-
Posts
1022 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by scarlet
-
JUŻ W NOWYM DOMU. Wyrzucona z samochodu roczna Lolcia.
scarlet replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='agaibodzio']witam. próbowałam wcześniej napisać ale mam problem z komputerem więc korzystam dzisiaj z brata komp. pojechaliśmy w sobotę w trójkę do Wrocławia: Klaudia, Michał i ja. atmosfera w samochodzie od początku bardzo napięta - tak jak wspominała Klaudia. ja za wszelką cenę chciałam na własne oczy zobaczyć w jakim stanie jest Tosia i poznać jej obecnych opiekunów - sama byłam bardzo zdenerwowana i martwiłam się o Tosię. na miejsce dojechaliśmy przed czasem i zastanawialiśmy się: otworzą albo nie?, pozwolą zobaczyć Tosię?, pogłaskać ją?, jak będą się zachowywać? drzwi otworzyła P.Kasia i zaprosiła nas do mieszkania - ich pokoik nie był szczególnie przygotowany na nasz przyjazd a w środku czekał P.Grzegorz i Tosia. spokojnie się z nami przywitał a Tosia wesoło merdała ogonkiem i szczekała. wylizała mi całą twarz a ja ją wypieściłam i wycałowałam. muszę napisać, że zrobił się z niej mały grubasek:lol:. była naprawdę zadowolona! P.Kasia i P.Grzegorz spokojnie przyglądali się tym powitaniom i chyba z obawą i smutkiem. zaczęła się rozmowa: na początku poruszona została sprawa poprzedniego spotkania a jednak na ten temat wszyscy rozmawiali spokojnie i skończyło się przeprosinami, co mnie bardzo zaskoczyło bo miałam inne wyobrażenie... Klaudia zaczęła wypytywać o wiele rzeczy związanych z opieką nad Tosią a ja jej wtórowałam. spoglądałyśmy na siebie i chyba obie nie wiedziałyśmy co o tym wszystkim myśleć?... powiedziano nam, że Tosia dużo czasu spędza z mamą P.Grzegorza, która "skutecznie" ją dokarmia i bardzo zależy im na tym, żeby zatrzymać u siebie psinkę. P.Kasia powtarzała, że Tosia jest wyjątkowa i bardzo się do niej przywiązali, opowiadała czym ją karmią i że zamierzają ją wysterylizować. gdy bawiłam się z Tosią ona wolała podawać zabawkę P.Kasi i też obok Niej się kładła i czekała na mizianie. ja poszłam w odstawkę... było mi trochę smutno ale z drugiej strony to chyba dobrze, że tak reagowała? przecież zależało nam na dobru Tosi a nie naszym... P.Kasia podpisała więc dokument, że Tosia zostaje pod jej opieką i obiecała wysyłać zdjęcia Tosi i utrzymywać kontakt tel. tłumaczyliśmy też im, jak wiele osób zaangażowanych było w poszukiwania domu dla takiej małej psinki i dlatego tak ważny jest stały kontakt z opiekunami Tosi bo wszyscy czekają na jakiekolwiek wieści o niej. obiecali przeczytać wątek Tosi i mam nadzieję, że wtedy zrozumieją jakie to ważne dla wszystkich dogomaniaków. zaprosili też nas do siebie po urodzeniu mojego bobasa. pożegnaliśmy się i choć z ciężkim sercem, że wychodzimy bez Tosi, to jednak spokojni pojechaliśmy dalej. teraz możecie sami ocenić - to tylko mój punkt widzenia tej sprawy. nie jest ona dla mnie zamknięta bo zostawiłam i tak swój adres i telefon - tak na wszelki wypadek. będę co jakiś czas dzwonić i dowiadywać się o Małą a poinformowałam też, że w razie potrzeby Tosia zawsze znajdzie u mnie miejsce. nie zawsze dobre jest to, czego my chcemy (naszym zdaniem) dla innych , tylko to, czego inni chcą dla siebie.[/quote] kamień z serca - uspokoiło mnie to co przeczytałam. -
