Jump to content
Dogomania

Baski_Kropka

Members
  • Posts

    2593
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Baski_Kropka

  1. Chciałam coś u was napisać, ale mi się zrypało i nie chce mi się drugi raz tego pisać... :/ głupie dogo coś szwankuje :.
  2. Nie ma się nad czym zastanawiać. Po prostu miej jaja i dokonaj wyboru :D Mnie nie trzeba było długo namawiać :D :D :D
  3. [quote name='magdabroy']Jak wrócę do pracy, to chyba też tak będę musiał jeździć z suką nad jezioro ;) Ale nie przez tłumy, a przez naturystów :roll:[/QUOTE] Dobrze, że u nas nie ma zbyt wielu takich... Ale fakt jest taki, że to zazwyczaj staruszkowie się tak rozbierają...młode osoby jakoś nie szczególnie :P Ja była bym pewna, że Dex zainteresował się "innym" odzieniem człeka i chciał by sprawdzić co tam dynda xD
  4. Ale mała piłeczka :evil_lol: http://i61.tinypic.com/sexf7m.jpg Dex nie lubi czekać na coś... Dex lubi wypoczywać na zielonej trawce, ale czeka nieeee..
  5. Ja też bym chętnie za kółkiem zasiadła, ale muszę najpierw zdać prawo jazdy :( Także trzymam kciuki :D Podejrzewam, że ty szybciej zasiądziesz za kółkiem niż ja zdam egzamin po zakończonym kursie. Idziesz jak burza!! :D
  6. U nas pogoda zacna ;D Coś tam się na niebie pomału pojawia z chmur, ale na razie poranny spacer odbył się w bardzo przyjemnych okolicznościach pogodowych :)
  7. [quote name='Majkowska']Amor zwijał chodnik jak tylko usłyszał strzał. I to nie tylko petardę, wystarczyło że ktoś trzepał dywan, że coś w silniku strzeliło czy tir podskoczył na progu. I nie wiem czy nie bał się bardziej strzałów pojedynczych znienacka niż takich salw. Bałam się go puszczać, bo wiedziałam że w tym amoku popędzi przed siebie... Nie umiałam nad tym panować, starałam sie go sadzać i uspokajać ale słabo. Wtedy też nie było metod, jedyną słuszną rzeczą była kolczatka, psa za kark, wyszarpać za uszy, przerwrócić na plecy łapiąc za pysk/gardło , zdominować itd. Chyba nie muszę pisać nic :D Ej ale na dobrą sprawę, nie wiem jak wy, ale ja np burzę odczuwam po sobie, czuję się jakbym się cięzko naćpała, nie mogę zapanować nad tym żeby na kogoś nie ryknąć i spałabym jak obłożnie chora. Ja wstaję rano i juz wiem,że wieczorem będzie burza...[/QUOTE] Wiem, że kiedyś nie było sposobów, albo inaczej, one były ale dostęp do takiej wiedzy i wykwalifikowanego w temacie osobnika było trudne, bo to wszystko - szkolenie, psia psychologia - nie były u nas popularne. Traktowano to raczej jako jakiś wybryk :) Ja akurat burzy jakoś specjalnie źle nie przechodzę, nawet lubię jak jest tak upiornie :D Ale przy Dexie średnio mnie to już zachwyca :P Jako dziecko, siadałam z kolegą na balkonie, ja na swoim on na swoim. Były tylko lekko przedzielone takim panelem, i miały lodże więc były duże i oglądaliśmy pioruny :D To było nasze ulubione zajęcie :D Ale kiedy to było :D [quote name='marta1624']Ja mam właśnie plan odłożyć i pójść do jakiegoś specjalisty. Ale do tego czasu jakoś popracować. U mnie gorzej jest z tym że rodzina w czasie jej lęków zawsze ją pociesza/gładka, i na nic zdają się moje tłumaczenia i krzyki. Jak tylko wychodzę z pokoju zaczynają od nowa :shake: Jest jakiś postęp- jak grzmi w oddali to daję radę ją "zagadać"- piłka, szarpak itp. Ale jak przestaje się