-
Posts
575 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by L/Olka
-
[quote name='asiuleczka7907']A u nas klapa moja niunia wchłonęła wszystkie szczeniaczki a do tego złapała jakąś infekcje i skończyło się antybiotykami i zastrzykami Będziemy próbować jeszcze raz na następną cieczkę[/QUOTE] Przykro. No to jakiegoś pecha miałyśmy. Ja 18.02 (6 dni przed ewentualnym porodem) mam zrobić usg i ew rtg, żeby zobaczyć, czy suka utrzymała to jedno szczenię...
-
[quote name='grzybnia']No i jest wynik. Dziś ósmy dzień cieczki. czyli mamy: 7 dzień 3,24 8 dzień 7,44 Planujemy jechać do repa w czwartek (10 dzień) dojedziemy pewnie wieczorem.Nie będzie za późno? Suka jeszcze nie staje do krycia, pies tez bardzo umiarkowanie zainteresowany.[/QUOTE] Wiesz, to jeszcze zależy, jak teraz będzie skakał ten progesteron. Myślę, że krycie w czwartek będzie optymalne, chociaż ja bym kryła dziś. Nasienie "przechowuje" się w suce nawet do 7 dni, więc wolę wcześniej, niż za późno. Ale np hodowca, do którego jechałam, a hoduje od lat 30- kryje dzień po tym, kiedy suka ma progesteron 12. Każdy ma inne doświadczenia. W każdym razie: powodzenia!
-
[quote name='grzybnia']Kurcze, proszę o rady! Niestety przegapilismy skok progesteronu :( Wczorajsze, pierwsze badanie (wynik dostałam dzis) w 7 dniu cieczki wykazało 3,42. Dzisiaj będę powtarzać ale jak myslicie kiedy jechać do repa (Węgry)??? Póki co domowy samiec nie interesuje się suką a i ona nie jest chętna.[/QUOTE] To jeszcze nie skok - i tak musicie czekać na owulację. Zakladając, że przyjmuje się, że jest ona przy progesteronie 5-6, a kryje sie dwa dni po niej - to jeszcze macie czas. Być może dziś przekroczy ten poziom i wtedy na czwartek szykujcie się na krycie. Tak czy siak walizke trzeba spakować. --------- A ja robiłam wczoraj suce usg, w 28.dniu od krycia - i marnie to wygląda. Wetka widzi tylko jedno szczenię. Zobaczymy, czy suka je utrzyma... Bo obawiam się, że było ich jednak więcej i zresorbowała resztę.
-
[quote name='L/Olka']Wczoraj, dzień 14, wynik: 1,7. Więc mam nadzieję, że zaczyna to iść w dobrą stronę.No może poza tym drobnym faktem, ze się chyba wpasujemy z wyjazdem akurat na święta ;-)[/QUOTE] a ciąg dalszy wygladał tak: dzień 15: 1,8 dzień 16: 4 dzień 17: 8,4 - oczywiście Wigilia, bo jakże by inaczej ;-) Wyjechaliśmy 24.12. po północy i następnego dnia pierwsze krycie ( dzień 18, jakieś 30h po wyniku 8,4), jeszcze następnego rano drugi raz. Musielismy inseminować, ponieważ suka jej sporo wyższa od psa. Poza tym burczała na niego, jej niezależność nie pozwalała, żeby się na niej uwieszał ;-) Za to następnego dnia, to drugie krycie - niby warczała, ale sama się nadstawiała i prężyła do niego. Dni chyba idealnie trafione. Także czekamy...
-
Wczoraj, dzień 14, wynik: 1,7. Więc mam nadzieję, że zaczyna to iść w dobrą stronę.No może poza tym drobnym faktem, ze się chyba wpasujemy z wyjazdem akurat na święta ;-)
-
[quote name='Aziza']Nie pamiętam wyników mojej suki z ubiegłego roku, ale kryłam ją 21 dnia cieczki, była dziewiątka maluchów.[/QUOTE] dzięki za odpowiedź. A nie pamiętasz, czy ten progesteron w ogóle jej rósł? Czy utrzymywał się na taki niskim poziomie? Tak naprawdę teraz to u nas loteria. Mogę tylko badać co te dwa dni, póki ma cieczkę.