[quote name='jkp']Przeczytałam poczatki watku i ostatnie strony NIESTETY CIOTEK OBECNYCH NA POCZATKU TERAZ NIE MA :-(. SCARLET JESLI MOZESZ POMÓĆ TO POMÓŻ PROSZĘ . Ja chyba jak "ostatni mohikanin" regularnie na nie wpłacam , sama rady nie dam :-(. Czy ktos je ogłasza ??????[/quote] poczekam do wieczora - teraz ciotki w pracy.... Ogłoszenia robiłam ja i jeszcze ktoś - mam nadzieje ze Pati napisze czy cos sie ruszylo
-
Dwa noworodki podrzucone do schronu.OBIE JUZ W NOWYCH DOMKACH :)
scarlet replied to MartynaP's topic in Już w nowym domu
Martyna toż to zwyczajny złodziej (oczywiście psiak) - cecha wrodzona :lol: -
[quote name='Agmarek']Dobrze [B]Scarlet [/B]że nie wrzeszczałaś na Sabę i pominęłaś milczeniem ten bajzel który zastałaś. Moja Szansa pierwszy raz zrobiła w garażu takie pobojowisko przez pół godziny. Kurtki, szaliki, czapki, rękawiczki, jakieś bluzy no i oczywiście buty rozwleczone po całym garażu. Normalnie nie mogłam w to uwierzyć. Są takie cwaniaki co skaczą na klamkę. Słyszałam nawet o takim kocie co gałki umiał przekręcać :roll: Nie strasz jej klatką, bo najwyraźniej ma z nią złe wspomnienia, więc niema sensu. Moja suka podobno chętnie wchodziła do klatki, natomiast psa za cholerę nie mogłam tam upchać. Zapierał się pazurami i warczał na mnie. Łóżka swojego niema, bo zerzarł 4, więc piątego nie kupowaliśmy. Śpi z nami. Klatkę natomiast lubią koty. Szczególnie jak na dworze jest zimno. Jak wpuszczam je do garażu to skaczą po stole i meblach, a do klatki chętnie wchodzą i śpią w niej spokojnie całą noc.[/quote] dokładnie nie chcę jej straszyć. A on zżartych kocach i posłaniach to już nawet nie wspominam. Jak Saba została przywieziona to mój mąż chciał jak najlepiej i zapłacić za posłanie prawie 200 zł - oczywiście było tylko 2 mc bo Saba je rozszarpała. Więc teraz śpi na polarowym kocyku, ale widzę, że już zakup nowego mi się szykuje bo ten to prawie jedna wielka dziura :/
-
[quote name='an1a']Pożyczyłaś na ile? Do klatki trzeba przyzwyczaić, też do dźwięków jakie wydaje, bo psy tego mogą się bać. Również ograniczonej przestrzeni. Mój pies bez oporu wlazł do klatki jak włożyłam mu jego posłanie, ale on potrafi spać wszędzie, łącznie z pakowaniem się na krzesło jak jego posłanie znajdzie się na nim. Szczeniak potrafił się bać i musiałam stopniowo przyzwyczajać do klatki.[/quote] propozycja klatki padła chyba zaraz na początku wątku. I parę dni póżniej się u mnie znalazła. Od samego początku Saba bała się jej panicznie. Jak postawiłam ją w łazience to nawet nie chciała wejść do tego pomieszczenia. Wystawiłam z łazienki i postawiłam w przedpokoju, żeby spokojnie mogła powochać i przywyknąć. Omijała ją szerokim łukiem. Gdy brałam ją na ręce i chciałam podejść z nią do klatki, żeby tylko powąchała i nie wkładałam jej do środka to wyrywała się i zaczynała skomleć. Trzeba pamiętać, że saba to pies z interwencji bity i głodzony - widać coś złego musiało przytrafić się jej z klatką skoro tak panicznie się jej boi. Może była już 'przetrzymywana' w takich warunkach i dlatego ten paniczny strach. Klatka stała około miesiąca u mnie w domu, a ona nawet jej powąchać nie chciała :-( nie będę jej dodatkowo stresować, bo widzę jak bardzo się tego boi. Od października pracuję nad zdobyciem jej całkowitego zaufania i nie chcę tego zaprzepaścić. Wolę kupić łańcuszek na drzwi i zamknąć ja od zewnątrz - wiem że już sama nie wyjdzie. Ona jest u mnie od października a ja nigdy nie widziałam, żeby np. spokojnie leżała na swoim posłaniu i spała - ja nigdy nie widziałam jak ona śpi, bo na każdy dźwięk się zrywa.
