-
Posts
7536 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Florentynka
-
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
No cóż, pod tym jednym względem jestem zatem damą... Ale czy prawdziwej damie wypada sypiać z szoferem? -
MALEŃKI, MŁODZIUTKI RUDOLF - juz nie szuka - ma DOM
Florentynka replied to Hanah's topic in Już w nowym domu
Wpadam potrzymać kciuki. Zdrowiej, Rudolfie! -
FRED i Baca za TM, teraz majestat rządzi a rudy dodaje kolorytu ;)
Florentynka replied to 3 x's topic in Już w nowym domu
Hmmm... Tybetan w bloku może stwarzać drobne problemy, z powodu emisji decybeli na poziomie niedozwolonym przez prawo, tudzież dlatego że nie bardzo da się wykopać dziurę w podłodze. Co do zaciekłych dyskusji na różnych forach - o ile pamiętam z czasów zamierzchłych, kiedy jeszcze tu i ówdzie zaglądałam, punkt widzenia najczęściej zależał od tego komu aktualnie należało przy...olić. To jest tak, że nasi mają rację a nie nasi nie mają, z definicji. [B]3x [/B]ale że Prodziak jest taki leniwy? Wierzyć mi się nie chce. Może Fred ma na niego zły wpływ? Dla mnie tybetan jest idealny jeśli chodzi o spacerowy temperament, jak już się wysika. Co z reguły zajmuje pierwszą godzinę spaceru i polega na oblewaniu wszystkich pionów po drodze. Nabieram wtedy podejrzeń, że ten pies jest wypełniony pęcherzem moczowym całkowicie. Po mniej więcej godzinie spaceru w rytmie : dwa kroki - stop - węszenie - sik - dwa kroki - stop węszenie - sik (a wszystko to z godnością i namaszczeniem) następuje chwila nerwowego podnoszenia nogi w nadziei, że coś się jeszcze wyciśnie, a potem można już iść normalnie. I to jest bajka! Bo ja sobie idę, smycz trzymam jednym palcem, w zasadzie dla formalności, pies idzie przy nodze, wciąga mnie pod górę i asekuruje przy stromych zejściach, bez żadnych komend, bez słowa wie kiedy ma zwolnić, kiedy przyspieszyć, kiedy skręcamy, zmieniamy kierunek, pokonujemy przeszkodę. Cudowne poczucie harmonii. Tylko musi się udać tak, że w promieniu kilometra nie ma: suki z cieczką, innego psa, kota, ludzi, dzików, sarenek, kur, bajora ( źródła, strumyka, kałuży - wiadomo, że tybetany nie znoszą wody), bażantów, lisów oraz, nie wiedzieć czemu, kapliczek przydrożnych, bo te wywołują parcie na pęcherz. Ej, wasze tybetany machają ogonami? -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
[B]Figafiga[/B], no ja nie mogę!!! Piękne dzieciory, Heniek z tą czupryną niesamowity jest! A Ty wyglądasz jak nastolatka - wariatka, a nie poważna matka! [B]Mamonabank[/B] - prawo jazdy - gratuluję najserdeczniej, Zostałam zatem ostatnią we wszechświecie tylną częścią tuszy wołowej, która nie ma tego papierka. Czuję się jak upośled jakiś. Muszę znaleźć czas na to. Czyżby metodą było dorobienie sobie więcej dzieci, żeby się sobą wzajemnie zajmowały? [IMG]http://img534.imageshack.us/img534/5827/uv6r.jpg[/IMG] a tak oto Gjalpo suszył się po wczorajszej kąpieli... Maksio bardzo się ucieszył z błota przyniesionego do domu. -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Tośka świetna!!! [B]Andzike[/B] - to wdrapywanie się jest straszne, prawda? Maks się wdrapuje wszędzie, wszystko włącza i wszystko otwiera. Komórką się bawi, oczywiście i złości się że ekran w "jego" laptopie nie działa na dotyk. BTW - czy wiedziałyście o istnieniu gier komputerowych dla kotów? A jeśli o koty chodzi - mam dylemat. Ta kocia sierota co ją dokarmiamy jest bardzo sympatycznym kotem. Wyraźnie, oprócz karmy, potrzebuje ludzkiego towarzystwa. Zeszłego roku też go karmiliśmy, ale wtedy jeszcze