9. Muszę spróbować! Krecik na razie się wyniósł, ale ślimaki mi grasują ile wlezie. Rufus trochę się boi w ogrodzie, ale jednocześnie bardzo ciągnie na dwór. Niestety nie pasuje mu to, że jest na smyczy. No i załatwić się leci do domu, do kuwety! Roksia niestety mało korzysta z wakacji, chyba źle stanęła i boli ja tylna, lewa łapka, bardzo kuleje. Dostaje zastrzyki p. zapalne. Dziś musiałam jej sama zrobić, bo w niedzielę tutaj weterynarz ma zamknięte. Dostaje lek w zastrzyku co 3 dni, wtedy trochę lepiej się czuje, ale i tak jest osowiała. Iga żle znos upały, jedynie Viki lata i szczeka jak najęta, aż muszę ją zamykać w pokoju żeby sąsiedzi się nie denerwowali bo ona jest niezniszczalna, jeżeli chodzi o szczekanie na sąsiadów, a akurat do sąsiadów przyjechała młodzież i mają namioty pod naszym płotem, co się Viki bardzo nie podoba.
  10. robię dokumentację fotograficzna posadzonych roślin, wciąż sadzimy a nic nie widać... Na szczęście większość roślin dostałam od koleżanki, część Marek kupił na wyprzedaży, bo z "torbami" byśmy poszli... https://picasaweb.google.com/104632988192741690271/InwentaryzacjaRoslinWOgrodku
  11. przystojniak z niego, jakiegoś teriera chyba miał w przodkach
  12. zapisuję
  13. Miłego wypoczynku, w swoim czasie będzie i druh, mój małżonek był przeciwny dwóm psom, a mamy trzy, więc wszystko zdarzyć się może. Mnie się marzy jeszcze rudy kocur, ale o kocie to ślubny nawet słuchać nie chce...
  14. Gończy polski i ogar polski to wspaniałe rasy, ogar jest nieco większy. Kiedyś czytałam, że obie te rasy trzeba chronić bo był moment, że poszły w zapomnienie a są typowo polskie i że szkoda zaprzepaścić tyle lat tworzenia rasy i dumy jaką daje rasa typowa dla Polski, tak samo było z polskim owczarkiem nizinnym, ale podobno obecnie jest już lepiej.
  15. nie pies polski czy czeski tylko np jamnik szorstkowlosy z hodowli czeskiej lub polskiej. co do sprawdzenia psa z dt bywa bardzo różnie, bo czasem nie pisze się o problemach a czasem dt ich nie widzi, dlatego bardzo nie lubię dalekich adopcji. nie chce mi się juz pisać na ten temat ale odwiedziłam lub rozmawiałam z dziesiątkami domów bo wcześniej schronisko nie pozwalało mi dać telefonu wolontariuszowi dopóki ja nie porozmawiam. Cudowne rozmowy były jak sobie radzili, a potem po paru miesiącach pies się zmieniał i przestawali sobie radzić. I nie mogę ich potępiać bo bardzo chcieli. mnie osobiście przeraża ilość oddawanych psów a wiem, że gdybym miała wybór pies albo dobro sąsiadów musiałabym wybrać sąsiada. każdy ma swoje doświadczenia, udało mi się znaleźć bardzo dużo dobrych domów ale niejednokrotnie mam wyrzuty sumienia bo te domy mają teraz problemy, łącznie z pobytem w szpitalu po pogryziony. Mimo to akurat ten dom nadal ma tego agresora i powiedział ze taki jego krzyż. A pies ma być przyjemnością, pasja, miłością a nie obowiązkiem i wyrzutem sumienia.
