-
Posts
7523 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Everything posted by filodendron
-
[quote name='aga_21'] czyli nawet jak zaczne mycie zebow to osad ktory juz postal nie zniknie?? [/quote] Od mycia raczej nie zniknie. Od gryzienia surowych kości prędzej - na kościach psy sobie naprawdę dobrze czyszczą zęby. Niektórzy dają szyje indycze. Pies musi być nauczony gryzienia kości (żeby nie łykał dużych kawałków), no i oczywiście musi je tolerować (tzn. jego przewód pokarmowy ;)) Dla bezpieczeństwa podobno dobrze jest zachować 8-godzinny odstęp pomiędzy suchą karmą a surową kością, bo jedno i drugie jakoś inaczej się trawi - inne enzymy, inne ph czy coś w tym stylu ;)
-
O to :) ale widzę, że musiałabym i stół dokupić ;) Na razie chyba zostaniemy na dywanie z suszarką wetkniętą za stanik. To i tak pewien postęp ;)
-
hmm, nie jestem znawcą, ale to nie wygląda na uchwyt na suszarkę ;) Wcześniej była mowa o suszeniu piesków a potem zeszło na zęby - i stąd to zamieszanie :)
-
Chodziło mi o ten uchwyt na suszarkę :) Za bardzo cytat ciachnęłam, przepraszam
-
[quote name='martyna.']W ogóle, polecam taki uchwyt, to naprawde duże udogodnienie :)[/quote] A czy mogłabyś podać jakiś link do tego urządzenia?
-
[quote name='aga_21']jeszcze chciałąm zapytac o jedna rzecz... moze nie tyczy sie to szaty ale pielegnacji;) jak czesto myjecie zęby?? Ja mojemu jeszcze nie mylam, ale widze ze juz sa zaczatki osadu;/ wiec chyba zeby go usunac powinnam zgloscic sie do weterynarza, czy jezeli teraz zaczne regularne mycie to osad zejdzie??[/quote] U nas mycie nie wypaliło - pies się wił jak piskorz i uciekał na widok szczoteczki a rezultatów i tak nie było widać. Trochę lepiej sprawdził się taki żel z propolisem, który się rozprowadza na dziąsłach. Ale najlepiej z zębami było, gdy pies gryzł kości cielęce albo szyje z kurczaka (surowe). Niestety jakiś czas temu zbuntował się i nie chce gryźć żadnych kości :shake: Trochę pomaga zabawa w przeciąganie szmaty.
-
Nie mogę znaleźć wątku, w ktorym ktoraś z Forumowiczek zamieściła swoje fotki z suszenia pudelka za pomocą zwykłej suszarki zatkniętej w damskie ustrojstwo pt. biustonosz, co w warunkach domowych zastępuje trzecią rękę. Bardzo mnie te fotki natchnęły i właśnie dziś wypróbowałam (na tę okoliczność stabilne ustrojstwo na fiszbinach :cool3:) no i super się sprawdziło. Sama nie wpadłabym na to udogodnienie. Chciałam podziękować za fotki i inspirację, ale nie znajduję wątku. Więc piszę tutaj - może akurat dotrze. No, prosta rzecz, a tak cieszy - dzięki. :)
-
Czy szanowni forumowicze nie odnoszą wrażenia, że psów jest po prostu za dużo? I że to statystyka działa na ich niekorzyść? Tak sobie wspominam swoje dzieciństwo – wychowałam się w czteroklatkowym, czteropoziomowym bloku mieszkalnym. Na każdym piętrze 4 mieszkania. W sumie 80 rodzin. I jeśli mnie pamięć nie myli, na te 80 rodzin było 4, może 5 pikusiów – takie malutkie i zwykle podtuczone kundelki – jakaś Nańcia, Miśka, Pusia. I były dwa psy rasowe. Po jednej stronie bloku mieszkał skorumpowany myśliwy-komunista i jego wyżeł. I to był po prostu wyżeł – nie weimar czy munsterlander. Słowo „wyżeł” wystarczało. Po drugiej stronie mieszkała opozycjonistka z kontaktami za żelazną kurtyną i miała pudla dużego. Ale wtedy to też był po prostu pudel – nie standard, mini czy toy. Zwyczajnie - pudel. I czasem (im rzadziej tym lepiej) pojawiał się milicjant ze swoim owczarkiem zupełnie niepodobnym do dzisiejszych ONów – na niego mówiło się: „wilczur”. I tyle, jeśli chodzi o edukację „pso-znawczą” mojego