się dziczył, nie pozwalał się dotknąć, a teraz... łasi się, wywraca brzuchem do góry i jest bardzo wylewny. Ostatnio przyszedł i znienacka zaczepił Adama, który coś tam robił w garażu - łapą szturchał i domagał się pieszczot. No i mój dylemat polega na tym: moglibyśmy dać mu dach nad głową, psy by to jakoś łyknęły, a on zdaje się na to liczyć. Tylko że to jest kocur, więc ewentualne zamieszkanie z nami = natychmiastowe ucięcie jajek. I pytanie - a co będzie, jeśli on dojdzie do wniosku, że nie chce jednak z nami mieszkać? Przecież wtedy taki wykastrowany może sobie nie dać rady z różnymi dzikimi i półdzikimi kociskami. A nawet jeśli zechce zamieszkać z nami, to i tak będzie kotem wychodzącym, bo zawsze miał swobodę ruchów. No i co ja mam zrobić? -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
[B]Mamonabank[/B] - no tak właśnie sobie to wyobrażałam, mniej więcej. A historia z Mopikiem piękna. Do mnie nigdy nikt nie zadzwonił w sprawie uciekającej Łucji ( Łucja już nie ucieka, Maksio ją z tego wyleczył). A to poniżej , to pokłosie bardzo specjalnej sesji foto, między innymi. Bo Maksio dostał bzika na punkcie aparatu, a jako dziecię naszych czasów błyskawicznie się uczy gdzie się co naciska. I tak oto dziś przypadkiem napadł mnie, kiedy czaiłam się na niego z aparatem i pstryknął fotkę Łucji. Jak ją zobaczył na wyświetlaczu to oczy mu zaświeciły, dotknął wyświetlacza, dotknął Łucji, krzyknął "TA!!!" i powlókł mnie żeby fotografować kolejne psy. Wszystkie zdjęcia psów są autorstwa Maksia: [URL]https://picasaweb.google.com/florentynka.psy/MaksioDeszczowyINieTylkoIMaksioweZdjeciaPsow[/URL] -
FRED i Baca za TM, teraz majestat rządzi a rudy dodaje kolorytu ;)
Florentynka replied to 3 x's topic in Już w nowym domu
[quote name='Gremlin']Buty już były :mad:[/QUOTE] eee, tyle... to były dopiero nieśmiałe próby, zobaczysz! Ja byłam taka zachwycona że Gjalpo jako szczeniak właściwie nic nie zniszczył, a nie wzięłam pod uwagę tego że one dojrzewają później. Niszczą też później. Ale pocieszające jest to, że jak już dojrzeją to nie niszczą. Pierwszych 5 lat to trudny okres, a potem sama słodycz. -
FRED i Baca za TM, teraz majestat rządzi a rudy dodaje kolorytu ;)
Florentynka replied to 3 x's topic in Już w nowym domu
A jakby tak jakieś zdjęcia? Bo pojawiając się ponownie po skandalicznie długim czasie chciałabym zacząć od "ależ on urósł" albo czegoś podobnie oryginalnego. Ze zżerania szczotek do kibla tybetany wyrastają, w końcu. Najpierw są szczotki do kibla, potem szczotki do odkurzacza, miotełki, pędzle i takie tam. To trwa kilka miesięcy, może rok. A potem mija. Potem przychodzi czas na buty... -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
[B]Mamonabank[/B] - a gdzie mi tam do Ciebie, ja mam jedno dziecko, a Ty... Ty to musisz być jakąś niemożliwą acz istniejącą kobietą - tytanem. Ja sobie nawet nie wyobrażam jakie tam u Was muszą odchodzić szaleństwa. A tak w ogóle to co słychać? Wiecie, bo to jest tak: każda z nas zapewne miewa od czasu do czasu dogowstręt i dogorzyg i inne takie. Zmęczona jestem nieustannymi aferami i dostawaniem miliona wiadomości utrzymanych w tonie roszczeniowym albo płaksiwym, że kolejny Pikuś potrzebuje drobnych trzech tysięcy miesięcznie żeby zamiast w schronisku siedzieć w porównywalnych warunkach tyle że pod logo DT. Moje pięć " Pikusiów" chyba nie ma do dyspozycji takiej kwoty, nie wiem bo im nie liczę, a żyją na niezgorszym poziomie, no więc jak tu się nie zżymać? Ale tak na stałe to ja sobie stąd nie pójdę, o nie, bo Was