-
Posts
1790 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Erica
-
Reno2001 - Ja się właśnie o Tośka rodziców trzęsę.Oni go przygarnęli w październiku '08 i dzikus dopiero raz był szczepiony. A może szczeniaki dałoby się trzymać w budynku do czasu nabrania odporności? A najlepiej ( wiem, że utopijnie myślę) to może złożyć petycję do władz miasta o przeniesienie schroniska, z dala od betoniarni? Powołać się o ustawę o ochronie zwierząt ( bo przecież sąsiedztwo zagraża ich zdrowiu) :cool3: Z tego co widziałam to nowy ( większy) schron bardzo by się w Mielcu przydał, a przy odpowiednio przeprowadzonej akcji społecznej dużo można osiągąć.Aga, ja się na razie boję myśleć w kategoriach optymistycznych. Może jutro... A Tobie jeszcze raz powtarzam - nie obwiniaj się! Nie pozwalam i już :calus:Wcale nie wspaniała tylko przecietna. Wspaniały człowiek byłby bardziej świadomy, zaparłby się i zażądł podania surowicy 2 dni wcześniej. W ogóle to moja złość się się już prawie ukierunkowała - jestem wściekła na wetów. Odkąd MacKenzie jest u mnie, prawie codzinnie widział ją co najmniej jeden lekarz! W poniedziałek, jeszcze w Zamościu, ten który chciał od razu 3 powiekę zamrażać, nawet jej temperatury nie zmierzył. We wtorek, środę, piątek i sobotę była u naszej wetki. W piątek była też konsultacja u lakarza w gabinecie, którego nasza wetka pracuje. Ni słowa o chorobie wirusowej. W poniedziałek rano ( po pogorszeniu) była jeszcze jedna wizyta w tamtym gabinecie i zaraz potem pojechaliśmy do kliniki we Wro. Tam 2-3 wetki ( codzinnie) widziały Kenzie i przy tych wszystkich uczonych, trzeba było czekać aż na ślinotok, kłapanie, drgawki i oczopląs, żeby wydukali z siebie diagnozę i podjęli leczenie! :angryy: I surowicę jedna z nich zaproponowała właściwie mimochodem... Może się mylę, ale doszłam do wniosku, że one świadomie mi wcześniej o możliwości podania surowicy nie powiedziały ( a pytałam o ukieronkowane leczenie na nosówkę, cholera), tak jakby założyły, że skoro pies jest ze schroniska, to ja na pewno na leczenie się wypnę- bo za drogie. :angryy: Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że im się dopiero wczoraj przypomniało "Ooo, to jeszcze to jej możemy podać". Jeśli mi nerwy całkiem puszczą, to niewykluczone, że im jutro zrobię o to awanturę. :mad:
-
Stan sprzed 5 minut: Stan jest stabilny. MacKenzie jest przytomna, spokojna i kontaktuje. Nadal dostaje płyny dożylnie. Za godzinę dostanie drugą dawkę surowicy. Niestety nie mogę do niej dziś pojechać :-( Korki we Wro są tak koszmarne, że dojazd w jedną stronę zająłby ok 3h :shake: Teraz idę do weta ( powiatowego po Virkon i będę dezynfekować całe mieszkanie i samochód. Czy ktoś wie czy pluszowe zabawki psów też mogę w tym wyprać? I zastanawiam się nad profilaktyką dla Laary i Tośka, może groplinozin? Lepiej na wyrost niż za mało... Trzeba wetów popytać, tylko żeby się kompetentni okazali :roll:
-
MacKenzie przeżyła noc! Ok 2-3 gorączka spadła i do tej pory temp. utrzymuje się w normie. Objawy neurologiczne też ustąpiły, Kenzie jest bardzo osłabiona, ale przytomna. Przy czym wetka uprzedziła, że to jeszcze za wcześnie, żeby się cieszyć. Trzymajcie mocno kciuki! Pytałam o podanie innych leków, ale wetka powiedziała "to już raczej wszystko..." MacKenzie na pewno nie może dostać nieczego doustnie, a i pzy jej osłabieniu to może więcej leków ne wchodzi w grę... Czytałam w nocy o komplikacjach po przebytej nosówce: tiki nerwowe, oczopląs, nie trzymanie kału, padaczka, niedowład, paraliż tylnych łap... I nie mogłam się powstrzymać od myślenia "Niech Kenzie je ma - jeśli tylko przeżyje". Dopóki nie będą zbyt uciązliwe dla niej , to ja je chętnie "zniosę" - byleby tylko przeżyła! Aga, ja Ciebie w żadnym wypadku nie winnię! Jak już to winnię schroniskowego weta :angryy: - najprawdopodobniej było tak, że Kenzie już coś dolegało przy