Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Pokerku, baaaaaardzo chciałabym wrócić, ale na razie to nie będzie możliwe, a już na pewno nie w "pełnym wymiarze" :( Nie, to nie "moja" Chmurka jest teraz Imcioszkową idolką :) Na Gigę też przyjdzie pora - naprawdę uwierzyłam, że w psich adopcjach WSZYSTKO jest możliwe :D
  2. Maryniu - Imka sobie radzi, to i Siolka da radę!!!! :)
  3. Mój stworek przecudny!!!!!!! Kasia, w sierpniu do DoPiaka jadę - może się na poadopcyjną kopsniemy? ;) A przy okacji Luizę zwiedzimy! :D
  4. Ech, ja też chcę mieć TAKIE wakacje!!!!! :)
  5. Cudne zdjęcie!!!!! Pola na rączkach - tak właśnie miało być! :) Gratulacje dla Jędrka, pozdrowienia dla CAŁEJ RODZINY :D
  6. NIe było nastroju do fotek - ziąb był niemożebny, siedziałam pod kocem, padało i było strrrrrrasznie niepogodnie! Na szczęście towarzystwo było doborowe, jedzenie - przepysznościowe!!!!! :) W sierpniu wracam i mam nadzieję, że tą razą pogoda nam dopisze i się nad Rabę wybierzemy :)
  7. Ależ niespodzianka, Wawerku! Dziękuję :) A ja oznajmiam, że cuda się zdarzają!!!!! Imka ma dom po detowaniu się u nas rok i 10 miesięcy!!!!!
  8. Kochane Dziewczyny! Jestem bo muszę! A muszę, bo muszę Wam oznajmić, że Imka ma DOM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I jest to najlepszy dowód na to, że nie wolno tracić nadziei, poddawać się. Trzeba wierzyć, że się w końcu uda! Wierzyć w cuda i w załączenie się "wersji eksportowej" ;) A było tak... Dwa tygodnie temu spędzałam przemiły weekend u DoPi. W poniedziałek już się zbierałam do wyjazdu, a tu nagle... telefon. "Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia dotyczącego adopcji psiaczka" - "A którego?", zapytałam zaskoczona i pierwsza moja myśl - Igła! A tu pani mówi, że chodzi o Imkę. "Ma pani już psiaka?" - "Tak, adoptowałam sunię 3 tygodnie temu, z podkrakowskiej fundacji".."A gdzie pani mieszka?" "W Warszawie (centrum), w boku, na IX piętrze"... Skrzydełka mi lekko opadły, ale rozmawiamy dalej! Przy adopcji pierwszej suni (Chmurki) pani miała wiele obaw. Była przygotowana na wiele miesięcy pracy, nauki, sikania w domu. A tu niespodzianka - po kilku dniach z Chmurki zrobiła się Warszawianka pelną mordką. Uprzedziłam, że z Imką nie będzie tak łatwo i z pewnością będzie do mega wyzwanie! ;) Pani się nie zraziła, umówiłyśmy się na spotkanie u nas, żeby mogła zobaczyć Imkę w jej "naturalnym środowisku". Przywiozłam panią (bo nie zmotoryzowana) we środę. Imka doskonale wie kiedy goście przychodzą do nas, a kiedy do niej... Tak więc nie pokazała się z tej swojej najlepszej strony. Ale pani udało się ją nieco obłaskawić - smaczki zrobiły swoje. Potem pani zaproponowała, żebyśmy wyszły na spacer.. Złapanie małego diablątka nie było proste, ale się udało. Zabrałyśmy Lili do towarfzystwa. Początek było trudny, bo Imcioszek przywarł do ziemi i ani myślał spacerować, ale że Lili parła do przodu jak czołg, w końcu i ona się odważyła i potem już szło całkiem sprawnie. Pomimo lejącego deszczu, przeszłyśmy spory kawałek. Najpierw ja trzymałam smycz, potem pani Dominika, która cały czas mówiła do Imki i zachęcała ją do maszerowania. Odwiozłam p. Dominikę do domu i umówiłyśmy się, że obie przemyślimy sprawę. Założyłyśmy, że