Była już mowa o tym, że psy mysliwskie to psy jednego pana. Nikt natomiast nie wpsomniał o jamnikach.
Moja poprzednia sunia (jamniczka, która dostałam gdy miala 12 lat prawie, bo poprzedni wlasciciel zmarl) poruszła sie za mna krok w krok po mieszkaniu, gdy trzymałąm ja na rekach nie wolno bylo ryszuc ani jej, ani tym bardziej mnie (momentami jej zazdrosc byla az chora), odeszła mi na rekach- miałam wraznie ze na mnie czekała az wroce z pracy, zeby sioe ze mna pozegnac. To był typowy pies jednego własciciela. Wszyscy w domu byli fajni, ale to do mnie sie przychodzilo an pieszczoty, na skarge ze sie zle czuje itp.
Obecna sunia (mix jamnika ze schroniska, wiek 3 lata), poszłam po nia i zakochałam sie, w tych pieknych smutnych oczach. Przyprowadziłam do domu- na poczatku placz jak wychodzilam z domu i... nie poznawanie mnie na ulicy. Stopniowo jej zachowanie sie zmienilo. Po tyg. ja puscilam ze smyczy (wiem, ze to byla glupota, ale miałam prawie 100% pewnosci ze wroci, zwłaszcza ze to bylo ogrodzone miejsce i nie miala jak mi uciec z tamtad). Obecnie- sunia wykonuje moje komendy, choc czasem zdarzaja jej sie jeszcze momenty gdy "głuchnie", natomiast moja mama i babcia (tylko my trzy z nia wychodzimy, ale tylko ja ją puszczam ze smyczy- mama i babcia boja sie ze nie wroci) moga sobie gadac a ona i tak ma to w nosie.