badaniu. O ile nawet ją zbadał przed szczepieniem. Nawet to cholerne zapalnie spojówek i 3 powieki :roll: było wystarczającym powodem, żeby nie szczepić. No i siebie też winię - za zaufanie do lekarzy i nie zrobienie awantury o podanie surowicy po pierwszym razie kiedy padło słowo -nosówka-. :wallbash: Jeśli któryś z psów, zktórymi Kenzie miała kontakt od szczepienia, został adoptowany koniecznie zawiadomcie dom! I dobrze byłoby te schroniskowe też zbadać. BIANKA1 - Bianca przeszła parvo we wrocławskim schronie, leczenie zakończono na 2 tygodnie przed adopcją. Kiedy ja ją brałam ze schronu, miała kontakt z resztą zwierząt - mieszkała w biurze i biegała po całym terenie... Co do przyczyny jej śmierci to mogło to być zatrucie ( chociaż za cholerę nie wiem jakim cudem i czym) kompletnie nie połączone z tym guzkiem - borelioza jest przypuszczeniem moim a nie weta - objawy "idealnie" pasowały do ostrej postaci tej choroby. Wirusy zakaźne zostały wykluczone - Bianca miała komplet szczepień, objawy nie zgadzały się z niczym, a przebieg byl zdecydowanie za szybki - od pierwszych objawów nie minęło nawet 10h....:-(
-
Eeh, rozumiem, że w tej sytuaji ktoś musiał o to zapytać, podam więc wszystkie fakty. Bianca została adoptowana z wrocławskiego schronu 10 marca tego roku - miała wtedy 5 miesięcy. W schronie przeszła parvo - nadszarpnęło jej to odporność :-( 7 maja, na podstawie biopsji została zdiagnozowana z niezłośliwym nowotworem skóry. Diagnoza mi "nie pasowała" - Bianca 2 tyg. wcześniej miała w tym miejscu kleszcza, miałam robić drugą biopsję u innego lekarza, ale nie zdążyłam. 8 maja wieczorem Bianca zaczęła wymiotować, w nocy taksówką zawiozłam ją na ostry dyżur do Wrocławia, gdzie lekarka leczyła Biancę jako przypadek ostrego zatrucia. Informację o może- boreliozie zignorowała mówiąć, że guzek nie wygląda. Bianca zmarła o 5:12 nad ranem 9 maja. To było tak niedawno, a teraz MacKenzie jest chora... Rozmawiałam z lekarzem- temperatura spadła do 40C, objawy neurologiczne się utrzymują, ale jakby łagodniejsze.
-
Na badanie na nosówkę jest już za późno - teraz już test nie odróżni wirusa ze szczepienia od chorobowego. Teoria z tm ciałem stałym wykluła się przez te pieniste wymioty w nocy. Że to może być nosówka to pierwszy raz było wspomniane przedwczoraj, ale na moje usilne pytanie o jakieś ukierunkowanie leczenia, konkretne testy lekarze odpowiadali, że testów się nie da, a dopóki nie ma jednoznacznych obiawów mogą leczyć tylko tak jak leczyli.Tylko ja się teraz zastanawiam co by im zaszkodziło podać jej tą surowice już wtedy. Mogłoby jej to zaszkodzić? Ja jestem wściekła na dotychczasową wetkę, skoro już w zeszłym tygodniu MacKenzie miała biegunkę, gorączkę i zapalenie spojówek czemu chociaż nie zasugerowała, że to może być nosówka? Można było jeszcze wtedy badania zrobić, podjąć leczenie a nie kit o stanie zapalnym jelit mi wciskać :angryy: Cholera, nie minęły jeszcze 3 tygodnie od śmierci Bianci, a ja w każdej chwili spodziewam się telefonu: "Czy wyraża pani zgodę na eutanazję?" ... :placz:
-
Nosówka :placz: Maleństwo została w szpitalu, dostała surowicę i jest pod kroplówką, bo ma bardzo wysokoą gorączkę. W nocy pojawiły się pieniste wymioty - już przed 6 rano byłyśmy w klinice. Padło podejrzenie ciała stałego w przewodzie pokarmowym, zrobiono RTG - teorię wykluczono. Kenzie dostała dzienny przydział leków i środek przeciw-wymiotny. Niecałą godzinę po powrocie wróciło plucie pianą + objawy neurologiczne ( machanie główką, drżenie łapki). Wróciliśmy do kliniki, pobrano krew, aby wykluczyć inne możliwości, MacKenzie zbadał neurolog - padła diagnoza :-( Mimo małych szans zdecydowałam się na podanie surowicy... Na prawdę mam nadzieję, że to pomoże i Maleństwo z tego wyjdzie, ale lekarze nie ukrywali - rokowania nie są pomyślne... Ok. 20:00 zadzwonię do kliniki - może już coś będzie wiadomo.