-
[quote name='an1a']Radziłabym kupić jednak kennel klatkę... Dużo bezpieczniejsza dla psa niż zostawianie luzem.[/quote] ostatnio pożyczyłam klatkę od koleżanki i ona nawet tam wejść nie chciała - panicznie się bała nie wiem czemu :shake: nie chcę jej straszyć - załozyłam łańcuszek na drzwi teraz sama nie wyjdzie
-
to co zrobiła moja Saba wczoraj przyprawiło mnie o zawał serca. Jak zwykle rano spacerek, sniadanko i saba idzie na swoje miejsce - do łazienki. Zamykam drzwi i wychodzę do pracy - jest godzina 9.00. Ok godziny 12.00 wychodzę z biura, żeby wyprowadzić Sabę na dwór. Otwieram drzwi do mieszkania........ i w przedpokoju widzę obraz po bitwie.... Nakrętki po napojach porozwalane, wazor zbity, mój zasuszony bukiet rozwalony na strzępy, klatka z królikiem miniaturką przewrócona na bok (dobrze, że Tuptek nie postanowił pospacerować po domu, bo Saba, oczywiście z miłości, by go zamęczyła).... po prostu sajgon. :mad: mysałam, że ją uduszę. Gdy tylko spojrzałam w jej stronę, ona w nogi do łazienki i pod wanne - to jej azyl. Zabieram się do sprzątania, pod czaską mi buzuje, para z uszu... patrze Saba wychodzi spod wanny. Staje w przejściu i ..... zaczyna się dusić..... Serce mi stanęło, dopadam do niej, otwieram pysk i ......... okazało się, że Saba najadła się trocin z klatki królika. One pod wpływem sliny zlepiły się w kleista bryłę, która uniemożliwiała oddychanie. Na całe szczęście udało mi się to wydostać. Nie chcę nawet myśleć co by było gdybym przyszła do domu 5 minut później. A jak Saba otworzyłą drzwi z łazienki.... to nadal nieodgadniona tajemnica :angryy:
-
Dwa noworodki podrzucone do schronu.OBIE JUZ W NOWYCH DOMKACH :)
scarlet replied to MartynaP's topic in Już w nowym domu
[quote name='MartynaP']chodzi za nimi i woła je ciii ciii :evil_lol: a jak je głaska to woła ta ta,ta ta (czyt. ca cy,ca cy ) :evil_lol:[/quote] no kluchy piękne, ale córcia piękniejsza :D -
JUŻ W NOWYM DOMU. Wyrzucona z samochodu roczna Lolcia.
scarlet replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='Klaudus__'][I]Nie pojechałyśmy, bo Agnieszka się źle poczuła, jednak wybiera się wariatka w sobotę... A ja z Nią :eviltong:[/I] [I]Wolałabym,żeby Tosia była już tu...[/I][/quote] aha :) ale mam nadzieje ze juz lepiej -
JUŻ W NOWYM DOMU. Wyrzucona z samochodu roczna Lolcia.
scarlet replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='halbina']Co się dzieje?...[/quote] chyba pojechały..... -
[quote name='an1a']scarlet ja się na początku czułam jak przygłup przy uciekaniu i głupim cieszeniu się do psa jak tylko w pobliżu pojawił się inny pies. Później inne wygibasy, żeby go zainteresować i zmotywować. Kwestia przyzwyczajenia. Mi już puściły hamulce :evil_lol:[/quote] mi dopiero zaczynają puszczać :diabloti:
-
Szczeniak niewidzący z oczopląsem- POMOCY!!!! TOFI ma dom !!!