lubię! Towarzystwo zgromadzone na tym wątku to jest to za czym tęskniłam i co mnie tu jak magnes przyciąga. A poza tym donoszę ( rozpierana macierzyńską dumą) że moje dziecko ma troskę o zwierzęta we krwi! Rano idziemy do kuchni i Maksio biegnie otworzyć zwierzęcą szafkę, wywleka kocie chrupki i puszki i karmimy Amelię. Potem można nakarmić Maksia, a zaraz potem Maksio bierze kocią puszkę, ja butelkę z mleczkiem i zasuwamy karmić osieroconego kota sąsiada. I nie ma zmiłuj się - deszcz nie deszcz, zimno i paskudnie - Maksio musi brać w tym udział. Sypie kociej sierocie chrupki, nalewa mleko i jest tak przejęty że miło popatrzeć. -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Kładę kres domysłom. Nie jestem wysterylizowana. :p A oto co u nas: [I]Z dziennika matki frustratki[/I] [I]A na obiad to dziś zrobię tofu. Mój synek uwielbia tofu. Najchętniej takie w sosie z orzeszków ziemnych, bardzo nam ostatnio zasmakowało w knajpie. Niebiosom niech będą dzięki za Internet – jest przepis! Jednym okiem oglądam – tofu na deseczkę i w kosteczkę, marynata i sratatata – drugim okiem sprawuję macierzyńską opiekę. Dziecina słodko się bawi. To może ja pokroję to tofu i wrzucę do marynaty, to powinno tak parę godzin poleżeć. Idziemy do kuchni - mój synek, pięć psów, kot i ja. Drogę do lodówki blokuje mi leżący pies i bujające się złowieszczo krzesło – synek próbuje przemieścić je w kierunku blatu. Jest tofu. W takim jakby worku foliowym. Nożyczek nie ma tam gdzie być powinny, może powinnam iść ich poszukać, ale wtedy musiałabym zabrać ze sobą 5 psów ( nie mogę ich zostawić w kuchni, bo wszystko zeżreją) i dziecko, zapewne razem z krzesłem. Dziabię ten worek nożem, mało skutecznie, nadgryzam zębami i szarpię i ta ciecz w której to tofu się moczy mi się wylewa na koszulkę i na spodnie i reszta na podłogę. I to tofu też się wylewa, ale udaje mi się je ocalić w ostatniej chwili, zanim upadnie prosto w rozdziawioną, wiecznie głodną krokodylą paszczę Balbiny. No tak, w kosteczkę to ono nie będzie raczej, A, penis z kosteczką, nie forma się liczy tylko treść, więc szybko kroję w coś możliwie zbliżonego, przerywając tylko kilka razy, żeby : posmarować dziecku masłem kromkę chrupkiego chleba ( chleb z szafki wyjęło, stoi i wali pięściami w lodówkę), zabrać dziecku ścierkę którą bije Florence, zabrać Łucji ukradziony dziecku chlebek ( bo to niepedagogiczne, pozwalać jej kraść), zabrać Balbinie opakowanie po tofu, wyrzucić ze stołu kota, zabrać dziecku ścierkę, zabrać dziecku nóż, zabrać dziecku opakowanie po tofu, zabrać Balbinie ścierkę, zabrać tofu sprzed nosa Jego Wysokości który dyskretnie umieściwszy mordę na skraju stołu przesuwa się coraz bliżej deski z tofu, a na blacie zostaje po tej mordzie mokry ślad jak po ślimaku, nie jak po milionie ślimaków więc jeszcze muszę to wytrzeć tylko bym chciała wiedzieć co się do ciężkiej cholery stało z tą ścierką, która tu przed chwilą była. Że niby z czego ma być ta marynata? Sos jaki? Teryiaki? Nie mamy takiego i nie kupimy go raczej w lokalnym „kefirku”, ale nic to, mamy sos sojowy i mamy ekstrakt z suszonych śliwek i mamy – bums!!! Synek wybebeszył szafkę z garnkami, duża pokrywka spadła na podłogę, Florence się przestraszyła i na wszelki wypadek użarła Sonię w piętę, Sonia na wszelki wypadek zaczęła uciekać, a jak ucieka to nie patrzy i stratowała dziecko, które usiadło na Jego Wysokości, a na to wszystko wpadła Balbina, która myślała że skoro trzaskają garami to dają jeść. Ona zawsze tak myśli, nawet kilkaset razy dziennie. I