miejskiego pokolenia bez kynologicznych tradycji. Jak to się stało, że teraz na wielkim, miejskim osiedlu można uświadczyć wszystko – skolko ugodno – przekrój przez wszystkie grupy i wszystkie typy użytkowości (oczywiście z rodowodem co trzydziesty, czterdziesty? Polak przecież zaradny jest). Czy to się w ogóle da wziąć w jakieś karby? Czy raczej te namnażane przez nas bez opamiętania pieski w końcu nas zjedzą (niezależnie od rasy)? Żeby się na koniec tego przydługiego postu odnieść do sytuacji, która sprowokowała dyskusję – nie dziwicie się ludziom aż tak bardzo. To nie jest wiedza aż tak powszechnie dostępna, jak wydaje się komuś, kto siedzi w temacie od lat. Pokolenia wychowały się z burkiem na podwórku i to była norma. A potem przyszły te wygładzone i śliczne zachodnie modele zachowań i spasowały tak gładko – to tak pięknie wygląda. Reklama nie pokazuje, co się dzieje wtedy, gdy maleńki labrador wyrasta z rozkosznego wieku rozwijania papieru toaletowego. Nie pokazuje kotów, samochodów, przechodniów, gdy nasze nasycone energetyczną nutellą dziecko biega z psem w te i wewte. Najedzone chappi psy nawet wykopują dołki pod gotowe do zasadzenia drzewka, a nie odwrotnie. A Kubuś Puchatek mówi: pogłaszcz misia. Nie jest dobrze :shake: I tylko z pozoru jest tak prosto, że to matka zawaliła sprawę, więc nas to nie dotyczy. Wszyscy ponoszą za to pośrednią odpowiedzialność - media, nieodpowiedzialni właściciele, polska zaradność w temacie "popyt kształtuje podaż", niektórzy posłowie i hiphiphurraistyczne akcje adopcyjne trochę też.
-
To są często rodzice lub dziadkowie dzieci, które za pracą wyjechały do krajów, do których nie chciało im się zabrać psa, albo tego zrobić nie mogli (vide podlinkowany wątek o astach w Anglii). To bardzo niepokojące zjawisko. Widuję dużo takich osób, w tym jedną szczególnie udręczoną matkę z malamutem, która chodząc z psem powtarza mantrę: "mój syn zwariował".
-
Ja tego nie kwestionuję w żadnym wypadku. Chodzi mi tylko o to, że jednak lubimy zapatrzeć się we wzorce, kupić sobie jakiś atrybut tej siły lub urody, którą ma idol. Bo z pieskiem w torebce będzie się wyglądać bardziej jak Paris Hilton, w lexusie bardziej jak ten z TV, który ma jeszcze na dodatek helikopter, a z amstafem będzie się wyglądać tak, że wszyscy od razu - szacun. A potem nagle jak się czegoś wystraszymy w naszym psie, to z łatwością na uspokojenie znajdziemy masę informacji o tym, jakie to cudowne psy rodzinne, urodzone niańki i tylko media robią im taką gębę. I się kręci.
-
Nic nie musimy robić. TO się samo robi. Takie perpetum mobile. Najpierw Paris Hilton z psem w torebce. Potem polska aktoreczka żali się na łamach "Mojego psa", że ją niedobry pan ochroniarz nie wpuścił do banku z pieseczkiem w torebce. Potem jakaś Ewelina Flinta foci się z pudelkiem i nagle po wakacjach okazuje się, że w klasie na szesnaścioro dzieci przybyło 6 yorków. Inni mają oczywiście innych idolów. Mogą tarfić np na tekst w internecie, w którym hodowczyni amstafów, która sprowadziła tę rasę do Polski (przepraszam, ze nie zapamiętałam nazwiska) żali się, że gdyby wiedziała, że pójdzie to w takim kierunku, nigdy by się na to nie porwała. Bo pierwsze pieski, poszły w ręce "panów z Pruszkowa" a oni mieli wystaczająco silne charaktery do takiego psa. Błąd korektorski? Chochlik drukarski? Ktoś podredagował wypowiedź hodowcy i nie przesłał tekstu do autoryzacji? Nie wiadomo, ale tekst ujrzał światło dzienne. I oto mamy nowy ciąg skojrzeń: "pan z Pruszkowa" = mocny charakter = amstaf. No i emo chce.
