Jump to content
Dogomania

Lottie

Members
  • Posts

    447
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Lottie

  1. To fakt, 2000zł za psa to nie jest dużo. W mojej rasie w tej chwili szczeniaka z dobrym rodowodem nie kupi się taniej niż 3000-4000zł. Za granicą , w Niemczech, Danii, Norwegii - też tyle biorą, ale za psa z przeciętnym rodowodem ;). W Polsce przeciętnego przedstawiciela rasy najtaniej sprzedają za 2000zł, ale to rzadko, bo jednak 2500zł to taki constans. Natomiast co do tego, że na hodowli nie da się zarobić..... PROSZĘ WAS....... W mojej rasie w ciągu niecałych dwóch lat z 30 hodowli zrobiło się nagle 50. O ilości pseudohodowli niezarejestrowanych nigdzie i mnożące słabe szczenięta nie wspomnę, bo przez długi czas była jedna czy dwie. Teraz jest chyba ponad pięć już. Rasa staje się coraz bardziej popularna, widać ją na zawodach, w reklamach, w filmach, w gazetach psich... no generalnie zdobywa sławę i boję się że niedługo będzie tak jak z labkami albo husky. Zatem jak to wyjaśnić? Czyżby nagle, od czasu jak psy tej konkretnej rasy zrobiły się popularne przybyło aż tylu ludzi, którzy są pasjonatami i zależy im na dobru rasy i chcą rozmnażać swoje doskonałe suczki? Nie, mnoży się coraz więcej po prostu miernych suk, dobiera mierne repy a szczeniaki się sprzedają jak świeże bułki za 2500zł. W tej chwili w Polsce na ponad piędziesiąt miotów rocznie i ponad 300 szczeniąt jakie się w nich rodzą, są dwa, może trzy mioty warte uwagi. Reszta to kicha. Jeśli suka urodzi zaledwie 5 szczeniąt (a zazwyczaj rodzi się ich więcej) hodowca inkasuje za jeden miot 12500zł (zakładając że bierze tą najpopularniejszą cenę 2500zł, ale są i tacy co chcą więcej, zwłaszcza jeśli krycie było zagraniczne). A za chwilę ma następny miot (a czasem nawet kilka na raz, jeśli ma dwie lub trzy rasy, a są i tacy). Nikt mi nie wmówi że nie da się na hodowli zarobić, bo się da i to sporo. Chyba że ktoś ma jedną czy dwie suczki i rozmnaża je naprawdę hobbystycznie raz na kilka lat, lub w ogóle raz. Takie hodowle też są, ale o wiele ich mniej, niż zwykłych hodowli gdzie jest po kilka suczek i co najmniej jeden reproduktor (który też ładnie zarabia, bo krycie kosztuje zazwyczaj tyle, ile jeden szczeniak z miotu), a wszystkie mają conajmniej 3-4 razy w życiu szczeniaki. Dlatego brednie na temat wystaw, na temat kosztów jakie musi ponieść biedny hodowca nigdy mnie nie przekonają. Jeśli kogoś nie stać na wyjeżdżenie czempionatu, zostaje zazwyczaj pseuduchem (zakładając że jest zdeterminowany w prowadzeniu hodowli). A jak ktoś ma kasę, aby wyjeździć jakieś totalnie mało potrzebne tytuły jak interczapmiony wszystkich sąsiadujących z Polską krajów (i po co to?!), to naprawdę jest po prostu bezczelny, jak sobie wylicza ile to on nie musi włożyć w to, żeby takie szczenięta powołać na świat. Śmiech na sali i tyle. Na koniec dodam, że kiedyś byłam wielką zwolenniczką akcji R-R tak jak wy. Dopóki realizm dnia codziennego nie dotknął mnie osobiście widziałam same krystaliczne rzeczy w tej akcji. Teraz wiem, że jest ona po prostu utopią, niczym więcej. Zrozumcie wreszcie , że popierając kupno psów z rodowdem nie ubędzie od tego bezdomnych psów w schroniskach!!! Co nie oznacza, że nie można tępić pseudohodowli, bo można. Ale naprawdę nie ma ich co porównywać do hodowli zarejestrowanych pod ZK, bo to się często zupełnie z jednego gara wywodzi.
