Jump to content
Dogomania

szczecinianka

Members
  • Posts

    765
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szczecinianka

  1. [url=http://www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090328/SZCZECIN/49975834]Szczecin: Kto
  2. LOBO TRAFIŁ NA OKRES PRÓBNY DO NOWEGO DOMU!:loveu::loveu: Więcej niech napisze Patrycja skoro już tu dotarła.:loveu:
  3. [img]http://photos.nasza-klasa.pl/16754877/201/main/7b17ab0dce.jpeg[/img] 18 marca br, godzina 23.00, mój kochany Pan zabiera mnie chyba na fajny spacer do lasu, trochę zimno ale pewnie zaraz wrócimy do ciepłego domku, bardzo się cieszę, merdam ogonem i staram się dać mu buziaka, ale on mnie szarpie za obroże, jest na mnie zły, krzyczy i nie patrzy mi w oczy...... Drzewo, ciemno, przeraźliwie zimno, nie ma mojego Pana, obroża ciśnie mnie w szyję, jestem przywiązana do drzewa i nie mogę od niego uciec aby szukać Pana. Noc jest długa, w oddali słyszę ujadanie psów, one mnie słyszą, skomlę, szczekam, szarpię się z cąłych sił, chcę do domu..... Zrobiło się jasno, nie spałam całą noc, trzęsę się z zimna, wierzyłam że ktoś się pojawi. Najpier przybiegł jakiś pies a za nim obca Pani, która zaczeła mnie głaskać, przytulać i płakać, odwiązała smycz, zaprowadziła do cieplego pomieszczenia, dała pić i jeść, pozwoliła zasnąć. Wiem, że jestem chora, swędzi mnie skóra i wyglądam źle ale.... Kolejni ludzie, kolejny dom, dostałam bolesne zastrzyki, znów woda i pełno jedzenia, ciepło i tyle rąk, które chcą przytulać....... Jestem leczona i będę niedługo zdrowa, nie ma już osób, które na mnie krzyczą, wszyscy całują, tylko kto będzie moim i tylko moim Panem, który nigdy mnie nie opuści..... Milka czeka na nowy dom w siedzibie TOZu. Jej chora skóra goi się. Badania wykluczyły obecność grzybów i pasożytów, istnieje podejrzenie, że Milka została czymś oblana. Czekamy na dalsze wyniki badań. Milka czeka na dom - koniecznie z ogrodem. Po osiągnięciu dojrzałości płciowej konieczna sterylizacja na koszt TOZ.
  4. [quote]Rozumiem że Barry wrócił teraz do schroniska - jak on to znosi ? [/quote] Absolutnie nie do schroniska! Szczecińskie schronisko to umieralnia, nie pozwoliłabym wrócić tam psu, którego osobiście stamtąd wyciągnęłam... Barry był w domu tymczasowym u wspaniałej kobiety, właścicielki charcicy i tak spędził czas od momentu oddania przekazania go z powrotem w ręce TOZu. Teraz jest na okresie próbnym u leśniczego - ogromny teren do biegania, dużo ruchu to warunki idealne dla psa z temperamentem Barrego. Barry jest cięty na inne psy, nie wiadomo jak dogada się z psami tego leśniczego. W każdym razie warto próbować.
  5. Ja też oczywiście służę pomocą z allegro - mogę wystawić Lobo z oficjalnego konta TOZu.
  6. Problemem jest to, że nie mamy podstaw prawnych by zacząć działać. Psy nie są katowane, są w dobrej kondycji, najedzone, z dostępem do wody. A przemówić się do Mordułów nie da. To po prostu niemożliwe. Zanim tam pojechałam myślałam sobie, że to pewnie mit i na pewno da się dogadać z parą staruszków... A teraz jestem bezsilna. Macie jakieś konkretne pomysły i propozycje działań?
