Martulinek
Members-
Posts
477 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Martulinek
-
Hera mix bf w DT u Tosi2-Łomianki-Hera ma dom
Martulinek replied to Moniskaa's topic in Już w nowym domu
[quote name='Tosia2']Moja mama wczoraj stwierdziła że Hera jest "jej" sunią... Naprawdę bardzo ją pokochała... :) Oczywiście Hera razem z kilkoma "protegowanymi" śpi z mamą w pokoju.... :loveu: a aktualnie biega po ogródku i .....szczeka na ptaki....:evil_lol:[/quote] Cieszę się, że tak dobrze Herci u Was :multi: A dom... może już gdzieś na nią czeka, tylko jeszcze jej nie znalazł. Czasem to trochę trwa... -
:loveu::loveu::loveu: Asiaf pisała, że wózek Lucek może mieć dopiero po wyjęciu drutów z łapki, czyli jeszcze czekamy... Prześcieradło, które miałam zostawiać muszę zabierać do domu żeby prać, bo po każdym spacerze jest obsikane. Można powiedzieć, że to też dobry znak :loveu: Ale naprawdę polecam, wygodniej się idzie niż z ręcznikiem, bo kręgosłup tak nie boli od schylania.
-
Było by super, fantastycznie:multi: Jeśli ten kot woli gotowane od suchego, to niech go pani doktór częstuje. Na zdrowie :lol: Jeśli on będzie chciał to gotowane jeść, to duży komplement, bo ogólnie kiepska kucharka jestem ;) Po spacerze Lucuś posiedział sobie jeszcze w poczekalni na kocu , żeby mu się brzuszek trochę przewietrzył i widać, że nadal reaguje na dotyk w okolicy bioder - napina skórę i odruchowo unosi na moment łapkę po tej stronie, gdzie jest niespodziewanie dotykany. Nawet tą złamaną poruszył, a ponieważ nie może jej zgiąć, to tylko leciutko uniósł i opuścił koniec łapki. A ogon jak mu przy czesaniu położyłam prosto, to za każdym razem przesuwał w jedną stronę (do złamanej łapy). Lucuś ma teraz bardzo liczne towarzystwo :loveu: kilka kotów i dwie śliczne buldożki, a w pokoju socjalnym mieszka bardzo sympatyczny kolega Cekin. w czwartek będę ok.16.30
-
Hera mix bf w DT u Tosi2-Łomianki-Hera ma dom
Martulinek replied to Moniskaa's topic in Już w nowym domu
:thumbs::thumbs: za Twoje zdrowie, Tosiu! -
Dzęki Olena84 :loveu: Byłam po południu. Lucek ostatnio chętnie chodzi w stronę cukierni ;) A kawałek dalej jest sklep spożywczy i są stale otwarte drzwi, a Lucek uparcie chce wejść tam do środka, ledwo go mogę na prześcieradle powstrzymać. Może śnią mu się już jakieś serdelki i kiełbasy, bo on ciągle na diecie wątrobowej - kurczak z ryżem :lol:
-
Wanda, bardzo dziękujemy za dalszy ciąg pieluchomajtek:loveu: Ostatnio jedna na spacerze nam się przekrzywiła i mokre było wszystko - pielucha, prześcieradło oraz Lucek. Ale dojdziemy do wprawy w zakładaniu spacerowym:evil_lol: A Lucek to taki gość, który na nic nie narzeka tylko idzie do przodu jak strzała:lol: A po drodze adoruje każdą napotkaną suczkę, prawdziwy dżentelmen. Beatka, dzięki:loveu: To jutro będę ok.20 Asiaf, czy wiadomo coś już o wózku od tego pana, który miał wziąć wymiary w sobotę?
-
[quote name='_beatka_']byłyśmy z olą na spacerze u lucka, wyczesałyśmy go, wymizialyśmy i dowartościowalyśmy:evil_lol: pytanie tylko czy lucek ma jedzenie nagotowane?bo podobno lodówka już pusta stoi:roll:[/quote] Dzięki:loveu: Lucek dowartościowany:lol: Super:loveu: Beatko, jeżeli będziecie mogły przychodzić do Lucka, to pasowało by Wam bardziej w ciągu dnia, czy wieczorem? Postarałabym się dopasować i np. jutro zamiast ok.14 przyszłabym później, albo odwrotnie. Jedzenie gotowane skończyło się wczoraj, na dziś przyniosę wieczorem, a jutro na dwa dni. Panca, dziękujemy :lol: Na pewno się przydadzą, ale które to może już Mysza napisze.