scarlet replied to amikat's topic in Już w nowym domu
[quote name='lena_zet']rozumiem cię kochana Anetko:roll: Ja próbuję sobie tłumaczyć, że ludziska przyszli na akcję, wyadoptowali psiaka, nikt ich nie uprzedził, że ślpey, że się obija, że ma oczopląs, że być może móżdżek uszkodzony....Zabrali, zauważyli co jest i ze strachem "o co chodzi" zwrócili psiaka.Dopiero czas i brak Tofika dał im wiele do myślenia.Tym bardziej, że już mają mniej wiecej naświetlone co Tofikowi może dolegać i że wzroku nie odzyska.... Chcesz, możemy tam obie podjechać, z Tofikiem nawet i spróbować z nimi porozmawiać może?Nie każdy tak jak my-"działaczki" szybciej pokocha psa bez nogi, niewidomego czy z uszkodzonym kręgosłupem."Zwyczajni" ludzie muszą przemyśleć, przedyskutować i dopiero podjąć decyzję.... Podjedziemy do nich?[/quote] ja bym go nie oddała. Przecież gdy adoptowali psa to zdawali sobie sprawę, ze pise też potrzebuje wizyty u weta... A co będzie jak Tofik (tfu, tfu) zachoruje na coś - to też go oddadzą - bez sensu -
[quote name='karjo2']To Cie wlasny pies czy inni ludzie obchodza :evil_lol:? Za to jaka bedziesz miala satysfakcje, majac wychowanego, bezproblemowego psa.[/quote] :loveu: zgadzam się :)
-
[quote name='pati']nie nie przegapiłam 25 styczen dług 290zł czyli nie płacone było na ten dzień od 9 stycznia wpłata ze stycznia pokrywała wczesniejsze zadłużenie.[/quote] o mamo......................... :crazyeye: trzeba jak najszybciej uaktualnić wątek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Isadoro ty się tym zajmiesz czy mogę napisać do moda, zeby przerzucił to na mnie?
-
[quote name='karjo2']Agmarek, a sprobuj uczyc aportu na np. skarpecie ze smakiem w srodku, by sunia czula zapach i wymieniac na smakola. Scarlet, dopoki sunia nie daje sie odwolac, trenujcie na dlugie lince, by zawsze ja "przyprowadzic" do siebie, niech sie nie zaucza niewykonania polecenia. No i oczywiscie cos wyjatkowo atrakcyjnego dla niej, jak zaczyna szczekac i nie zwraca uwagi, zacznij pajacyki, przykucniecie, dziwne dzwieki itp. cyrki.[/quote] :crazyeye::crazyeye: mnie już niektórzy mają za idiotkę jeżeli o psy chodzi. A jak jeszcze na dodatek zacznę robić pajacyki na środku ulicy to zafundują mi darmowy transport do pobliskiego Lublińca, ale cóz...... czego się dla nauki nie robi :eviltong::p
-
JUŻ W NOWYM DOMU. Wyrzucona z samochodu roczna Lolcia.
scarlet replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='Klaudus__'][I]No w sumie racja - we Wrocławiu też są szpitale :P[/I] [I]Najwyżej przekoczujemy 3-4 dni we Wrocławiu pod szpitalem :eviltong:[/I][/quote] hi hi hi i zamiast we 4 wrócicie w 5 :D od nadmiaru głowa nie boli :) -
[quote name='Agmarek']A co tu taka cisza? [B]Scarlet [/B]jak Ci idzie tresura? Są już jakieś efekty? :evil_lol: Moja suka dała się wczoraj namówić na wzięcie piłki do pyska. Radości było co nie miara :multi: Przedtem nawet jak jadła, to wtedy gdy nikt nie widział.[/quote] saba zaczyna pojmować o to chodzenie na smyczy..... nie ciągnie już tak mocno, ale wpadki się zdarzają. Ostatnio zabraliśmy ją na 3 godzinny spacer. Najpierw wyszalała się co niemiara a po powrocie do domu padła ze zmęczenia :D Wczoraj w domu miałyśmy zabawo-tresurę. Siad i daj łapę - powtarzamy od początku :) Staram się nauczyć ją co znaczy "do siebie".... powiedzmy, że jakoś jakoś mi idzie. Mam tylko problem ze skupieniem jej uwagi na spobie podczas spaceru. Jak zaczyna szczekać a ja ją wołam to jest głucha jak pień - nie zwraca na mnie uwagi - muszę wypróbiwać inne samkołyki
-
JUŻ W NOWYM DOMU. Wyrzucona z samochodu roczna Lolcia.