  7. [quote]Jedyne wyjście to jednak interwencja i zagrozenie odbiorem psów,jeżeli nie poprawią warunków ich bytowania.[/quote] Ale to nic nie da. Oni myślą, że te psy mają u nich super świetne warunki. O psie sąsiadów, który biegał sobie luźno po wsi, grubym, wręcz spasionym Pani M. powiedziała, że jest biedny, zaniedbany, bo tak chodzi i że go czasem dokarmia...
  8. Dzieje się, dzieje. Ale jesteśmy bardzo zagubieni, kompletnie nie mamy pomysłu na to jakie kroki poczynić. Wszystko wydawało się dość proste dopóki nie odwiedziłam tego miejsca. Warunki tych psów są TRAGICZNE, nie wiem jak można było stwierdzić, że jest ok i trzeba tylko podsypać żwirem... Według mnie to jakiś koszmar. Jak weszłam na podwórko, a później do domu, miałam wrażenie, że jestem w innym świecie. Pan M. chętnie oprowadzał nas po podwórku i pokazywał psy, ewidentnie jest z nich dumny. Według mnie jednym szczęśliwym zwierzakiem jest tam Mikuś czy Pikuś, który żyje sobie z nimi i z kotami w "domu". Inne psy - tragedia. Warunki porównywalne do schroniskowych - bo inaczej nie można tego określić. [IMG]http://tozszczecin.ayz.pl/forum/images/smiles/icon_eek.gif[/IMG] Psy są w ciasnych boksach - te, które są na tyle sprytne żeby z nich wyskakiwać, Pan M. przywiązuje w tych boksach do krótkich łańcuchów. Najbardziej poruszył mnie widok suki, która nie dość że siedziała w szopce 2 metry na 1 metr, gdzie nie mogła się ruszyć, to jeszcze była tam przywiązana metrowym łańcuchem, bo jak powiedział Pan M. - rozwala i wygryza drzwi. Psów przywiązanych do krótkich łańcuchów jest co najmniej 4. Jest wśród nich przepiękny, ogromny owczarek niemiecki. Pan M. nie widzi, że psu dzieje się krzywda, bo nie może ruszyć się na tak krótkim łańcuchu - szczyci się tym psem, mówi że "nawet milicja takiego nie ma". [IMG]http://tozszczecin.ayz.pl/forum/images/smiles/icon_sad.gif[/IMG] Pan M. powiedział, że psy są wybiegane, bo "dużo razy w ciągu dnia przelecą w boksie tam i z powrotem". [IMG]http://tozszczecin.ayz.pl/forum/images/smiles/icon_eek.gif[/IMG] To tak jakby stwierdzić, że psy ze schroniska są wybiegane. Później zaprosił nas do domu. Był tam zamknięty jeden pies - Pan M. powiedział, że jest po operacji. Nie drążyłyśmy tematu. Weszłyśmy na górę - tam mieszkają. Wszędzie brud jest taki, że dosłownie buty przyklejały się do podłogi. Tam z kolei są koty. Mnóstwo kotów. Były wszędzie. Nigdzie nie widziałyśmy kuwet, a mimo to nie śmierdziało tam kotami. Pani M. krzątała się i sprzątała. Oni kochają te zwierzęta chorą miłością. Poświęcają im wszystko - czas, zdrowie. Tych psów jest ponad 30, niektóre półdzikie, od lat trzymane w zamknięciach. Jedyne co można zrobić to odebrać psy drogą sądową, ale TOZ nie jest przygotowany na wzięcie 30 wielkich psów na raz, gdzie połowa jest agresywna i których przez około 2 lata nie można będzie oddać do adopcji (mniej więcej tyle będzie trwał proces). Nawiązaliśmy kontakt z kobietą, która doprowadziła do tego, że koty zostały wysterylizowane. Mówi, że jak zacznie się pomagać tym ludziom, jak da się im palec, będą chcieli całą rękę, a zwierzaków i tak nie oddadzą i nie poprawią warunków ich życia. Mówi, że to świetni aktorzy i że sama nabrała się na ich "grę", a teraz stawiają przed nią jedynie żądania. Dowiedziałam się od innej kobiety, która tam była, że jest tam karmiąca suka z dwoma szczeniakami. Zamknął ją w budzie, suka załatwia się pod siebie. Boi się, że inne psy skrzywdzą szczeniaki. Na pytanie czy jak szczeniaki będą samodzielne, można będzie znaleźć im nowy dom, Pan M. odpowiedział, że woli je zabić niż oddać. Jestem kompletnie bezsilna, nie wiem co z tym zrobić. Jeśli będziecie mieć jakiś pomysł, uznam was za cudotwórców.
  9. [url]http://www.dogomania.pl/forum/f96/szczecin-police-zaginal-dwa-dni-po-trafieniu-do-nowego-domu-134000/[/url]
  10. [SIZE=2][B]Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami oddział w Szczecinie al. Wojska Polskiego 198A numer konta: 63 1020 4795 0000 9402 0103 5419 Proszę o dopisek, że dla Państwa M. [/B][/SIZE][B]Jesteście wielcy. [/B]Aż brak mi słów...
  11. Nawet nie mielibyśmy możliwości zabrać ich wszystkich do TOZu. Mamy 2 kojce, w których zmieszczą się max. 4 duże psy. Tak, nasi wolontariusze zajmą się pośredniczeniem. Można przynosić/przysyłać ewentualne dary do nas, a my weźmiemy na siebie przewiezienie ich do Państwa M. Przede wszystkim sterylki, sterylki, sterylki. Będziemy ich do tego namawiać. Tak jak mówiłam - drobnymi kroczkami. Myślę nad zorganizowaniem aukcji charytatywnej dla Państwa M. Zebralibyśmy pulę pieniędzy, z której systematycznie bralibyśmy pieniądze na to, co potrzebne psom i Państwu M. To nie będzie problem, bo mamy konto na allegro ze statusem charytatywnego. Podpowiedzcie mi proszę, jak moglibyśmy rozliczać się później z takiej aukcji żeby było wiadomo, że pieniądze naprawdę idą dla Państwa M., a nie zabieramy ich dla siebie? Tak, żeby wszystko było na stronie, jasno i czytelnie.
  12. Cieszę się, że jest nas tak dużo i że interesujecie się tematem.:loveu: Dziś była tam nasza delegacja. Działamy pod "przykryciem", tzn. nie mówimy, że jesteśmy z TOZu, bo inaczej w ogóle nie byłoby szans na wynegocjowanie czegokolwiek - to tak bazując na doświadczeniu. Wolontariuszki pojechały, dały karmę. Jedna z nich mówiła, że zdechł jej pies, że chciałaby od nich kota i psa. Pani M. - tylko ona była w domu - mówiła, że nie da, bo psy są męża. Psów jest u nich około 30, kotów zdecydowanie więcej. Psy porozmieszczane są w kojcach, max. 3 w jednym. Psy nie są zaniedbane, na widok Pani M., która oprowadzała wolontariuszki, psy zaczęły widocznie się cieszyć i machać ogonami. Psy mają w kojcach czysto, nie czuć zapachu szczochów i odchodów. Problemem jest to, że psy siedzą w błocie, które sięga im do połowy łap. I to jest pierwszy problem, który trzeba rozwiązać - wywrotka ze żwirem powinna załatwić sprawę. Może ktoś ma jakieś "dojścia" żeby wyszło taniej? Koty urzędują w domu. Są wszędzie. Warunki są tam straszne, dziewczyny mówią, że trzeba na własne oczy zobaczyć, bo nie da się opisać. Oni nie prosili o nic dla siebie. Mimo to uważam, że powinniśmy im pomóc. We wtorek i czwartek znowu jadą tam dziewczyny, które były dziś. W środę pojedziemy ja i moja koleżanka. Zawieziemy jakieś produkty spożywcze, słodycze, jeśli ktoś miałby ochotę przekazać dary rzeczowe - zapraszam do TOZu, na pewno im to zawieziemy lub zachęcam do osobistej wizyty u nich. Pani była bardzo miła, chętnie oprowadzała i opowiadała o zwierzętach. Jesteśmy pełni nadziei, że ten problem da się rozwiązać. Na pewno nie możemy nagabywać ich od razu o to żeby sterylizowali czy oddali psy, ale drobnymi krokami na pewno nam się uda. Nie piszcie proszę do nich żadnych listów, to nic nie da, a może pogorszyć