nią na chwilę zajmować to leci się schować :shake: Plus jest taki że Kaja nie ucieka na oślep- leci kawałek, ale na moje wołanie zatrzymuje się, podchodzi, a jak ją zapnę to ciągnie do domu :roll:[/QUOTE] Jak się dowiem co i jak, to trochę Ci uchylę rąbka tajemnicy :) [quote name='rashelek']Kiedy do Częstochowy wracasz, za tydzień w czwartek czy jeszcze później? Tak tak, jak nie zapomnę to dzisiaj wyślę :diabloti:[/QUOTE] Wrócę jak wrócę ;P chce jak najszybciej tzn mam nadzieje, że w czwartek przyszły już będę. W piątek przyjeżdżam podlać kwiatki i zabrać kilka rzeczy na uczelnie, ale bez psa tylko wpadnę i wypadne :P Pozatym porządek na chacie musze zrobić i auto wyodkurzać, bo mnie lubi zje, że 4 tygodnie i mi czasu brakło na auto :D <3 Edit. Właśnie dotarła do mnie książka Inki Sjosten [I]Posłuszeństwo na codzień[/I] <3
  8. [url]http://www.picshot.pl/pfiles/387256/DSC_9081-4.jpg[/url] Ale męczysz biednego psa... pewnie jak by zrobić zdjęcie od przodu to widzieli byśmy stróżkę cieknącej śliny :evil_lol:
  9. Dzieki wsparcie i doping się przydadzą! Tym bardziej że od miesiąca jesteśmy sami i TZ wraca w przyszłym tygodniu... zresztą on nie do końca widzi to co ja :) Nie zna tych wszystkich psich sygnałów, jeszcze się uczy :) No ale popiera wszelkie moje działania. Z Dexem z tymi pojedyńczymi strzałami gigantycznego problemu nie ma bo nie ucieka w szaleńzym pędzie przed siebie, raczej się troszkę zastanawia w którą stronę się to kalkuluje... i do tej pory udąło mi się go odwołać jakos... No ale przez te incydenty z petardami i burzą która nas złapała w drodze do domu trochę nam zaszwankowała współpraca. Więc wróciłam do podstaw. Podawanie dziennej porcji jedzenia z ręki, i radosne krótkie serie ćwiczonek w domu. A z dworu wracamy w momencie kiedy ma możliwie najlepszy nastrój... żeby jednak czekał kiedy pójdziemy na ten fajny dwór znowu. Kropa z tą swoją nadpobudliwą szczekliwością nam trochę o dziwo pomogła na ostatnim spacerze wieczornym, bo wyleciała z klatki jak torpeda obszczekując eter, więc Dex zajmował się czymś zupełnie innym niż jakiś tam lęk i zajął się troszke swoim ulubionym wąchankiem podsikiwaniem i zakopywaniem tych sików i wszystkiego co znajduje się w promieniu 10m :P Co do burzy, Dex też wyczuwa co jak gdzie i kiedy o wiele wcześniej, chociaż on nie ma tak ogromnych jazd o jakim pisałaś z Amorem. Jemu wystarczy możliwie szybki bezproblemowy powrót do domu i kanapa tudzież posłanie w spokojnym zakątku. Czytałam dużo o burzy i lęku u psów przed nią. To nie tylko dźwięk i błyski które słyszymy. To jakieś takie napięcie-mikrorozładowania w powietrzu które "włazi"psu w futro drżenie ziemi której my nie odczuwamy oraz zapachy które przy tworzeniu się burzy są znacznie bardziej intensywne. Napisałam to tak ogólnikowo bo oczywiście nie pamiętam dokładnie co to się w powietrzu tworzy.Ale sens zachowany. Dzieją się rzeczy które psy wyczuwają i słyszą znacznie wcześniej, a my o niektórych nie mamy w ogóle pojęcia. Na te dziwne wyładowania w futrze są nawet specjalne płaszczyki dla psa gdzieś widziałam... ale to już chyba paranoja :P
  10. Ohohoho Dex ma siostrę bliźniaczkę tylko jej uszy nie stanęły :evil_lol: Witam się, i nie muszę chyba pisać, że mam fizia na punkcie czarnuchów <3