scarlet replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='agaibodzio']no moje Drogie Cioteczki!!! wiadomo już coś z tego wrocka??? Kana możesz się do mnie zwracać jak Ci wygodnie, po imieniu będzie miło:p. z tym moim wyjazdem to nie ma co dyskutować, bo bardziej zaszkodzę małemu denerwując się teraz niż taką trasą.:evil_lol: no a tak przy okazji, to w szkole z negocjacji byłam całkiem dobra więc może jakoś spokojnie uda mi się porozmawiać z obecną panią Tosi, bo skoro jej zależy na psince to będzie dla niej chciała dobrze a nie dla siebie. ja, pomimo że serce mi pękało, kiedy oddawałam Tosię, to kierowałam się głównie tym, żeby miała spokojną i stałą rodzinę bo przecież nie tylko ja kocham zwierzęta.i ktoś inny mógł Ją pokochać jeszcze mocniej niż ja. nie jestem wściekle uparta, żeby Tosia zamieszkała tylko u mnie bo zdaję sobie sprawę, że i dla niej i dla mnie do wakacji będzie to ciężki okres - nie chciałabym przez mój egoizm zrobić jej krzywdy.ale też nie chcę, żebu biedna tułała się od domu do domu. już dość traumatycznych przeżyć dla takiej małej psinki... trochę martwię się, gdzie podziewa się teraz... Klaudia a Ty się szykuj na środę, bo sama tam nie trafię;)[/quote] no to nie ma co dyskutować :D -
Dwa noworodki podrzucone do schronu.OBIE JUZ W NOWYCH DOMKACH :)
scarlet replied to MartynaP's topic in Już w nowym domu
jak zwykle u Martyny cudaśne szczylki :D jakbyś czegoś potrzebowała daj znać -
JUŻ W NOWYM DOMU. Wyrzucona z samochodu roczna Lolcia.
scarlet replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='Klaudus__'][I]Na szczęście nie...[/I][/quote] chociaż tyle dobrego -
JUŻ W NOWYM DOMU. Wyrzucona z samochodu roczna Lolcia.
scarlet replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='Klaudus__'] [I]Scarlet. Chcesz wiedzieć co było nie tak?[/I] [I]Naa wogóle nie była u Kasi w domu - dopiero jak zaczęła się burza to zdobyła kompletny adres.[/I][/quote] Naa a ta Kaśka to razem z toba weterynarię studiuje?? Mam nadzieję, że nie :crazyeye: -
JUŻ W NOWYM DOMU. Wyrzucona z samochodu roczna Lolcia.
scarlet replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='NaamahsChild'][B]scarlet[/B] - zrozum, oddałam Kasi Tosię, bo sprawdziłam ten domek i nie wierzę, by mogło jej się coś stać. To, że Kasia nie polubiła się z Klaudią i Agą i nie ma ochoty na kontakt z nimi nie oznacza, że psu dzieje się krzywda. Nie usprawiedliwia to jednocześnie jej wulgaruzmów i oburzającego zachowania jej faceta. Zgłosiłam tą sprawę wrocławskiej Straży dla Zwierząt - też zobowiązali się zrobić kontrolę. W przeciwieństwie do tego, co myślą niektórzy, nie siedzę w miejscu i nic nie robię. Pisałam już Klaudii i piszę też tutaj. Czytając komentarze ludzi, którzy wtrącają się absolutnie niepotrzebnie, piszą pod wpływem emocji i impulsu, nie zastanawiając się nawet, odechciewa mi się pomocy przez dogomanię. Nie będę już komentowała więcej tego wątku, nie dlatego, że się boję, nie dlatego, że unikam odpowiedzialności, ale z ww. powodu. Jestem z dziewczynami w kontakcie, nie unikam go. Na dniach sprawa się wyjaśni - i TOZ i SdZ złożą swoje oświadczenia, będące podstawą do podjęcia kolejnych działań. Osoby nie bojące się rozmawiać i ukrywać anonimowo mogą i mają możliwość skontaktowania się ze mną - bo to wcale nie jest trudne. Po prostu jest mi przykro i źle się czuję, gdy ktoś zarzuca mi, że udaję miłość do zwierząt. Mój facet jest świadkiem jak się miotam przez takie głupie komentarze ludzi, którzy nie znają mnie, ani przypadków, którymi się zajmowałam.[/quote] nie wtrącam się absolutnie niepotrzebnie tylko staram się "wyłapać" co poszło nie tak przy sprawdzaniu tego domku.