  2. Polecam poczytać też komentarze do tego artykułu. Oprócz kilku wulgarnych wypowiedzi osób zaślepionych akcją R=R wyłania się prawdziwy obraz tak zachwalanych tutaj na Dogomanii "Hodowli Rodowodowych". Nie mówię że każda hodowla zarejestrowana w ZK czy gdzie tam sobie chcecie jest zła, bo nie jest. Ale miarą hodowli i hodowcy są wyhodowane psy (ich jakość) i jego podejście do danej rasy lub psów ogólnie, a nie to że, ktoś jest zarejestrowany lub nie w ZK i że rozmnaża psy z rodowodem (co też jest dyskusyjne co to znaczy dokładnie rodowód? Czy rodowód to tylko papier wydany przez FCI/ZK? Nie to coś znacznie więcej. Nie chodzi tu o udowanianie że gdzieś tam w przodkach był jeden pies w typie i od razu że urodzą się kundelki, nie chodzi o to, że dzięki rodowodowi można pojechać na wystawę.... tylko o coś znacznie więcej. Rodowód to coś, co jest dla właściciela psa błogosławieństwem, jeśli tylko umie on go dobrze odczytać, poszukać informacji o przodkach swojego psa do piątego pokolenia wstecz... I naprawdę nie ważne czy wyda go ZK/FCI czy tam Pan Kowalski który rodowód naszego psa ma zapisany ręcznie w zeszycie... Ważna jest tylko jakość tego rodowodu, a organizacje kynologiczne akurat jej mu nie nadają).
  3. A przeczytaliście chociaż ten artykuł dokładnie? Ja tak. I nie rozumiem jak można się z nim nie zgodzić. Ja mam psa z rodowodem. I po paru doświadczeniach wiem, że akcja R=R to jest utopia, która nigdy się nie spełni. Dodam, że nie jestem za pseudohodowlami. Nie jestem też za bezmyślnym rozmnażaniem psów z papierami, na zasadzie "każda macica z rodowodem nie może się zmarnować" a w tej chwili w Polsce bardzo często to hasło ma odniesienie do rzeczywistości. Nie jestem za hodowlami zarejestrowanymi pod ZK, równie dobrze może to być jakakolwiek organizacja kynologiczna, albo nawet żadna - może być nawet księga rodowdowa prowadzona przez właściciela rozmnażanych psów. Ważne jest by znać rodowód swojego psa, jego przodków i to, by psy do rozrodu były przebadane. To wszystko. Wystawy, rodowody, głupie gadki że hodowca jest bardziej wartościowym i świętym człowiekiem od pseudohodowcy, to po prostu bajki. Mam swoje doświadczenia i jak czytam teksty zawarte w akcji R=R to śmiech mnie ogarnia , kto to pisał, jakiś niesamowity idealista z kosmosu chyba. I jeszcze jedno. Do autroki tematu: Przesłanie tego tekstu, to nie jest "nie jestem przeciwny pseudohodowlom", tylko "jestem przeciwny utopijnej akcji R=R której założenia z prawdą nie mają nic wspólnego". Autor artykułu jest przeciwny pseudohodowlom.
  4. Bardzo mądry i rzetelnie napisany artykuł przez jednego z najbardziej odpowiedzialnych hodowców, jakiego znam (a znam wielu). Może was to zdziwi, ale ten hodowca jest zarejestrowany w ZK i ma psy z rodowodem, wszystkie szczeniaki też mają metryki i są zarejestrowane w ZK. Ale to nie znaczy, że popiera tę cholernie idealistyczną i mającą naprawdę mało wspólnego z rzeczywistością akcję "Rasowy=Rodowodowy".
  5. Zwłaszcza ciężko się oprzeć rzucaniu patyków, kiedy pies sam nam je znosi pod nogi... (tak jak mój na przykład :/)
  6. Znamy tego szczekacza, oj znamy ;)
  7. Ja czytałam u nas na forum borderowym.. coś strasznego.. od czasu jak przeczytałam o tym wypadku nie pozwalam nosić mojemu psu kijków, a już w ogóle przeszywa mnie dreszcz jak widzę jakieś psy noszące kijki w taki sposób jak niósł Sparky.... Dla Sparkiego [']
  8. MOże i sprawa "lokalu" kupy się nie trzyma, ale sam pomysł mrozi krew w żyłach. Tekst o kundelkach które adoptował by zjeść, a zostały jego przyjaciółmi pozamiatał wszystko inne. Jak to sprawdzić czy to tylko jakaś parodia i prowokacja, czy pomysł na prawdziwy biznes???
