-
Posts
744 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gunia
-
Właśnie, w sobotę na miejscu będzie wszystko wiadomo i mam nadzieję, że nam się uda ją złapać. Liczę na to, że miot Malwiny jest nieliczny. A wiadomo co z hotelikiem? Bo Towarzystwo nie zgodzi się na zabranie psa jeśli nie będzie wiadomo gdzie ma trafić. Sterylka narazie odpada, więc nie może trafić do lecznicy.
-
Tosiu, w takim razie źle zrozumiałam, przepraszam. Skontaktuj się ze mną jak możesz.
-
Tak właśnie sprawa wygląda. Więc o tyle dobrze, że Malwina się nigdzie nie ulotni i Towarzystwo ma na nią oko, Zuzka dokarmia (dziś ma do niej zajrzeć i mam nadzieję, że nie zastanie jej ze szczeniakami). W sobotę planujemy pojechać i ją stamtąd zabrać. Może pójdzie nam lepiej gdyż będziemy mieli więcej rąk do pomocy. Tylko warunek jest jeden: musi mieć na pewno załatwiony na sobotę jakiś kącik w Warszawie, czy od razu w hoteliku czy też w lecznicy a potem w hoteliku. To jest najważniejsze bo bez tego nic nie zdziałamy. W ostateczności może trafić do Łomianek, a najlepiej gdyby trafiła do hoteliku. Prosiłabym też bardzo o nie podsycanie napięcia na forum, i o nie wprowadzanie nikogo w błąd, gdyż to nie polepsza sytuacji Malwiny. W razie czego proszę się kontaktować z Zuzką telefonicznie, ze mna zresztą też. W piątek będziemy już wiedzieli na czym dokładnie stoimy i na pewno ktoś napisze rzetelne informacje na ten temat.
-
Moim zdaniem Tosia ma 100% racji, chociaż może to godzi się z pojęciem etyki. Takie radykalne rozwiązania są jednocześnie obietnicą lepszego życia m.in dla takich suń jak Malwinka. Bardzo ciężko jest znaleźć dom dla szczeniaków, a przecież miłośnicy zwierząt nie mają domów z gumy a ludzie, którzy chcą mieć psa zwykle decydują się na kupno szczeniaka w typie rasy (popyt napędza podaż niestety), ale o tym już wiele osób się tutaj wypowiadało na innych wątkach. Powiem Wam szczerze, że jest mi ogromnie przykro, że uwierzyłam nie sprawdzonym informacjom, ale Rafał był przekonujący. Zuzka też uwierzyła i takie informacje krążyły między nami. Nie chciałabym robic już więcej niepotrzebnego zamieszania. Suńkę trzeba jak najszybciej stamtąd zabrać. Wiem na którym polu ona jest, ale ja tam żadnej szopy nie widziałam. W ogóle Zuzia ma problemy z netem, jutro będzie do 14 w szkole a potem na dodatkowym angielskim w Tomaszowie do 20. Jutro też nie za bardzo mogę tam się wybrać, bo moja mama się rozchorowała i chciałam do niej na parę dni pojechać. Myślę, że może umówilibyśmy się na sobotę? Czy może mógłby ktoś wcześniej pojechać z Tosią?
-
Tosiu, może mnie oczy mylą ale na 25 stronie tego wątku napisałaś, że wygospodarujesz sobie dzień by przetransportować Malwinę do hoteliku o ile uzbieramy pieniądze.
-
Właśnie, żeby uprządkować fakty. U pana Ryszarda, który jest technikiem i zarazem członkiem Towarzystwa jest w szopie Malwina, którą złapał na sedalin. Tosiu, jak zedeklarowałaś, czekamy na Twój transport!!!!!!!!!!!! Żóltek nadal jest u kolego pana Ryszarda.
-
Malwina podchodzi do jedzenia na 3-4 metry, to fakt, ale nie wiem w jaki sposób ją złapano bo Zuzka nic się do mnie nie odzywa, a tylko ona i technik znają sytuację psa. W ogóle za przeproszeniem zrobił się *******nik. Rafał podał mi numer kierowniczki tomaszowskiego TOZu i osobiście się z nią dzisiaj skontaktuję mimo niedzieli bo naprawdę ja już nie wiem na czym stoję. Wieczorem napiszę na dogo co i jak bo zaraz jadę wyspacerkować po lesie psy co by i one miały jakąś frajdę z niedzieli:) Rzeczywiście wszystko jest tutaj niejasne i dobrze by było usystematyzować informacje i zamieszczać tylko te sprawdzone. Na dzień dzisiejszy wiem w zasadzie tyle co Wy, chociaż jak już mówiłam postaram się wyciągnąć jakieś konkrety i to sprawdzić.
-
Czytam też i w końcu nie wiem na czym stoimy. Ręce opadają, człowiek chce dobrze, ale na odległość zawsze tak jest. Zuzka pisze coś innego i Rafali coś innego. Wątki się mieszają i dupa. Ja już nic nie kumam i chyba nie będę kumać póki nie pojadę i nie zobaczę sama. Zuzka, jak nie masz nic na koncie to możesz mi wysłać przecież na Orange smsa z gadu za darmo i ja zawsze oddzwonię, a nie, że ja dzwonię i dzwonię i nic, a to w końcu Ty tam mieszkasz i masz najświeższe info i jeśli chcesz żebyśmy cokolwiek pomogli to dobrze by było mieć z nami kontakt, nie tylko na dogo bo nie każdy ma czas być tu co 10 minut i czytać.
-
Bardzo dobrze, że sprawdzisz. Oni obiecali do mnie zadzwonić dziś po zebraniu ale tego nie zrobili. Poza tym o jakim drugim psie jest mowa? Bo ja pisałam im o Malwinie tylko. A nie mogę załatwiać i doglądać wszystkiego bo nie mieszkam w okolicach Tomaszowa. Odnoszę wrażenie, że wszystko tutaj jest chaotyczne.
-
Słuchajcie ja postaram sie w weekend pojechac. A Towarzystwo powiadomiłam ja.
-
Ocelot, pewnie, że bym zabrała z Tomaszowa, w końcu to tylko 9 km od Lubochni więc żadnen problem. Abda, może i sprawa Żółtka została zaprzepaszczona ale jak pewnie wiesz wątek jego jest już na dogo od końca sierpnia i tak naprawdę konkretne propozycje padły jak już technik musiał go zabrać czyli pod koniec września. Sama wiesz, że łatwo pisać a ciężej zrobic i taką zgraną akcję trudno jest zgadać ze wszystkimi. Ja już miałam Żółtka prawie w samochodzie i gdybym nie miała swojego psa oraz nie wzięła wtedy parę dni wcześniej drugiej suki i nie była by po zabiegu sterylki to bym go wzięła na tymczas, a tak to nie miałyśmy go gdzie zostawić. Wtedy miałam o wiele mniej kontaktów do ludzi z dogo, a Zuzce zdarza się mówić czasem trochę chaotycznie i w końcu nie było innej rady jak go zostawić. Może dało by radę znależć mu coś na szybko gdyby chociaż dogo chodziła, ale akurat w tamtą sobotę miała zawiechę. Tego dnia miałyśmy pomóc Malwince, ale w związku z tym, że to się nie udało to próbowałyśmy pomóc jemu. Biorę trochę odpowiedzialność za to gdyż jestem starsza od Zuzki o 11 lat ale cała ta sytuacja mnie zaskoczyła. Uważam, że szansa nie została zaprzepaszczona bo tak naprawdę nie wiemy gdzie pies trafił i póki nie sprawdzimy to nie ma co się unosić. A może ten dom u znajomego tego technika akurat jest dobry? Póki nie sprawdzimy to nie ma co narzekać, że pies jest stracony. Dajmy ludziom kredyt zaufania!
-
Właśnie, ale wrócmy do Żółtka. Bardzo bym prosiła o info czy ktoś tam zajrzy do niego, bo jeśli nie to ja postaram się pojechać w przyszły tydzień i sprawdzić warunki. Tyle, że potrzebny by był mi do towarzystwa ktoś z uprawnieniami bo mnie facet może zupełnie legalnie odesłać z kwitkiem gdyż nie ma obowiązku wpuszczania obcych na teren posesji (takie prawo, a poza tym nie podpisywał żadnej umowy).
-
Rozumiem, że każdy może mieć inny punkt widzenia. Poza tym forum jest po to by wyrażać swoje zdanie. Może się po prostu nie znam, psom pomagam dopiero od niedawna i nie powinnam się wymądrzać. Miałam przyjemność poznać Zuzę osobiście i darzę ją sympatią i będę stawać po jej stronie choćby dlatego, że sama widziałam jak ona kocha psy i jak emocjonalnie do tego podchodzi. Może to i tylko młodzieńczy zapał, ale własnie później (o ile tego zapału się nie zgasi i nie zniechęci) wyrastają z takich ludzi osoby doraźnie pomagające zwierzętom. A poza tym co może dziewczyna z podstawówki, w której okolicy nie ma ludzi z takim sercem do zwierząt i każdy dorosły patrząc na jej poczynania puka się w głowę. Zostaje jej tylko dogomania i szukanie ludzi o dobrych sercach w całej Polsce. A jak już ktoś wspomniał, ona ma naukę (a musi się uczyć bo inaczej na pewno rodzice ukrócili jej te wycieczki do bezdomnych psów) i zainteresowania tak jak każdy. I gdyby nie ona, to moja Nelka pewnie dalej by marzła na kompoście na polu koło Zuzki. I może jestem naiwna ale ja ją doceniam za to co robi.
-
Napiszę może parę słów co u Nelki. Otóż ma już zdjęte szwy, jest zaszczepiona na wścieksę oraz odrobaczona jeden raz:) Muszę ją jeszcze wykąpać bo ma łupież ale już chyba się wytarła w moją pościel bo już nie ma zapaszku kompostu:) Nie chciałam jej kąpać narazie by jej nie stresować. Ogólnie już się przyzwyczaiła do tego, że w weekendy jeździmy do rodziców i wszystkie łóżka w których jestem z Figą (czy to moje w mieszkaniu, czy to w domu rodziców) są też jej łóżkami:) Radośnie podskakuje na widok smyczki i obróżki (w domku panienki chodzą jak je Pan Bóg stworzył:) co zwiastuje spacerek. Daje brzuszek do głaskania i o dziwo już przestaje bać się obcych w domu. Apetycik dopisuje co mnie cieszy, a poza tym moja Figosława z bardzo wybrednego psa przy Neli je ładnie wszystko. Poza tym jak zauważyłam Nela ma dużo kocich cech, np przeciąganie się zupełnie jak kot, turlanie, zwinięcie się w kłębuszek do spania:) Uwielbia też nabiał a szczególnie owocowe jogurciki i maślankę truskawkową. Rodzice też już się przyzwyczaili do nowego członka rodziny i bardzo ją lubią. Ogólnie to bardzo miły i zabawny piesek, a oczęta ma przecudowne. Robiłam już im parę zdjęć ale w związku z tym, że zdjęcia wyszły mi średnio to w niedzielę zrobię łądniejsze w plenerze, bo jedziemy na wycieczkę do lasu i wtedy wstawię:)
-
Abda, proszę nie naskakuj tak na Zuzkę. Ona musi chodzić do szkoły to raz, a dwa, że liczyła na to, że ten pies po lekcjach też tam będzie. Dzisiaj go na pewno poszuka, wczoraj z nią rozmawiałam. Ciekawe ile osób w jej wieku zajęłoby się i nagłośniło tyle przypadków biednych psów. Raczej niewielu. I wcale ona nie tylko histeryzuje, ale także pomaga. Gdyby była starsza na pewno nie zajmowałaby się tylko nagłaśnianiem przypadków bezdomnych psów oraz ich karmieniem. Poza tym bądź co bądź ale kilku już dom znalazła i to właśnie przez dogomanię. A poza tym nie wiem czy wiesz, ale Lubochnia jak wspomniała Ocelot nie ma podpisanej umowy ze schroniskiem to raz, a dwa jedyną osobą do której można się najszybciej zwrócić jest ten technik i gdyby to było po szkole to na pewno by się tam zwróciła. A najbardziej żenujące jest to, że ludzie z okolicy Lubochni wiedzą, że Zuzka stara się pomagać i niestety sami jej podrzucają psy. Czasem może rzeczywiście trochę koloryzuje, ale trzeba to tak przedstawić bo inaczej nikt by nie przejął się 12stolatką i jej wołaniem o pomoc dla tych psów. Na pewno zrobi co tylko będzie mogła w sprawie tego umierającego psiaka i wierz mi, jak z nią wczoraj późnym wieczorem rozmawiałam to była załamana jego stanem i faktem, że gdzieś zniknął i dzisiaj na pewno go poszuka.
-
A i dodam jeszcze, że jeśli Pati się odezwie i zgodzi na przyjęcie do hoteliku Malwiny to i ja deklaruję co miesiąc 50 złotych.
-
Dobra, nie ma co zrzucać na nikogo winę. Gadałam dziś z Zuzką i w końcu okazało się, żę technik podawał jej adres tyle, że słabo go słyszała ale jutro go zapyta dokładnie. Ja już napisałam do Towarzystwa Miłośników Zwierząt w Tomaszowie Maz. po pomoc. Jutro tam zadzwonię.
-
Czytam Wasze wypowiedzi i trochę się wkurzam (może jestem zbyt nerwowa, przepraszam). Większość z Was podaje strony, numery telefonów i dobre rady. Miło że jesteście tak pomysłowi, każdy pomysł jest dobry aczkolwiek...Po pierwsze Malwina jest naprawdę dzikim psem i już wcześniej szukanie jej tymczasu niestety zakończyło się klęską. Łańcuch jest złym rozwiązaniem ale jedynym na tę chwilę. Ci co mówią, że lepszy byłby kojec lub jakiś kącik dla niej przy ludziach to może niech ją sami gdzieś przygarną skoro są tak pomysłowi. Zuzka nie będzie jej szukać domu po ludziach bo ma dopiero 12 lat i pies jest dziki, powtarzam dziki i nikt na wsi inaczej niż na łańcuch go nie weźmie. Technika poznałam osobiście i na pierwszy rzut oka nie wydał się psim katem, poza tym mówił całkiem do rzeczy. Żółtek nie przepadł jak kamień w wodę, jest 20 km od Zuzki ale ta nie ma możliwości sprawdzić to sama, gdyż musiała by śmigać na rowerze jakże niebezpieczną trasą na Wrocław. Gdy będę miała wolniejszy weekend np ten za tydzień to osobiście się tam wybiorę do Zuzki i sprawdzimy co z Żółtkiem i dopiero potem będziemy mogły ocenić pana technika, albo pochwalić albo donieść gdzie trzeba. Co do odsyłania przez Was do różnych fundacji i organizacji... Może byście sami też zadzwonili lub popytali, bo Zuzka jest niepełnoletnia to raz, a dwa, że ma telefon na kartę i jest uzależniona finansowo od rodziców. Co do fundacji Emir...Napisałam do nich maila, wcześniej dzwoniąc lecz nikt nie odbierał. Maila napisałam bodajże 23 września jako sprawa bardzo pilna. Odpisali mi 3 października (wow), że takiej klatki nie posiadają i, że można spróbować z sedalinem ale też będzie trudno. Dzwoniłam też tydzień pod rząd to warszawskiego TOZu, a tam to już w ogóle można było tylko posłuchać sekretarki, na którą nawet nagrać się nie można. A no i wystosowałam wiadomość do Pati o hotelik ale cisza.A gdy klatka się znalazła to już sami wiecie co było. Reasumując wszystko, nie zostawiajmy wszystkiego na głowie Zuzki, tylko jej pomóżmy doraźnie. Każdy może poświęcić parę złotych na rozmowę i samemu coś kombinować. Po to w końcu Zuzka poprosiła nas o pomoc. A i dziękuję bardzo użytkownikowi o nicku mtf zalesie jako jedynemu z niewielu, który zawsze oferuje pomoc doraźną oraz jeszcze raz Kar0li:)
-
Słuchajcie naprawdę jest problem największy ze złapaniem suni. Potem na pewno da się coś zrobić na zasadzie zrzutki czy coś. Kombinuję coś z tym środkiem usypiającym ale boję się, że w związku z brakiem doświadczenia możemy jej tylko zaszkodzić.
-
Dzięki za podpowiedź, na pewno się skontaktuję z nimi! Jeszcze raz dzięki!!
-
Zuzka miałaś się dziś odezwać, a tu cisza! Mam pytanie. Napisałaś na wątku Żółtka, że przyjechał technik i go zabrał. A co z Malwiną??? Zostawiliście ją na polu? Miał jej podać coś uspoajającego przecież.
-
Dopiero przed chwilą trafiłam na ten wątek i również mam pytanie gdyż u mojej suni niestety jest ten sam problem. Figa ma 12 lat, jest jamnikiem. Gdy miała 7 lat usunięto jej prawą listwę mleczną, lecz nikt nie powiedział nam, że po jakimś czasie powinniśmy usunąc drugą stronę. Po 3 latach guzy zaczęły się po drugiej stronie ale ze względu na wiek nie zdecydowaliśmy się na operację, poza tym usłyszeliśmy opinię, że lepiej tego nie ruszać. W tym momencie Figa ma guza wielkości dużej śliwki na pierwszym sutku od strony dupki. Najgorsze, że w między czasie zachorowała na Cushinga, co powoduje u niej nienaturalnie duży brzuszek, co dodatkowo obsuwa do ziemi tego nieszczęsnego guza i utrudnia jej chodzenie. Nie mogę patrzeć czasem jak jej to przeszkadza. Mimo tych utrudnień Figa jest radosnym pieskiem pełnym życia choć czasem brakuje jej kondycji. Stoję przed dylematem: czy usunąc jej tego guza, czy zostawić? Konsultowałam się z dwoma wetami ale żaden z nich nie dał mi jednoznacznej odpowiedzi pozostawiając decyzję nam. Kochamy tego psa najbardziej na świecie i jesteśmy w kropce. Skonsultuję się jeszcze z wetem na Tarchominie, mam nadzieję, że może jakoś on wyrazi się w którąś ze stron. Sama nie wiem, co robić? Myślicie, że najpierw dokłądnie przbadać psa a potm decydować?
-
Słuchajcie i na czym stanęło? Bo nie mogę tu wysiedzieć i wciąż się zastanawiam co i jak!!! Trzymam kciuki!!!
-
Oj bez przesady, jest trochę ludzi kochających psiaki, nie tylko my tutaj. Cieszę się, że mogę jakiemuś psiakowi przywrócić wiarę w ludzi. Boli mnie, że narazie tylko jednemu. Nie ogłaszajcie Neli już nigdzie, nie oddam jej nikomu. Moja mama się w niej zakochała, tata traktuje ją jak Figę (a wierzcie mi, lepiej niż córkę:) więc nie ma sensu kombinować. Nelka dzisiaj została położyła na kanapie obok mamy i zasnęła. To naprawdę duży postęp. A przed chwilą dała mi nieśmiało brzuszek do głaskania. Leży razem z Figosławą pod 2ma kocykami na kanapie. Nie mogę jej oddać bo nie potrafie jej złamać serca znów, nie umiałabym spojrzeć jej w oczy. Figa też już się przyzwyczaiła i dzielą się nawet jedzeniem. Jak jechaliśmy dziś do weta z obiema to zbiły się w jedną czarną kupkę na tylnym siedzeniu i wyglądały prześmiesznie:) Pigosława z racji wieku jest jej nauczycielką i sama przynajmniej teraz z Nelą nie będzie się nudziła sama w domku. Powiem wam jedno. Nie ma dla mnie większej satysfakcji niż pozwolenie na szczęście u swojego boku pieskowi, który go nigdy nie miał. A najpiękniejszą rzeczą na świecie jest patrzenie, jak taka mała, skrzywdzona istotka przełamuje strach na rzecz radości i miłości. W sumie można zamknąć wątek Neli, chyba, że będę informować na bierząco co u niej słychać. Chętnie wstawię też kilka zdjęć choć nie wiem jak za bardzo;/
-
Słuchajcie, przenieśmy się całkiem z dyskusją na temat Żółtka na jego wątek, bo tak będzie prościej i nie trzeba będzie odwiedzać dwóch wątków naraz, tym bardziej, że wszystkie pomysły będą w jednym miejscu. Z bierzących spraw to chciałam powiedzieć, że Nana została Nelą:)) Mama postanowiła jej zmienić imię, z czym się zgodzę bo każdy pies jest niepowtarzalny. Nana naszych przyjaciół była Naną (teraz już za TM), a Nelka będzie Nelką i już:) Chociaż i tak nie reaguje na żadne imię jak narazie, tylko na gwizdanie (to w sumie dobrze, bo Pigosława za to reaguje tylko na swoje imię lub przezwiska, a nie na gwizdanie toteż nie ma zamieszania). Ładnie się już oswoiła ze mną, z Figą też, chyba się polubiły. Stwierdziliśmy, że ona ma maksymalnie rok, bo cieszy się jak szczenior i z pyszczka też czasem tak wygląda jak łypnie okiem z posłanka:) Widać też, że nie była miastowym pieskiem, bo największą radochą dla niej jest bieganie po ogrodzie rodziców, za to u mnie na spacerach wokół bloku się strasznie stresuje, a jazdy windą boi się strasznie. Telewizji też się trochę boi:) Ale powolutku się oswaja. Moi rodzice też ją polubili i strasznie im jest jej szkoda, bo na początku strasznie się bała wszystkiego, poza tym jest chuda jak szkielecik (teraz już mam wrażenie, że jest grubsza, ale wcale się nie dziwie:). Dzisiaj jedziemy na kontrolę brzuszkowcyh szwów Nelki i zastrzyki z witamin dla emerytki Figi vel. Pigosławy:) Narazie rodzice nie mają nic przeciwko, żeby była u nas jeszcze trochę, a potem będę się martwić, chociaż jest duża szansa, że zostanie na zawsze.