NatiiMar
Members-
Posts
1960 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by NatiiMar
-
UWAGA! Myslę,że wirus jest już wyeliminowany,przynajmniej częściowo. Myślę,że możemy zacząć pełna parą. Wklejam zdjęcia plakatów jakie trzeba rozwiesić na słupach,witrynach sklepowych,w lecznicach,schroniskach,może w hodowlach i sklepach zoologicznych,czyli wszędzie tam,gdzie są ludzie:) Oto plakaty,a gdyby ktos nie był w stanie tego w żaden sposób powiększyć,to proszę dać znać.Niektóre adresy mam,będę wysyłać pocztą po kilka sztuk. Pozdrawiam:) http://i130.photobucket.com/albums/p269/nastka_bucket/P1000287.jpg http://i130.photobucket.com/albums/p269/nastka_bucket/P1000286.jpg http://i130.photobucket.com/albums/p269/nastka_bucket/P1000285.jpg P.S. Wciąż trwają prace nad przemówieniem dla szkół. Prosimy o cierpliwość:)
-
[quote name='Jogurt'][URL]http://basset_hound.republika.pl/galeria/galeria28.jpg[/URL] [/quote] Ale słodka morda:loveu: Rybka,z pseudohodowli to odradzam,ale z takie domowej hodowli,dlaczego nie. Kiedyś upierałam się,że kupię bordera z naj naj naj lepszej hodowli i juz od x lat zbieram onformacje o takowych.Ale powiem szczerze,że jeśli kiedyś przypadkiem znajdę się w domu miłych państwa,którzy rzmnozyli swoją cudowną suczkę i zobaczę te szczeniaki,słodkie,wypielęgnowane,ośmiotygodniowe,zaszczepione,zsocjalizowane-to nie wiem czy się nie skusze. Border to kundel,jak już ktoś zauważył. Ja kocham takie ciapki o długim włosie. A do obedience 0,1 i 2,czy do PT rodowód mi niepotrzebny. A dla mnie domowa hodowla psów zadbanych,a bez rodowodu,nie jest pseudohodowlą. Pozdrawiam.
-
[quote name='ageralion'], bo chociaz jego sila zebow duzej krzywdy nie zrobi (chociaz pogryzienie jakie by nie bylo bardzo boli) [/quote] Jamnik ma półtonowy uścisk. Pirwotnie jamniki hodowano do polowania na dziki,stąd ich krótkie łapki. Specjalnie hodowano takie niskie psy,aby dzik nie był w stanie bodnąć go w klatkę piersiową,jak to działo się w przypadku pit bulli również wykorzystywanych do polowań na dzikie świnie. To,że pies jest mały,nie znaczy,że nie może zrobić krzywdy,a częściej zdarza się,że psy małe atakuja częściej. Odsyłam do Kazimierza Ściesińskiego,znanego hodowcy,trenera i miłośnika rasy jamnik.
-
Właśnie wróciłam ze spaceru z Rexem. Na boisku ćwiczyłam jak zwykle obedience i kilka sztuczek,gdy nagle podbiegły dwa kundle. Jeden mały bojowo astawiony,drugi większy i lękliwy. Kaganiec i kantar leżały dość daleko,bo przeszkadzają mi w czasie szkolenia. Całe szczęście Rex był na smyczy-ćwiczymy równanie i muszę go troszkę naprowadzać,więc nie puszczam go. Mały kundel bez wahania podleciał do nas,kilka kroków od Rexa demonstracyjnie siknął pokazując nam tym samym,że to jego teren (park miejski!) i że mamy sobie iść. Więc ja wydałam komendę równaj i Rex w miarę posłusznie ruszył oglądając się za siebie. A to małę diebelskie stworzenie podleciało z tak głośnym warkotem,że trudno było go przekrzykiwać. Pomyslałam sobie,że nie będę ciągnąć Rexa,ani krzyczeć,bo mogę zepsuć to,nad czym już od dwóch miesięcy pracuję. Trzymałam smycz obiema rękami i patrzyłam jak Reksio szczerzy kły i nagle...cap,pisk i siup...małego ani .ślau.Spierniczał,że aż mu śnieg pod łapami topniał. Czy stała mu się krzywda? Szczerze to nie wiem. Nie odezwałam się ani słowem,bo nie pochwalałam Rexa za takie zachowanie,ale cóż...wiem czyje to psy i zamierzam jutro znów iśc w to miesce z telefonem komórkowym w dłoni. Zadzwonię na policję,ale szczerze wątpię że przyjadą...Mój pies był na smyczy,próbowałam odejść,kiedy został zaatakowany. Czy wobec tego należy uznać Rexa za agresywnego bydlaka,który gryzie maleńką biedną istotkę? Dodam,że tamten większy pies przygladał się zdarzeniu z bezpiecznej odległości i zwiał razem z tym małym... A wracając do domu znów podbiegł do nas jakis kundelek,jednak w przyjaznych zamiarach. Powąchały się pieski,pomachały ogonkami i każdy poszedł w swoją stronę...
