Jump to content
Dogomania

szczecinianka

Members
  • Posts

    765
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szczecinianka

  1. NIE WIERZĘ, PO PROSTU NIE WIERZĘ! Koleżanka pojechała dziś po psa, ktoś podszył się pod wolontariuszy TOZ i przyjechał dziś/wczoraj po niego i go zabrał.To jakaś kobieta. Zostawiła numer telefonu, który okazał się być nieaktywny. Mam tylko nadzieję, że psu nie dzieje się krzywda. :shake: Aż mi się płakać chce...
  2. [quote]mysle ze to na razie wystarczy, ale zawsze mozemy wstawic jakies nowy watek na dogomanie :smile:[/quote] Teraz, jak jest podział na województwa tp mają zdecydowanie większy sens, dlatego o to proszę - a o profilu na nasza klasa nie każdy wie. ;) [quote]chyba kojarze ale watpie czy tego psa daloby sie jakos wyciagnac..:-( jest straszanie agresywny.[/quote] Na pewno jakoś się da. Ten pies nie może siedzieć tam do końca życia. Damy mu szansę.
  3. Mała prośba do wolontariuszek gorzowskiego schronu - poróbcie zdjęcia, stwórzcie charakterystyki psów, nawet tych które pozornie nie mają szansy na adopcję, załóżcie każdemu osobny temat, tu naprawdę zagląda dużo osób, może ktoś zakocha się w którymś psie tak jak ja w terrierze. ;) W piątek być może weźmiemy jeszcze jednego psa - mały, kudłaty, jak kiedyś - zimą byłyśmy w gorzowskim schronie siedział w budzie i wychodził tylko po to żeby na nas poszczekać i z agresją powgryzać się w siatkę. Chcemy dać mu szansę, bo pewnie będzie miał tam dożywocie. Jak nie teraz, to przy następnej okazji. Kojarzycie? Siedział na ziemi ogrodzonej siatką, podejrzewam, że to jakieś dodatkowe boksy.
  4. Wysyłamy, ale nie masowo. Zdjęcie i opis charakteru terriera wyślemy również do przedstawicielki fundacji Canis Gratia i jeśli znajdzie się dla niego szansa za granicą, nie widzę przeciwwskazań.
  5. Mój numer telefonu: 607-701-117, prosiłabym jutro bezpośrednio tam:)
  6. zaneta, super! ale gdyby dało radę wcześniej, byłoby jeszcze lepiej - w sobotę mamy u nas dzień adopcyjny nagłośniony w prasie i radiu, jest organizowany raz na kilka miesięcy i przyciąga sporo ludzi. ktoś mógłby się w nim w ten dzień zakochać... to po prostu dla niego szansa.
  7. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Teraz, kiedy termin jest już pewny, mogę napisać, że od piątku, 3 lipca 2009 my, czyli szczeciński TOZ jesteśmy gotowi przejąć nad nim opiekę. :loveu: Zajmiemy się nim, jego łapą, szukaniem nowego domu i rehabilitacją. Nie mamy możliwości przyjechać po niego, ale dla wolontariuszy to chyba nie będzie problem - są PKSy do Szczecina. To jak, możemy liczyć na Was w tej kwestii? ;)
  8. [quote]A dziadek po operacji?[/quote] Był w szpitalu, ale czy miał operację tego nie powiem, bo nie wiem. :shake: Jak on umrze, p.Gienia, która jest przez niego szykanowana z pewnością odda psy, bo teraz, kiedy dziadek opada już z sił to ona musi wszystkiego doglądać. Odda psy i pytanie co dalej? Nie dysponujemy miejscem dla tak dużej liczby zwierząt, jedynym wyjściem będzie schron. Dodatkowym problemem jest to, że mają same duże psy... Jest tylko jeden mały mieszkający w domu.