  9. [quote name='JIM'] [IMG]http://i641.photobucket.com/albums/uu134/JIM_BC/luty2011/11.jpg[/IMG][/QUOTE] Super :) A Manta w pozycji wystawowej: :loveu: :loveu: :loveu:
  10. A mówiłam że to prędzej koty coś małemu zrobią niż on im ;) Ale sytuacja rzeczywiście przykra z rozciętym uszkiem... Mały może jest jeszcze na tyle głupiutki że nie skojarzył nieprzyjemnego zdarzenia jakim był atak kota i rozcięte ucho z kotem właśnie - i dlatego nadal chce je gonić. Za którymś razem załapie że gonienie kota = niemiła sytuacja. Mój coraz żadziej kota goni, a jeśli już pogoni to da się odwołać. Niestety dzięki temu kot czuje się tak pewnie że zaczął prowokować psa, a potem atakować go. Także wcześniej szczeniak był przeze mnie ganiony za gonienie kota, teraz ganie kocicę za takie zachowanie. I tak w kółko macieju. Wasz mały jeszcze musi trochę wydorośleć i na pewno przestanie za kotami biegać, zwłaszcza jeśli WY staniecie się dla niego atrakcyjniejsi niż koty. W tej chwili gonienie kotów to dla małego niezła zabawa, ale jeśli będziecie młodemu potrafili zapewnić rozrywkę w postaci wspólnej zabawy i nauki, to będzie częściej wybierał was do towarzystwa, niż koty ;).
  11. 1200? Rany, nie wiem, może mam pecha, ale tam gdzie ja dzwoniłam po hodowlach polskich, to cena była minimum te 1000zł wyższa :crazyeye: ale to było ponad pól roku temu, może teraz ceny bardziej spadły w dół bo rzeczywiście jest wysyp borderkowych miotów ;).
  12. Nie wiem jak jest teraz, ale jak ja dopiero szukałam jakiegoś fajnego miotu po hodowlach w Polsce i Czechach, to z tych które mnie interesowały, to cóż, czeskie szczenięta nie były wcale o wiele tańsze. Może tak 300-500zł. A patrząc na to że po malucha trzeba pojechać i wrócić (czyli zapłacić za paliwo), to i tak na końcu wychodziło praktycznie to samo, co za szczenię z Polski droższe o te 300zł :P.
  13. Ja widzę że rodzice tu stanowią problem a zwłaszcza mama. Ona chyba nie lubi zwierząt? Jak ktoś lubi zwierzęta, obojętnie czy to pies czy królik to zawsze chętnie pojedzie te zwierzęta pooglądać (czy to w zoo, czy to w hodowli, czy na wystawie, czy na zawodach). Wywiezienie waszego starego psa do babci z argumentem "ona ma ogórd to pies pobiega" jest tylko marną zasłoną dymną. Pies nie potrzebuje do szczęścia ogrodu. Pies jest wręcz nieszczęśliwy, jeśli ma cały czas do ogrodu dostęp, a mimo wszystko nie ma dobrego kontaktu z właścicielem (my na przykład ogrodu nie mamy, a pies codziennie niezależnie od pogody idzie ze mną na spacer połączony z mini treningiem któy trwa dwie godziny i aby dobrze spędzać czas z psem ogród to jest akurat najmniej potrzebny rekwizyt) . Zawieźliście psa który z wami spędził dzieciństwo do innego miejsca (może i znajomego miejsca, ale INNEGO), gdzie nie ma was. To jest bardzo przykre. A jak był młodszy to nie potrzebował ogrodu do tego żeby sobie pobiegać? Oczywiście nie robię wam wyrzutów, to wasza decyzja i pewnie już nieodwołalna, ale ponieważ napisałaś na publicznym forum swoją prywatną sytuację mam prawo napisać co myślę. A myślę że twoim rodzicom trzeba zdjąć klapki z oczu. I najpierw uświadomić że zrobili źle wyworząc poprzedniego psa do babci. A potem uświadomić że robią źle odgradzając cię od rozwoju (a czas spędzony z psem bardzo rozwija - nie tylko więź miedzy tobą a zwierzęciem, ale także bardzo rozwija człowieka duchowo). Że zamykają przed tobą furtkę do czegoś naprawdę facynującego. I wolą żebyś gniła przed kompem. Wiem jak to jest, do moich rodziców też mam pretensje że na nic mi nie pozwalali i też jak miałam 16 lat to moim głównym zajęciem była