-
[quote name='WŁADCZYNI'] Osobiście lubię dosyć krótkie psy, z równym grzbietem bez 'ścinania' zada itd obowiązkowo z ogonem i uszami. Lubię psy z pasją, zacięte i y no cholerowate albo dżumowate ewentualnie piraniowate:evil_lol:[/quote] O tak,zdecydowanie mamy podobne gusta. Ja marzę o border collie-"kundlowaty",z masą sierści,uszy klapnięto-stojące,mega żywiołowy,jędzowaty i umie dać popalić,ale przecudny towarzysz. No i najwazniejsze,że rasa jeszcze nie jest aż tak bardzo rozpowszechniona,więc jest szansa,że jak bedę kupowac (za x lat) to jeszcze nie będa skrzywdzone rasowością... Co do ONków,okropnie nie podobają mi się ścięte zady. Dla mnie Rex,choć skundlony,jest ideałem piękności:) :oops: [URL]http://i130.photobucket.com/albums/p269/nastka_bucket/4-2.jpg[/URL] [URL]http://i130.photobucket.com/albums/p269/nastka_bucket/x.jpg[/URL]
-
Evl,trafne określenie- psy na szow. Patiszon,pomysł masz świetny. Może kiedyś... WildH,niekt tu nie popiera pseudohodowli. Dla mnie osoba,która raz rozmnozyła suczkę,bo usłyszała,że trzeba to nie jest pseudohodowca. Jesli jeszcze do tego dba o pieski,czyta sterty książek,bada i kocha je,to naprawdę zasługuje na pochwałę,bo wychować odpowiednio miot szczeniąt,to nie lada wyzwanie.
-
"(...)dobrze rozwinięty kłąb i łagodnie opadający grzbiet ku spadzistemu zadowi" To fragment opisanego wzorca rasy. Na filmie pokazane są dwa zdjęcia -owczarka z wystawy i owczarka sprzed bardzo wielu lat. Ten z wystawy z krzywizną,obolały,ledwie chodzący,ten sprzed wielu lat wyprostowany,piękny,dostojny. Obydwa rasowe i rodowodowe...wniosek nasuwa się sam. Ludzie dążą do ideału,który tworza we własnych łbach. Jakim prawem beagle nie może zostać dopuszczony do hodowli tylko za to,że nie ma białej końcówki ogona??? Dla mnie to rasizm zakrawajjący na hitlerowskie podejście do czystości rasy. Hitler sam miał czystej krwi owczarka,sukę. Oto jak wyglądała,a była "czysto rasowa": [url=http://pl.youtube.com/watch?v=KC9XfcJFeOM]YouTube - Hitler and his dog. Technicolor images.[/url]
-
Właśnie problem w tym,że ani nie popieram wysecjalizowanych hodowli dążących za wszelką cenę do idaełu,ani pseudohodowli.Te drugie wręcz potępiam. Ale czym wobec tego jest pseudohodowla? Dla mnie wyjaśnienie jest proste. Pseudohodowla to kazde miejsce,gdzie,jak wczesniej napisaliście,główną rolę graja pieniądze. Albo skrajność numer jeden,czyli dużo,dużo,dużo (może być z rodowodem,ale dużo!),albo idealnie,idealnie,idealnie. W obu wypadkach ludzie zasługują na ukaranie... Kiedyś miałam złe zdanie także o tych,którzy mnożą swoje pieski będąc ofiarami przekonania,że suka raz w zyciu musi mieć szczeniaczki. Pieski wychuchane,wydmuchane,zdrowe,zaszczepione,odrobaczone,pod stałą opieką weterynarza,ważone,odpowiednio odżywione,zsocjalizowane i pachnące.Jedyny problem to-nierodowodowe... Dziś nie tępie już osób,które w ten sposób mnożą swoje pieski. Mogę tępić idealistów oraz pseudohodowców. Ale zmieniam zdanie co do tych,którzy rozmnozyli swoja suczkę raz,czy dwa razy w całym jej życiu i dbali o szczeniaczki,a na końcu sprzedali za 400 zł jako rasowe bez rodowodu. To najmniejsze zło,jakie można wyrządzić pieskom...oczywiście nie zachęcam i nie popieram. Ale nie oceniam... Pozdrawiam.