dla bezpieczeństwa nas obu i Imki podpiszemy ma razie umowę na dom tymczasowy. Nazajutrz się zdzwoniłyśmy i stwierdziłyśmy, że jeśli nie spróbujemy, nie będziemy wiedziały czy się uda... Ponieważ znów wyjeżdżałam już w czwartek, umówiłyśmy się na telefon w poniedziałek. Zadzwoniłam i postanowiłyśmy, że zawiozę Imkę do Warszawy we wtorek (12 lipca). Ponieważ Marysia poprosiła mnie o towarzyszenie jej przy wizycie PA dla Fasolki, pojechałyśmy obie (Marysiu, bardzo Ci dziękuję,:)). Zahaczyłyśmy o lecznicę, bo Imcioch miał przeterminowane szczepienie p-ko wściekliźnie. Przy okazji wzięłam dla niej tabletkę na odrobaczenie oraz KalmVet dla wsparcia tych trudnych chwil. W drodze do Wwy Imcia grzecznie siedziała na fotelu pasażera, ale była podenerwowana. Gdy dotarłyśmy na miejsce, przeniosłam ją na rękach z samochodu na pobliski trawniczek, gdzie umówiłyśmy się z p. Dominiką i Chmurką. Imka nawet zrobiła kilka kroków i... kupę :D Chmurka okazała się dość nieśmiałą sunią w pierwszym kontakcie. Usiadła sobie na trawniku i udawała, że Imki nie widzi. Imka chwilę trwała bez ruchu, a potem podczołgała się do Chmurki, zaczęła ją lizać po pyszczku i się do niej przymilać. Drogę do klatki pokonała sama, ale wejście przez drzwi i winda - to już było zbyt straszne! W mieszkaniu puściłam ją ze smyczy. Chwilę leżała w przedpokoju, ale potem wstała i poszła za Chmurką, a nawet sama dotarła aż na balkon!!! W końcu weszła pod krzesło, na którym siedziałam, a po dłuższej chwili przeniosła się na posłanko obok Chmurki! Gdy wychodziłyśmy, przyszła do przedpokoju, ale z nami się nie wybierała. Od tego momentu dzwoniłam do p. Dominiki 2 x dziennie i za każdym razem wieści były coraz lepsze! :) Potężny stres trzymał ją jeden dzień - nie jadła, nie załatwiała się. Ale drugiego dnia zjadła z ręki swojej młodej Pańci - 9-letniej Nastki. Na spacerku szła dzielnie za Chmurką (zatrzymuje się tylko jak smycz się napnie). Nasiusiała tam, gdzie wcześniej Chmurcia i... sama weszła na klatce po schodach i weszła do windy!!! Powoli zaczynam wierzyć, że czas spędzony u nas nie poszedł na marne, że teraz Imka z tego korzysta. Potrzebowała po prostu kolejnych bodźców, żeby iść naprzód! Pani Dominika jest bardzo spokojną i empatyczną osobą. Nastka to niezwykle urocze dziecko, bardzo uważne i wrażliwe. W domu jest jeszcze 15-letni Roch, ale aktualnie wyjechał wakacyjnie nazajutrz po przybyciu Imki i już nie może się doczekać, kiedy wróci :) Coraz odważniej myślę o tym, że mam już tylko... 4 psy ;) I że Imcioszek wreszcie zawitał do portu docelowego... Dałam p. Dominice wolne od moich nękań przez weekend, ale uprzedziłam, że w poniedziałek będę dzwonić :) Jeśli chodzi o finanse - wpisałam w rozliczenie koszt karmy za kwiecień, maj, czerwiec i 12 dni lipca (uśredniłam koszt) + szczepienie + odrobaczacz + Kalmvet. Na psim koncie zostało 37,70 zł. Poczekam jeszcze chwilę z rozdysponowaniem tej kwoty, może do momentu podpisania umowy stałej... Tak na wszelki wypadek ;)
  9. Bardzo dziękuję! :) Niestety, od jutra znowu zniknę.... Postaram się zajrzeć w weekend. Persiczkę ogłosiła wczoraj Sławka siostra i oczygwizdek są już telefony (rasowiec to rasowiec :(). Jeden domek wygląda interesująco... zobaczymy.
