Martulinek
Members-
Posts
477 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Martulinek
-
Będę dziś ok. 20.30. Jutro niestety nie mogę być...
-
Lucjusz po spacerku i gimnastyce odpoczywa w poczekalni
-
Wieczorem wstawię fotki Nerona, bo coś mi się blokuje strona ze zdjęciami, a wolę teraz pójść do Lucka, zanim zacznie padać deszcz.
-
To ja dzś pójdę zaraz do Lucka. Olenka, nie bierz sobie tego szczekania tak dosłownie. Jego ukochana Puma pojechała do domu, on może przez to jest taki nie swój, bo tęskni. Na pewno Cię lubi :loveu: myślę, że nie miał nic złego na myśli. Mnie też już chyba okazuje szczególną sympatię , bo wczoraj znów zrobił kupę, taką o jakiej od dawna marzyłam, ścisłą i nie brudzącą sierści, łatwą do sprzątania :evil_lol: Zgubiliśmy ją zresztą po drodze, jeszcze w lecznicy, tak się chyba cieszył, że idziemy ćwiczyć na spacer. No cóż, skończyło się samo bieganie i zaczepianie suczek. Dochodzi gimnastyka:diabloti: Lucek pięknie się utrzymuje na tylnych łapach z podtrzymywaniem oczywiście. Wczoraj obszczekiwał już nawet na czterech łapach rowerzystów. Zjadł dość dużo. Wymyty z pomocą pani doktor, wypudrowany, poszedł spać wpatrzony w klatkę po Pumie, w której zamieszkała nowa buldożka, taka sama jak Pumcia... Ech, dobrze, że miał szansę przeżyć jeszcze w życiu takie zauroczenie... To bło naprawdę piękne uczucie, nie do opisania...
-
Jestem Wredna dzięki za Twoje bazarki :loveu::loveu:
-
Mysza, bardzo dobrze opisałaś to ćwiczenie ze stawianiem Lucka na łapy. Ten koc na podłodze rzeczywiście niezbędny. No i... Puma - bardzo pomaga, bo Lucek stoi w nią wpatrzony dosłownie na czterech łapach przez tych kilka chwil i chyba wcale o tym nie myśli. Tylko o Pumie :loveu: Nie było mowy też o dalekim spacerku, zrobił siku i dosłownie biegiem wracaliśmy pod drzwi lecznicy. Musiałam go brać na ręce, odnosić daleko i... znów biegł do lecznicy. Taki to noszono-biegający spacerek był. Ani trawka, ani inne psy, no nic go nie interesowało. Tylko Puma :loveu: Z powodu braku koncentracji Lucka, ćwiczenia popołudniowe mogły być robione wyłącznie w lecznicy, ku wielkiej radości obu zainteresowanych sobą stron - Lucka i Pumy :lol: Trochę zjadł jedzonka od Myszy. Ono zawsze tak ładnie pachnie. Olenka, dużo zdrówka dla Twojej świnki! Będę dziś ok. 20.30
-
No właśnie, wczoraj też trzeba było wyrzucić z miski niedojedzone... Akurat kurczak z ryżem był... Przyniosłam świerzutkie, to nawet nie tknął... A mówiłam, że na dłuższą metę to kiepski kucharz jestem :eviltong: Może pomyśleć o jakimś suchym dla SENIORA?