  11. Mnie z Dexem jeszcze nikt nie próbował napaść :D Macie mało groźnie wyglądające psy :evil_lol:
  12. O te to to mój styl buahahaha
  13. Tu mnie chyba jeszcze nie było :D Cześć Wam!
  14. Moje rodzeństwo ma malutki żal do rodziców, że oni nigdy nie mogli.. co najwyżej chomika własnie, kanarka czy zółwia (są starsi o 10 i 11 lat) :P A ja mogłam wszystko... ale to się po prostu nazywa siła przebicia/dar przekonywania i wytrwałość :P
  15. [quote name='rashelek']No niestety, ale teraz już nic nie poradzisz, pilnuj DS jak tam się małą zajmują, tylko im nie wejdź na głowę :eviltong: Sporo fundacji ma chore warunku adopcji psów. Ja np. nigdy w życiu nie zgodzę się na wizyty przed- i poadopcyjne, co w 90% wyklucza mnie z tego typu adopcji ;) Tak samo nie rozumiem tego ingerowania we wszystko, że pies ma nie być spuszczany, musi dostawać wodę w ceramicznej miseczce i robić dwie kupy dziennie :shake: Liczę, że będą jakieś fotki z borderkiem! :grins: To zapisuj się szybko do tego fryzjera, ciekawe jak Morus będzie wyglądał :D[/QUOTE] A ja nie mam nic do wizyt przed i po adopcyjnych :) I powiem Wam, że jestem szczęśliwa, poniekąd,że mam psa z Korabiewic. Wizytyprzedadopcyjnej nie miałam, bo tak wypełniłam obszernie ankietę, że pytań nie było a dodatkowo, byliśmy przed świętami w schronisku poznać Dexa i ewentualnie inne psy które by do naszego"profilu" pasowały gdyby zDexem nie zaiskrzyło. Wizyta adopcyjna odbyła się w dniu adopcji, kiedy to zabraliśmy Dexa ze schronu do domu. Przyjechała z nami Gosia (koordynator adopcji) Spędziła z nami kilka godzin, poobserwowała psa, powiedziała na co zwracać uwagę i jak zachowywać się w razie takich a nie innych sytuacji. I muszę przyznać, że pomogło mi to. Zawsze z każdym problemem mogę się do nich zwrócić i starają się wesprzec i pomóc. Wolontariusze są super! Byłam przeszczęśliwa, że mogłam porozmawiać z wolo którzy zajmowali się oswajaniem dzikusa, że powiezieli mi jaki jest co lubi i, że mogłam zobaczyć jak on się cieszy do swoich ludzi. Zaowocowało to fajną znajomością i z chęciom zapraszam ich do nas jeśli są przejazdem. Teoretycznie można by powiedzieć, że też nei nadaje się do adopcji bo mam wynajmowane mieszkanie, wcale nie za wielkie bo nieco ponad 40m, żyje z chłopakiem "na kocią łapę" że tak to nazwę wię cmoja sytuacja nei jest do końca pewnie do tego studiuje i pracuje a jednak zaufali mi i powierzyli psa. Więc to kwestia fundacji, pracowników i adoptujących. No i oczywiście pomimo wszystko Dex (uważam) ma się z nami wspaniale i nigdzie nie był by bardziej kochany :) [quote name='Ty$ka']Wybaczcie, że potraktuję Was jednakowo i odpowiem wszystkim na raz. Jeśli chodzi o umowę adopcyjną. Nie zdążyłam jej zrobić i to mnie gryzie najbardziej. Miały mi dziewczyny podesłać, ale nie zdążyły. Jednak zawiązaliśmy umowę ustną - mamy świadków z dwóch stron. Oni przyjechali w tym celu właśnie z bratem od strony dziewczyny, która ma mieć psa oraz TŻem właścicielki, ode mnie wyszła cała rodzina plus sąsiedzi jako strona neutralna. Wiem, że w razie "w" ciężko jest dowodzić w sądzie swoje racje, bo każdy świadek stoi po stronie swoich, ale to działo się tak szybko - i jedyne to to, że uspokajają mnie sąsiedzi plus moja druhenka z drużyny, która przyszła do mnie w trakcie zawiązania umowy ustnej, są oni neutralni w tej całej sprawie i w razie (tfu, tfu) czegoś tam mamy przewagę. No i w adopcji pomagał nasz komendant policji, także i on śledzi całą tę