  10. U nas z Kreski jest taka podróżnicza śpiewaczka. Ja tego nie znoszę!!! Droga do lecznicy jest nie do wytrzymania - za każdym razem mam ochotę ją wysadzić już po pierwszym kilometrze ;)
  11. A ja niestety nie dojechałam nad morze, bo się plany pozmieniały. Nie tracę jednak nadziei, że niebawem mi się uda (choć wiadomo czyją matką nadzieja bywa ;))
  12. O kurczaki, ale niespodzianka ze zdjęciami :) Z Polci to już pies pełnodomny :D Buziaczki zostawiam!
  13. Witanko :) U nas też wreszcie bzik zakwitł! Mieliśmy już duuuuże krzaki, ale kilka lat temu przyszła powódź i... uschły. Coś tam przez kilka lat z rzędu odbijało, walczyło i wreszcie w tym roku... zwyciężyło! :D
  14. Dziewczyny Kochane - a ułożyłaby któraś tekst do ogłoszeń? Taki właśnie obiektywno-optymistyczny? Bo ja chyba za dobrze Imkę znam i za bardzo się boję tej ewentualnej adopcji :( O fotki się postaram - pewnie dopiero w weekend. Dziś wreszcie weszłam na dogo, bo mam nieoczekiwanie dzień urlopu i zwyczajnie rzuciłam wszystko, co powinnam zrobić, żeby wreszcie nadrobić psie zaległości ;)
  15. Hihiii... U mnie też ekipa w komplecie towarzyszy mi we wszelkich łazienkowych "akcjach". I jeszcze ubrać się nie można normalnie, bo głównie Gapcia tupta wokół mnie jak nakręcony bączek :) Jestem jeszcze Wam dłużna wieści od Czteusi - z baaaaaaaaaardzo dawna, tj. z drogi autem z Polski do Helsinek ;) Czteulec dzielnie zniósł podróż samochodem, chociaż wierciła się po wyjeździe z Warszawy jakby ją mrówki oblazły, to siedziała to stała i tak na okrągło (zdjęcia 1-3). Na szczęście w okolicach Białegostoku załapała, że podróż na leżąco nie jest taka zła:) (4). Przerwy miałyśmy w zasadzie dość krótkie, na dłużej zatrzymałyśmy się na plaży w okolicach Rygi. Zawsze się tu zatrzymuje, piękne piaszczyste i zupełnie puste plaże są miłym przerywnikiem, Czetka też to doceniła, po tak długiej jeździe tylko śmigała po piachu jak mały odrzutowiec (5-9). No i zawsze w podróży pozwalam sobie na nieco szaleństwa w fast foodach, Czetce też pozwoliłam, hamburger z bekonem i frytki bardzo nam smakowały:) (10). Przy wjeździe na prom dostałyśmy kartę informacyjną 'Pet on board' (11), dokumentów Czetki natomiast nikt nie kontrolował. Na promie zasiadłyśmy sobie w barze, wybrałam miejsce na uboczu na tyle na ile się dało ale Czetulec był mocno zestresowany: sporo ludzi, hałas, wibracje silnika, za dużo tego wszystkiego było na raz (12). W barze nam minęła podróż promem, tylko na koniec zwiedziłyśmy górny otwarty pokład ale wiało okrutnie wiec to był bardzo krótki spacerek (13). Czetka bardzo była zainteresowana mewami, widziała je już wcześniej ale po raz pierwszy latały niżej, a ona patrzyła na nie z góry:). W domu mogła nareszcie odreagować zasypiając na łóżku w 5 minut po przyjeździe, no ale jest usprawiedliwiona, 1,5 dnia w podróży dało jej się we znaki (14). Tak porównując to nawet ten pierwszy lot samolotem był chyba mniej stresujący dla Czetulca niż nasza podróż samochodem. Po pierwsze samochód, Czetka sama do samochodu nie wsiadała (od wczoraj czas przeszły), bała się gdy brałam ją na ręce i wkładałam do samochodu - w samochodzie w momencie gdy była już na siedzeniu było ok., dalej - mnóstwo nowych miejsc np. stacje benzynowe (zostawała sama w samochodzie na czas zapłaty za tankowanie-po powrocie wymownie dawała do zrozumienia-znowu mnie zostawiłaś), hotel (niemal każdy chciał ją głaskać, a u Czecika to tak łatwo nie idzie), prom (bała się podczas wjazdu i wyjazdu, ciemno, hałas). No ale dałyśmy radę, a Czetulec wczoraj zabrany na przejażdżkę nad morze dał się namówić na samodzielne wejście do samochodu:) I cwaniara już wie, że w momencie kiedy ruszam najlepsza opcja to wyłożyć się na leżąco. Będziemy dalej trenować. Pudliczkę sąsiadki przywitała z takim entuzjazmem jakby była jej najlepszą przyjaciółką nie widzianą od lat! W załączeniu fotki z podróży ponumerowane chronologicznie, a numery dodane do opisu powyżej.