sytuację. :shake: O szczeniaki nie spytały. Spytamy następnym razem. Koty są wysterylizowane, chociaż tyle... Prawie wszystkie psy są wielkości owczarków niemieckich. Sama nie wiem co robić i komu mamy pomóc w pierwszej kolejności. W naszym schronie jest 250 psow, które żyją w dużo gorszych warunkach. :shake: Będziemy dążyli do tego, żeby zgodzili się oddawać te psy. Za naszym pośrednictwem, z naszą pomocą i z obiecanymi wizytami kontrolnymi, zdjęciami, opowieściami, deklaracjami, że będzie im tam lepiej. Może się uda... Później dołączę zdjęcia.
  13. Na pewno nie zostawimy ich samych:) Wyleczymy ich z samotności, a przy okazji uratujemy zwierzęta. Jutro zdam relację z wyprawy, zobaczymy wtedy czego im potrzeba. Zachęcam wszystkich dogomaniaków ze Szczecina i okolic do przyłączenia się do naszych działań.
  14. I zapomniałam jeszcze - tych ludzi nikt nie odwiedza, nie mają rodziny, są po prostu samotni i dzięki tym psom i kotom czują, że są komuś potrzebni. My chcemy być lekarstwem na tę samotność, wierzę, że nam się uda. Pomożecie?;)
  15. Znam tę sprawę bardzo, bardzo dobrze. My - czyli wolontariusze TOZu - poruszyliśmy ostatnio problem tych ludzi, jutro nasza delegacja wybiera się tam, by "rozpoznać teren" i rozpocząć działania. To nie pierwsza wyprawa tam ludzi od nas, a sprawa jest bardzo skomplikowana i trudna... To wszystko trwa od kilku lat, to trudna sytuacja i tą "trudnością" wcale nie jest brak środków finansowych. Cyt. "Pani uwielbia koty a Pan psy i za żadne skarby nie chcą ich nikomu oddać, aby poprawić ich los. I to jest właśnie sedno problemu. Już dawno tych psów by tam nie było, bo zarówno organizacje krajowe jak i zagraniczne chciały pomóc w adopcji tych zwierząt. Niestety nie ma na to zgody Pana Morduły." - i jesteśmy bezradni... Pomaga im sporo osób, psy nie chodzą głodne. Błagam Was, nie organizujcie zbiórek karmy, bo to zachęci tych ludzi do brania kolejnych psów, a to mija się z celem. Warto odwiedzać ich często, z mniejszymi porcjami karm. Jeśli chodzi o leczenie psów - TOZ od zawsze jest otwarty na bezpłatną pomoc lekarsko-weterynaryjną dla tych psów. Na darmowe sterylki również - niestety nawet na to nie mamy zgody Pana M., a bez niej nic nie możemy zrobić. Państwo M. chorobliwe kochają te zwierzęta, odrzucają wszelką pomoc wykraczającą poza przyjmowanie karmy. Twierdzą, że jak oddadzą, za chwilę znowu ktoś przywiąże je do drzewa. Trzeba wyleczyć ich z tej chorej miłości. I to jest nasz cel. Drobnymi kroczkami, poprzez częste odwiedziny chcemy doprowadzić do tego, by ci ludzie nam zaufali i zrozumieli, że nie mamy złych zamiarów, tylko naprawdę chcemy pomóc. Mam nadzieję, że rozumiecie podłoże problemu i że podłączycie się do naszych działań. Liczymy, że idąc małymi krokami doprowadzimy do tego, że oddadzą nam te psy - inaczej po prostu się nie da. Bez obaw - nie pozwolimy, by te psy i koty były głodne. Ale tak jak mówiłam - nie możemy zawalać ich dużą ilością karm, bo to zachęci ich do przyjmowania kolejnych zwierząt. Ufff, mam nadzieję, że wszystko dokładnie opisałam.