-
W tym medialnym i statystycznym kontekście to chyba chciałeś napisać, że w średniowieczu było bardziej ciekawie. Owszem - było (rzecz jasna w przeliczeniu na jednego mieszkańca - powiedzmy - Europy) :eviltong:
-
Shin, to czarnowidztwo. Ludzie czytają, oglądają, czasem nie zmieniają zdania, a czasem zmieniają szybciej niż myślisz. Nie jest aż tak źle, że nie da się znaleźć dwunastu sprawiedliwych. Choć rozumiem, że po dłuższym czasie pisania ciągle na ten sam temat, można się poczuć znużonym. No, ale - praca u podstaw się kłania. Bez tego lepiej nie będzie.
-
Katica, przepraszam - nie chciałam Ciebie urazić. Zdjęcia są śliczne, pies piękny a dziecko urocze. I widać, że wszystko ok. Naprawdę podziwiam ludzi, którzy potrafią pracować z psem od podstaw i roztropnie przewidywać z góry przeróżne sytuacje, które mogą zaistnieć. Tylko że jest ich tak strasznie, strasznie mało. Patrząc na takie zdjęcia widzę sąsiada, sąsiadkę, którzy też tak chcą. I dziadka, co posyła wnuczkę z kiełbaską do burka zza płotu - on też tak chce. I te wszystkie pokaleczone dzieci - bo chciały tak samo, jak w filmie. Przepraszam - to naprawdę nie było personalne, po prostu mnie sprowokowało - dla mnie problem jest natury - że tak powiem - ogólnej.
-
Ja to wszystko rozumiem. Sama mam na pęczki zdjęć psa i córki. Ale jakoś nie miałabym odwagi umieścić ich w takim wątku. Jestem tu nowa, ale o Was (dogomaniakach) mówi się gdzieś tam, nawet wśród nieinternetowych psiarzy - macie jakiś wpływ na opinię. Podobno cywilizacja ma stać się obrazkową - siła przekazu obrazu jest wielka i przekonywująca. No i - sorry - ale dlaczego tutaj, a nie w galerii na przykład? Co będzie, jeśli zajrzy tu ktoś, kto planuje kupno - załóżmy amstaffa - i tak się na chwię zawahał z powodu tego newsu (i słusznie się zawahał, bo zielony jak ten emo z innego wątku) i nagle zobaczy własne dziecko w takiej roli. Pięknie przecież wygląda, nie? Real jest niestety inny - przypadkowe psy, przypadkowi właściciele, żadnych metod pracy z psem, a jeśli to też przypadkowe. Ludzie "lecą" na to, co ładnie wygląda. A te zdjęcia wyglądają naprawdę ładnie. Żyć, nie umierać.
-
OT: Nie jestem fanką Formuły, więc w zasadzie nie miałabym nic przeciwko temu. Szczególnie, że co parę nocy na pobliskim rondzie, o około 2 nad ranem, urządzają wyścigi młodzi Jamesowie Deanowie. A potem na urazówce raz pogryzione dziecko, raz ofiara wypadku drogowego (na własne życzenie). Media są wielkie. Niestety.
-
Eh, od początku wątku miałam wielkie postanowienie, żeby się powstrzymać, ale jednak nie dam rady. Pewnie będę tego gorzko żałować. Dawajcie więcej takich fotek. "Mój pies" też publikuje takie zdjątka małych dzieciątek przytulonych do wielkich piesków, które rodzice przysyłają do redakcji, żeby się światu pochwalić, jaka to u nich sielanka. A potem wszyscy tak chcą. I Kowalski, i Nowak, i iksiński, i igrekowska. Mają dzieciątko i mają pieska. I mają takie śliczne fotki - całkiem jak Ci inni wspaniali, fachowi właściele psów. I jak te śliczne reklamy w TV z pełną (czyli upsioną rodziną) w tle, i jak w "Lessie, wróć". A potem mamy takie newsy. :-(
-
[quote name='aneta']Ja używam Elsev do szybkiego rozczesywania, [/quote] Odżywki Elseve zmieszanej z wodą? Do rozczesywania codziennego czy wykąpanego psa? Wiecie, od dwóch lat lecę na 1# All System, KW, Herry. Toż miałabym już profesjonalną maszynkę za te ceny :roll: a ciułam na nią od jakiegoś czasu, bo już nie chodzimy do groomerów - sama go strzygę nożyczkami (w końcu nie musi być bardzo piękny ;)) Bardzo jestem ciekawa, jak zniesie ludzkie kosmetyki :)
-
[quote name='Gośka']No kurcze to już teraz mamy odpowiedż dlaczego pudel to nie pies:lol: Patrzysz na tego pudla i widzisz jak on spogląda na inne rasy i na Ciebie i "mówi" - My Ludzie i te psy:evil_lol: [/quote] Czytaliście "Tajemnice psiego umysłu" Corena? Pisze tam o tym, że porównano genom człowieka i pudla i wyszła 75% zgodność ;)
-
O rany, ile nowinek - będę musiała to wszystko na spokojnie przetrawić, ale na pewno spróbuję Patene pro-v, bo sama go używam
-
[FONT=Arial]Dzięki wielkie za wyjaśnienie. Z powodu tego niewiadomego pochodzenia nerwowo reaguję na wszelkie anomalie – sierść wyrasta w innym kolorze, to już myślę, że to choroba skóry, pies utyka przez pięć minut – na pewno dysplazja, nie widzi piłki, która leży niedaleko – PRA. Jednym słowem, mam za swoje.[/FONT]
-
A co z częstotliwością kąpieli - z ludzkimi kosmetykami można kąpać tak samo często, co z psimi? Mojego muszę wykąpać przynajmniej raz na półtora miesiąca - w przeciwnym razie czesanie jest męką. On się kołtuni od powiewającego wiatru. Nie mogę sobie pozwolić na kąpiel bez uprzedniego rozczesania, bo wyszedłby z niej z dredami a'la bergamasco
-
[quote name='martyna.']Hihihihi :evil_lol: I teraz prawda wyjdzie na jaw - połowa pudlarzy leci na ludzkich kosmetykach :diabloti::lol:[/quote] No właśnie tak czytam, i czytam, i oczom nie wierzę :cool3: Coś mi się wydaje, że szanowni forumowicze będą mieli zbawienny wpływ na mój budżet domowy ;)
-
[quote name='WŁADCZYNI'] jak uciszyć cudzego wyjca? Bo płakać mi się chce jak od bladego świtu, do wieczora słyszę koncert psa mniej lub bardziej intensywny. Do łazienki się praktycznie wejść nie da - najlepsza akustyka/pies zamknięty w łazience. Uczyć się przy tym nie idzie, głowa pęka. :shake:[/quote] Trzeba myśleć pozytywnie;) Mój sobie np. czasem zawyje ale to pikuś w porównaniu z psem sąsiadów i jeszcze większy pikuś w porównaniu z codziennym rzępoleniem na flecie córki drugich sąsiadów. Mam czyste sumienie jak łza. Przy takich sąsiadach zawsze można sobie pozwolić na trochę więcej...
-
To bardzo proszę, zastanów się jeszcze raz i nie rób tego. Naprawdę proszę. To jest strasznie przygnębiające - wziąć takiego psiaka niewiadomego pochodzenia, bez badań i tylko się potem zastanawiać, rok po roku, kiedy i co wylezie. Po co? Można utyskiwać na ZK i hodowców, że to czy tamto jest nie tak jak trzeba, ale nie ma alternatywy. Zwierzęta dopuszczane do hodowli powinny być ocenione, czy się do tego nadają. Dlaczego akurat szczeniaki po tej suczce? Nie ma żadnej gwarancji, że odziedziczą wygląd czy charakter. Jeden szczeniak dla Ciebie, drugi dla siostry - a co z resztą? A jeśli je ktoś dalej rozmnoży udając, że to psy rasowe? Bardzo kocham swojego "rasowego bez rodowodu" ale równie bardzo czuję się oszukana - przez osobę, która uznała, że wolno jej tak zrobić - rozmnożyć psa bez uprawnień i twierdzić, że jest to pies rasowy. Na dobrą sprawę to na to jest paragraf.