-
YouTube - Dog Attack Styles ja bym się nie odważyła bronić...
-
Nie wiem jakiego masz psa,ale jesli jest mały to przecież wiadomo,że go nie podjudzisz do zagryzania innych. Kiedy ja miałam jamniczkę,to też nieraz się stresowałam i pewnie też zrobiłabym coś niekonwencjonalnego,gdyby zaszła potrzeba...przypomina mi się,że kiedyś była taka sytuacja,ale podleciała do nas w miarę mała suka,więc została przegoniona... Teraz też wychodzę z różnymi psami,do tej pory wszystkie były duże. I nie zawaham się "użyć"Rexa do obrony:)
-
Lubię colie,tylko zawsze przerażała mnie ich sierść,a konkretniej linienie...:smile: Ostatnio w moim mieście gość skatował collie,ale już piesek jest bezpieczny. Ale do rzeczy. Dobrze,że masz takie podejście,bo z reguły to alfa powinien zarządzać stadem i faktycznie alfa powinien bronić.Tylko jak już wspomniałam nie będe wstanie opanować Rexa. On po prostu przejmie pałeczkę,kiedy wyczuje,że ja nie jestem w stanie sobie poradzić. I bardzo się z tego ciesze,bo kiedy ta wielka bezstia już się na mnie rzuci,aby zniszczyć mi wypudrowaną twarz,to wtedy moje maleństwo przynajmniej spróbuje go odgonić. No i jest szansa,że się dogadają... Niestety,a może stety,szkolenie takiego psa jak Rex wymaga cierpliwości i minie dużo,dużo czasu zanim będzie siedział grzecznie nie zważając na to,co dzieje się wokół i poczeka na zwolnienie z komendy...ale do odważnych świat należy i dlatego podjęłam sie tego zadania:smile: Pozdrawiam. <forum się miesza i losuje posty> ;/
-
Lubię colie,tylko zawsze przerażała mnie ich sierść,a konkretniej linienie...:) Ostatnio w moim mieście gość skatował collie,ale już piesek jest bezpieczny. Ale do rzeczy. Dobrze,że masz takie podejście,bo z reguły to alfa powinien zarządzać stadem i faktycznie alfa powinien bronić.Tylko jak już wspomniałam nie będe wstanie opanować Rexa. On po prostu przejmie pałeczkę,kiedy wyczuje,że ja nie jestem w stanie sobie poradzić. I bardzo się z tego ciesze,bo kiedy ta wielka bezstia już się na mnie rzuci,aby zniszczyć mi wypudrowaną twarz,to wtedy moje maleństwo przynajmniej spróbuje go odgonić. No i jest szansa,że się dogadają... Niestety,a może stety,szkolenie takiego psa jak Rex wymaga cierpliwości i minie dużo,dużo czasu zanim będzie siedział grzecznie nie zważając na to,co dzieje się wokół i poczeka na zwolnienie z komendy...ale do odważnych świat należy i dlatego podjęłam sie tego zadania:) Pozdrawiam.
