Aga - Czakra
Members-
Posts
1411 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Aga - Czakra
-
spróbuje zgobyć komórkę do Kasi Z., nic mi nie waidomo,żeby pies zniknął. Kurde, aż mi siu e ciepło zrobiło. Bo nigdy nie wiadomo, co to znaczy jak takiego dużego psa w schronisku nie można znaleźć. Ja Berniego, jak trafił do schronu, jakieś dwa tygodnie temu brałam na spacer, mam dwa zdjęcia. szef mnie w poniedziałek nie puści, a teraz siedzę poza 3miastem i walczę ze swoją gromadą w tym pierwszym dużym boksie jest taki agresor, często tam scysje są, ale tego rudego nie pamiętam. z Miciem jest taki jeden rudy z przyciętym ogonkiem - dotknij go kiedyś, futerko, nie sierść, futerko ma jak króliczek Bobek, co z tobą chłopie???????????
-
ja tez już dziękuję za możliwość doglądnięcia psiaka. Pomagając sobie, pomagamy innym. Pomagając jednemu psu natrafiamy na inne potrzebujące i nimi też się zajmujemy: Baton - Bobek - Boksery (pewnie jakiś dzięki Oli opuści schron) wysłałam Oli "moich" schroniskowych ulubieńców, żeby bez probemu ich znalazła w tym morzu psiej tęsknoty, oj, będzie miała dziewczyna pełne ręce roboty...
-
to samo pełne tęsknoty spojrzenie jak u Gojki jak u Batona
-
Olu, jeżeli będziesz - to, proszę zajrzyj do Bobka. on już jest przeniesiony na górne kojce, pojedyńcze. Jak nie będziesz mogła znaleźć - to zapytaj o psa, który był strzyżony w sobotę. Była wtedy Kaśka Z,. i taka babka z czarnymi kręconymi włosami (ona była też na orunii w schronie), i pracownica, która chodzi w mundurze. Zrobisz zdjęcia jakieś? jak idziesz środkiem schronu - w trzecim pojedyńczym kojcu po lewej jest berneńczyk, też zobacz. Zwróć uwagę na tylne nogi potem skręcasz w prawo w drugą od dołu alejkę (boks 43 chyba, ostani) - tam jest taki mały czarny z białą krawatką, ale ten najmniejszy z lekko szorstkim włosem na mordce i ogonku - Micio się nazywa. To mojego syna pupilek. Zobaczysz, czy nikt go nie zjadł?
-
[IMG]http://www.psy.warszawa.pl/2007/images/nowepsy/2007-11-24/3254.gif[/IMG] kolejny karelski pies na niedźwiedzie, kolejna łajka? warszawa, paluch prosiłam już o sprawdzenie
-
[RIGHT]mogłabym gadć i pisać o swoich obawach więcej, ale albiemu na mnie krzyczy, że za dużo i że miejsce zajmuję, he he [/RIGHT]
-
uff, na razie tyle kiedyś zdjęcia do tego dołączą teraz mam takiego nieszczęśnika na sercu: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=100629[/URL]
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Nowe życie Batona[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Na początku siedział w kojcu, nie reagował na swoje imię, wychodził na spacer dwa razy dziennie na smyczy. Po kilku dniach kojec cały dzień stał pusty, smycz gdzieś w domu się zawieruszyła, a jak usłyszał „Baton”, to biegł tak szybko jakby cztery nogi go niosły. Po niespełna tygodniu nie wpuścił Pana do domu, bo kocha tylko Panią Ewę i chłopaków. Z obejścia sam nie oddala się, szczeka na wszystko, co obce. Już drugiej nocy odstraszył dziki, teraz jak Janusz poluje – ta najpierw słucha, z której strony Baton szczeka. Jak cicho siedzi, to wiadomo, że zwierzyny nie ma w pobliżu. Oprawca mały. I zadziorna bestia, a nie anioł jak dziewczyny mówiły. Upatrzył sobie gęś i nienawidzi jej z całego swojego psiego serducha. Wróg numer jeden i basta. Jak gęś wychyli łeb z kurnika, to zaczyna się polowanie. Walka prawie wyrównana – ona dwie, on trzy kończyny. Gęganie, szczekanie, Baton wywraca się w błocie i z oczami nabiegłymi krwią i żądzą mordu pędzi dalej. Oby tylko nie dorwał jej przed świętami… Lubi też ganiać kozy, ale tylko te mniejsze. Dorosłych boi się. Szanuje tylko najstarszą, nestorkę rodu – też bez nogi, pokrewieństwo dusz jakieś czy co?[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Nie widziałam tego. Ale mówił mi o tym Janusz. Wiem, że nie koloryzował, bo nie potrafi. Tak jak i zdjęć nie potrafi robić. Po co komu zdjęcia psa? „Pies jest, ma się dobrze, szczeka, wszyscy są zadowoleni”. To musi wystarczyć. Ale nie wystarcza. Więc męczę go pytaniami, żądaniami zdjęć. Już nawet moich telefonów nie odbiera…[/SIZE][/FONT]