-
Dziś będę ok.20.30. Jutro (wtorek) ok. 14.
-
Lucek szczególnie w tym tygodniu bardzo potrzebuje wsparcia w spacerach !!!!!!! A po spacerach bardzo wskazane Lucjuszka trochę poczesać albo/i pogłaskać, głównie po tych miejscach niewładnych, od pasa w dół oraz pomasować zdrową tylną łapkę - na poprawienie krążenia, pani dr.Monika szczególnie o to prosiła. Dostaje leki na poprawę krążenia, więc jak się to połączy z masowaniem, to może, może czucie zacznie mu wracać...:smile: Ogonkiem już czasem porusza... Czarny, kudłaty Luckowy ogonek daje nam trochę nadziei :loveu:
-
Wieczorem Lucek nie był już taki żwawy, sam sobie robił przystanki, ale siusiu pod drzewem w pieluchę było. No i.... też poruszał ogonem :loveu:- pofalował nim w obie strony kilka razy, jak się witał noskiem z małą, białą suczką. Jedzenie ugotuję od wtorku. Będę przychodzić codziennie, pasuje mi najbardziej ok. 20, ale to jeszcze do dogadania, bo może się okaże że wszyscy możemy ttylko wieczorami, to wtedy spróbuję o 13-14. Chociaż dużo łatwiej mi później i dłużej wtedy mogę u Lucka pobyć. Spróbowałam sposobu podtrzymywania Lucka, jaki ma Mysza i zwróciła też na to uwagę Aleksandra59 - posadziłam Lucka na prześcieradło , z tylnymi łapami do przodu tzn. tak jak siedzi w pielusze sam i ułożyć to prześcieradło aż pod jego pachy. Powstaje takie nosidełko. Tak rzeczywiście będzie mu chyba wygodniej, niż jak jest brzuch ściskany ręcznikiem w pachwinie. Zostawiłam to prześcieradło przy posłaniu Lucka - białe w różowe kwiatki, jakby ktoś też tak chciał ;) Wando, jeszcze raz podziękowania za pieluchy!
-
[quote name='wanda szostek']Napisałam kilka stron wstecz, że mogę wspomóc pieluchomajtkami. Nikt się nie odezwał. Dzisiaj jadę do Warszawy i mogłabym je przywieźć Dziękujemy, bardzo się przydadzą :loveu:
-
Myszka, wieczorem było tak samo :lol: Lucek maszerował już na 5-biegu, a przystanki robiliśmy właściwie tylko na moją prośbę ;) Wyszliśmy bez pieluchy i już pod pierwszym drzewem Lucek zrobił siusiu. Ręcznik się zmoczył, ale dzięki temu się zorientowałam, po co się zatrzymaliśmy pod tym drzewem. A z powrotem zaczął krążyć po trawniku z nosem przy ziemi, zatrzymał się i tak jakby wygiął plecki, myślałam że chce odpocząć, położyłam koc i... pojawiła się kuuupa :multi: Mam wrażenie, że wszystko "to" przebiegało pod kontrolą Lucka, czyli może jednak coś czuje :lol: Jak czesałam go i omsknęła mi się szczotka na tylną łapę (tą bez drytów) to zareagował tak jak my, kiedy lekarz pukał w nasze kolano młoteczkiem, wyraźnie tą łapką poruszył jakby chciał ją odsunąć.... Muszę przyznać, że delikatnie powtórzyłam to i zareagował tak samo... A jak czesałam go po grzbiecie koło nasady ogona po stronie tylnej łapy (bez drutów), to też wyraźnie napinał i rozluźniał mięśnie (widać było po sierści).... Ale jak dostawał bolesny zastrzyk w plecy, po stronie złamanej łapki, to niestety nie zareagował A może taki odporny na ból Lucuś jest? Ulvhedinn - jeszcze raz dzięki za to, co napisałaś, wzięłam sobie do serca zwłaszcza to pobudzanie krążenia w części sparaliżowanej. Szczotkuję i głaszczę Lucka w zastępstwie ruchu. A jak przestaję, to on sam się czasem odwraca i wtula pyszczek pod ramię, jakby chciał więcej czesania. Chcesz to masz ;) Mysza, ta szczotka jest taka fajna! Spotkaliśmy na spacerze pana, którego jamniczka też była sparaliżowana - wskakiwała na kanapę i uderzyła plecami w drewnianą ławę. Miała opuchliznę rdzenia kręgowego. Przez 3 miesiące siedziała w klatce, miała mieć mało ruchu, tylko na siusiu była wynoszona (kilka razy dziennie) i podtrzymywana na ręczniku jak Lucek. Przez pierwszy tydzień nie robiła kupy, mało piła i mało siusiała. Po 3 miesiącach zaczęła chodzić i dziś jest dobrze. Wiem, że opuchlizna opuchliźnie nie równa, ale dobra wiadomość na wzmocnienie optymizmu zawsze się przyda :lol:
-
Dobrze, możemy się tak umówić. Ugotuję na czwartek i piątek. Strasznie jestem ciekawa wyniku USG. Mocne :thumbs:za Lucka zdrówko.