-
Jeśli będziesz w stanie obronić się przed potęznym psem,który jest nastawiony na mordowanie (hipotetycznie:) ) to w porządku. Ja nawet nie będę próbować,bo wiem co pies potrafi...niestety. Ale warto nosić ze soba jakiś dezodorant czy gaz...pełno świrów na świecie:) No i jeszcze jedna sprawa...raczej nie będę w stanie opanować Rexa,jeśli ten wyczuje,że musi mnie bronić. A przynajmniej nie na pcozątku szkolenia... Jest silny,stary,ma swoje nawyki no i nie jest mój,choć jestem jego przewodnikiem na chwilę obecną. Także nawet jakbym chciała go chronić,to i tak nic z tego,bo mi ręce powyrywa... Ale to już inna kwestia:) Sami zobaczcie jaki to słodziak :) http://i130.photobucket.com/albums/p269/nastka_bucket/rex.jpg http://i130.photobucket.com/albums/p269/nastka_bucket/8.jpg Sorry,ale nie mogłam się nie pochwalić:):):)
-
W przypadku,kiedy obcy pies biegnie w moją stronę,jestem na łące bez możliwości schronienia,to moim jedynym obrońcą jest mój pies. I jeszcze bym go podjudziła,żeby tamten przypadkiem mnie nie zaatakował. Byłam dwukrotnie pogryziona przez psa,mój brat raz został powaznie zaatakowany przez mieszańca ON. Uwierz,że to nic przyjemnego. Miałam już sytuację,o której pisałam,w której zdałam się całkowicie na Rexa i zrobię to za każdym razem,kiedy poczuję się zagrożona.Obojętnie czy zaatakuje mnie pies,czy człowiek...
-
Ja zrobiłabym to samo,bo trudno psom sie dogadać kiedy jeden z nich ma nierówne szanse. A poza tym ja mimo swojego uwielbienia dla psów,często odczuwam respekt przed niektórymi i wlę,żeby to Rex lub inny pies,z którym idę załatwił za mnie sprawe obrony...
-
No tak,jeśliby wziąć pod uwagę możliwość obrony,no to faktycznie wolałabym chikę. Ale miałam na myśli inna kwestię. Uważam,że każdy pies MUSI BYĆ PILNOWANY przez swojego właściciela,bez względu na gabaryty. Pamiętam jak się denerwowałam na mamę kiedy wypuszczała moja jamniczkę z domu,a sama szła kilka kroków za nią-pies latał samopas. Fakt,że była bardzo posłuszna i lekliwa,patrzyła czy na pewno ktoś z nią idzie no i lubiła wszystkie psy,była bardzo uległa. Ale pies ma być wyprowadzany na smyczy. Myślę,że ta nagonka na te "jazgoty" ma swoje uzasadnienie. Właściciele małych psów często uważają,że ich piesek jest taki malutki i taki spokojniutki,że na pewno nic nkomu nie zrobi. A co wtedy,kiedy ten malutki york podbiegnie do dziecka,które akurat ma okropną traumę? Może wyrzadzić bardzo wielką szkodę nawet będąc tak malutkim pieskiem. A pomysł z gazem jest całkiem niezły,musze o tym pomyslec...:)
-
Dokładnie Lanzy. Na filmie uderzyły mnie dwie sceny. Jedna pokazywała własnie ONka z tak postepujacą krzywicą,że ledwie szedł. Otrzymał ocenę bardzo dobrą ,bo...miał idealnie ścięty zad...;o Druga scena ujawniła pekińczyka,o którym w Anglii swego czasu było głosno. Piesek wygrał wystawę,a chwile później stracił przytomność z niedotlenienia-miał tak wykrzywioną przegrodę nosową,że zaczął sie dusić... Przykładów można mnozyć...