-
Ok, to po kolei. MacKenzie dziś czuje się już lepiej, kaszel ustąpił prawie całkowicie ( dziś kaszlała już tylko podczas podróży samochodem i po wniesieniu do domu), znowu rano była gorączka ( 40.5C) znowu spadła po kroplówce, ale wetka ( zreszta ta sama, z którą rozmawiałam wieczorem) powiedziała, że to może być stresowe i kazała mierzyć temp. w domu ( zaraz biegnę po termometr elektroniczny). Poza tym incydentem wczoraj, wetka sprawia na mnie dość kompetentne i nawet sympatyczne wrażenie ( może miała zły dzień? :niewiem:). Kenzie jest leczona przez w sumie 3 lekarki ( w zależności kto ma dyżur danego dnia) i wygląda na to, że wszystkie zgadzają się ze wczorajszą diagnozą - kaszel kenelowy. Mała nie ma wysięku z nosa i dziś już osłuchowo było czysto. Poza antybiotykiem dostała też środek przeciwzapalny i przeciwgorączkowy, no i kolejny "obiadek" dożylny - do jutra dalej głodówka. Środki wzmacniające odporność i wit. z grupy B były w kroplówce. Aa no i oczka zostały dziś skontrolowane - trzecie powieki na razie uważamy za wyleczone. Po całkowitym wyzdrowieniu do kontroli. Reno2001 - Testów nie było, bo aż do minionego poniedziałku, MacKenzie była pod opieką wetki w Trzebnicy, a ona słowem nie wspomniała, że to mogłaby być nosówka :angryy:. Lekarki z nowej kliniki nic nie powiedziały na temat wcześniejszego leczenia ( poza tym, że pies z chroniczną biegunką nie powinien dostawać glukozy), ale było widać, że nie miały najlepszych opinii. Z tego co wiem teraz na badania jest już za późno. agusiazet - To jest już druga klinika - ma zresztą opinię jednej z najlepszych we Wrocławiu. Pomijając ten jeden niefortunny komentarz, wszystkie 3 wetki skaczą dookoła Kenzie i rzeczowo odpowiadają na wszystkie pytania i wątpliwości. BIANKA1 - Szczepienia były 15.05 ( piątek) na 2 dni przed adopcją. Niestety nie została odrobaczona przed szczepieniem :shake: Dziękuję za informacje, przynajmniej na przyszłość będę mądrzejsza i jak ktoś będzie mi chciał psa szczepić to będę protestować. Jutro jedziemy na kolejną kroplówkę i zobaczymy co będzie dalej. Mam nadzieję, że już pojutrze będzie mogła coś zjeść, tak strasznie wychudła... Tylko patrzeć jak sąsiedzi mi TOZ na glowę ściągną, że psa głodzę :roll: Z innych wieści: dziś przyszły pocztą nowe identyfikatory dla całego stadka i wielki karton smakołyków i zabawek. Teraz tylko Keznie musi wyzdrowieć....