-
Hera mix bf w DT u Tosi2-Łomianki-Hera ma dom
Martulinek replied to Moniskaa's topic in Już w nowym domu
Wspaniałe wiadomości!!! Gojka, dużo szczęścia w nowym domu!!! Super zdjęcia. Tosiu, pogłaszcz ode mnie Herę :lol: -
bardzo ładny portret Lucusia Ulvhedinn, tyle rzeczy wytłumaczyłaś, dzięki!!!!!!!!! Nadrabiam właśnie zaległości w czytaniu wątku, więc koniecznie muszę dodać - misiek-kurczak, dzięki:loveu: Mysza, wtedy kiedy wyjeżdżasz, będę przychodzić codziennie. Jak zrobimy z jedzeniem? Mogę mu też ugotować kurczaka z ryżem. A czy Lucek coś jeszcze oprócz gotowanego może jeść ze względu chorą wątrobę? Dziś przyjdę koło 20. Większość osób, które przychodzą do Lucka, może popołudniami. To może ja spróbuję ok. 11-12.00, ale zobaczę...
-
Przepraszam, że tak późno się odzywam, a wczoraj niestetynie mogłam tu być... Póżniej nadrobię czytanie. Najpierw o Lucku. Byłam wieczorem u Lucka ok.1,5 godziny, z czego na spacerku tylko 5 minut..... A było tak - zdjęłam mokrą pieluchę przed spacerem, wyszliśmy przed lecznicę, założyłam Luckowi ręcznik, on bardzo chętnie i szybko ruszył, a z boku poleciała natychmiast fontanna siusiu. Nie wiem czy on to kontrolował, czy aż tak mu się chciało, że nie wytrzymywał... Pomyślałam, że niechcący krzywo mu przycisnęłam siusiaczka ręcznikiem, bo tak całkiem w lewo leciało, nie pod brzuch. Wzięłam go na trawnik i chciałam pomóc wycisnąć siusiu, ale do tego musiałam go trochę unieść w pachwinach. Lucuś jak tylko poczuł, że jest unoszony tył ruszył do przodu, mam wrażenie, że on poprostu chciał dojść do miejsca które jego zdaniem nadaje się na obsikanie. Musiałam go niestety przytrzymać i posadzić na trawie, wtedy się okazało że siusiak jest całkiem na wierzchu no i jeszcze w trawie, bo Lucuś niziutki jest. Wróciłam do lecznicy, dr. Monika opłukała i zdezynfekowała siusiaczka, schował się ale nie tak łatwo i nie od razu, trochę to trwało (mówi że tak nie powinno się powtarzać). Przemyła też rany przy drutach, nie wyglądają zbyt dobrze. Trochę się sączą, chyba zwłaszcza jak Lucuś ma więcej ruchu. Na wszelki wypadek nie poszliśmy już na spacer. Założyliśmy pieluchę (bez mycia...) i zostaliśmy już w poczekalni przy kanapie i otwartych na dwór drzwiach. Lucek ciągle się na pupce podsuwał w ich stronę, ale w końcu dał się zatrzymać głaskaniem i potem sam podstawiał główkę. Pani Monika ma jutro wygolić sierść w pachwinach, na brzuchu i na łapach, ogólnie tam gdzie najwięcej się moczy. Mówi też, że już Lucek może jeździć na wózku i ten po jamniku można spróbować dopasować jak najbardziej. Ręcznik którym go podtrzymujemy pomaga się wysikać przez to, że uciska brzuch, ale z drugiej strony siusiak jest w ciągłych opałach, bo nie zawsze widać jak ręcznik się na podbrzuszu ułożył... A Lucek na spacerze jest w dobrym nastroju, energicznie idzie przed siebie i trudno się zorientować czy coś mu nie pasuje, coś nie uwiera. Przyjdę do Lucjuszka w czwartek ok. 20.30. Jutro dużo osób się wybiera :lol: :loveu:
-
Nie wiem, czy przypadkiem nie uszkodziłam dziś trochę jednego z tych miejsc, z których wychodzi drut w łapce. Może za późno zdjęłam pieluchę, była mokra, zsunęła się i chyba opierała na tym drucie przy chodzeniu... Po spacerze była świeża ranka przy samym drucie, pani dr. ją przemyła, oczyściła i prosiła, żeby jej nie moczyć przy myciu, więc już Lucka nie myłam, ale był przewietrzony, suchy. Może będzie musiał dostać antybiotyk, jeśli nie przyschnie do jutra, albo zacznie się sączyć coś z niej... Bardziej jakoś patrzyłam na to, żeby tak go trzymać, żeby łapki się nie ciągnęły po ziemi i na drogę przed Luckiem, bo Lucuś chodzi rzeczywiście chętnie i czasem tak przyspiesza, wieczorem akurat za labradorką. Nawet na postojach się czasem wyrywa jak go coś zainteresuje i szoruje pupką zanim zdążę go podnieść ręcznikiem. A pieluchę przeoczyłam... Też będę zdejmować. Tzn. nie wiem dokładnie czy to mogło by być od zsuniętej pieluchy, ale teraz w domu tak sobie pomyślałam:oops: Było trochę czasu, więc porozmawiałam trochę z dr. Karoliną. Lucek ma uszkodzony kręgosłup w inny sposób niż Gizmo, tzn. te nerwy które odpowiadają za załatwianie się akurat u Lucka nie zostały porażone i dlatego sam robi siusiu i kupę w pieluchę i nie trzeba go "wyciskać". Ale wcześniej chyba ktoś pisał, że jednak sam nie może się załatwić. Trochę się teraz pogubiłam. Mysza, to jak teraz robić, wyciskać Lucka po spacerze, czy nie trzeba? Rozmawiałyśmy z Lavinią, o wózku, taki jak ma Gizmo. Koszt takiego wózka jest ok. 300 zł. Robi je pan z okolic Warszawy, przyjeżdża do psa, bierze wymiar i specjalnie dla tego psa dopasowuje. Chociaż z drugiej strony, teraz kiedy jeszcze ma druty, chyba trudno było by mu ułożyć łapki do tyłu, tak jak Gizmo.
-
Hera mix bf w DT u Tosi2-Łomianki-Hera ma dom
Martulinek replied to Moniskaa's topic in Już w nowym domu
[quote name='Tosia2']Hera porusza się juz zupełnie swobodnie po domu i ogrodzie, biega sobie z psami, a nawet próbuje je ustawiać... [/quote] niby takie proste, codzienne rzeczy, małe szczęścia, Hera znów się może nimi cieszyć:multi::multi::multi:Dzięki Tosiu!!!!!!!!!!!! -
Jeszcze tylko dodam, że pani dr. obejrzała te miejsca, gdzie wychodzą z łapki druty, oczyściła, zdezynfekowała i powiedziała, że ładnie to wygląda. A Lucek siedział tak cierpliwie i grzecznie... i w oczy patrzył... Taki mądry, wspaniały. Nie ma za co. Mieszkam 3 km stąd, po tej stronie Wisły, to mam blisko. Z czasem tylko jest różnie, ale jakoś to będzie. W poniedziałek nie mogę, ale we wtorek tak.