-
Aaanna,pryznam Ci rację. Myslę,że też nie zawahałabym się użyć siły wobec psa,który zaatakowałby mnie bądź psa,z którym akuratnie wychodzę. Mam sąsiada,który kupił sobie jakis czas temu labradora. Suka jest totalnie nie wychowana i bywa agresywna,co wynika z jej lęku przed całym światem. Gość puszcza ją luzem,bo nie chce,żeby sąsiedzi widzieli jak szarpie się na smyczy z psem. Odwołując się do tego,co wcześniej pisałam-gdyby kiedys zdarzyło sie tak,że idąc z Rexem zauważę,że ta suczka biegnie do nas,zdjęłabym mu kantar i prawdopodobnie puściła smycz,a sama oddaliłabym sie na kilka kroków...albo się dogadają,albo jedno zagryzie drugie,ja w każdym bądź razie wtrącać się do psiej kłótni nie mam zamiaru. I faktycznie irytujące jest to,że ludzie kompletnie nie dostosowuja się do zasad życia społecznego i puszczają swoje psy bez nadzoru i bez znaczenia jest w tej chwili wielkość,czy rasa psa. Mnie jest wszystko jedno,czy zaatakuje mnie labrador,czy chichuachua. Pies to pies i trzeba go pilnować choćby ze względu na jego własne bezpieczeństwo. Pozdrawiam.
-
No i właśnie tak to jest w naszym kraju. Fundacje apelują: "Nie bądź obojętny,reaguj!" Ale...no właśnie.Kiedy dochodzi do takiej sytuacji,człowiek nie tylko nie wie gdzie ma się zgłosić,ale też jak juz zgłosi to...cisza. Sama miałam kilka podobnych sytuacji. Kiedys znalazłam w środku zimy,późnym wieczorem suczke w typie amstaffa. Zadzwoniłam na policję,bo szczerze powiem bałam się jej,ale nie mogłam jej też zostawić na tej ulicy. Odbiera dyżurny,ja opisuję sytuację i co słyszę? "Proszę pani policja nie jest od wyłapywania psów". Zatkało mnie,psa zabrałam do domu,zamknełam w piwnicy,dałam zupy i na drugi dzień na własną rekę błagałam schronisko,żeby ją zabrało. Inny przykład,mieszkam w małym miasteczku,gdzie jest sporo gospodarstw,a wiadomo,że pies na wsi,to ma przy budzie siedzieć i ziemniaki żreć. Przechodząc obok jednego z gospodartsw dostrzegłam,że piesek ma dosłownie dwudziestocentymetrowy łańcuch! Dwa tygodnie błagałam o pomoc TOZ pisemnie i telefonicznie oraz Policję osobiście,pisemnie i telefonicznie... Nawet pojechałam do Opola pociągiem ,żeby osobiście spotkać się z kmś z TOZu i...pocałowałam klamkę,bo to był akurat wielki czwartek,więc dziś zwierzatek nie ratujemy... Pies do dziś mieszka na dwudziestu centymetrach,a ja po prostu przestałam tam chodzić,żeby nie widzieć...może okrutne,ale bezsilność jest tak przygnębiająca,że nie moge po prostu... W moim miasteczku jest jeszcze kilka osób,którym los zwierząt nie jest obojętny. Kiedyś pewien pan,któremu na podwórko wrzucono szczenną sukę,dorwał winnych,zaprowadził na policję i..."to nie nasz pies,ten facet nas napadł". Gość zapłacił grzywnę za nachodzenie NIEWINNYCH ludzi. Później tak się wkurzył,że zabrał sukę,juz ze szczeniakami,bo trwało to jakiś czas (do rozwiązania trzymał sukę w szopie,bo jego dwa rottki kompletnie jej nie akceptowały) wszedł z nią do Urzędu Gminy,dał smycz do reki burmistrzowi,karton ze szczeniakami postawił przy drzwiach i powiedział : "Za tydzień sprawdzę co się z nimi stało i nie ręczę za siebie,jeśli trafia na ulicę". Po tygodniu pieski miały nowe kochające domy. Da się? Da! Chamstwem i siłą,bo w Polsce inaczej nie można. Szacunek dla Ciebie za to,że pragniesz pomagać zwierzętom. Życzę naprawdę dużo dużo wytrwałości,która w walce o byt tego psa z pewnościa Ci się przyda. Pozdrawiam.