  16. Dziękuję Ci za zainteresowanie. Przeczytaj proszę: [U]HISTORIA BARREGO, CZYLI JAK, MOŻNA WYGRAĆ SZANSĘ NA LEPSZE ŻYCIE OBLEWAJĄC EGZAMIN [/U] Każdy nasz pies jest szczególny, każdy ma swoją historię, wzruszającą, smutną, radosną. Jedno jest pewne, dwóch takich samych historii nie ma. Historia Barrego jest o tyle szczególna, że to nasz pierwszy pies, któremu Policja dała szansę na służbę. Nie wylewamy łez, że oblał ostatni egzamin, cieszymy się, że zdał wszystkie poprzednie. Wrócił do nas odmieniony, spokojny i zrównoważony, teraz czeka na dobry dom. W pierwszych dniach lutego nasze wolontariuszki wyciągnęły ze Schroniska dwuletniego, strasznie skołtunionego psa, który przez pół roku czekał na swoją szansę. Tylko nasze specjalistki od psiego wizerunku dojrzały pod wielkimi kłakami coś z teriera. Poza tym terier siedzi w jego duszy, co udowodnił nam swoim temperamentem, kiedy wyprowadzał nas na spacer. Po kąpieli i ostrzyżeniu ujrzeliśmy teriera w pełnej krasie. Chyba sam zdziwił się swoim wyglądem. W czasie, kiedy nasz Barry nabierał terierowych kształtów dowiedzieliśmy się o naborze psów do Policji. Wśród naszych podopiecznych tylko ten „dynamit” kwalifikował się do okazania tej poważnej służbie. Po cudownej reklamie naszego Barrego (prawie terriera) Panowie Policjanci z Sekcji Prewencji KW Policji przybyli do nas, aby dokonać wstępnej oceny psa, czy ma predyspozycje do policyjnej profesji. W naszej siedzibie Barry przeszedł pierwsze testy, zaraz potem pojechał do Słubic do Ośrodka Szkoleniowego. Wszystkie ćwiczenia przeszedł pozytywnie. Wszyscy wolontariusze mocno trzymali za niego kciuki. Nasz „psi policjant” robił niesamowite postępy w drodze do kariery psa tropiciela. W dniu 2 marca br odbył się test kwalifikacyjny, podczas którego, Barry został poddany szczegółowym oględzinom pod względem zdrowotnym jak i zachowawczym. Niestety Barry nie przeszedł testów w Sułkowicach. Na sześć psów zdyskwalifikowano dwa w tym właśnie Barrego. Wczoraj Barry wrócił do nas odprowadzony, przez jego serdecznego opiekuna i towarzysza miesięcznego szkolenia Pana Tomka. Wrócił do nas odmieniony pies, zrównoważony, posłuszny i piękny. I choć oblany egzamin przekreślił jego szansę na pracę w Policji stał się jego szansą na znalezienie domu, gdzie po miesięcznym profesjonalnym szkoleniu z pewnością zachowa się dumnie i grzecznie. Dziękujemy Policji za szansę daną Barremu. Opiekun Pan Tomek włożył w to wiele serca. Po raz kolejny przekonaliśmy się, jak bardzo wyjątkowe są nasze psy, wszystkie psy, bo w każdym jest coś szczególnego. Teraz Barry potrzebuje domu. Mądrego i konsekwentnego właściciela, który zadba o przyszłość naszego pupila. Absolutnie nie jesteśmy tylko we dwie. TOZ ma mnóstwo wolontariuszy, którzy dbają o wyciągane ze schroniska psy i szukają im nowych domów. Nie kojarz TOZu ze schroniskiem. Jutro zrobię mu allegro, ogłoszenia ma tylko na szczecińskich portalach. Damy radę. Barremu to szkolenie naprawdę dużo dało, jest teraz jeszcze wspanialszy. Znajdziemy mu wymarzony dom.;)