-
Mysza, ale wypielęgnowałaś Lucka :loveu: No, no... Taki wyczesany i w ładnej niebieskiej obroży, same komplementy zbierał :lol: My też byliśmy na spacerze z małymi przystankami. Potem posiedzieliśmy w poczekalni przy kanapie - drzwi były otwarte, to widział co się dzieje i na dworzu i w gabinecie. Obwąchał sobie wszystkie gabloty i torby z suchymi karmami. Pielucha po spacerze była mokra, to go umyłam i założyłam czystą, ale już ostatnią z paczki, a pani dr pokazała przy okazji jeszcze raz "wyciskanie siusiu". Lavinia też przyniosła dla Lucka coś pysznego:lol: Umówiłyśmy się na jutro o 18.30.
-
[quote name='misiek-kurczak']W takich sytuacjach chyba trzeba być odpornym. oj tak, trzeba. Inaczej byśmy się zapłakali. Ale chyba na razie nikt z przychodzących nie może mu dać domu u siebie. Ale Lucek potrzebuje też spacerów. Więc jeśli masz troszkę czasu, to przyjedź, każda para rąk do trzymania ręcznika który podtrzymuje mu tylne łapy na spacerach się przyda. A Lucek całkiem szybko przebiera przednimi łapkami.... Lubi chodzić na spacery i jest spragniony głaskania :lol: A ta jego nadzieja jest akurat w zasięgu naszych rąk;) Chociaż tyle i aż tyle.
-
Będę dziś i jutro o 20. Aleksandro59 zdrowiej :loveu: Pułapka i tak Cię nie ominie:evil_lol:
-
I pytasz co dalej? Ja przez 3 miesiące miałam tymczasowo sunię po wypadku, zdjętą ze środka ulicy. Już zaczynałam myśleć, że zostanie, bo n i k t o nią nie pytał. Poszłam z nią na sterylizację i w tym samym czasie weszli ludzie po odrobaczenie dla kota, zobaczyli sunię i powiedzieli, że przypomina im ich psa, którego mieli i że wybierają się do schroniska, żeby szukać podobnego. A ona była do oddania. I wzięli właśnie ją. Można powiedzieć, że to dom ją znalazł w tej poczekalni. Życie bywa zaskakujące. Trzeba tylko dać mu szansę:lol:
-
Misiek - kurczak, jeśli chcesz pomóc Luckowi, to pomóż. Jeśli nie, no to trudno, tak bywa. Przecież ta suma, którą proponowałeś jest ogromna, każdy chciałby tyle dać. Ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Tutaj dzieje się zbyt wiele ważnych i trudnych spraw, nie potrzebujemy dodatkowych sztucznych rozczarowań. Odwiedź go chociaż, zobaczysz jak się ucieszy ze spaceru i da Ci się podrapać za uchem:lol: Dasz mu coś czego on też bardzo potrzebuje - cząstkę swego czasu. Lucek jest w bardzo trudnej sytuacji, ale ma w sobie radość życia!!! Lepiej zamiast zastanawiać się czy warto pomóc Luckowi, poprostu przyjdź do Lucka!!!!!! Zapraszamy w imieniu Lucjuszka!!!!! A jak masz daleko, to uszczknij trochę z tych 2000;) na bilet albo paliwo i przyjedź i popatrz w oczy Lucka - on Ci sam odpowie....
-
Hera mix bf w DT u Tosi2-Łomianki-Hera ma dom
Martulinek replied to Moniskaa's topic in Już w nowym domu
[quote name='Tosia2']Pomimo swojej wrodzonej nieufności nie miałam problemów z zaufaniem im... Odjechałysmy z czystym sumieniem.... :)[/quote] Monia ma dom:Cool!::bigcool: Czyli odczucia jakie mieli w lecznicy o tej pani i panu, że ciepła, sympatyczna rodzina, potwierdziły się, Uff... Już samo to, że nie obrazili się jak usłyszeli o wątpliwościach, żeby oddać im sunię, tylko prosili żeby im zaufać... tzn. że im zależy na Moni. Dobrze, że na miejscu się wszystko wyjaśniło... Starszy pan (dziadek) mimo najlepszych chęci zbudowania budy, nieźle nam tu namieszał;):lol: Tosiu, dzięki za czujność, że pojechałaś i sprawdziłaś :loveu: