Byłam dziś u Lucka z koleżanką, ona wzieła na spacer Cekina a ja Lucka. Spacerek był dziś dość nie wygodny, bo Lucek zamiast pędzić do punktu końcowego spacerka, czyli cmentarza, kręcił się w kółko i zawracał do kliniki.. Obaj z Cekinem szli koło siebie i wąchając co jakiś czas:). A jak spotkali jamniczke, to aż biedna nie wiedziała gdzie przed nimi uciekać, tak ją podrywali we dwóch:). Lucek już na początku zgubił pieluche, po czym szybko zrobił koopke w prześcieradło:), żeby było mi łatwiej spacerować;). Dziś pierwszy raz Lucek piszczał jak wychodziłam, aż przykro było go zostawiać:(, ale jak się go czesze i nagle przestaje to sie odraca i puka pyszczkiem w kolano:(. Pani wet. pytała czy jedzonkiem Lucka można częstować też Cekina - prosze Martulinek, jak Twoje obiady zrobiły furore:). Poza tym dziś wreszcie dobrze założyłam Luckowi pieluche, bo ostatnio to rzepami do dołu, dzieki czemu przykleiły się do podłogi, a otwór na ogon tak zrobiłam, że okazało się, ze jest na wysokości srodka pleców:).