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Pojechaliśmy po Psa. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Nerwy na postronkach, choć oboje z Januszem udawaliśmy przed sobą, że wszystko jest jak w najlepszym porządku. I jest. Pies. Leży na trawie. Nie wiem czy mam najpierw rzucić się na Psa czy na dziewczyny na drugim końcu smyczy. Więc, nie wiem jak to było, chyba chłodno… taka moja reakcja obronna na stres. Pies zakręcony jak kilo drożdży. W jeszcze większym stresie, chce biegać, ale zdrowa noga za słaba, więc bum na ziemię, noc poza schronem, jakieś głupie zabiegi, zastrzyki, czesanie, podróż samochodem, tyle ludzi i wszyscy chcą czegoś od niego… Zastrzyk w dupala i już nic nie pamięta… [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Mimo niezbyt udanej amputacji, Baton okazał się bardzo silnym i w niezłej kondycji psem. Kręgosłup nienaruszony, stawy zdrowiutkie, wszystko pozostałe, co udało zbadać się na miejscu – też bez większych zastrzeżeń. Po prostu Pies musi definitywnie zrzucić nadwagę i wzmocnić pozostałą nogę, a schroniskowe siedzenie na dupie na pewno mu w tym nie pomagało. Kikut troszkę zbyt długi i poraniony – wygoi się, bo po nabraniu masy mięśniowej Pies nie będzie się na nim opierał. A jak będzie – to zawsze można amputować wyżej, wtedy odciąży się kręgosłup. Uff, nie tak źle… Ale o amputacji Pani Ewa nie chce słyszeć – jak trzeba będzie uszyje mu na kikuta skórzaną skarpetę z gąbką w środku…. Na razie jednak, Pies nie pozwala dotknąć się w żadną nogę, więc ani protezy ani skarpety nikt mu nie nałoży. Nie to nie, jak dasz radę to brykaj na trzech i pół, twoja sprawa.[/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Kolejny etap podróży Batona w nieznane – jeszcze w lekkiej narkozie wracamy, żeby zdążyć przed zmrokiem. Batonek spał pół drogi albo udawał, że go nie ma. Nie wiem, może bał się troszkę o swój los. Więc Baton najpierw śpi, potem nieśmiało kręci się i podnosi głowę. Zagląda na siedzenia, do Iry i Przemka. Ira, która nienawidzi wszystkich psów i zła jest, że musi siedzieć na siedzeniu – nawet nie warczy. Przemek podaje rękę, Baton liże. A jak by ugryzł? U nas wszystko jak w bajce, nie myślimy tylko serce głupoty dyktuje. I tylko bąki Batona okrutnie rzeczywiste. I zmrok i deszcz niespodziewanie realny. [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Times New Roman]Dojechaliśmy... Pogłaskałam, wzięłam smycz a On poszedł ze mną i ogonem nieśmiało pomerdał. Obeszliśmy posesję, oznaczył wszystkie kąty. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że On tak ciągnie? Domownicy aż palili się do głaskania Psa, ale Baton troszkę był zdenerwowany i raczej nie nastawiał się. Nie uciekał, nie odsuwał się, ale widać było, że sytuacja go przerasta. Jak poczuł wiatr z lasu, ze swojego lasu – nawęszał i poznawał sąsiadów. Potem Darek, młodszy syn pani Ewy zaprowadził Go do kojca, a On chyc do budy razem ze smyczą. Potem wyszedł, więc spokojnie można było zdjąć smycz. Po zamknięciu bramki kojca - połaził jeszcze trochę i położył się przy siatce, ale nie przy furtce. Po prostu się położył, nie próbował uciec, wyjść, nie szczekał, nie złościł się - nie wiem czy tak zachowują się psy ze schroniska, nie wiem czy było mu obojętne, w jakim jest zamknięciu, a może wiedział, że to już i że nikt go stąd nie wygoni i że będzie tam bezpieczny. Podobno One wiedzą... [/FONT][/SIZE] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Zamknęliśmy bramkę i zostawiliśmy Go w nowym życiu. [/SIZE][/FONT]