mieszam jedno z drugim a synek bebeszy kolejną szafkę o cholera, tam są słoiki i butelki, ufff, wyciągnął puszkę… Uff nie trwa długo bo puszka jest zamknięta a dziecko by chciało, żeby nie była. Wali puszką o podłogę, Florence wpada w histerię a Balbina zaczyna szczekać do wtóru. Mam taką samą puszkę, tylko otwartą. Stoi na blacie po przeciwnej stronie stołu. Zawiera suszone śliwki w syropie własnym – lepkie, słodkie i przepyszne. Krzyczę do synka, żeby poczekał sekundę i że już mu dam taką samą puszkę tylko fajniejszą, obiegam stół, macham ścierką na kota, który z wyrazem obrzydzenia i niedowierzania moczy łapę w mojej marynacie, potykam się o Łucję, uderzam z całej siły bosą stopą o stołową nogę a kolanem o krzesło, rzucam przekleństwo a łapię puszkę, wracam, wręczam dziecku. Synek jest wyraźnie zadowolony. Pakuje łapę do puszki, wyciąga ociekającą sokiem śliwkę, próbuje, i wyraźnie mu smakuje, ale nagle orientuje się że ma łapkę w lepkim soku, a tego to on nie znosi, więc macha lepką łapką pryskając sokiem wokoło, a potem odkłada śliwkę na grzbiet Gjalpona i żałośnie jęczy „bachum, bachum” co nie wiedzieć czemu oznacza w jego pojęciu mycie łapek. Proponuję mokrą chusteczkę, paczka chusteczek zostaje uchwycona w lepką łapę i z pogardą ciśnięta w Balbinę, a synek łapie mnie za spodnie ( nie szkodzi, i tak są w tym odcieku z tofu), wstaje, z determinacją przysuwa sobie do zlewu krzesło, przy okazji wjeżdżając mi nim w kolano i depcząc drugą stopę. Gramoli się na krzesło i wściekle szarpie kran, bo do kurka nie sięga, a co to ma znaczyć, że się nie leje? Odkręcam wodę i stojąc jedną nogą na krześle żeby asekurować dziecinę usiłuję się wykręcić w helisę, żeby wyrzucić kota z marynaty. Cudem udaje mi się utrzymać równowagę, kiedy wpada na mnie całą masą swoich 70 kilo wściekły Gjalpo, któremu Balbina zdjęła z grzbietu przyklejoną śliwkę a przy okazji wydarła kosmyk sierści. Wrzeszczę na psy, a spuszczone z oka dziecię korzysta z okazji porywając z suszarki miseczkę, którą napełnia wodą i z satysfakcją wylewa sobie na brzuch. Oprócz dziecięcego brzuszka mokre jest też krzesło, moje spodnie ( ale to drobiazg) i spory kawał podłogi, i dlatego Łucja się przewraca do kałuży i mokra i obrażona idzie się położyć na kanapie. Zakręcam wodę, łapię synka pod pachę i wynoszę z kuchni ( omal się nie przewracając w kałuży), nie zwracając uwagi na żałosne protesty które szybko przechodzą we wściekły ryk. Z kuchni dochodzi mnie podejrzany brzdęk, więc sadzam ryczące dziecko na środku podłogi i gnam zobaczyć co brzęczało. Brzęczała Balbina, która próbowała zobaczyć co jest na stole i zrzuciła sobie nóż na głowę. Wyrzucam z kuchni Balbinę, Florence, Sonię i kota i zamykam drzwi. Synek ryczy dalej, ale już nie siedzi na podłodze, tylko wciera w fotel syrop śliwkowy – jakim cudem po myciu rączek, na skutek którego dokumentnie mokre jest dziecko, mokra jestem ja, mokry jest pies i podłoga też, jakim cudem, ja się pytam, udało mu się ocalić tą uświnioną łapkę przed kontaktem z wodą? Rzucam się z mokrymi chusteczkami ratować fotel, rzucam się przebierać dziecko, pod którym powoli formuje się kałuża, przy akompaniamencie wrzasków rozbieram synka do połowy, mniej więcej, nagle gdzieś w mózgu coś mi zaskakuje, ilość mi się nie zgadza więc pędzę do kuchni sprawdzić no i oczywiście, zamknęłam Gjalpa, musiałam go nie zauważyć jak wszystkich wyrzucałam. Gjalpo leży trzymając między łapami puszkę po śliwkach w syropie i dostojnie ją wylizuje. Całe szczęście, że się zajął śliwkami – tofu ocalało!!! Przebrałam, wytarłam, jeszcze raz wytarłam i wytarłam tez i wyrzuciłam i znów wytarłam, a potem przyjechał mąż i zajął się synkiem, a potem dziecię poszło spać, a ja to tofu opanierowałam i usmażyłam i zrobiłam sos i wyszło genialne, przepyszne, zachwycające! A potem synek się obudził i dostał obiadek . [/I] [I]I spojrzał na swój talerzyk i spojrzał na mnie i jeszcze raz na talerzyk i rzucił talerzykiem o podłogę i tofu zjadła Balbina, a ja musiałam smażyć racuchy.