-
Może zgłosić do [B]Straży dla Zwierząt - [/B]Zwierze nie jest rzeczą. To Patrol Interwencyjny Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami w Polsce. Właśnie przeczytałam o tym we wczorajszej gazecie. Oni interweniują w przypadkach wykrycia znęcania się nad zwioerzętyami, łamania ich praw, naruszania Ustawy o Ochronie Zwierząt, czyli zawsze kiedy narażone jest zdrowie i bezpieczeństwo zwierząt. Misją Straży jest praca na rzecz etycznego traktowania zwierząt poprzez min. egzekwowanie istnijącego prawa i zwalczania niehumanitaenego traktowania. [URL="http://www.strazdlazwierzat.com.pl"]www.strazdlazwierzat.com.pl[/URL]
-
Lucek dostał od Pixi duże opakowanie pieluch. Dziękujemy Pixi :loveu: Prosiła też, żeby przekazać, że ma do oddania podkłady. Chętni niech się zgłoszą może na wątku Lucka, bo Pixi nie ma narazie dostępu do netu. Olena, zawsze z przyjemnością czytam Twoje przygody z kupkami Lucka:evil_lol: Żeby tak chociaż raz wieczorem mu się chciało... No i wczoraj się doczekałam :multi: Na świątecznym obrusie, bez pieluchy, dwa placki jak malowane:evil_lol: A po kąpaniu z pomocą miłego pana doktora, kiedy wycierałam Luckowi brzuszek było jeszcze sioooo. Wszystko na raz, bo nie byliśmy na spacerku, bo padał deszcz, ani nie posiedzieliśmy w poczekalni, bo było wyjątkowo dużo pacjentów i operacje do późna. Kiedy czesałam Lucka, on siedział wpatrzony w Pumę. Na noc powędrował do klatki, bo wczoraj przyjechał bezdomny owczarek niemiecki, chory i bardzo wystraszony.... Jedzonko przywiozłam, powinno starczyć jeszcze na jutro i w lodówce jeszcze miska też stała. Będę dziś ok.20.30 Aha, wczoraj miał Lucek robiony Rtg. W miejscu złamań nie ma spoiwa, tak jak pisała Mysza, czyli nie zrastają się kości. Lucek jest starszym pieskiem, to wszystko wolniej przebiega... Jeszcze miesiąc w drutach... Pytałam pana Bissenika - chirurga, który operował Lucka, co ze spacerami? Ma się ruszać, ruszać, spacerować, jak najbardziej wskazane. Cioteczki, jakby którejś obrusów na spacery zabrakło, to ja mogę pożyczyć. Swoje zabieram do domu, bo potem nie mogę znaleźć, albo jakiś kotek po operacji na nim śpi, no przecież nie mam serca, żeby spod niego wyciągać luckowe nosidełko:lol:
-
Viva z lecznicy - Viva ma dom, szczeniaczek ma dom :)
Martulinek replied to gamoń's topic in Już w nowym domu
Vivuś, kciuki za zdrowie :thumbs::thumbs: -
Wieczorem Lucek już doszedł do siebie po całym zdarzeniu. Mam nadzieję, że Ty Olenko już też. Nikt tego nie mógł przewidzieć, każdemu z nas się mogło to przytrafić. Bardzo skutecznie go utuliłaś i uspokoiłaś :lol: Na spacerze znów go wszystko interesowało, a suczki najbardziej. Szczekał na rowerzystów.A przed lecznicą bawił się z takim małym białym Mikusiem tzn. próbował go powąchać, a Mikuś biegał dookoła Lucka, jakby chciał, żeby Lucek go gonił, no to Lucuś kręcił się w kółko razem z nim. Udało się Lucka porządnie umyć w ciepłej wodzie i szamponie, pani starzystka pomogła :lol: Wysmarowałam jąderka i pupcie Sudokremem. Żałowałam tylko potem, że samego brzuszka nie posypałam pudrem, bo ma zaróżowioną skórę. Zjadł kurczaka z ryżem, całą miskę. Reszta jest w lodówce, w pudełkach po maśle. Biegunki wieczorem nie było raczej widać. Dzwoniłam do Pixi, pieluchy są do odbioru w każdej chwili na Żoliborzu. Są rozmiaru średniego, czyli większe od tych co ma Lucjusz teraz. Będą dobre na niego? Mogłabym odebrać po jutrze. Chyba, że ktoś miałby po drodze bliżej ;) Mysza, jeśli dałabyś radę przyjechać jutro po południu, to ja byłabym po jutrze wieczorem?