-
Tak czytam te wszystkie posty o progeteronie od pewnego czasu, ale takiego przypadku jak nasz - się na doszukałam. Fakt, suka ma 5 lat, ale cieczki dość regularne jak do tej pory. Szykuję się do krycia, zrobione usg, badania krwi, wetka ją obejrzała. Pierwszą kroplę "wydusiłam" z niej 6.12, ale potem nic się nie działo, więc cieczkę liczę od 8, kiedy faktycznie zaczęła plamić. Wyniki progesteronu: dzień 3: <0,2 dzień 5: 0,38 dzień 7: 0,2 dzień 9: <0,2 dzień 10: 0,25 dzień 12: 0,21 Suka opuchnięta, zaczyna się powoli interesować psami, widać zmiany w jej zachowaniu. Osttanie badanie robiłam wczoraj. zaczęła powoli odstawiać ogon, no a wynik 0,21. Zastanawiam się, jak długo ją jeszcze badać... Czy miał ktoś podobne doświadczenia?
-
Kochani, nadszedł niestety ten moment, że muszę przekazać złe wieści. Nasza Misia nie żyje ;-( W nocy z niedzieli na poniedziałek Pani zauważyły, że rozjeżdżają jej się łapki, są lekko sztywne. Pojechały na Książęcą pilnie do weta. Przejrzał wszystkie wyniki badań i uznał, że są to pewnie przerzuty na kręgosłup. Dał jej jakiś zastrzyk, żeby lepiej się poczuła i rano miały zgłosić się na dalsze badania itd. Misia zmarła w nocy Paniom na rękach... Oczywiście są podłamane, ale też cieszą się, że nie musiały podjąć decyzji o uśpieniu jej, że się nie męczyła i że do ostatniej chwili była głaskana i kochana. Dziękują bardzo Wam wszystkim za pomoc i za to, co dla niej zrobiliście. Ja również. Myślę, że my dziękujemy Paniom, z a to, że Misia tak cudownie spędziła ten czas - z pełnym brzuszkiem, z zakochanymi w niej właścicielkami. Niczego jej nie brakowało. (jesli chodzi o kwestię rozliczeń, to z tej sumy (276zł) kupowałyśmy dwukrotnie karmę, 2 x 99zł, czyli 198 zł, szczepienie kosztowało 60 zł. Czyli u mnie zostało 18 zł. Jest też jeszcze pół worka karmy. Proponowałam Paniom zwrot pieniędzy za tę ostatnią wizytę itd, ale absolutnie nie chcą. Proszę o decyzję, jak rozliczamy te 18zł i co z karmą).
-
z mojej konsultacji jednak niestety nic nie wyjdzie. Co robimy, jak myślicie?? Olu, czy dostałaś smsa z prośbą o zamówienie karmy. Totalny brak :/
-
ja jeszcze nie zdołałam skonsultować. Co do badań, pewnie kosztują... Co do kroplówek - nie sądzę, żeby Panie dały radę ją wozić. Nie mam pojęcia, jak to teraz zorganizować. Co myślicie? Co robimy??
-
Zdjecia wysłane, wiem, że dsoszły, bo Lulka potwierdzała. Także niedługo pewnie je wstawi. Wczoraj moja mama wysłała też skany badań - może uda sie skonsultować. A Misia w doskonałym humorze :D
-
tak, załatwię to jakoś. Postaram się dziś / jutro Ci je wysłać. Zdjęcia doszły?
-
Pieniądze przekazane :) więc już za badania/weta rozliczone jesteśmy. Zrobiłam nawet ze trzy zdjęcia :) Moja mama jeszcze dziś wyśle je Lulce mailem :) Natomiast Misia znów ma rozwolnienia :( Wtedy, po badaniach krwi, jak Panie rozmawiały z weterynarzem - to powiedziano im, że ten wynik najpewniej wskazuje na przyrzuty. Obstawiali wątrobę - stąd to usg. Ale po usg, w którego o przerzutach nie ma mowy i na którym nawet węzły chłonne są bez zmian - kazali się kontaktować z lekarzem prowadzącym. Tylko znów nie do końca wiemy, kto jest teraz tym prowadzącym wetem... Moja mama skontaktuje się ze znajomym weterynarzem - co prawda z daleka jest, ale może coś przez telefon nam powie. Ja tez postaram się mailowo wykombinować konsultację, może komuś z Was też się uda.
-
kurcze, nie dają mi spokoju te Misiowe wyniki badań... Na pocieszenie - efekty zbiórki :) Powiem Wam, że Misia wcale nie jest taka zapomniana, jak widać. Są jeszcze osoby, które nadal o niej pamitają, są też osoby nowe. Powiem Wam, że są na tej liście osoby, których nie znamy, nie są nawet z naszego miasta - a odpowiedziały na maila z prośbą o pomoc suni. Odpowiedziały - wpłatą pieniędzy. Nawet nie wiemy, jak im podziękować... No więc tu wklejam ogromne podziękowania za pomoc tym, na którk Wych możemy liczyć :loveu: Dziękujemy !! :loveu::loveu::loveu: a lista roliczeniowa u mnie wygląda tak: 40,00 stare w gotówce 100,00 Agnieszka i Bartek, kolejny raz :loveu: 10,00 Wojtek W. 20,00 Iza i Attila 50,00 P.Dorota - "matka chrzestna" Misi, też po raz kolejny :loveu: 40,00 P.Ewa W, również o nas nie zapomniała :loveu: 20,00 ja i moja mama i dwie Panie, których nie znamy, które nie znają nas i którym tym bardziej dziękujemy za pomoc i zaufanie 100,00 p.Beata Wyrzykowska 200,00 p.Barbara Grabowska a to daje nam kwotę: 580,00 :multi: odejmuję od tego 304 zł, za te badania, które już były. Czyli na chwilę obecną w porfelu Misi u mnie mamy 276,00. Proponuję, że te pieniądze zostawię na razie u siebie na ewentualne dalsze wizyty u wetów. A pieniądze, które sa u Lulki - niech będą na karmę. Jak gdzieś czegoś zabraknie,to będziemy kombinować :)
-
Słuchajcie - podrzucam, bo to ważne. Może zawita na wątek ktoś nowy, może zauważą nas ci, któryz juz rok temu kibicowali Misi... Poczytałam właśnie sam początek wątku. Wiecie, że mija rok... 10.10 Lulka pierwszy raz o niej napisała, ja dołączyłam 12.10... :)
-
[quote name='Lulka']to bardzo ma niedobre te wyniki :( AP moze swiadczyc wlasnie o nowotworze, a na USG nic nie wyszlo tak? czy ci lekarze cokolwiek powiedzieli na to AP?[/QUOTE] nikt nie powiedział nic. USG niemal identyczne jak w lutym - wszystko całkiem ok. Podobno przy przerzutach złe byłyby też inne wyniki, a nie tylko to ALP. Postaram się skonsultowac telefonicznie z jakimś innym wetem, Was proszę o to samo. Może komuś coś wpadnie do głowy. Tylko te złe wypisałam, cała reszta idealnie w normie. Co do kasy to robimyteż z mamą zbiórki - podliczę co i jak i napiszę, może jutro, może w środę. Więc zbierajmy i zaraz wymyślimy, co gdzie przelać . Na pewno musimy ściągnąć tu więcej osób, bo zaraz może zajść potrzeba kolejnych badań...
-
[quote name='Lulka'] dowiedz sie prosze ile za leczenie sie nalezy ;-) To mam trzy kwitki: 105 za usg 135 64 (jedno za antybiotyki i wizytę, drugie za badanie krwi). To daje 304 zł :( Mam dla Misi na razie 40zł, w weekend spróbujemy też zrobić z mamą jakąś zbiórkę. Ale zaczyna być ciężko... Co do wyników krwi: Poza normą mamy tylko: MCHC 22,7 (norma 19,8-22,3) glukoza 62 (norma 70-120) kreatynina 0,7 (norma 1,0-1,7) albuminy 29,0 (norma 33-56) no i to nieszczęsne: ALP 1114,0 przy normie 20 - 155 ... W lutym było tego ok 550, a teraz już dwa razy tyle.
-
wygląda na to, że wszystko się na razie uspokoiło. Była przeleczona antybiotykiem i jest ok. Postaram się dowiedzieć czegoś więcej, ale rzadko bywam w domu. Prosiłam Panie, żeby przyniosły mojej mamie jakąś rozpiskę do rozliczenia, ale jeszcze się nie zgłosiły. Jak się zgłoszą, to mama na pewno je wypyta. Obawiam się tylko, że potzrebna nam będzie jakaś dodatkowa kasa... bo i karmę niedługo pewnie trzeba będzie zamawiać, a już konto Misi szczuplutkie :(
-
Słuchajcie, piszę dopiero teraz, bo wszystko się szybko działo. A ja mam dostęp do komputera bardzo rzadko, więc nie zaglądam tu prawie w ogóle. Misia miała straszne problemy z brzuszkiem - rozwolnienia, które dłużej trwały. Po paru dniach Panie zdecydowały sie zawitać na Gagarina, dostała antybiotyk, ale nie pomogło. No i z badań krwi wynikło, że to coś (?) co miała wtedy tak powiększone w wynikach - powiększyło się jeszcze bardziej. Wet uznał, że ten wynik plus rozwolnienie to może być kwestia przerzutów. No i na wczoraj pojechały przerażnone na USG. Ale wygląda na to, uff, że wszystko jest ok :) Czekam na rozliczenie jakieś od nich, nie wiem, jak jesteśmy teraz z kasą Misi. Dam znać, jak Panie podliczą to wszystko, na razie założyłam trochę i jakos starczyło.
-
o matko, tyle czasu nas u Misi nie było ?? wstyd ;-) No więc tak - po ostatniej zorganizowanej przeze mnie dostawie karmy - już tylko reszteczki zostały, więc będzie nam potrzebne jedzonko. Paniom bardzo bardzo głupio z tego powodu, bo mówią, że ona już taka "ich" - ale wiem, że im ciężko i nie bardzo dadzą radę same. A że deklaracje i umowy były, jakie były, to chyba pomagać będziemy dalej. Lulko, czy Misię stać jeszcze na papu?? A druga rzecz - to nieszczęsne posłanie. Leży w schowku,nikt nie korzysta. Panie mają jakąś znajomą, która bierze ze schronu suczkę po przejściach - i pytają, czy macie na to posłanie lepszych chętnych. Powiedziałam, że zapytam, bo wiem, że Lulka jakiś plan co do posłania miała. Więc czekam na decyzje. Poza tym Misia radosna, wesoła, wścieka się na wszystkie koty i je próbuje ganiać. Broni właścicielek, jeśli uznaje, że trzeba ;-) a poza tym kochana jak zawsze :)
-
no, relacja pełna. Upieram się przy jednym - trzeba ją przetrzymać. Chociaż to zajmie trochę czasu. Np. nakarmić, może być czymś rozwodnionym i cały czas obserwować. I po prostu łazić za nią i nie spuszczać jej z oka. Jak trzeba ją spuścić z oka, to odizolować. Czy jest klatkowana? Jeśli tak, to świetnie - zamknąć, w klatce raczej się nie załatwi. I tak, pod stałą obserwacją, kiedyś będzie musiała się załatwić. Można ją też na spacerze przetrzymać, ale tak jak pisałam - po prostu znudzić. Bo jak chodzi i wącha, to niby powinna się załatwić, ale tylko "niby". Ten trawnik jest dla niej jak gazeta. A jak książka jest dobra, to się nie myśli o potrzebach fizjologicznych ;-) Jest młodziutka, więc w grę wchodzą też masaże brzuszka. To trochę poruszy jej jelitka itd. Oczywiście to najlepiej działa u małych szczeniorków, ale do 6miesiąca mam wypróbowane, więc jest jeszcze trochę czasu ;-) Z innej strony normalnie szczeniakom w tym wieku jeszcze się pewne rzeczy odpuszcza. Trzeba założyć, że jeszcze nie ma tragedii, że wszystko jest do zrobienia, na spokojnie. I że może jej się zdarzać jeszcze. Ale oczywiście im szybciej się ją nauczy, tym lepiej. Sęk w tym, żeby załapała, że to są sprawy do załatwienia na spacerze. A tego nie załapie, jeśli jej za to przynajmniej parę razy nie nagrodzimy. A może zabierzcie ją na całodzienny piknik, na działkę, na grilla do znajomych, do lasu - gdzieś w końcu poczuje, że musi ;-) Dziwi mnie tylko, że szczeniak w tym wieku załatwia się tak rzadko. I teraz tak: jeśli ona ma z tym jakiś problem (w sensie "psychiczny") to może trzyma, żeby nikt jej nie zobaczył (wyluzowany szczeniak, który po prostu nie rozgranicza, gdzie się sika - będzie siusiał przy właścicielu, bez problemu). Uważałabym z karceniem jej, nawet jeśli ją przyłapiemy na gorącym uczynku. Możemy, niestety, osiągnąć odwrotny cel - ona nie załapie przesłania "nie sikaj w domu" tylko na przykład: "nie sikaj, jak ludzie patrzą, bo wtedy krzyczą". I stąd się często bierze osobny problem- że pies nie chce się załatwiać przy nas, więc automatycznie nie robi tego na spacerze - bo nad nim stoimy. Dlatego na początek - zastawcie "stałe" miejsca, odizolujcie ją w miarę możliwości, spacery częstsze, dłuższe i przeplatane z tymi nudnymi. Trzymam kciuki i czekam na wieści. Może przez weekend się coś ruszy - będzie pewnie więcej czasu na eksperymenty ;-)
-
[quote name='Kociabanda2'] Pomysł z behawiorystą jest chyba z tego wszystkiego najlepszy. Specjalista najlepiej podpowie. Znam na dogo jedną dobrą behawiorystkę :) Zaraz wyślę jej pw. Może znajdzie chwilę, by do nas tu wpaść i coś poradzić :)[/QUOTE] no nie mów, że to o mnie :oops: przyznam, że nie dam rady teraz przebrnąć przez cały wątek, ale bym prosiła o pw z wiadomością,w jakim wieku jest suczka, czy załatwia się w jednym miejscu, w jakiś konkretnych momentach, czy zawsze. I jakie próby były podjęte. Starndardowo trzeba zagrodzić porządnie miejsce, w którym najczęściej się załatwia. Dobrze też po jedzonku obserwować, kiedy będzie się wybierać w tamtą stronę. A wtedy za łeb i na spacer ;-) jeśli zdarzy się po drodze, to na ręce i na spacer :) (mam nadzieję, że nie waży 50 kg ;) ). Jeśli nie pomoże spróbowalabym tak - po jedzeniu odizolować ją. Jeśli np nigdy nie załatwiła się w łazience, to tam ją ulokować. I po jakimś czasie na spacer. A na dworze nie ma wyjście - uzbroić się w cierpliwość i parę razy ją przetrzymać tak długo, jak to będzie konieczne. Jeśli nie siusia, bo jest zbyt aktywna - to stać w jednym miejscu i czekać, aż jej się wsz znudzi. Ja pierwszy raz tak moją sukę musiałam przetrzymać 45minut. Już tak jej się nudziło, że zaczęła siusiać. Następnym razem poszło szybciej ;) Czasem pomaga załatwianie się zepsołowe - na wspólny spacer z drugim psem i niech patrzy, za co ten drugi dostaje nagrody. Tego typu przypadki fajnie jest też nauczyć siusiania na komendę, to naprawdę pomaga. Czyli jak siusia to jej nie tylko dawać nagrodę, ale też mówić np "siusiu". Jak załapie, to nawet jak się jej nie będzie chciało, to będzie kucała i "udawała" - żeby dostać nagrodę. A to pomaga - bo psa zainteresowanego wszystkim innym, lękliwego itd można szybko namówić do załatwienia się. Dobre też jak np bardzo nam się spieszy. to tak na szybko, jak się dowiem czegoś więcej, to postaram się też więcej napisać. Lolka pozdrawia Lolkę ;-)
-
Mania-Majka zamieszkała w nowym domku na Bemowie
L/Olka replied to esperanza's topic in Już w nowym domu
Tyyyyyle czasu już minęło... Mamy jakieś wieści o Majeczce?? -
Borys - poharatany pysk nie jest już sam. Ma swojego "ludzia" - Beatę
L/Olka replied to kosu32's topic in Już w nowym domu
[quote name='kosu32'] Przypomnę się też psiej Pani trener by odwiedziła wątek Borysa. Może Ona podrzuci jakieś pomysły względem rozruszania malucha podczas spacerów i niezniszczalnych zabawek, które przetrwają dłużej niż jeden dzień.[/QUOTE] aaa, to chyba o mnie ;-) Nie było mnie na dogo chyba ze 3 miesiące... Owszem, podczytywałam po cichu, nie ukrywam ;-) Ale taki mam teraz nawał wszystkiego, że starałam się nie angazować za bardzo. Teraz jestem; myslałam, że będzie chodziło o jakieś sugestie - a tymczasem trafiłam w sam środek jakiejś paranoi :shake: Mam tylko nadzieję, że ta cała sytuacja nie wpłynie w żaden sposób na samego Boryska, że jego nowa Pani się nie wystraszy i że wszystko będzie się dalej spokojnie i powoli układało... jeśli chodzi natomiast o Boryskowe rozruszanie, to musiałabym wiedzieć coś więcej. Opiszcie proszę, na czym dokładnie polega problem i jakie są oczekiwania. hm,no i ponieważ obiecałam kiedyś jakąć większą sesję szkoleniową :eviltong: to propozycję podtrzymuję a Boryśka i nową Panią chyba zaprosimy również. Tylko ze mną to teraz ciężko, więc tak najwcześniej to bym myslała ostatnim tygodniu czerwca / początku lipca. Hm, no jeśli oczywiście nadal jest ktoś chętny :)