  16. Pomoc bezdomnym psom to niekoniecznie ich adopcja. Dla mnie to również poprawa ich życia w schronisku (walczyłam o plastykowe posłania dla psów, a łatwo nie było i z tego chyba jestem najbardziej dumna, no i może ze szczepionek na kaszel kenelowy dla wszystkich) i przeciwdziałanie bezdomności, przed wolontariatem w schronisku działam na rzecz czipowania i sterylizacji, bo uważam że w ten sposób, zmniejszając liczbę psów najwięcej się pomaga. Biorąc psa do siebie podejmuję decyzję na kilkanaście lat, poprzednia jamniczka żyła 17,5 roku. Co do przygarnięcia to bałam się, mam niestety doświadczenie z psami, które miały sporo problemów z którymi sobie nie radziłam. Pierwszy pies przed jamniczka był adoptowany w wieku pół roku, w stosunku do mnie był wspaniały, ale od początku był agresywny w stosunku do dzieci, pomimo szkoleń i zaleceń, kiedyś gdy zostawiłam go samego z synem pogryzł mu klatkę piersiową do krwi, nie uznawał żeby dzieci przechodziły przez przedpokój gdy on tam leżał. miał też lęk separacyjny, ale wówczas nie pracowałam i gdy miał zostawać sam, zaprowadzałam go do teściów. Dlatego gdy udało mi się wyadoptować do ludzi bez dzieci, następna decyzją było kupno jamniczki i to był najwspanialszy towarzysz moich dzieci i nasz. Gdy odchowałam dzieci pomagałam inaczej, zabierając do dt na leczenie i nie zamierzam się wstydzić tego, że kocham jamniki szorstkowłose i gdyby coś się stało to kupie następnego. Zresztą Iga nie jest kupiona tylko adoptowana i zaręczam Ci, że gdybym kupiła za grube tysiące jamniczkę to nie wydałabym nawet połowy tego co na Igę, która miała nowotwór oka, zapalenie płuc, chorą wątrobę i serce, stawy, a jej leki od paru lat kosztują więcej niż moje. Nie jestem zwolennikiem przygarniania na siłę, a nawet czasami jestem przeciwnikiem bo za mało się mówi o problemach. Choć niewątpliwi rekompensuje problemy miłość tych psów, bo zarówno Iga jak i Viki dają mi bardzo dużo uczucia. Tak jak wcześniej pisałam, będąc na emeryturze jak najbardziej, pracując przy tych doświadczeniach które mam nie. Może gdybym miała dom, a n ie mieszkanie w bloku, rodzinę wielopokoleniową a mieszkam sama z mężem, nie wiem, i tak całe moje życie ostatnimi czasy jest podporządkowane psom, czas po pracy, wyjazdy itp. Niestety koordynując wolontariat (wcześniej) wpadłam w paranoję i doszło do tego, że nie spotykałam się z żadnymi znajomymi, rodziną itp. po pracy robiłam ogłoszenia, zdjęcia, wpisywałam papiery. Obecnie wiem, że to nie jest dobra droga, ale każdy musi to przejść sam. Bardzo łatwo stracić znajomych i rodzinę i zamknąć się wyłącznie w kręgu zwierząt i pomocy, a to ma być pasja i przyjemność, bo to decyzja na lata. A co do adopcji, tak jak pisałam, zawsze mówiłam o problemach z adoptującym i czy jest na to gotowy, wolałam obrzydzać adopcję niż jej sprzyjać. Piszę to jako Bożena a nie działacz fundacji, bo od półtorej roku jestem raczej figurantem w fundacji, rzeczywiście moja wiara w uzdrowienie tej sytuacji i adopcji psów jest mocno zachwiana...
  17. Zdarzają się u bogatych, ale nie można powiedzieć że w większości, bo te które ja znałam, to ludzie mieli po prostu inne wydatki ważniejsze niż jakiś tam pies, ale na pewno nie byli bogaci. Wracając do tematu, hodowla ras jest zajęciem kosztownym, więc pies musi kosztować. Sam udział w wystawach to spore koszty. Nie wszystko mi się obecnie podoba na wystawach, bo za bardzo patrzy się na wygląd a nie charakter, ale mimo to wymaga się od hodowców żeby psy były zadbane i zaszczepione, czyste genetycznie. Choć gdybym miała kupić psa to raczej pojechałabym do Czech, pewne rasy, które mi się podobają u nich są znacznie zdrowsze i ładniejsze. Bo niestety rasowce sa często chorowite, choć odpukać ja mam jakoś na razie zawsze szczęście i żaden mój jamnik nie chorował wcześniej ani teraz, Viki tez jak wet stwierdził pomimo tatuażu (właśnie czeskiego) jest wybitnie zdrowym osobnikiem, a chodzi na spacery w mróz i deszcz, razem z Roksią.