-
No właśnie, dziękujemy za wszystkie rady :loveu:
-
Nasz mały, zakochany Lucuś :loveu: Same sercowe i (bez)pieluchowe atrakcje cioteczki z Lucusiem miały :evil_lol: Wyjęcie drutów w sobotę :multi: Wysłałam kilka dni temu pw do Pixi w sprawie pieluch, ale bez odpowiedzi, może już na wakacjach jest :lol: Dziewczyny, to dołączę do Was i też kupie opakowanie pieluch. Będę dziś o 20.30. Z kurczakiem i ryżem.
-
Ja też o Sudokremie słyszałam same dobre opinie. Warto spróbować. Mąka ziemniaczana pewnie by się sprawdziła, bo pochłania wilgoć, ale Alantan ma dodatkowo właściwości lecznicze, łagodzące. Dziewczyny od Gizma, kiedy miał odparzenia smarowały go Alantanem na zmianę z Rivelgelem (rivanol w żelu). Rivelgel chyba bardziej stosowały na początku, kiedy były otarcia z ranami. Jednocześnie jeszcze pudrowały też Alantanem. Przed każdym smarowaniem myły Gizma i suszyły. Tak robiły dwa razy dziennie, aż do zagojenia. Później profilaktycznie zasypywały już tylko Alantanem, a myły tylko raz dziennie. A na spacer w wózku chodził bez pieluchy, to sporo się przewietrzył. U Lucka mamy sporo utrudnień... druty i długa sierść. Może spróbuję zabierać na spacer dwa prześcieradła, jak jedno się zmoczy, wymienię na suche. Wtedy może będzie mógł chodzić bez pieluchy... Chociaż dobre w tym wszystkim jest to, że sam się załatwia. Wczoraj miał robiony zastrzyk w kark i chciał ugryźć panią dr, więc za drugim podejściem zrobiła niżej, w okolice bioder i...nie zareagował...
-
Po oleju z pestek winogron od asiaf sensacji nie było, to chyba mu pasuje :lol: Będzie się błyszczał :multi: za jakiś czas... Żółtko, hmmm... powąchał, dwa razy... i to wszystko, a wybierałam najładniejsze jajko :placz: Spróbuję jeszcze raz we wtorek. UWAGA! Lucek ma odparzenia na jądrach i pupce, brzydkie strasznie. Pani dr. Małgosia (dermatolog) powiedziała, że mycia jednak odpuszczać nie można, chusteczki nie wystarczą - najlepiej za każdym razem do wygojenia, przy zmianie pieluchy Lucka podmyć, osuszyć, posmarować czym mamy ( jest Sudokremem), odczekać 10 min aż się trochę wchłonie i dopiero założyć pieluchę. Ja wiem, że my to mycie częste odpuszczamy, żeby przypadkiem tych miejsc przy drutach nie moczyć, bo się wtedy paskudzą, ale te dryty mają być w łapce w sumie ok. 2 miesiące... musimy chyba próbować, koniecznie z pomocą, w pojedynkę się nie da. Pani Karolina pokazała dobry sposób trzymania przy myciu: jedna osoba siada na brzegu wanny i trzyma Lucka nad brodzikiem (w powietrzu), tak, że on na rękach leży na swoim lewym boku - noga z drutami jest wtedy na górze, a zdrowa jest podtrzymywana od spodu. Wystarczy wtedy odchylić, unieść tą łapkę z drutami do góry i mamy łatwy dosęp z prysznicem do brzucha, siusiaczka i pupy. A przy smarowaniu Sudokremem trzeba go położyć na boku, przed czym Lucuś się niestety bardzo broni, ale po chwili odpuszcza i leży sam. Trzeba rozchylić tylne łapki, żeby żadnego odparzenia nie przeoczyć. Smarować można kilka razy dziennie, ale przynajmniej przy każdej zmianie mokrej pieluchy. Uwaga też przy zakładaniu pieluchy na dolny brzeg (na brzuchu), bo czasem nie zakrywa całego siusiaczka i jego końcówka wystaje tuż nad brzegiem i siooo zamiast do pieluchy wędruje na np. koc ;) Czyli ogólnie: każdy, kto zmienia pieluchę proszony jest o posmarowanie odparzeń na jądrach i pupce Sudokremem.