-
No i masz stuprocentową rację! Tylko,że bardzo wiele osób,niestety także w Polsce,za wszelką cenę dąży do ideału. Człowiek stworzył wzorzec i człowiek do niego dąży.Ludzie zawsze lubili robić coś perfekcyjnie,ale najczęściej ktoś przy tym cierpiał.Tu cierpią psy,jak pokazuje film...
-
Temat zapewne wzbudzi wiele kontrowersji,ale myślę,że warto się nad tym zastanowić. Do niedawna sama krytykowałam ludzi rozmnażających "rasowe bez rodowodu" oczywiście te w normalnych,domowych warunkach,nie mówię o pseudohodowlach. Popierałam wyłącznie dążenie do wzorca i te "wspaniałe" rodowody. Dziś mam wątpliwości. Zanim poleje się potok słów,zanim zaczniecie krytykować i rzucać obelgami,zanim zaczniecie wklejać zdjęcia psów z pseudohodowli,zobaczcie ten film: [url=http://www.strimoo.com/video/12166264/Documentary-BBC-Pedigree-Dogs-Exposed-MySpaceVideos.html]Video en streaming - Documentary - BBC - Pedigree Dogs Exposed - MySpaceVideos - Strimoo.com[/url] Pokazuje on "ideały"-skrzywdzone psy,które stały się ofiarami ludzi za wszelką cenę dążących do wzorca rasy. Film w całości w języku angielskim. Długi,ale warto zobaczyć. żródło: [url=http://www.amichien.pl]Amichien - Terapia zachowania zwierząt towarzyszących. Behawiorysta zwierzęcy.[/url]
-
Marto,sygnał jest zawsze,tylko my nie zawsze go widzimy. Nawet najmniejsze drgnięcie ogona,którego nie jest w stanie dostrzec człowiek,nawet najlepszy behawiorysta,może poprzedzać atak. Napisałam,że mozna dopuścicć do konfrontacji,jeśli jesteś pewna za swojego psa. Często nie jesteśmy pewni z powodu braku znajomości własnego zwierzęcia,jak to było w przypadku moim i Rexa. Nie zachęcam nikogo do puszczania swoich psów samopas i do celowych spotkań z innymi psami. Ale czasem warto chociaż spróbować poznać zachowania zwierząt w sytuacji,KTÓRA NIE ZAGRAŻA BEZPIECZEŃSTWU NASZEMU,LUDZI W OTOCZENIU I SAMEGO PSA. Pozdrawiam.