  18. Dzięki Kasiu, chyba jet lepiej, cały czas miałam na głowie okład z lodu i juz tak nie boli. Jak sobie przypomnę szpital w Limanowej to podjechanie do niego wymaga dużego samozaparcia, jak naderwałam mięśnie i wiązadło w barku czekałam 2 godziny, a i potem lekarz mnie za bardzo nie badał, a ortopeda w Katowicach razem z rehabilitantem powiedzieli, że miałam wręcz wzorcowe naderwanie mięśni jakichś tam... Ale do tego trzeba było mnie zbadać, a tego nie zrobiono, gdyby dłużej mnie usztywnili może by mnie krócej bolało, bo obecnie po rehabilitacji przeszło. Oni chyba są przyzwyczajeni, że do nich to jak się przyjeżdża to trzeba być przynajmniej w ciężkim stanie.
  19. Bardzo bym chciała dożyć takich czasów, żeby pies był dostępny wyłącznie za "grube" tysiące". Na pewno nie byłoby wtedy problemu bezdomności. Bo psa kupowałby osoby, które mają kasę później na leczenie. Bo szlag mnie trafia, jak ktoś dla szpanu bierze psa rasopodobnego a potem w czasie pierwszych wydatków szkoda mu pieniędzy, o leczeniu kundelków nie wspomnę. Tak mamy teraz z naszym yorkopodobnym Nemo, do którego fundacja dopłaciła już sporo, nie będę pisać ile, bo mi się nóż w kieszeni otwiera. Nie mam nic przeciwko, żeby za kundelka tez płacić, a obecnie wręcz wpycha się wyleczone, wykapane, zaszczepione byle tylko znalazły dom. To trochę odejście od tematu, ale ja nie mam nic przeciw, żeby pies był dobrem luksusowym, a nie zabawką dla ubogich.
  20. Oczko chyba mnie pokonało, w trakcie czyszczenia poślizgałam się i głową rąbnęłam o stopień, mam teraz mało foremną głowę, lewa połowa jest nieco większa... Cały czas zastanawiam się czy jechać do szpitala, ale widzę normalnie, wymiotować mi się nie chce, jedynie boli mnie głowa. Mam nadzieję, że mam twardy łeb... Na razie nie nalewam świeżej wody, za dwa tygodnie mam urlop i może wtedy?? Choć Roksia lubi taki "żurek", ale boję się żeby się nie rozchorowała. Dziś weszłam w dyskusję z jednym z rolników na temat konia. Następna perełka obok mojej chaty. Koń w czasie takiego upału stoki na krótkim łańcuchu, dobrze że przynajmniej co jakiś czas przynoszą mu wodę do picia, ale i tak uważam że jest to męczenie zwierząt. Gdyby nie takie widoki to wieś byłaby sielanką, dlaczego im nie zależy na tym żeby zwierzęta miała względne warunki do życia???? Przecież dziś był taki upał, że Viki odmówiła mi spaceru, położyła się i musiałam ją zanieść do domu, dopiero w domu ją leciutko obmyłam ciepłą wodą to po jakimś czasie odżyła. Iga wcale nie chciała iść położyła się obok samochodu i nie dało się ją ruszyć, jest mądrzejsza ode mnie,, bo Igi bym nie doniosła... Roksia na spacerze czuła się dobrze, ale tez moczyła się w każdym napotkanym błocie... Wczoraj mama na chwilę wyskoczyła do sklepu po lody, a ja zostałam z psami w aucie, już po 2 minutach nie dało się oddychać, otwarłam drzwiczki na całą szerokość. To potworne jak ludzie zostawiają psy, czy dzieci w aucie w taką pogodę, to się nie da opisać w jakich męczarniach się ginie. Wczoraj podobno przyjęto nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, byłoby cudownie, tylko kto będzie ją egzekwował na wsi??? Na wszystkie domy obok mnie tylko 2 mają psy luzem, a można powiedzieć że półtorej bo w jednej chacie jeden jest na łańcuchu w dzień a drugi cały czas biega.
