Sprawa jest bardzo bolesna i próbuję sobie to wszystko jakos poukładać...
wczoraj 19.23 - Margo napisała,że Poziomka właśnie została zabrana
wczoraj 22.01 Wetsiostra pisze,że Poziomki juz nie ma (post 1131),wynika,że nic się nie dzieje
02.29 Wetsiostra wraca od weta,Koli nie zyje (post 1140) Wetsiostra podaje,że psy wypuściła na krótkie siku w pół godz o odjeżdzie Poziomki tj. ok.20.00, i że Koli odszedł w 10 minut ale Tz niósł go na rękach do weterynarza...
post 1142 - całą noc pilnowali Lusi, bo jej stan jest ciężki
Na wątku Czwórka psiaków Wet napisała,,że z Lusią do weterynarza poszła rano,pies został w szpitaliku do 19.00
Dodaję,że wcześniej Wet-siostra psała,że psów między 22.00 a 6.00 nie wypuszcza, bo sąsiedzi się skarżą na ich szczekanie...
Wet-siostro, powiedz nam, proszę, dlaczego Lusia w ciężkim stanie musiała czekać do rana, by trafić do lecznicy, zwłaszcza,że Koli juz nie żył?
Jak to możliwe, by Koli umierał szybciutko, tylko 10 minut ale TZ leciał z nim do lecznicy dyżurnej, a więc na pewno po 22.00?
Może jeszcze o czymś nie wiemy....