Maupa, jeśli miało był zdjęcie, to ja nic nie widzę:(.
Byłam dziś u Lucka- tradycyjnie:). Dziś grzecznie szedł na spacerku, nie kręcił sie w kółko, nie zawracał, szedł prościutko i czasem tylko robił przerwy. Trafił mi się dziś na szczęście obrus świąteczny, który akurat jest najdłuższy z wszystkich tych Luckowych nosideł, więc było bardzo wygodnie. Lucek oczywiscie zgubił pieluche na dzień dobry na spacerku - w sumie kiedys proponowalam ze mu zdejme i pojdziemy bez, ale chyba nie zostalo to rozpatrzone pozytywnie przez panie w lecznicy, wlasnie nie wiem. Lucek zostal porządnie wyczesany i podrapany przeze mnie. Jest zadowolony bo mam 2 buldozki kolo siebie. Wczoraj z kolezanka mialysmy im nalac wody, to one uciekly i jak wreszcie po 20 minutach udalo nam sie na sile obie wepchnac z powrotem do klatki (z moją ręką) to Lucek chcial z nimi:). Ale w Lucku najbardziej wzruszajace jest to, że nie jest on psem ,ktory wszystkim okazuje taka samą miłość na początku, on musi nabrac zaufania, wiec z poczatku poznawal mnie, potem pukał nosem, potem płakał, a teraz wita mnie szczekiem i juz sie wyrywa by iść na spacerek. To sie docenia najbardziej u takiego "niedostepnego" psa:).
Jego kolega Cekin tez byl na spacerze. Pani wet. zaproponowala bym poszla z obojgiem naraz:o, ale chyba bym nie dala rady:), wiec poszlismy oddzielnie.
Zostalo ostatnie opakowanie pieluch, ja bede albo w poniedzialek lub wtorek to sprobuje kupic, ale nie pamietam nazwy.. jakas moli, mali... jakby mozna bylo przypomniec...