sprawę. Ja poszłam w sobotę (w sumie w niedzielę już) grubo po 2 w nocy, bo ciągle szperałam czy czasem komuś sucz nie zaginęła. Potem ledwo wstałam, dostałam telefon, że przyjadą, zdążyłam jedynie naszykować sucz i pogadać z ludźmi jak się przygotować i przyjechali... Umowy nie spisaliśmy. To jest podstawa, pewnie ja o tym wiem, zawsze o tym mówię, ale no cóż. Nie byłąm przygotowana na tą sytuację, swego czasu trzymałam na swoim lapku takie rzeczy jak umowy, ale odkąd wrócił z naprawy nie zdążyłam, w sumie nie pomyślałam, że taka sytuacja będzie miała miejsce. Co do sterylki - podpowiedziałam im to, ale szczerze? Gdyby mi ktoś narzucił sterylkę to bym suczki np. nie wzięła. Po prostu w przypadku husky często się zdarza, że potem podsikują pod siebie czy mają problem ze stawami... Może nie jest to nagminne, ale jest. Ludzie nie wyglądają na rozmnażaczy, pies jest u brata, z rozmowy wynika, że wcześniej mieli sukę i ją pilnowali mocno. Sama cieczka była dla nich kłopotliwa, więc myślę, że moją propozycję przyjmą i suczkę wysterylizują. Mam ich często odwiedzać i pilnować. Jeśli się okaże, że dopuszczą suczkę (a to jest do zweryfikowania i to dość prosto) to ostrzegłam, że im psa odbiorę. Wyglądali na przejętych, zobaczymy jak będzie naprawdę. Tak poważnie to cała ta adopcja mnie gryzie, brak spisanej umowy, załatwienie wszystko na wariackich papierach... już teraz mam pobraną umowę i zrobioną "pod siebie", no ale to jest po czasie. Na razie dobrze mói kontakt z właścicielami. Nie chcę być z tych upierdliwych, więc nie będę często dzwonić, obiecałam że zadzwonię (jak oni tego pierwsi nie zrobią) za miesiąc, ale pewnie nie wytrzymał i w niedzielę się z nimi skontaktuję :evil_lol: A, i podsunę im przy najbliższej okazji forum haszcze, myślę że tam wejdą, bo mieli kilka pytań w sprawie psa... Ja sama do całej tej adopcji podchodzę z ogromnym dystansem, nie tak sobie wszystko wyobrażałam. Mocno pilnuję nowych właścicieli i będę ciągle trzymała rękę na pulsie. Zwłaszcza, że też nie ufam ludziom, tyle razy byłam świadkiem interwencji w domach, które 2lata wcześniej były super extra i miały nawet kilka psów z jednej fundacji, a nagle klops - z wizyty poadopcyjnej którejś tam z kolei robi się interwencja, choć wcześniejsze były takie wspaniałe, tylko formalnością. Jednak takie rzeczy wychodzą też w genialnych domach. Trzymam rękę na pulsie i nie przestanę. Suka nie mieszka jakiś szmat drogi ode mnie, mam zamiar za jakieś 3-4miesiące ją nawiedzić. Chyba, że urwie się kontakt - wtedy zrobię im nalot, pewnie z zaprzyjaźnionym komendantem policji. Powiem tak, przez telefon naprawdę ten nowy- niedoszły dom wydaje się całkiem sensowny. Podesłałam im kilka psów, zobaczymy co z tego wyniknie. Poza tym dowiedziałam się, że Stefan błąka się po mieście i dostałam rano telefon, że pałęta się od X czasu kolejny haszczak. Eeeeh.... chyba nigdy się to nie skończy. Jak psa znajdę to podeślę temu domkowi. Nawiążę też do tego, o czym już wspomniano - faktycznie fundacje mają swoje różne widzimisię. Nie znam ani jednej fundacji, która nie miałaby jakiejś swojej polityki. Aczkolwiek zaskoczyłaś mnie,[B] baski [/B]tym, o czym mówisz - do tej pory bez problemów wyadoptywane były do kojca z tych konkretnych organizacji :crazyeye: Przynajmniej ta stara ekipa nie robiła problemów. Dla mnie chorym warunkiem akurat w każdej z tych fundacji jest zakaz spuszczania psa ze smyczy - z góy zakładanie, że rasa ta jest