szkoła i komputer. Zero pasji, zero ruchu, zero rozwoju. Ja żałuję tamtego czasu. Teraz go nadrabiam :). Na szczęście nie musiałam pytać rodziców o pozwolenie, po prostu uzbierałam 3000zł i kupiłam psa z hodowli. Bardzo dużo się zmieniło odkąd pies pojawił się w domu. Jednak musisz wiedzieć że szczeniak bc to rzeczywiście mały gryzoń i przez jakiś czas na początku będzie chciał dosłownie o wszystko co się da zahaczyć zęby ;). Dlatego już się boję czy jak twoja mama się zgodzi na psa, to czy się potem nie rozmyśli jak mały szczeniak zniszczy jej już trzecią parę kapci, zerwie gdzieś w kącie tapetę, albo obgryzie uchwyty od mebli. No i trzeba przyznać że bc w okresie linienia kłaczą i to dużo, a z tego co przeczytałam twojej mamie też to przeszkadza. To strasznie przykre. Bo taki pies to co to ma być? Niekłacząca, nie wymagająca wypuszczania na ogród maskotka? Pies daje dużo szczęścia, ale też trzeba zaakceptować że zabierając go pod swój dach będzie on miał swoje minusy, chociażby takie jak kłaki albo szczeniece obgryzanie wszystkich kantów, mebli i kabli. No a jak do babci masz 10 minut samochodem, to rowerem pewnie z 15-20 więc wsiadaj na niego i jedź, aby spędzać trochę czasu z waszym byłym psem. Myślę że to ciągłe siedzenie przed komputerem i marzenie "jak to by było mając własnego bordera" jakoś tak cię zgasiło, zabrało własną inicjatywę, chęć zrobienia czegoś. Musisz zacząć od wynagrodzenia staremu psu straconego czasu i od uświadomienia rodziców. Nie o tym że border to taki super pies któy wszystko umie, ale o tym że chyba powinni przestać cię dusić i ograniczać. I odejść od kompa, pojechać w weekand pooglądać agility i wybrać się na każdą możliwą wystawę jaka tylko odbywa się w twojej okolicy (nawet jeśli to oznacza pojechanie na nią 100km pociągiem - a wierz mi, to nie jest aż takie skomplikowane i drogie!). A dopiero potem, mając już ukształtowany pogląd na pracę z psem i sposoby spędzania z niam czasu, mając otwartych na nowości rodziców myśl o szczeniaku. Bo z tego co piszesz, jakby w obecnej sytuacji się u was w domu pojawił to byłoby dużo spięć i zgrzytów. A psy doskonale wyczuwają atmosferę i rozumieją humory ludzi. A poza tym zapraszamy na forum bc, tam może ktoś coś mądrzejszego ci doradzi, a może nawet jakoś pomoże spełnić marzenie o bc :).
  14. Może nie tyle że "czeskie hodowle są złe" ale ostatnio pisali na forum bc, że Czesi zaczęli taniej sprzedawać szczenięta bo za dużo ich "naprodukowali" a nabywców brak. Na ile to prawda, to nie wiem, ja tylko piszę co wyczytałam na forum bc. I może ktoś tam piąte przez dziesiąte przeczytał to, komuś powtórzył i na końcu wyszło że czeskie hodowle są kiepskie bo sprzedają tańsze zwierzęta i nie mają na nie nabywców? Tak tylko gdybyam. A hodowli nie znam.
  15. Też mnie to ciekawi... Jeden hodowca mówił mi kiedyś że nie wolno. Ale jak napisałam o tym tutaj na forum to zbeształo mnie pełno hodowców że jak oni nie ogłoszą się na Allegro to nikt nie znajdzie ich strony i informacji o możliwości nabycia szczeniąt. Niektórzy w ogóle nie mają swojej strony internetowej i korzystają tylko z Allegro. Dla mnie to świadczy o.. hmm... nie wiem, to po prostu niekompetentne jest. I kojarzy się z handlem żywym towarem. Na szczęście w mojej rasie ogłoszenie o szczeniakach na Allegro jeśli już się pojawia, to tylko jak wystawi je pseudohodowla, albo mało znana hodowla bez swojej strony www. Hodowli w rasie jest z 30, a ogłoszenia na All są wystawiane przez dwie może? A cała reszta? Mają swoje strony www lub nawet nie. A szczenięta znajdują nabywców. Ciekawe jak ;-).