[/I] ej, [B]3x[/B] - a się wystawialiście, czy tylko tak na rekonesans wpadliście? Ja się poprawię, ja będę pisać, ja obiecuję. -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Oj tam, zaraz ani słowa. Oczywiście, że o Jego Wysokości też będzie. Jego Wysokość jeździ z nami oglądać lądujące samoloty, a przy okazji odbywa spacer po polach, łąkach i lesie. Balbina nadal jest najlepszą przyjaciółką Maksia, a Łucja jest najlepszą przyjaciółką Balbiny. Niestety , kangur znów pogryzł Flo - 4 szwy... -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
No dobra, wracam tu, wracam. Na razie z meldunkiem, że jesteśmy i żyjemy. A w najbliższym czasie doniosę co słychać u najbardziej rozpasanych parów na świecie. W każdym razie mają się dobrze. -
Ale pięknie!!! Puc to ma fajne życie, wozi tyłek ( skądinąd tłusty) nad morze, na piaseczku się wyleguje... Zazdroszczę mu! A w tych Rowach to jest taka oficjalna plaża dla psów?
-
[B]FF[/B] - biedne maleństwo :-(. Ja też trzymam kciuki, żeby antybiotyk zadziałał szybko i skutecznie. Trzymajcie się.
-
[quote name='Andzike']Nie ma wyboru, musi być kudłaczem :evil_lol:[/QUOTE] Majuska już pewnie ostrzy maszynkę ;)
-
ojej, a co temu kolorowemu z d...wystaje? Majuska, to przywieźć farbki? A może zrobimy Szirę na jakieś dzieło sztuki... Monę Lisę, albo Jeżusa? Ja to nigdy nie pamiętam gdzie się jak mówi ( wiem że jest na pole i na dwór, ale nie wiem co gdzie) więc na wszelki wypadek zawsze wychodziłam na zewnątrz. I tego się trzymam.
-
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
[B]3 x[/B] - no nie... jakbym ja mu gdzieś zaniosła taki korzeń to by to uznał za podejrzane. Patyki znoście, to może ocalicie drzwi i meble. Nam się ostatnio notorycznie leje na podłogę z drzwi balkonowych, bo okazuje się że Gjalpon zjadł nie tylko listwę, ale i jakimś cudem rozszczelnił te niby zespolone szyby. Maks nauczył się samodzielnie zbierać poziomki. Słodki to widok, jak mały człowieczek tak sobie skubie owocki prosto z krzaczka. Niestety, Balbina doszła do wniosku że w takim razie ona musi być szybsza. Przechodzi przez poziomki jak jakaś maszyna do zbierania, a czego nie zbierze to zdepcze na miazgę. Flo sterczy pod wiśnią i czeka czy coś nie spadnie. Sonia wykopuje nie wiem skąd zeszłoroczne orzechy. Łucję ostatnio zastałam na żuciu płatków róży. na tym tle jedzenie drzwi wydaje mi się normalne. [IMG]http://img541.imageshack.us/img541/5995/ag29.jpg[/IMG] -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
[quote name='3 x']u Fredźka u mnie potrzeba kontaktu z człowiekiem sprowadza sie do pełnej miski, regularnego wysrywania psa na spacerach no i czasami jak go wołam to na mnie spojrzy ;) u Prodziaka potrzeba kontaktu z człowiekiem sprowadza się do użyczania przez ludzi co czas jakiś reki do gryzienia no i łóżka do spania ;) ale akurat w przypadku Freda uważam, ze ten pies potrzebuje kontaktu z człowiekiem bo moim zdaniem jest on autystyczny i bez człowieka byłby strasznie odizolowany i 'dziwny'[/QUOTE] To się zmieni, zobaczysz. Jeszce będziesz przeklinać