uciekającą... niby ma to jakiś sens, ale ja nie lubię jak ktoś mnie ogranicza. Bo czemu mam nie spuszczać psa odwoływalnego? Zwłaszcza, że nikt poważny od razu psa nie spuszcza, tylko z nim ćwiczy. Jeśli ktoś psa spuści, od razu chcą mu odebrać psa... Albo kolejne - porządny płot wysoki, z podmurówką. Pewnie, husky to uciekinierzy, ale nie znowu tak rzadko wiele z nich ma gdzieś płot, zwłaszcza jeśli ogród traktują jako przedłużenie domu, dlaczego więc ja - osoba o płocie z podmurówką, ale niskim (1,6m, ale żaden pies tego jeszce nie pokonał, bo są to pionowe sztachety zakończone ostro i pies nie est głupi, nie pcha się na ostre) miałabym nie dostać psa nieinteresującego się ogrodzeniem tylko ze względu na wysokość płotu? Znajdzie się jeszcze parę kruczków. Faktycznie ostatnio jest moda na to, by nie wydawać psy na podwórek, do budy - nonsens. Mówię tu akurat ogólnie, nie o tej czy tamtej organizacji. Tak czy inaczej, uważam że SOS odwala porządną robotę. Husky Adopcje też, choć bardziej trzymam z tymi pierwszymi, wydaje mi się, że są mniej radykalne w swych poglądach, po prostu normalne, idzie się z nimi dogadać z racji starej ekipy. Tak btw. to wieje już hipokryzją, ale sama będąc wolontariuszką w stowarzyszeniu wiedziałam, że jak już będę adoptować psa to bez żadnych pośredników, spoza jakiekolwiek fundacji. Po prostu nie lubię jak ktoś mi narzuca warunki jak mam żyć i co z tym psem robić (albo nie robić), nie życzę sobie by ktoś dyktował mi czy mam psa wykastrować czy nie, czy spuszczać czy nie, czy podawać mu żarcie miski porcelanowej czy ze szklanki, czy BARF czy karmę :eviltong: I choć wiele rzeczy często nie jest w umowie, to potem wychodzi, że aby popaść w łaski danej fundacji i by Ci nie odebrali psa, musisz robić to co ona uważa za słuszne: np. obroże zakładać na spacery, szelki tylko na trening czy chodzić do wskazanej lecznicy weterynarii... Jak nie zrobisz to niby nie mają podstaw, by odebrać Ci psa (choć niektrózy mogą już coś wymyślić i spotkałam się już nieraz, że komuś odebrali lub nie wydali psa właśnie z błahych powodów), ale potem, po kolejnej wizycie poadop. czytasz o sobie w internecie, że jesteś zły i w ogóle zastanawiają się czy czasem nie odebrać Ci psa. Ja chcę tego uniknąć tego wszystkiego z racji, że jestem wolnym duchem. Chcę mieć psa bez strachu, że ktoś mi go odbierze tylko dlatego, że chodzi na spacer w szelkach, a nie w obroży :eviltong: A przed adopcją - zobaczyć go na żywo, móc z nim pochodzić, poczekać czy zaiskrzy i wybrać tego właściwego bez obaw, w razie rezygnacji z osobnika, że zostanę okrzyknięta materialistką i zrównana z ziemią, bo wybieram psa na podstawie własnego widzi-mi-się, przecież powinnam się cieszyć, że w ogóle mam przywilej wziąć psa z danej fundacji. Niestety, przypadki tak rzeczowego traktowania ludzi przez fundacje są częste... :shake: Dlatego rozumiem ludzi, którzy mają podobne podejście i wolą nawet podjechać te 200km, by zobaczyć psa (co dobrze świadczy o ludziach) i tyle. Ewentualnie podjąć decyzję o adopcji, podpisać umowę i mieć spokój od kochanych ciotek adopcyjnych niż potem całe życie się użerać z ich widzi-mi-się. Zwłaszcza, że wg wielu fundacji posiadanie małych dzieci wyklucza posiadanie psa. Myślę, że mogli spotkać się z odmową właśnie. Jednak nie oceniam żadnej ze stron, myślę że jak naprawdę tym ludziom zależy na idealnie dobranym psie to poczekają cierpliwie. Obiecaliśmy ze sobą utrzymać kontakt, więc myślę, że się