  16. Ja tam w ogóle nie przestrzegałam kwarantanny.... bardziej mi zależało na socjalu psa , a dodatkowo w mojej okolicy nie było już dawno żadnych przypadków parwo czy nosówki, o wściekliźnie nie wspominając. A ogrod macie? Może chociaż tam małego wypuszczajcie, żeby sobie po trawce pohasał :) A ja muszę się pochwalić swoim kotem, który dzisiaj rano pierwszy raz odkąd jest pies (czyli od 16 października 2010) zjadł przy nim posiłek :) co prawda pies spał pod stołem i się nie ruszał, ale i tak brawa dla mojej wyjątkowo zestresowanej kocicy że wreszcie przezwyciężyła lęk i postanowiła zrobić coś innego w obecności psa niż tylko syczenie lub chowanie się po kątach :-D.
  17. Ja zamówiłam u nich jak narazie dwie paczki i wszystko było ok, przesyłka niesamowicie szybka i nic nie było rozwalone ani zgniecione. Mam nadzieję że tak zostanie bo nie znam innego internetowego sklepu gdzie mają taki wybór i takie ceny. Zawsze przed zrobieniem zamówienia piszę na gg, mailuję albo telefonuję do KV aby się zapytać co jest dostępne a co nie z tego co chcę zamówić. Dzięki temu wiem czy w ogóle mi się opłaca to zamówić. Robię tak odkąd się przejechałam parę razy na takich sklepach internetowych jak Animalia, Lew Zoo czy Świat Karm. NA stronie jest napisane że wszystko jest dostępne po czym czekałam na paczki po 2 tygodnei i więcej albo przysyłali mi niepełne zamówienie (też po dłuższym oczekiwaniu). Od tego czasu nie robię w ogóle zamówień bez skontaktowania się ze sklepem i pytaniem czy mają to co chcę zamówić. A moze mógłby ktoś npisać jakie sklepy internetowe są godne zaufania?
  18. Ja nie rozumiem co to znaczy "zdominować psa za koty" @_@ Przecież koty nie dominują psów! Naprawdę przesadzacie z tymi kotami. Po prostu nie pozwalać małemu gonić kotów i tyle. Kotom taki mały piesek nic nie zrobi, to prędzej one jemu.
  19. No nie wierzę w to co widzę :crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye:
  20. [quote name='Marysia_i_gończy'] Co do maili - miałam problem z dyskiem (a ściągałam maile na dysk), ale lada moment powinnam wszystko odzyskać i poodpisuję :oops:[/QUOTE] No to czekam na odpowiedź :-)
  21. No niestety, ale to są dwa zupełnie odmienne gatunki i nie można oczekiwać że będą one żyć ze sobą jak najlepsi kumple. Oczywiście w wielu domach tak jest, ale do tego potrzeba czasu no i chęci obu stron. U mnie w domu kot nie wyraża chęci przebywania z psem (pies za to bardzo lubi kota choć po tym jak dostał pare razy w pysk to zrobił się bardziej stonowany). Lepsze szanse byłyby gdyby piesek był starszy a koty wprowadzone do domu jako kocięta - jednak nie zawsze da się to tak zorganizować - i u mnie i u was pierwsze były koty. Koty są zwierzakami dla których czasem najmniejsze odstępstwo od normy może być jak zawalenie się świata. Dramatyzują. Ja uważam że przesadzają ale taka ich kocia natura ;). Musicie po prostu być cierpliwi. I dodam że jesteście w naprawdę fajnej sytuacji bo piesek nie jest rasy która ma jakieś mocne popędy, jest rasy przyjaźnie nastawionej do otoczenia no i jest dość mały (a jako szczeniak to już w ogóle). No i ja na waszym