-
[SIZE=3][FONT=Times New Roman]Ten czas pomiędzy tym dniem a dniem, w którym dostałam od Kasi i dałam Januszowi smycz był czasem nierealnym. Wszystko płynęło pod znakiem Psa, wszelkie dylematy, rozterki – ale jakieś takie to wszystko było nierzeczywiste. Dopiero bąki Batona uświadomiły nam, że to naprawdę się dzieje. Baliśmy się wszyscy jak to będzie. Czy pies zaakceptuje nowe otoczenie, czy otoczenie zaakceptuje Jego. Czy … czy …. czy … Bałam się, że nie sprostam wymaganiom wolontariuszek.[/FONT][/SIZE] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Świat, w którym znalazł się Baton jest miejscem zamkniętym dla obcych, ale [/SIZE][/FONT][FONT=Times New Roman][SIZE=3]wiem, że jest to miejsce, w którym liczy się dane słowo. Od siedmiu lat spotykam się z tymi ludźmi i wiem jak traktują zwierzęta. Ocena ich postępowania zależy od tego, co sami możemy dać psu, zwłaszcza psu ze schroniska. Ja nie mogłam dać Batonowi haftowanej poduszki na mojej kanapie, więc wdzięczna jestem za kojec i budę. Ja nie wyjdę z nim na spacer przed blok, więc wdzięczna jestem za wolność. Każdy z nas ma swoją wizję obcowania z psem, ale musimy pamiętać, że jest to nasza wizja i jest tyle warta ilu i jakich psów dotyczy. Moja wizja dla Batona jest niczym, więc wdzięczna jestem za wizję Pani Ewy.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Pamiętam ich poprzedniego psa - była u nich Łata - taki zmiksowany podhalan. Zrządzenie losu jakieś, czy co? Baton jak Gojka, Łata jak Albin...Łaziła po obejściu, chodziła z nimi do pszczół, do kóz, na grzyby, ryby, nigdy nie była uwiązana przy budzie. Niedawno odeszła. Miała dobre życie. Może nie spała na kapie, czasem biegała z obsranym dupskiem - ale kochali ją na swój sposób. [/SIZE][/FONT]
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Setki maili, smsów i pukanie się w głowę moich pisarskich znajomych – po co ci stary kaleki Pies?, dam ci swoje szczenię albo dwa. Ale ja w głowie i sercu miałam tylko Batona. Wielokrotnie przerażała mnie ta nadzieja dana Psu i wielka niewiadoma, co z tego będzie? czy uda mi się, czy Jemu się uda? Objeździłam z Nim całe wybrzeże, trafiłam do wspaniałej fundacji w Charzynie, świeciłam oczami za swoje wcześniej anonimowe wypowiedzi na forum zawodowym, spotykałam się z naprawdę całym spektrum ludzkich reakcji na zaistniałą sytuację, padło wiele ciepłych i gorzkich słów… chwilami traciłam wiarę. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]I 18 września, wieczorem, w Ustce wtedy byłam, dostałam smsa „Możesz spać spokojnie…” Tylko i aż tyle. W głębi serca wiedziałam co to znaczy, ale musiałam to usłyszeć. Brak zasięgu. Nie spałam spokojnie, ale byłam spokojna.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]To był sms od mojego serdecznego przyjaciela. [/SIZE][/FONT]