pochwalą swoim "nabytkiem". To się wygadałam. Liczę na hejty. :roll:[/QUOTE] Żadnych hejtów nie będzie :D Masz poniekąd rację. Czasami wymagania są chore.. zresztą wiele wątków tutaj na dogo przeistoczyło się w jakąś debilną dyskusje przepychankę i nagonkę... A co do fundacji to ja mówie o jednej z tych wymienionych. No już nie ważna... A chłopak cóż... sprawił sobie psa z pseudo, chciał zaadoptować, ale ze schroniska też się nie dało, bo nad wszystkimi okolicznymi sprawowała piecze owa fundacja.... Pies ma się świetnie jest aktywny zadbany i niedługo kończy rok ^^ Po prostu ostro go zniechęcili... być może mieli jakieś zastrzeżenia.. ale on był gotowy nawet płot podnosić w razie czego :D No cóż, może problemem był fakt,że mieszka jesczze z rodzicami, ma młodszego brata.. nie wiem.. ale mnie ta sytuacja też dała do myślenia... [quote name='chounapa']Byleby osoby którym fundacja odmówi z powodu płotu, nie kupiły psa z pseudo :roll: Z tym niespuszczaniem to faktycznie głupota. Według mnie, ciężko wybiegać psa, trzymając go ciągle na smyczy, a długa linka w wielu miejscach jest kłopotliwa. Sama już dość często puszczam Lilo w miejscach gdzie wiem, że nawet jeśli nie wróci od razu zawołana, to jest bezpieczna. Lilo nie ucieka, czasem jedynie zawiesza się na moment i kalkuluje czy opłaca się przybiec już, czy jeszcze chwile się na mnie popatrzeć jak głupek. Pod pracą wychodzimy już właściwie bez smyczy. Smycz i smaczki biorę w rękę. Idziemy od razu za budynek, gdzie mała załatwia potrzeby i właściwie od razu wracamy. Nie odchodzi ode mnie dalej niż na metr nigdzie gdzie jeżdżą samochody (np. parking przed budynkiem gdzie pracuje, zanim dojdziemy za budynek ), a jak jest bez smyczy i widzi obcego psa, zawsze przybiega do mnie i czeka aż ją zapnę. Wtedy albo czekamy aż sobie pójdzie, albo podchodzimy, witamy się i spuszczam ją ponownie by mogły się pobawić. Nie wyobrażam sobie, prowadzania jej tylko zapiętej, skoro nie robi żadnych problemów kiedy nie jest ograniczana przez smycz. Przymus kastracji, akurat mi nie przeszkadza. Osobiście wykastrowałabym najchętniej wszystko co się rusza, z ludzkimi samcami włącznie ;). Lilo prawdopodobnie też zostanie ciachnięta w odpowiednim wieku, mimo że nikt tego ode mnie nie wymaga ;). Ale karmienie ( zakładając że nie są to resztki z obiadu ), wychowanie ( jeśli opiekun nie krzywdzi zwierzaka ) czy wybór miejsca do spania, powinny jednak leżeć w kwestii osoby, która wzięła psa.[/QUOTE] Dla mnie nie spuszczanie psa ze smyczy jako warunek to też głupota...chociaż, wiem, że ludzie pomimo szczerych intencji nie zdają sobie sprawy z tego jak ważne jes nauczenie psa poprawnego przywołania i puszczają psa ot tak a potem szukaj człowieku wiatru w polu :) Przymus kastracji/sterylizacji dla mnie jest akurat sensowny obojetnie od tego czy lu dzietwierdzą i chcą upilnować czy nie... Jedynie przy przeciwwskazaniach zdrowotnych wiadomo, że przymus ten nie powinien obowiązywać :) Tak BTW to się gubię tyle mam nasranych cytatów :D [quote name='Ty$ka']Nie no, kontakt mamy mieć zapewniony. Podesłałał im forum haszcze, więc myślę, że zajrzą. O toto. Dla mnie wizyty przed adopcyjne są bez sensu, zwłaszcza jeśli je robi ktoś bez psa, którego chcę adoptować albo go na oczy nie widziała :p. Równie dobrze mogę sobie porozmawiać z kimś przez telefon. Co do poadopcyjnych - jestem na tak, o ile robione są rzadko i nie na zasadzie wchodzenia komuś w dupę, a tylko sprawdzenia czy