  17. Ludzie, u których Lobo jest w DT nie mogą się go nachwalić. Z każdym dniem słychać coraz więcej komplementów skierowanych w jego stronę.:loveu: "Lobo jest u mnie drugi dzien i nie widze powodow dla ktorego moznaby sie go bac [IMG]http://tozszczecin.ayz.pl/forum/images/smiles/icon_smile.gif[/IMG] Jest lagodny i uwielbia sie przytulac ma jednak swoja wade....straaaszny z niego lakomczuch...wszystko co slodkie i ladnie wyglada trzeba chowac:P sam sobie potrafi zabrac jedzenie ze stolu, pewnie dlatego ze nikt go nie nauczyl ze tak nie wolno ale poza tym to wspanialy pies ktoremu szybko trzeba znalezc nowy dom [IMG]http://tozszczecin.ayz.pl/forum/images/smiles/icon_wink.gif[/IMG] nowy wlasciciel nie powienien miec z nim wiekszych problemow...wystarczy troche dyscypliny i piesek jak nowy:) na spacerach jest spokojny nie ciagnie i nie jest agresywny w stosunku do innych psow (albo chce sie z nimi bawic albo nie zwraca uwagi). [IMG]http://tozszczecin.ayz.pl/forum/images/smiles/icon_biggrin.gif[/IMG] [IMG]http://tozszczecin.ayz.pl/forum/images/smiles/icon_biggrin.gif[/IMG]"
  18. [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f28/szczecin-lobo-amstaff-ktory-cierpi-przez-glupote-ludzi-133306/#post11940932[/URL]
  19. Historia Lobo jest długa, smutna i nie do końca jasna... 25 lutego 2009r. pies trafił do schroniska na obserwację po tym, jak niefortunnie zahaczył zębami o policzek 10-miesięcznego dziecka - syna właścicieli, który bawił się w wyciąganie i wkładanie do pyska psa kukurydzianej chrupki. Pies chciał ją złapać, zahaczył o twarz dziecka i tak doszło do tragedii. Lobo w schronisku nie wyglądał zbyt dobrze, można powiedzieć, że marniał w oczach. Pies, który od szczeniaka spędzał życie w ciepłym mieszkaniu został wrzucony do zimnego boksu. Jego historia jest niejasna - dogomaniacy dotarli do ogłoszeń właściciela psa sprzed kilku miesięcy, który pisał w nich, że chce oddać Lobo. Jaki był powód? Tego nikt nie wie. Wraz z wolontariuszami wybraliśmy się do schroniska by go stamtąd zabrać. Baliśmy się. Amstaff? Na pewno jest zły, groźny i kłapie zębami. Strach minął kiedy Lobo został wyprowadzony z boksu. Był zestresowany bardziej niż my, dał robić wokół siebie wszystko - od włożenia na pysk kagańca do badania weterynaryjnego. Ani razu przy tym nie warknął ani nie szczeknął. Chciał żeby go głaskać, tulić i przede wszystkim chciał byśmy zabrali go w końcu z tego koszmaru... Spacer do siedziby TOZ minął spokojnie. Po dotarciu na miejsce kąpiel, ponowne oględziny u weterynarza, które pies znosił z anielską cierpliwością. Teraz Lobo jest w domu tymczasowym u wolontariuszki TOZu, która twierdzi, że "Lobo ma w sobie tyle agresji co pluszak". Biega od jednej osoby do drugiej, wdzięczy się, zachęca do zabawy i całym sobą pokazuje jak bardzo dziękuje im za odrobinę miłości... Nie jest agresywny w stosunku do innych psów - na spacerach albo nie zwraca na nie uwagi albo zachęca do zabawy. Lobo jest umówiony na 18 marca na kastrację na koszt TOZu. Chcesz go pokochać? [IMG]http://fotozrzut.pl/zdjecia/588aa47947.jpg[/IMG] [IMG]http://fotozrzut.pl/zdjecia/86209a242c.jpg[/IMG] [IMG]http://fotozrzut.pl/zdjecia/8ede6d36de.jpg[/IMG] [IMG]http://fotozrzut.pl/zdjecia/6052ada7c6.jpg[/IMG]
  20. Niestety Barry nie znalazł jeszcze domu... Przez miesiąc był szkolony pod kątem psa policyjnego, niestety nie przeszedł ostatecznych testów i dziś do nas wrócił. :(
  21. Jutro zabieram go ze schroniska. Wykastrujemy go i nic nie stoi na przeszkodzie by szukać mu nowego domu... Gdybyście znaleźli kogoś, kto zechce go adoptować - proszę o wiadomość...
  22. Absolutnie nie należy wierzyć temu, co napisali w "Fakcie", bo właścicielka psa podczas rozmowy telefonicznej powiedziała, że to stek bzdur w co wierzę sugerując się moim doświadczeniem z mediami. A "Fakt" to zwykły brukowiec, pracują tam ludzie z bujną wyobraźnią. Myślenie "uśpijmy tego psa, bo jest kilkanaście psów tej rasy, które szukają domu" jest niepoważne, niby dlaczego mamy uśmiercić psa, który tak naprawdę w niczym nie zawinił? Właścicielka nie chce go uśpić, chce znaleźć mu nowy dom. Ja i pozostali wolontariusze TOZu na pewno Jej w tym pomożemy. W poniedziałek pójdę do schroniska rozeznać się w sytuacji, poznać tego psa - przez kraty będzie to trudne, ale przynajmniej będę miała jakiś pogląd na sprawę.
  23. Pewnie, podpiszmy i wspierajmy tych wszystkich pseudohodowców, dla których ta giełda była głównym rynkiem zbytu. Podpiszmy i pozwólmy żeby ludzie kupili psy od pseudohodowców, pozwalając tym samym umierać w schronisku setkom zwierząt. http://www.dogomania.pl/forum/f28/szczecin-barry-przepiekny-kudlacz-szuka-domu-131224/#post11764883
  24. Barry w dniu, w którym trafił do schroniska: [IMG]http://www.szczecin.schronisko.net/images/adopcje/18362.jpg[/IMG] Barry tuż po wyjściu ze schroniska: [IMG]http://img6.imageshack.us/img6/5773/45027119xh9.jpg[/IMG] [IMG]http://fotozrzut.pl/zdjecia/f204e5b2b7.jpg[/IMG] Barry po zabiegach pielęgnacyjnych: [IMG]http://fotozrzut.pl/zdjecia/ee3421c6b4.jpg[/IMG] [IMG]http://fotozrzut.pl/zdjecia/f04b2fb1c9.jpg[/IMG] [SIZE=3]Barry ma około 2 lat, jest średniej wielkości. Został wyciągnięty ze szczecińskiego schroniska dnia 4.01.2009 roku. Jest przesympatycznym psem. Chętny do zabawy, towarzyski, niezwykle przymilny, zabiega o kontakt z człowiekiem. Zajęła się nim profesjonalna psia fryzjerka, która sprawiła, że Barry jest jeszcze piękniejszy. :) Podczas zabiegów pielęgnacyjnych był niezwykle grzeczny - zdjęcie z wejścia do schronu i jego zachowanie świadczą o tym, że był to dla niego chleb powszedni. Idealny pies do domu z dziećmi. Będzie wspaniałym i wiernym towarzyszem rodziny. [/SIZE]
  25. Chyba to drugie.
×
×
  • Create New...