  9. Według planów żwir został wysypany, w każdym boksie było po kilka taczek gówna, właściwie ciężko to opisać. Cały czas dajemy jedzenie dla psów, proszek na odrobaczenie, odpchlenie. [quote]oni niestety nie ufaja nikomu z TOZ-u. Wolontariuszki niestety popisaly sie kilka razy nietaktem lub brakiem zrozumienia, cierpliowsci. Zeby nie bylo, to sa slowa zaslyszane wlasnie od tych znajomych, ni emieli powodu klamac.[/quote] Oni nie ufają nikomu, kto powie, że jest związany z jakąś organizacją, fundacją, wiedzieliśmy to już na starcie, dlatego nikt od nas nie mówił im, że jesteśmy z TOZu, nawet przy wysypywaniu żwiru, kiedy przyjechało kilkanaście osób. Cały czas uczymy się na błędach, podejrzewam, że chodzi o wolontariuszki TOZ Police, które bardzo, bardzo, bardzo im pomagały(pomagają?) i w pewnym momencie z tego co kojarzę spróbowały z nimi ostro, ale niestety nie wyszło. Teraz 3 osoby działają ostro, bo wspólnie stwierdziliśmy, że lepiej w tę stronę, niech im zaufają niż jak ma przyjeżdżać do nich 20 osób, z których żadnej nie zapamiętają. 3 szczeniaki rzecztwiście zostały przechwycone, były w domach tymczasowych, mają już nowych właścicieli. Naszym wolontariuszkom udało się przejąć jednego psa - ugryzł M. albo pokazał mu zęby, M. się zirytował i kazał go zabierać, choć kiedy dziewczyny pakowały psa do auta dziadek zmienił zdanie i ruszył na nie wymachując kulami i krzycząc. To nieobliczalny człowiek.
  10. Nie oceniam personelu, tylko sytuację psa.
  11. [quote]Gdyby im nie zalezalo, oddali by psa odrazu na pierwsze wspomnienie o DT itp[/quote] I właśnie wtedy podjęliby najrozsądniejszą decyzję. Taki szczególny przypadek zdecydowanie lepiej czułby się w DT niż w schronisku - nawet jeśli interesują się nim tam teraz bardziej niż innymi psami. Wtedy mogliby skupić się na ratowaniu innego potrzebującego psa, skoro ten byłby już bezpieczny i otoczony troskliwą opieką. Nie sądzisz?
  12. Sprostowałam tylko bzdury, które tu przeczytałam i które schroniskowa weterynarz próbuje nakłaść ludziom do głów. Trzymam kciuki za Rokiego. Liczę, że jutro będzie już poza schroniskiem, w ciepłym DT i zamiast zdjęć ze schroniskowego boksu zobaczymy zdjęcia na kanapie. :roll:
  13. [quote]iedy weterynarz informowala wolontariuszki TOZ, ze Roki moze nie poradzic sobie po kwarantannie w schronisku, zadna nie chcial go zabrac.[/quote]Słucham?! Jeśli powiedziała coś takiego, skłamała w żywe oczy. ZAWSZE przystajemy na tego typu prośby. Nie wiedzieliśmy nic o tym, że bokser nie radzi sobie w schronisku, nikt nam tego nie powiedział. Aż nie wierzę w to co przeczytałam.
  14. [SIZE=2]Kilka dni temu wolontariuszki TOZ wybrały się do schroniska z zamiarem zabrania stamtąd średniej wielkości suczki. Kiedy zobaczyły Lusię nie miałyśmy wątpliwości, że weźmą właśnie ją - wiekowa, otyła, z zerowymi szansami na adopcję. Każdy pies był ładniejszy od niej. Lusia nieporadnym szczekaniem przypominała o sobie i o tym jak bardzo chce wyjść na spacer. Jak się okazało - na spacer po 3 latach, bo tyle właśnie suczka spędziła zapomniana w schroniskowym boksie. Lusia ma 11 lat. Czy taki pies ma jeszcze szansę na adopcję? Lusia każdego dnia rano jest wypuszczana z kojca, by mogła swobodnie chodzić po naszym terenie. Pilnuje się, chodzi za wolontariuszami jak cień, łasi się do wszystkich oczekując pieszczot. Jest zupełnie niekonfliktowa. Może przebywać zarówno z innymi psami jak i sukami. Koty również nie robią na niej większego wrażenia. Czy znajdzie się ktoś, kto zechce przygarnąć ją na ostatnie lata jej życia?[/SIZE][SIZE=2].[/SIZE][SIZE=2][SIZE=5] Biuro TOZ: 091- 487-04-37 Opiekunka Monika: 607-701-117[/SIZE] [/SIZE][CENTER][SIZE=2][IMG]http://www.toz.szczecin.pl/images/adopcje/75735bb177216da16611263c7442b727.jpg[/IMG] [IMG]http://www.toz.szczecin.pl/images/adopcje/c8f8a4023712c5d39a065b4d63296fa6.jpg[/IMG] [IMG]http://www.toz.szczecin.pl/source/img/int/gd/max/2139f519beaf86b3c7ad846dbba79f34.jpg[/IMG] [IMG]http://www.toz.szczecin.pl/source/img/int/gd/max/717e435d86131e2a2aa804da7f6cbb0a.jpg[/IMG] [/SIZE][/CENTER]