dalej jest OK, ale właśnie w miłej atmosferze: najlepiej wspólny spacer zakończony pójściem na kawkę i ciastko do domu DS. Natomiast oprócz zakazu oddawania psów (tzn. oprócz ochrony przed porzuceniem psa), trzymania go na łańcuchu i zakazie rozmnażania, reszta warunków jest często zbędna. ;) Też na to liczę ;p Zapisujemy, zapisujemy. Na razie boję się, że źle trafię, więc dopytuję psiarzy, ale mam dwóch fryzjerów, których biore pod uwagę ;p I czy to powodowało, że te szczury na 100% miały na zawsze dom? Bo u psów nie jest to żadna weryfikacja. Ludzie są wspaniałymi aktorami tak naprawdę. No ok, mogę się zdecydować na pewne warunki, ale bez przesady. Ja adoptuję samego psa, a nie psa z nadopiekuńczymi cioteczkami... Mam nadzieję, że nie pijesz do mnie, bo naprawdę interesuję się losem tej suki, telefony mam stałe z domkiem i obiecałam im pomóc w razie jakikolwiek problemów. Mnie nie obchodzi czy sucz będzie wysterylizowana, ważne by nie była rozmnażana. Pewnie, że ciachnięcie da mi tutaj 100% pewności, że nie zajdzie w niechcianą ciążę, ale bez przesady - gdyby upilnowanie suki byłoby problemem, to by hodowle nie miały racji bytu. Nie wykluczam też głupich pomysłów, ale co jak co, nigdy się nie jest pewnym czego można się spodziewać po ludziach. Na razie jesteśmy w dobrych stosunkach ze sobą i mamy obiecane wspólne wypady gdzieś, obiecali czasem wpaść do nas. I uważam to za ok. Moja intuicja podpowiada, że będzie dobrze, a ona akurat mnie jeszcze nigdy nie zmyliła ;) Widzisz, taki przykład pokazuje, że wizyty nie są odnośnikiem tego, że pies dobrze trafi. Ludzie są cwańsi niż wszystkie restrykcyjne zasady fundacji. Nieraz byłam świadkiem różnych takich sytuacji: ktoś na wizycie był cudowny och i ach, a potem nagle bach! coś się odmieniło i pies na ulicę. Co więcej - umowa spisana też nie uchroniła przed tym. Tak naprawdę można by takich ludzi ukarać, ale wiele osób do tego nie dąży, bo wtedy pies jest dowodem w sprawie i jest zupełnie nieadopcyjny. Dlatego umowa w pewien sposób chroni, ale nie do końca. Jeśli ktoś chce dostać psa, to go dostanie. A jeśli chce się go pozbyć - zrobi to. Tak naprawdę przyszłe DS są bezkarne, bo nikomu nie chce się bawić w chodzenie po sądach skoro zazwyczaj wynik jest ten sam: niska szkodliwość społeczna i pies bez domu przed długie, długie miesiące jako ten nieszczęsny dowód w sprawie. Nie mówię, że teraz w ogóle oddajmy bez żadnej kontroli psy, nie! Pierwsza weryfikacja to przez telefon. Potem rozmowa w 4 oczy z domkiem, ustalenie warunków no i kontrola przez telefon, wizyty. Umowa też może wystraszyć i jest podstawą prawną, by psa odebrać, ale prawda jest taka, że nie ma jedynej skutecznej metody na ustrzenie się przed debilami.[/QUOTE] Ja też kiedyś wy adoptowałam psa bez umowy adopcyjnej, to był raz jeden jedyny, ale pies ma wspaniały dom i wspaniałych ludzi o wielkich sercach :) A przypadek tragiczny bo z syndromem kennelowym. Fakt że dużo udało mi się naprawić ze szkoleniowcem no i miałam swoją prawą rękę, Baskiego. No ale pies dalej sprawia wiele kłopotów :P A mimo to kochany jest jak żaden inny :)
  16. Magda, ja właśnie wiem jaki to mieć komfort psa odważnego z mega dobrą socjalką, dla tego nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tymi lękami. Po prostu jak brała Dexa to mu obiecałam, że mu pomogę i muszę dotrzymać obietnicy :) Jak się nie boi i nie panikuje to jest taki rozkosznyyy <3 A jaki z niego przymilak przytulak oh i ah <3