Prodziakową potrzebę kontaktu. Gjalpon ma potrzebę, tylko się wstydzi. W związku z tym w ciągu dnia jest niezależny i dumny. Ale w nocy, pod osłoną ciemności, przychodzi się przytulać. Wytresował biednego Adama, budzi go telepatycznie, stając nad nim i patrząc, po prostu. No i wtedy trzeba Gjalponka poprzytulać, wydrapać po klacie, wytarmosić za uszami... A co do smrodu psich łap - moja współpracownica, Dorota, jest nałogowcem. Potrafi siedzieć i się inhalować psimi łapkami. Becia - a spróbuj się wytarzać, może się okaże że to jest to! ;) :) Gjalpon wykopał schron przeciwsłoneczny... Jest to dół o wymiarach metr na metr, głęboki jak cholera, zlokalizowany w korzeniach krzaka róży - takiej "dzikiej" na konfitury. Włazi tam co chwilę i wynurza się z jakimś fragmentem korzenia w pysku. Wypluwa i wraca kopać. -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Nie , Figuś, dlaczego się poddawać? Przecież to potem przełazi na właścicieli, też się potem cieszą że "pies aktywny" ( po demolce mieszkania) "mocno związany z rodziną" ( po pogryzieniu listonosza) itd itp etc. Myślę, że wszyscy miłośnicy psów znają ten szyfr. -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
No właśnie, coś się wie... Skoro my potrafimy robić owieczki z wilków ( i to bez pomocy maszynki do golenia) to co się dziwić hodowcom, oni przecież mają z tego wymierne korzyści ;) -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
[B]Mamonabank[/B] - wszystkiego najlepszego!!!! :Rose::Rose::Rose: Szybka ta Tośka, już się zabiera do chodzenia, no no! Nie ma to jak wróciwszy do domu zastać dwie suki wytarzane w padlinie oraz nieomylne znaki bytności w wiatrołapie obcego kota płci męskiej. Wrrrr! Home, sweet home. W dodatku Gjalpon się obzdyczył na Panią Matkę i nie pozwolił sobie posmarować skóry maścią ( smarować trzeba 3 x dziennie - hej, 3 x - to nie są żadne osobiste wycieczki, jakby co). A jeśli o uciekliwość i inne uroki tybetanów ( i nie tylko ) chodzi: uważam, że należy opracować słownik hodowlano ogłoszeniowy. Zarówno hodowcy jak i osoby zajmujące się adopcjami różnych kundli są mistrzami w dziedzinie PR i działań marketingowych. np: pies o silnym charakterze - czyt. wredny skurwiel indywidualista - czyt. pies co ma wszystko w d... wierny stróż - czyt. rozdarte , agresywne chamidło czekam na dalsze propozycje rozkodowania popularnych sformułowań z ogłoszeń i/lub opisów ras. -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Majuska - luz. Ogarniemy razem, będzie dobrze! A, jakby co to mam namiot... i dymany materac. A psów żadnych nie biorę, bo ten na O też by musiał jechać z nami, skoro Łucja się drze przez całą drogę. A dla Balbiny to by był za duży stres, ona nawet spacery źle znosi biedna i tylko patrzy jak tu uciec do domu. -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Figafiga - piękne chłopaki! Super! Psy... czy ja biorę jakieś psy...zastanowię się nad tym głęboko. Gjalpona nie - uciekliwy jest...Flo nie - zakała straszna...Kangura nie - jeszcze gorsza zakała... no parówy zostają, ewentualnie, ale nie wiem. -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
[B]FF[/B] - no gratuluję zakupu! To teraz się zmieścicie wszyscy, z psami i gondolką, nie? -
Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!
Florentynka replied to Becia66's topic in Już w nowym domu
Wiecie co? Jak będziecie stawiać opór to po prostu następny zlot zrobimy w Łowiczu, zwalając się Wam na głowę z milionem psów i kupą dzieci, ot co! Andzike - to dziecięciu się przetkało z jedzeniem?