  15. Do naszej Prezes napisał ktoś z fundacji "Boksery w potrzebie" (z informają, że od wielu lat ściśle z nimi współpracuje) z prośbą o pomoc w wyciągnięciu tego psa (są w stanie od zaraz zapewnić mu opiekę weterynaryjną i DT) i cyt. "z jakichś powodów (administracyjnych, nie wiem jakich właściwie) nie możemy temu psu pomóc." Problem w tym, że my też niewiele możemy zrobić i nie możemy pomóc. Tak, 17.06. był już pogryziony. Wylałam przez tego psa już niejedną łzę. Nie mogę patrzeć na jego cierpienie, dlatego błagam, zróbcie wszystko co w Waszej mocy żeby go stamtąd jak najszybciej zabrać.
  16. My, czyli wolontariusze TOZ chcieliśmy zabrać tego psa do siebie już 17.06. Miałby u nas indywidualną opiekę, opiekę weterynaryjną 24 godziny na dobę i przede wszystkim ciepły dom tymczasowy zamiast schroniskowego boksu. Kierowniczka schroniska kategorycznie odmówiła. Później również próbowaliśmy, bezskutecznie. Z tego co wiem psa chce przejąć na swoje barki również fundacja zajmująca się bokserami, im również odmówili. Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co tu chodzi?
  17. gfddfgdfgfd
  18. Ja również chciałam zostać wolontariuszką w szczecińskim schronisku - próbowałam przez około pół miesiąca, dzwoniłam, chodziłam i przez ten czas byłam odsyłana, bo podobno nie było osoby kompetentnej, która mogłaby mi coś o tym wolontariacie powiedzieć. Ktoś napisał, że dla kogoś kto kocha zwierzęta i chce im pomagać nie powinno być to przeszkodą? Śmieszne, tylko tyle napiszę na ten temat. Jedna z użytkowniczek dogomanii skierowała mnie do szczecińskiego TOZu, najpierw wymieniałam maile z Prezes, dostałam odpowiedzi na wszystkie pytania, wszelkie moje wątpliwości zostały rozwiane i nic nie stało na przeszkodzie, by spotkać się osobiście i zacząć działać. Najpierw spróbowałam jako dom tymczasowy dla kociaka, niestety nie sprawdziłam się, a właściwie mój pies się nie sprawdził i nie mogłam tego kontynuować. Tragedii nie było, bo przecież można pomagać na mnóstwo innych sposobów, o czym z uśmiechem na ustach zostałam poinformowana przez wolontariuszy. Wypatrzyłam w schronisku dwa psy, które szczególnie trafiły w moje serce, napisałam do Prezes TOZu i na drugi dzień pojechałyśmy je stamtąd wyciągnąć. Nasze wyprawy stały się regularne, realizujemy tę formę pomocy do dziś - wyciągnęliśmy ze schroniska już 61 psów, które znalazły dom w kraju i za granicą, podobnie jak ok. 100 psów z interwencji i przechwyconych przed trafieniem do schronu. Wolontariuszy TOZ jest mnóstwo i ciągle przybywają nowi, którzy wnoszą do TOZu powiew świeżości, którzy mają nowe pomysły i sprawdzają się w coraz to nowszych działaniach. Każdy jest witany z uśmiechem na ustach oraz prawdziwą i szczerą wdzięcznością za to, że chce swój wolny czas poświęcić na pomoc zwierzętom. Jak można pomóc? - tworzenie domów tymczasowych - możemy przejść się wspólnie do schroniska i sam(a) wybierzesz psa, którego chcesz uratować - inspektorat w TOZ - opieka stacjonarna nad zwierzętami przebywającymi w siedzibie TOZ - włączenie się do organizacji przeróżnych akcji - i na wiele innych sposobów, o których nie sposób napisać Jeśli ktoś ma swój pomysł na ratowanie zwierzaków - wystarczy powiedzieć, a zarząd zrobi wszystko, by stworzyć do tego odpowiednie warunki. Zachęcam wszyskich, którzy nie znaleźli jeszcze swojego miejsca a chcą pomagać - niekoniecznie tylko i wyłącznie na własną rękę - do dołączenia do nas. Można przyjść w dni powszednie od 9 do 17 a dziewczyny z biura albo ktoś z wolontariuszy (prawie zawsze ktoś się kręci) wszystko wytłumaczy. Podaję również maila: [email]tozpoczekalnia@o2.pl[/email], chętnie odpowiem na wszelkie wątpliwości.