-
Lucek dostał od cioteczki Ani spoza forum 50 zł, wpłacę dziś w lecznicy. Będę dziś ok.20 i dopiero we wtorek wieczorem. We wtorek przywiozę kurczaka z ryżem. Jak często podawać Luckowi żółtko? A zamiast oliwy może być olej słonecznikowy? 1 łyżka/ dziennie wystarczy takiemu małemu pieskowi? A może siemię lniane, wrzucać trochę do jedzenia, tylko nie wiem, czy musi być gotowane?
-
Byłam na spacerze z Cekinkiem. Spacer z nim to naprawdę przyjemność. Jest młody i chce się wyszaleć, ale w tym swoim szaleństwie jest w stosunku do człowieka i zwierząt taki delikatny, tzn. skacze, chce się bawić, ale jest w nim jakaś ostrożność. Po tym co narozrabiał w lecznicy zabrzmi to może dziwnie, no ale tam jest na uwięzi, a dla niego to nowa sytuacja, więc jakoś próbował odreagować... Trochę się jeszcze musi nauczyć, ale dużo rozumie i szuka kontaktu z człowiekiem, głaskania. Mimo wszystko, po tym co przeszedł... Jakiś pan zagwizdał na swojego psa, a Cekin też chciał do niego podejść, nawet szybciej niż pies tego pana, aż się ten pan uśmiechnął :lol: Zjadł też gotowanego jedzonka. Domku spokojny i cierpliwy, dla tak wspaniałego pieska, gdzie jesteś?????
-
Mysza już wróciła :multi: Zanim przeczytałam, poznałam wcześniej po misce pełnej jedzenia w lodówce w lecznicy :loveu: Będę jutro, ale w poniedziałek nie mogę. Jedzenia starczy jeszcze na jutro. "Smakowite" tak, to też luckowe. Lucuś dziś na spacerze. Wygląda na zmęczonego, bo próbowaliśmy dogonić onkowatą sunię, która była bardzo zainteresowana Luckiem, oglądała się na niego, ale państwo szli za szybko, co wcale Lucka nie zniechęcało, nawet przyspieszał, ale ja już nie dawałam rady... i musiał ze mną odpocząć... Ale poza tym, tzn. kiedy nie ma suczek, to sam zwalnia kiedy chce się zatrzymać, no i lubi obwąchiwać lipy, wtedy są dłuższe postoje.
-
Kiedy zaczęłam przychodzić do Lucka, Mysza już we wszystko go zaopatrzyła tzn. kupiła pieluchy, chusteczki do wycierania, szczotkę, smycz, obrożę, lekarstwa na wątrobę i przynosiła mu jedzenie. Ja zaczęłam gotować dla Lucka dopiero jak Mysza wyjechała, czyli kilka dni. Przynoszę to, co gotuję też dla swoich psów. Lucek jest małym psem, więc nie są to jaklieś duże ilości. Dzięki dziewczyny, ale nie chcę za to jedzonko pieniędzy. Jeśli mogę mu chociaż w ten sposób jeszcze pomóc, to dobrze. Jak wróci Mysza, to może będziemy gotowały na spółkę, raz ona, raz ja? No i dziś spróbujemy to żółtko :lol: Asiaf, Lucek na pewno ucieszy się jak zajżysz! Głaskania też bardzo potrzebuje.
-
Wczoraj znów Lucek pomachał ogonem :multi::multi::multi: na widok pięknej mini sznaucerki Fasolki. A jak sunia poszła do domu, to Lucek wcale nie chciał iść na spacer tylko chodził po lecznicy i jej szukał...