  16. Uprzejmie donoszę, że a) ŻYJĘ! ;) i b) Melcia już po sterylce :) Odbyła się już blisko 2 tygodnie temu, w naszej lecznicy, operowała dr Marta w asyście dr Kasi. Państwo bardzo przejęci, ale przy naszym wsparciu dali radę (wszyscy troje ;)). Jutro Melania przyjeżdża do lecznicy na zdjęcie szwów, bo choć to dalej z Wwy niż najbliższa przychodnia, Państwo zauroczeni "obsługą" i podejściem i będą tu przyjeżdżać już z każdym psim problemem, ze szczepieniami włącznie :) No i fajnie, bo będę miała okazję Melciocha spotykać :D Waży CAŁE 5 kg, urosła (najbardziej w... uszach!), jest przekochana i przemądra. Chodzi do szkoły i choć jest najmniejsza, jest najbardziej pojętnym i najbardziej... skocznym uczniem :D
  17. O matko, ale się dzieje! Szczerze mówiąc, to ja z Imką też bym chętnie taki eksperyment przeprowadziła. Skoro Giga tak sobie dobrze radzi, Imka powinna sobie poradzić jeszcze lepiej! Tylko póki co, nie mam gdzie jej eksperymentalnie umieścić ;) Po ludzku współczujemy tym naszym strachulcom, ale myślę, że Poker ma rację - one potrzebują innych bodźców niż te, które już u nas poznały na wylot!
  18. Dziewczyny - jesteście PRZEKOCHANE!!!! Niewielu ludzi się w moim życiu o mnie tak martwiło :) Niestety, moja sytuacja zawodowo-prywatna nie sprzyja tak częstej obecności na dogo jak kiedyś. Jeszcze bardziej nie sprzyja wzięciu na tymczas kolejnego psiaka czy kota (a jest w lecznicy cud urody persica, która baaaaaaaardzo źle znosi pobyt wśród innych czekających na dom kotów :(). U nas bez zmian - Imka wciąż na wydaniu, telefonów zero. Ewu do mnie dzwoniła, proponowała ogłoszenie w ichniejszej lokalnej gazecie. Może trzeba spróbować? Choć adopcja tak daleko już mnie przeraża!!! Najlepszym rozwiązaniem byłby inny tymczas - miejsce, gdzie ktoś miałby po prostu więcej czasu. Jestem przekonana, że w obecnym Imkowym stanie, naprawdę niedużo pracy wymagałoby jej dalsza socjalizacja, a tym samym szanse na adopcję. Choć nadal musiałby to być dom z drugim psem. Mam dwa kiepskie zdjęcia, ale nie mogę wstawić :(
  19. Dzięki, Kasia za relacje! :) Czas wolny - co to takiego?!?!?!? Ech... :(
  20. U nas też. Chyba musimy się odważyć i ogłosić gdzieś dalej...
×
×
  • Create New...