  19. [url]http://www.dogomania.pl/forum/f28/szczecin-szczeniak-z-amputowana-lapa-ogonem-bez-szans-135950/[/url] Echh...
  20. Jak potoczyła się historia tego psa? Mam nadzieję, że nie trafił do schroniska...
  21. Umówiłam się na jutro z Sandrą, która wydawała psa. Chce go natychmiast odebrać. Pies nadal jest u "nowego właściciela".
  22. Kto i na jakiej podstawie oddał tego psa jego aktualnemu właścicielowi?! W domu, do którego trafił jest 19miesięczna dziewczynka. Mężczyzna ze zdjęcia twierdzi, że o incydencie z pogryzieniem dowiedział się dopiero od osób z boku, a nie od tego, kto mu go oddawał. Ponad to mówił, że osoba, od której dostał psa, a której chciał go zwrócić podała fałszywy adres w umowie (pojechał i zastał tam starsze małżeństwo, które nic o psie nie wie) a kiedy dzwoni pod podany numer telefonu słyszy, że abonent nieosiągalny. Ktoś może to zweryfikować? Poza tym ten mężczyzna przychodząc do nas otwarcie powiedział, że wziął psa pod wpływem impulsu, bo zawsze chciał mieć dużego i ładnego psa. Jestem w szoku, że to w ogóle ma miejsce, tyle ode mnie.
  23. M. twierdzi, że szczeniaki nie żyją. Dowiedziałam się, że on jeździ na rowerze po okolicznych wsiach i "zbiera" z nich psy. Tzn. jeździł, bo teraz to on nawet ledwo chodzi o kulach. A psów podobno systematycznie przybywa, nie mam pojęcia JAK on to robi. Załatwiliśmy żwir, którym w sobotę my, wolontariusze TOZ wysypiemy wybiegi dla psów, żeby nie siedziały w błocie po kolana. Każde wolne ręce się przydadzą, zapraszam do pomocy. Do tego szczepienia na wścieki, co będzie pretekstem do zrobienia każdemu psu zdjęcia i zdiagnozowania, czy w ogóle nadaje się do ewentualnej adopcji. Wiemy, że to nic, ale co więcej możemy? Prawda jest taka, że każdy kto odwiedzi to miejsce ma w głowie pustkę a jedyne pomysły na rozwiązanie problemu okazują się niezgodne z prawem. Zabierzemy jakiegoś psa, a M. na to miejsce weźmie 3 inne. Paragrafów na to nie ma. Znęcanie się nad zwierzakiem to zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień. Więc jesteśmy bezradni. Nie wyobrażam sobie jak te wszystkie psy mogłyby trafić do szczecińskiego schroniska, biorąc pod uwagę przepełnienie, pozażerałyby się w ciągu tygodnia. Czekam na pomysły, sugestie... Dziękuję, że tu zaglądacie.
  24. Milka ma już nowy dom!:)) I to taki wymarzony, jak z bajki. Cuda się zdarzają. Dziękuję Wam za pomoc. [url=http://ww6.tvp.pl/248,20090329895281.strona]Serwis regionalny Szczecin[/url]
  25. Podaj proszę swój numer telefonu, skojarzę Cię z ludźmi, którzy poszukują psa w takim właśnie typie. W żadnym wypadku nie oddawaj go do schroniska, szczeciński schron to umieralnia!
×
×
  • Create New...