-
A to Lucek z soboty Lucka koleżanki ok. godz. 22 jeszcze w poczekalni, już po spacerku, czesaniu, masowaniu i jedzeniu, Lucek prawie zasypia, ale jeszcze patrzy przez otwarte drzwi w gabinecie jak jakiś pies ma opatrywaną łapę. Potem zaniosłam go na posłanie do pokoju. Lucek jak się układa do snu, to nie na równo pościelonym kocu, tylko najpierw go pracowicie rozkopuje i dopiero na takich nierównościach się układa Aleksandra 59, głaskanie bardzo potrzebna rzecz! Dziękujemy :loveu: Lucek na pewno to docenia. No bo kto jak kto, ale on bardzo dobrze rozumie przecież kręgosłupowe problemy. I jeszcze jedzonko przynosisz:multi: Olena84 super, że mogłabyś wspomóc pieluchami! Wanda właśnie przypomniała, że są jeszcze pieluchy od Pixi, zaraz napiszę do niej i spróbuję odebrać, to może Ty mogłabyś kupić za jakiś czas. Misiek-kurczak, dobrze że przypomniałeś :loveu: Spróbujemy żółtko i oliwę!
-
Kiedy przyszłam wczoraj do lecznicy, Cekin akurat był na spacerze ze stażystką, więc go tylko potem wygłaskałam. Sam plecki do głaskania nadstawiał i pyszczek przytulał, aż mu się oczy śmiały :lol: Jaki on fajny i łagodny :loveu: Domku, gdzie jesteś????
-
Olena84 nic się nie martw, mi też z pieluchami nie zawsze wychodzi. Czasem jak zrobię dziurkę na ogon, to ta dolna część pieluchy na brzuchu zaczyna mi się gdzieś przy szyi. Ale już się nauczyłam robić drobne przeróbki krawieckie i wszystko ląduje na swoim miejscu. Ten Lucek to się z nami ma :evil_lol: Będę dziś ok.20.30. Przyniosę gotowane na dwa dni, chociaż nie wiem czy na tyle starczy, bo jedzenie się zrobiło luckowo - ogólne :lol: Na zdrowie! Zastanawiam się, czy Luckowi nie przydałyby się jakieś witaminy, bo ma matową sierść, no i je samo gotowane kurczak z ryżem... No i muszę się do czegoś przyznać........ Lucek nie unosi lekko chorej łapki przy niespodziewanym dotknięciu pleców, tak jak opisałam wcześniej :oops: Wczoraj się jeszcze dokładnie przyjżałam... On tylko ma taki odruch chwilowego drgnięcia tej łapki. Jakaś reakcja to zawsze jest. Ja chyba to lekkie unoszenie widziałam już oczami wyobraźni...
-
Wczoraj poznałam Cekina :multi: Wspaniały, miły pies :lol: Mam wieści sprzed chwili, przez telefon - Cekin nie bardzo chce jeść suchą karmę, upomina się o gotowane, jak widzi, że dla Lucka jest szykowane, więc jedzą to luckowe po połowie:lol: Przekazuję prośbę od pani doktor: żeby jeśli jest możliwość, przynosić Cekinowi trochę gotowanego, no i potrzebuje dużo więcej spacerków, bo młody piesek i trudno mu tak wytrzymać w miejscu, dzisiaj zajął się jakimś tekturowym, lecznicowym pudełkiem ;) Przychodzę do Lucka, ale przepraszam, że nie będę mogła zbyt wiele czasu poświęcić Cekinkowi, bo Lucek jest niesprawny i wychodzi na spacery tylko dwa razy dziennie i trzeba wtedy z nim dłużej pobyć, pomasować, przewietrzyć od pieluchy. Może uda mi się na takie 15 minutowe spacerki go czasem zabrać, ale nie wiem czy za każdym razem dam radę... Ale będę próbować :lol: Mocne :thumbs:za dom dla Cekina!