  17. Masz szczęście...
  18. Marta, ja dzisiaj przegadałam trochę czasu z behawiorystkami i lęk przed burzą i fajerwerkami idzie fajnie przepracować. Jesteś z okolic Katowic no w każdym razie nie jakiejś dramatycznej odległości. Pomyśl czy by nie zainwestować w jedno lub dwa spotkania, żeby Ci kobitka powiedziała co i jak... bo takie wystrzały petard zdarzają się w życiu codziennym odpusty i innei nigdy nie wiadomo.. a dla psa to przeżycie wielkie... Wiem, że to pieniądze.. ale ja postanowiłam zainwestować. Mam nadzieje, że nam się uda to wszystko wypracować :)
  19. Patowa.. ja doprawdy nei wiem z kim ty tak pitolisz na PW ale zadbaj o przepływ wiadomości na skrzynce bo się wiadomości wysłać nie da!! :D
  20. U nas sprawa dosyć złożona. Dopóki nie przyszedł sezon burzowy i nie napierdzielały bachory nagminnie petardami dąło się żyć, wiedziałam jak sobie poradzić.. od kilku dni jestem w kropce, a Dexa wyraźnie mniej bawią spacery po dworze. Nie potrafię przejść do porządku dziennego z tymi jego lekami i fobiami i muszę mu pomoc. Sama nie poradziłam sobie ze wszystkim więc musi nam ktoś pomoc :)
  21. Komplecik dorze w Czwartek bo mi Mikowata pośle do Tychów. W przyszłym tygodniu przyjeżdża do nas behawiorystka. Niestety bywają lepsze i gorsze okresy tych jego lęków i fobii wiec postanowiłam zrobić to co już dawno temu powinnam. Fakt, że spotkamy się w Tychach u mamy, bo w Częstochowie nikogo niema, a z dojazdem z Katowic do Częstochowy to bym musiała bank okraść. Takze trzymajcie za nas kciuki, mam nadzieje, że kobitka nam pomoże, powie jak pracować z tymi lękami, żeby je złagodzić, a finalnie najlepiej się ich pozbyć. Chociaż wiadomo jak jest, czasami pewnych rzeczy nie da się wypracować. W każdym razie, najbardziej zależy mi na tym, aby zawalczyć z tą nadwrażliwością dźwiękową i pomóc psu opanować emocje w mieście wśród ludzi :) Wiadomo komunikacja miejska tez chciała bym aby byłą inprogress :)
  22. [quote name='rashelek'] A dzisiejszy spacer przed uczelnią spędziłyśmy w najlepszy możliwy sposób :loveu: [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-V10nPqFnhkg/U4SMTCHjy-I/AAAAAAAALS4/eKBWOYoNj0s/s640/2014.05.27 (1).jpg[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-h0GiUPHkwQ0/U4SMUKz8p8I/AAAAAAAALTA/-uv0qbZ5_Ls/s576/2014.05.27 (2).jpg[/IMG][/QUOTE] A ja głupia myślałam, że lepiej niż z nami to się nie da :P
  23. [quote name='phase'][B]Milka[/B] wygląda bardziej poważniej. :) Ale strasznie mi się podoba! :) A jak reszta domowników zareagowała? Mówiłaś w ogóle co planujesz? :D Ja mam cholerną ochotę to zrobić z Żabą, ale rodzice to się wkurzą i stwierdzą że zepsułam psa, że wygląda strasznie i nie chcą się do nie przyznawać. :diabloti: A jak studia?[/QUOTE] To jest MIKAA :D Ale Milka brzmi smakowicie :D
  24. Ja tak namiętnie pożeram lody w ostatnich dniach że już czuje tego skutki.. gardło czerwone jak burak... :/
  25. No rodzice są różni wiem... u moich rodziców nigdy nie było zgodności. Tata zawsze na tak bo czemu nie, a mama zawsze na nie. Finalnie tak pokochała nasz zwierzyniec, ze kiedy się wyprowadzałam, nie pozwoliła mi zabrać Kropki i Bagira ze sobą. Pozwoliła tylko Baskiego, bo nie poradziła by sobie z nim...oj była wojna o zwierzyniec :P
×
×
  • Create New...