miejscu to bałabym się bardziej o to psie dziecko niż o koty. Koty sobie poradzą - trochę pohisteryzują i jak nie będą miały wyboru to przyzwyczają się do psa (mam nadzieję że tego wyboru im nie dacie i że nie oddacie psiaka). Zawsze mogą poruszać się w pionie no i są szybsze od psów. A ten maluch to dopiero co został odłączony od matki, znalazł się w nowym miejscu, w nowym otoczeniu i w dodatku nie zdaje sobie sprawy że te koty do których jest przyjaźnie nastawiony mogą mu niezłą krzywdę zrobić. Kontakty kocio psie muszą być jak najczęstsze, ale tylko pod waszym nadzorem. Zwierzaki powinny mieć możliwość powąchania się i dotkniecia nawet, ale należy wkroczyć do akcji jeśli zrobi się niebezpiecznie (pamiętając też aby nie ingerować bez potrzeby - jeśli nie wiecie co mam na myśli, to dodam że chodzi mi o nadopiekuńczość ;)). Ja pamiętam że jak mojego malucha przywieźliśmy do domu to kocica przez pierwsze dwa tygodnie w ogóle nie wychodziła ze swojego pokoju skrytki (tego do któego pies nie ma wstępu) więc pies nawet nie wiedział że w domu jest kot :-D. Dopiero jak kocica zaczęła się wynurzać ze swojej nory po tym czasie zaczęli się poznawać i zaczęły się pierwsze draki. To trzeba po prostu przejść. Koty będą tak reagować na każdego psa, nie na tego jedynego. Myślę że doznałyby też niezłego wstrząsu jeśli w domu pojawiłoby się malutkie dziecko, klatka z fretką albo kolejny kot. Koty po prostu takie są i koniec kropka - trzeba to przeboleć, przejść, przetrwać i oczekiwać poprawy relacji między kotami a tą drugą stroną :-). Co do piszczenia psiaka to mam nadzieję że to nie jest jeden z argumentów za oddaniem go? To tylko szczenię, będzie piszczeć zawsze kiedy coś mu będzie nie pasować. To tak jak z niemowlakiem. Jest przewinięty, nakarmiony a i tak płacze bo coś mu nie pasuje. To jedyna jego możliwość zakomunikowania rodzicom że coś jest nie tak i ze szczeniętami jest tak samo. Nie możecie od takiego maluszka oczekiwać że będzie się zachowywał jak dorosły pies. Ja bym proponowała najpierw zostawiać go samego na dosłownie 3-4 minuty z jakąś zabawką albo smakołykiem i stać w tym czasie za drzwiami. Potem powtarzać tą procedurę wydurzając stopniowo czas (ale powoli) i odchodząc coraz dalej od pokoju w któym mały jest zamknięty. Nauczenie psa pozostawanie samego w samotnosci jest bardzo ważne, ale pamiętajcie że to tylko maluszek który jeszcze mało rozumie i nie można od niego za wiele oczekiwać. Powodzenia :-).
  22. Papilon? No to super, bo już się bałam że wzieliście jakiegoś terriera albo charta :-D. Nie powinniście mieć dużo problemów ponieważ psiak będzie mniejszy niż koty i raczej nie będzie sobie tak śmiało poczynał :). Dodatkowo z tego co wiem ta rasa jest dość pokojowa (nie to co mój, goniłby wszystko co się rusza). Będzie dobrze!!!!
  23. Ano właśnie, zapomniałabym... moja kocica też oczywiście zrobiła strajk głodowy i kuwetowy. Musiałam jej wszystko przynosić bo nie chciała iść ani do kuwety ani do kuchni gdzie ma miskę. Teraz już wie że może tam iść zawsze, kiedy są "bezpsie godziny" (czyli tak jak pisałam - pies albo śpi, albo jest na spacerze).