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]18 sierpnia 2006 roku, wieczorem, przestało bić serduszko mojej Czakrusi.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]18 września 2007 roku, wieczorem, zaczęło na nowo bić serduszko psa, którego nikt przedtem nie kochał. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Ale od początku. Jestem, można tak to określić, drugą matką Batona – Psa kaleki, psa pozornie bez szans i nadziei na godne życie. Pierwszą jest oczywiście Kasia, która znalazła Go dla mnie i nadała Mu imię. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Baton trafił do mnie przez przypadek. Tylko ze względu na podobieństwo do mojej najstarszej suki, poprzez Allegro dotarłam do wątku na Dogomanii. Nie poruszyła mnie jego historia, historia jak tysiące innych: kiedyś dom, potem las albo ulica, wnyki albo wypadek, schronisko, amputacja, w perspektywie śmierć z głodu, zagryzienia albo uśpienie. Nie jestem bez serca, ale jego historia nie była wcale smutniejsza od pozostałych. Poruszyło mnie jego spojrzenie – takie same jak u mojej karelki. Smutne, zrezygnowane, z jakąś taką tęsknotą. Ilekroć patrzyłam na nią, widziałam tego Psa z drugiego końca Polski, z Orzechowców zapomnianych przez Boga i ludzi. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Nie wiem, co tak naprawdę myślałam wtedy, ale skontaktowałam się z opiekunką Psa. Nam obu łamał się głos … Nie wiedziałam czy Pies ma jakiekolwiek szanse, w jakim jest stanie, nie wiedziałam o Nim nic – wiedziałam tylko, że muszę coś dla Niego zrobić. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Dla Niego nauczyłam się obsługiwać pocztę, manipulować zdjęciami, robić ogłoszenia i plakaty. Dla Niego podałam swoje dane personalne na moim zawodowym całkowicie anonimowym forum, żeby zainteresowane pomocą osoby wiedziały do kogo mają się zwracać, dla Niego odnowiłam stare i nawiązałam nowe kontakty, dla Niego moi znajomi zakładali skrzynki, dla Niego …[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Dzięki Niemu na moim zawodowym forum powstał dział poświęcony psom służbowym, w którym z uporem maniaka umieszczam psie biedaki. Dzięki Niemu ja i moi znajomi mamy skrzynki. Dzięki Niemu poznałam nowych wspaniałych ludzi i inne oblicze swoich dotychczasowych znajomych. Baton pokazał mi, na kogo mogę liczyć w podobnych sytuacjach. Dzięki Niemu spełniło się życzenie Czakrusi….[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Kiedy odeszła Czarusia, znalazłam przywiązanego pod drzewem psa. Jakoś tak dziwnie pomyślałam wtedy, że to jej anioł przyszedł do mnie i chce mi coś powiedzieć. Psiaka nakarmiłam i odwiozłam do schroniska. Nie mogłam go zatrzymać, raz, że pozostałym moim psom raczej nie spodobał się, dwa, że moje serce było zamknięte na nowego psa. Ale wiedziałam już wtedy, że nie znajdzie w nim miejsca żaden pies o elitarnym pochodzeniu, że koniec z wystawami, beztroską. Że czas przyszedł na te „gorsze”.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Potem do mojego domu trafił Kaloszek, wybitnie elitarne pochodzenie – nie złamałam zasad anioła Czakrusi. To pies mojego męża, do pracy i sportu – więc selekcja obowiązkowa. I Kaloszek złamał nogę, więc siłą rzeczy rehabilitacja psa, w którym pokładaliśmy tak wielkie nadzieje, odsunęła na bok wszystko inne. Kaloszek wyzdrowiał i anioł znowu przemówił. Przewrotnie, ale przemówił. Zainteresowałam się bullterierami miniaturowymi i dziwnym trafem znalazłam ogłoszenie starego psa ze schroniska. Uroniłam łezkę i zapomniałam o psie. Ale staruch nie dawał mi to spokoju, choć doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie mogę go zabrać do siebie. Szukając go ponownie, trafiłam na zdjęcie Batona…. Resztę znacie.[/SIZE][/FONT]
-
Niestety, na razie musicie zadowolić się na razie tylko opowieściami. Napisałam jakiś czas temu opwieść o Batonie, moją opowieść o Batonie. Był to to prezent dla Kasi, która dała mu nowe życie. Ale myślę, że się nie obrazi, jeżeli ją zacytyję