Cześć. Jestem mężem Murki. Pilnie śledzę wątek nt. Fobosa i chciałbym podsumować dotychczasową dyskusję. Z wszystkich piszących na wątku najmniej znam się na psach, ale mam najwięcej kontaktu z Fobkiem, więc uznałem że moje wtrącenie się może przynieść trochę pożytku.
1.Na "chłopski rozum": Fobos nie ma problemów z nadmierną agresją wobec ludzi. Jest psem zrównoważonym i spokojnym o silnym charakterze. Ponadto nie doszło między nami do próby sił, wydawało się że był kiedyś dobrze wyuczony posłuszeństwa wobec człowieka. Agresję okazał prawdopodobnie tylko raz, wobec mojego siostrzeńca który się go bał (poszedł za nim-nie wiem w jakim celu, ale wyglądało to na "polowanie") i to właśnie jego stosunek do dzieci jest sprawą wymagającą dokładnego sprawdzenia, jeśli myślimy o wydaniu go do adopcji. "Ataki" na mnie były typowym ostrzeżeniem - skoczył błyskawicznie a tylko dotknął zębami. Problemem jest to, że nie przewidziałem że i kiedy pies mi takie ostrzeżenia da, a to znaczy że NIE MAM NAD NIM KONTROLI.
2.Przyjęliśmy psa na krótki czas, żeby uratować go przed uśpieniem. Na początku wyraźnie się bał, unikał kontaktu, nie chciał wychodzić z legowiska - żeby móc założyć smycz musiałem go wywabiać z legowiska parówką. Żeby nie narażać się na kontakt z psem który się mnie boi nagradzałem go nie tylko za wykonywanie komend ale za wszelkie przyjazne zachowania ( stąd filmiki z"całusów"), żeby go z nami oswoić.
3. Wielokrotnie wyciągałem Fobosa "za łeb" spod kojców albo płota, kiedy w amoku obszczekiwał się z psami. Jeśli nie reagował na komendy np. podczas polowania, zdarzało mi się brać go siłą na ręce i odnosić na bok żeby ochłonął ("w akcji" Fobek nie reaguje na żadne komendy ani smakołyki, dopiero odciągnięty siłą na kilka metrów zaczyna widzieć parówkę podsuniętą pod nos). Nigdy nawet nie warknął. Za pysk brałem go tylko jeśli w zabawie pozwalał sobie na za dużo , np. chwytał zębami za palce. Nigdy nie pozwalałem mu nie wykonać komendy, dopiero po ostatnim incydencie pierwszy raz mu ustąpiłem, i może nabrać przekonania że jest w stanie zmusić mnie do posłuchu ... zębami.
4. Teraz najciekawsze. Jakiś miesiąc temu nasz domowy Borys wydostał się z domu przez okno kiedy w nocy sprowadzałem Fobosa do stajni ze spaceru, i z rozpędu, zza moich pleców zaatakował Fobka zanim zdążyłem zareagować-musiałem psy rozdzielić. Złapałem oba za obroże i trzymałem w powietrzu na odległość wyciągniętych rąk, jednocześnie próbując otworzyć drzwi od stajni. Trzy razy się wyrywały i trzy razy je rozdzielałem. W końcu Borys zrozumiał co do niego ryczę i puścił Fobosa, ale Fobos dalej trzymał go za luźną skórę na szyi (trzymał samymi siekaczami-nie gryzł i nie chciał puścić). W ostatecznej desperacji jedną ręką zacisnąłem mu nos, a drugą zacząłem rozwierać mu szczęki. NIE UGRYZł MNIE TYLKO PUŚCIŁ BORYSA. AMSTAFF, PODNIECONY PRZYNAJMNIEJ DWUMINUTOWĄ BÓJKĄ, z palcami wsadzonymi między zęby. I dał się , dosłownie za łeb i d...ę wsadzić do stajni, bez warknięcia. Cała akcja trwała od 2 do 5 minut i Opatrzność musiała nade mną czuwać bo ANI JA ANI ŻADEN Z PSÓW NIE ZOSTAŁ W TYM ZAMIESZANIU NAWET DRAŚNIĘTY, OGLĄDAŁEM DOKŁADNIE OBA I NIE ZAUWAŻYŁEM NAWET ZDARTEJ SKÓRY. Żaden z nich nawet nie zahaczył mnie zębem. Kiedyś rozdzielałem zwykłe kundle a skończyło się szyciem ręki... Po czymś takim stwierdziłem że jest całkowicie podporządkowany i nie zaatakuje mnie w żadnych warunkach-stąd moja pewność siebie w kontakcie z psem, a on łapie mnie za twarz kiedy chcę mu obejrzeć łapę na jego legowisku...
5. Pies jest trzymany w izolacji, w zamkniętym pomieszczeniu, w chwili obecnej nie ma kontaktu z innymi nawet przez kratę w drzwiach, wychodzi 3 razy dziennie na krótki spacer. Jeśli do tej pory panuje nad sobą, po 2 miesiacach samotności, to świadczy o silnej, zrównoważonej psychice.
6. Zajmujemy się opieką nad psami a nie ich usypianiem i nie chcielibyśmy zmieniać specjalizacji. Nie jest to dla nas ani miłe ani wygodne wyjście, poza tym nie chcemy narażać się na zarzut łamania prawa. Jedynym powodem do uśpienia psa może być niebezpieczeństwo jakie może w przyszłości stwarzać dla zdrowia ludzi.
I wnioski-Fobosa w tej chwili do adopcji wydać nie możemy. Powinien znaleźć się w rękach specjalisty od "bułowatych", niekoniecznie od psów agresywnych, który mógłby powiedzieć na ile pies jest przewidywalny. Mamy adres jednego szkoleniowca z naszych stron ale nie wiemy jakie ma doświadczenie z tego typu psami. Czy ktoś mógłby się/nas skontaktować ze sprawdzonym specjalistą który może przejąć psa w ciągu kilku najbliższych dni?
Po obserwacji/szkoleniu nie powinien do nas wracać-jeśli do tej pory go nie opanowałem to znaczy, że robię błędy i mogę schrzanić efekty szkolenia - wrócimy do punktu wyjścia. Gdyby specjalista stwierdził jakieś "dziury" ( doddy wspominała o tym już na początku) w psychice psa, byłbym za umieszczeniem go w schronisku dla agresywnych - z całym szacunkiem dla poglądów ludzi bardziej ode mnie doświadczonych-każde zwierzę do ostatka walczy o życie, nawet chore i zagłodzone do ostatnich granic, więc ciężko mówic że dla psa lepsza śmierć niż życie w schronisku. Jeśli tam zacząłby głupieć to wtedy nie byloby już innego wyjścia, ale myślę że miałby warunki tylko trochę gorsze od tych u nas, zwłaszcza że jeśli ktoś zbiera zwierzaki "specjalnej troski" to zazwyczaj obdarza je specjalną troską. Poza tym jeśli uśpimy Fobosa to będzie znaczyć że pieniądze które płaciliście na jego utrzymanie pójdą na marne. Przyjmujemy to tylko jako wyjście ostateczne i bardzo prosimy o szybkie zorientowanie się czy jest jakieś miejsce w którym można by było tego psa "wyprostować".
I ostatnia sprawa: jeśli pies wykaże nawet cień agresji wobec dzieci, jestem za tym żeby go bezwzględnie nie wydawać do adopcji. Nawet z najlepszego domu może kiedyś uciec na ulicę, a lepiej odżałować najmilszego psa niż doprowadzić do ludzkiego nieszczęścia.