  24. Hej mogę cię pocieszyć ponieważ miałam podobną sytuację w domu. Kota mamy od 6 lat, a psa od 3,5 miesiąca. To był pierwszy pies jakiego nasz kot widział. Szok niebywały. Nasza kocica jest bardzo łatwo stersującym się zwierzakiem, potrafi schować się za szafę i nie wychodzić przez pół dnia bo do mieszkania weszli na chwilę ludzie od wodomierzy albo listonosz. Jest bardzo wrażliwa, więc chaotycznie i głośno poruszający się szczeniak, który wniósł wiele zamętu w jej poukładane życie był dla niej prawdziwą tramą. A dodam że mój pies nie był taki delikatny dla kota jak twój pies dla twoich kotów. Zaczepiał ją i chciał się bawić - był generalnie przyjaźnie nastawiony bo w hodowli z któej go wzięłam było dużo kotów które lubiły psy i się ich nie bały (też maine coon'y swoją drogą) - ale nie wiedział że kot może nie chcieć się z nim bawić tak jak te z hodowli. Dostał parę razy pazurami po pysku i nieraz było ostro. Gonił kocicę przez całę mieszkanie, kiedy wskoczyła na mebel którego nie mógł dosięgnąć szczekał na nią i skakał do niej. Ona do teraz dostaje kur**cy jak się do niej zbliża i zaczyna na niego warczeć, syczeć z pokazywaniem kłów i tuleniem uszu włącznie. Ale się to jakoś ułożyło. Kot się przyzwyczaił że są pory kiedy psa nie ma (bo np. śpi albo poszedłna 2 godzinny spacer) i wtedy sobie chodzi spokojnie po domu. Nauczył się że są pory kiedy pies ma prawie całe mieszkanie do dyspozycji bo się z nim bawię, uczę aportować, uczę sztuczek itd więc potrzebujemy dużo miejsca. Wtedy kocica wskakuje na biurko i z niego obseruje co też my wyczyniamy, a gdy tylko piłka poturla się za daleko w stronę kota to już zaczyna się jej "wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!!". Na początku pies był przyjaźnie do kota nastawiony, ale kiedy zrozumiałże ona go wcale nie lubi to zaczął do niej być "złośliwy" (co prawda nie wierzę w to że psy potrafią być złośliwe ale tak określam niektóre ich zachowania ;)) i specjalnie ją zaczepiał, podchodził do niej i się przyczajał, czekał aż będzie chciałą go uderzyć a kiedy to robiła to szybko "w tył zwrot!" i uciekał na 2 metry a po chwili znowu do niej wracał i znowu ją podjudzał aby go uderzyła. Bardzo mu się ta zabawa podobała, choć wiedział że tak nie można bo zawsze to przerywaliśmy i zabieraliśmy psa od kota. Jak sobie z tym radziliśmy? Po prostu pozwoliliśmy kotce przebywać jak najwięcej w towarzystwie psa ale z bezpiecznej odległości. Psa zajmowaliśmy zabawą aby nie zwracał na kocicę uwagi, więc po ok. 2 miesiącach przestał ją gonić i potrafi spokojnie obok niej przejść kiedy ona jest akurat w takim kącie że nie ma dokąd uciec, na co wskoczyć wiec się kuli i syczy. Kiedyś nie przepuściłby takiej okazji by spróbować ją złapać, teraz na moje "chodź" przechodzi obok niej tylko zerkając na kotkę. Ona oczywiście jak zwykle warczy - jest niereformowalna. Czasem sama do niego podchodzi kiedy ten śpi i kiedy stanie nad nim, zaczyna znowu warczeć, przez co nieraz go już obudziła i sprowadziła na siebie kolejny psio-koci pościg :-D. Ja nie oczekuję że będzie z moją kocicą tak jak z kotami w hodowli, że będą się ocierać o psy, wyjadać im z misek i wskakiwać do kojców aby poprzytulać się do szczeniaków. Moja kocica nigdy nie widziała psa, a dodatkowo jest dość nerwowym i strachliwym kotem więc jedyne czego od niej oczekuje to żeby po prostu potrafiła skoczyć na półkę w razie czego :-). Twoje koty może nie bały się dorosłego psa, który jednak zachowuje się trochę inaczej niż szczeniak. Szczeniaki robią dużo hałasu, poruszają się szybko i chaotycznie, a ich język ciała jest zupełnie dla kotów niezrozumiały. Wg mnie w tydzień, ani w dwa nie osiągniesz tego czego oczekujesz. Tu potrzeba co najmniej pół roku. Psa należy nauczyć komendy "zostaw" aby na nią reagował podczas zaczepiania się w koty. A one po prostu muszą mieć swoją przestrzeń, jakieś pomieszczenie żeby móc wypocząć bez obecności psa (u mnie jest to jeden z pokoi do którego może wchodzić kot, a pies nie - tam kocica zawsze sobie idzie kiedy nie ma ochoty oglądać jak się bawimy i chce po prostu świętego spokoju ;)). Oczywiście nie znam sytuacji na zywo ale jestem za tym abyście nie oddawali psa. To wszystko się jakoś ułoży. Nie oczekujcie że będzie super, bo wcale tak być nie musi, ale są jakieś tam szanse (jeśli koty nie zniechęcą zbytnio psa do siebie, tak jak moja kocica to zrobiła wobec mojego psa) że się może nie tyle polubią ale będą tolerować i obojętnie mijać w drzwiach ;). Życzę cierpliwości i podjęcia odpowiedniej decyzji :-). PS. A jakiej rasy jest wasz pies?
×
×
  • Create New...