-
Dlatego napisałam w "granicach rozsądku" ;)
-
Czytając wszystkie posty,znów zauważam walkę pomiędzy właścicielami małych "jazgotliwych" piesków,a tymi od "morderców" z tocząca się pianą z pyska. Kochani,przecież tak naprawdę wszyscy kochamy psy-małe i duże. Jeśli któryś potrzebuje pomocy,to wszyscy się rzucamy,każdy na miarę swoich możliwości. Miałam kiedyś jakmniczkę,a raczej gruba parówkę w typie jamnika. Kochałam ją ponad zycie,umarła w ubiegłym roku...Wielokrotnie obserwowałam jamniki rzucające się na duże psy. Bałam się tego,więc w celu uniknięcia niebezpiecznej konfrontacji, widząc psa starałam się wytworzyć pozytywne skojarzenia. Kiedy szłyśmy na spacer,a na horyzoncie pojawił sie pies bez smyczy,zawsze jakos milutko udało mi się załagodzić sytuację. Nigdy,przenigdy nie przyszło mi do głowy,żeby podnosić Peti,kiedy podlatuje do nas pies. Nie myslałam także,żeby napinać smycz,czy jeszcze gorzej,szarpać ją. To jedynie zaostrzałoby sytuację. Pies z psem zawsze się dogada i nigdy nie atakuje bez powodu. Tak naprawdę,gdyby na ulicę wypuścić "groźne" asty i "jazgotliwe" jamniki bez ich właścicieli,to z pewnością okazałoby się,że chierarchia szybko została ustalona i najprawdopodobniej jamniki jeszcze troszkę gryzłyby się między sobą. To ludzie sa odpowiedzialni za agresję swoich czworonogów i co gorsza często są tego nieświadomi. Pamiętajcie,że emocje idą po smyczy do psa,jak to mówi mój ulubieniec Nikolas Dodman. Teraz szkolę dużego psa,wyprowadzam go celowo w miejsca gdzie jest dużo ludzi i psów.Niektórzy się denerwują,że pies idzie bez kagańca,wtedy pokazuję kantar i usiłuję wytłumaczyć,że "to taki specjalny kaganiec...blablabla". Niektórzy to łykają,inni odchodza oburzeni. Rex nie jest agresywny,ale był przez osiem lat odcięty od ludzi i psów,wobec tego gdy zaczynałam z nim chodzić stresowałam się bardzo. Zwłaszcza wtedy,gdy przechodziłam obok bramy,z której wyskakiwał dwa wrzeszczące kundle. Zauważyłam pewną zależność.Początkowo nie znałam Rexa i była święcie przekonana,że pogryzie każdego napotkanego psa. Mój stres bardzo mu się udzielał i warczał na agresorów. Az do pewnego feralnego dnia,kiedy to puszczony samopas na łące nagle pobiegł w strone psa,którego ja nie zauważyłam. Sporych rozmiarów kundel minał Rexa i ruszył w moją stronę z zebiskami na wierzchu... Wtedy pomyslałam nawet,że dobrze że Rex jest puszczony,bo może mnie obroni. Przykucnełam,powoli przybierałam pozę jakiej uczą policjanci przy ataku psa,aż tu nagle patrzę...Rex go blokuje! Normalnie byłam w szoku. Mój kochany piesek zablokował dostęp "bestii" do mnie i zastosował wszelkie możliwe sygnały uspokajające...Chwilę sobie powarczały i tamten odszedł.Nigdy nie wróciłam na tę łakę. Od tamtej pory wyluzowałam i o dziwo Rex nie warczy na szczekające psy.Totalnie je "olewa". Czuję się tez bezpieczniej,bo wiem,że mnie obroni,jakby coś... Wybaczcie ten długi post,ale chcę pokazać,że często agresja psa w stosunku do innego psa,kota,czy człowieka,jest wynikiem naszego zdenerwowania. Widzimy nadbiegającgo psiaka,napinamy smycz,po chwili szarpiemy,w rezultacie nasz pies jest tak sfrustrowany,że na warknięcie tamtego błyskawicznie reaguje gryzieniem. A nie musi tak być. Dajmy się zapoznawac naszym psom między sobą.Więcej luzu,psy mają swój język i na pewno się dogadają. Oczywiście w granicach rozsądku.Jesli znamy danego psa i tymbardziej słynie on z licznych pogryzień,to oddalmy się tak,żeby nasz pies nie odebrał tego negatywnie. Powodzenia:)
-
Kochani,wybaczcie... Kampania zacznie się nieco później. Niestety światowa epidemia grypy dotarła już do nas i...rozłozyła mnie i kilka osób na łopatki... Proszę o cierpliwość.Dojdziemy do siebie,nabierzemy sił i ruszamy pełna parą. Może akurat skończą się sesje na uczelniach=) Pozdrawiamy serdecznie.