  21. Niestety u nas nie ma ziemi, tylko glina z kamieniami i większość kwiatów ozdobnych nie da rady tutaj rosnąć, róż Chopin jest piękna, ale potrzebuje żyznej gleby a z tym u nas kiepsko. o do oczka to próbuję stanąć na głowie, żeby jakoś wyglądało, bo mąż od początku był bardzo przeciwny. Jak na razie oczko stanowi basen dla Roksi, która gdy jest gorąco idzie i robi w nim ze 2 - 3 kółka dla ochłody. Ale wygląda okropnie - oczko - nie Roksia... Zrobiłam stalowy drut z puszką na kreta, podobno jest to skuteczne, ale nie dla naszego krecika, który nadal ryje w skalniaku, ziemia tam jet pulchniutka ale każda roślinka ginie w korytarzach... Większość posadzonych roślin tutaj ginie, na szczęście mam je od koleżanki z ogródka, bo roślinki to bardzo droga impreza...
  22. Bardzo gorąco Cię przytulam, musisz być silna, wiem co to znaczy, gdy odchodził mój tata. Nie ma takich słów, które pomogą Ci w bólu, jedynie czas Ci pomoże.
  23. Niestety moja sałata przegrała ze ślimakami. Kupiłam dziś niebieskie granulki i przed wyjazdem posypię wokoło grządek. Na kreta kupiłam metalowy pręt, wbiłam w ziemię i zawiesiłam puszkę, mam nadzieję że się wyniesie! Dziś kupiłam 4 róże okrywowe "The Fairy" cokolwiek to znaczy, nie bardzo je znam, ale mam nadzieję, że oprą się ślimakom! Podobno dobrze jest zrobić pułapkę z puszki z piwem, do której ślimaki bardzo ciągną, ale jest też niebezpieczeństwo, że przylecą ślimaki z całej okolicy, nie wiem czy bym chciała robić takie zbiegowisko wśród ślimaków. Swoją droga to bardzo dziwne, że ślimaki tak ciągną do piwa! Iga bardzo odżywa na wsi, chodzi mało, ale szczeka na barany i nawet czasem podbiegnie. Ma też ustalony rytm dnia. Mama nie uznaje suchej karmy i gotuje mojej gromadce kurczaka z ryżem, co spotyka się z ogromnym aplauzem psów. Rano Iga więc czeka na śniadanie, jakąś małą przekąskę z rąk mojej mamy a potem czeka na obiadek. W międzyczasie jedziemy na spacer, choć wczoraj Iga bardzo źle chodziła i mocno kaszlała, więc dziś została na ganku i nie chciała iść do auta, jak Roksia i Viki biegły do bagażnika! Za to wieczorem mam luzik. W domu Iga nie toleruje żeby ją samą położyć do łóżka, żeby spała. Jak przychodzę z pracy to mruczy tak długo, aż w końcu pójdę do łóżka i ona wówczas zasypia, ja wtedy wstaję i dopiero krzątam się po domu. Tutaj idzie do sypialni i piszczy żeby ją położyć, ale potem od razu idzie spać i dopiero jak się budzi to piszczy żeby ją zsadzić z łóżka. Niestety nie potrafi już ani wejść ani zejść, tak samo z dwóch stopni na ganku, zejść jeszcze czasami jej się uda, ale wejść nie umie. Patrząc z boku ma Roksię i Viki to wydaje mi się, że są jak w niebie, cały czas mogą wychodzić na dwór, wokoło świnki, kaczki, barany, krowy, wszystko za płotem! Pole do biegania mają spore bo pomad 2500 merów, na dodatek świeżutka i pachnąca kuchnia mojej mamy, no i posłań dla piesków i łózek też nie brakuje, czego chcieć więcej. Roksia ma nawet basenik, do którego jak jest ciepło idzie popływać. Niestety nie radzę sobie z wodą w tym oczku, stale jest brudna, jedynie pierwszy tydzień jest przejrzysta, nie wiem co można z tym zrobić???? Pozdrawiam gorąco Wszystkich, urlopująca się Bożena!
×
×
  • Create New...