-
Kaszel wrócił - gorszy. Zadzwoniłam do lecznicy i spytałam czy mam czekać do rana, czy przywieśc od razu na nocny dyżur. Pani doktor powiedzieła "nie ma po co", bo leki dostała a ona i tak już więcej nic zrobić nie może. A co do mnie to mam Kenzę przywieść rano i "modlić się, żeby to nie była nosówka"... Załamałam się :placz: Jeszcze wetka to uzasadniła "bo to przecież pies wzięty ze schroniska", powiedziała to takim tonem jakbym ja popełniła błą ( zbrodnię?) zabierając MacKenzie stamtąd. :angryy:
-
Mężczyzna pobił rocznego wilczura i nieprzytomnego zawlókł do lasu
Erica replied to Monka-stw's topic in Okrucieństwo
:-o Co proszę?! Ten sk****, który usiłował zamordować Lucky'ego teraz go zabrał z powrotem i trzyma na łańcuchu??? Jak? O co chodzi? :-o -
[quote name='puli'] [URL]http://images30.fotosik.pl/166/7cd0b615a6f145b8.jpg[/URL] :roflt::roflt::roflt::roflt::roflt::roflt::roflt:[/quote] Prawidłowo :diabloti:
-
[B]badmasi - [/B]Zazwyczaj lepiej od milczenia działa TDP - "Telefon do pracodawcy, poproszę" :evil_lol:
-
[quote name='Nyu']Erica, ja bym taką sprawę załatwiła "wyżej", a nie z panem, który na tej drabince najwyraźniej poczuł się jak pępek świata. U mnie w bloku jest gospodarz domu i tam by uderzyła po informacje kim jest przełożony tego pana. Mógłby przestawać wiercić gdy przechodzi się ze zwierzętami czy małymi dziećmi. Bez przesady, trwa to kilka sekund. Z drugiej strony, zaraz ktoś napisze, że gdyby za każdym razem miał przestawać... no niestety - trzeba jakoś współgrać w życiu społecznym i to On robi dla nas remont na klatce, ma za to zapłacone. Minimum kultury i dobrych chęci i żyje się przyjemniej.[/quote] My mamy w bloku tzw. "przewodniczącego wspólnoty mieszkaniowej" :angryy: Wczoraj, jak znosiłam MacKenzie do samochodu ( jakąś godzinę po zajściu z fahoffcem), to go spotkałam akurat jak z tym typem rozmawiał. Zanim zdążyłam zgłosić skargę, to ów "przewodniczący" wydarł na mnie japę, że to ja mam złe maniery, bo fachowcom się nie przeszkadza. Na to, że narzędzia leżą i stwarzają realne zagrożenie powiedział "i dobrze, jak się schody nie podobają to możecie SE jeźdźić windą ( jeśli coś takiego w bloku jest, to chyba magiczne ;)) i do tego użył w odniesieniu do mnie jeszcze kilku terminów, których powtarzać nie będę. Do mojej mamy, która przy tym była i zaproponowała zorganizowanie kontroli BHP powiedział "zamknij się, babo" i "wypad". Poza tym zaproponował nam, żebyśmy sobie piwnicę posprzątały ( Skąd mu się to wzięło, pojęcia nie mam :roll:), "a najlepiej żebyśmy się wyprowadzili, bo nam się zawsze wszystko nie podoba". Skąd się to całe zdzieranie pyska szanownego pana wzięło nie mam pojęcia, moja rodzina mieszka tu 20 lat i nigdy żadnego problemu z nikim nie mięliśmy. A puenta była taka- zaraz po awanturze pan przewodniczący poleciał do pobliskiego monopolowego po flaszeczkę, coby się odstresować po wyczerpującym dniu sprawowania urzędu :p Nie wiem co się stało w międzyczasie, ale od czasu kiedy wróciłam z kliniki kilka godzin później wszyscy panowie fahoffcy schodzą mi z drogi. Kulturalnie wyłączją wiertarki, schodzą z drabiny i przesuwają tak, żebym miała więcej miejsca :multi: :evil_lol: Nie wiem czy ich stan Kenzy ruszył ( koszmarna niedowaga i wenflon w łapce) czy jednak zachowanie dotarło do szefa :cool3:
-
Dziś znowu MacKenzie miała 40C gorączki :sad: Dostała kolejną kroplówkę i silniejszy antybiotyk. Niestety po kilku granulkach karmy wróciła biegunka, więc dziś znowu robimy głodówkę. Wetka powiedziła, że to może być kaszel kenelowy, ale na 100% dalej nic nie wiadomo. A ja mam za sobą kolejną nieprzespaną noc ( pilnowałam, żeby Kenza sobie weflonu nie wygryzła) i psychicznie czuję się nie najlepiej. Wiem, że rokowania są dobre i powinna z tego wyjść, ale to samo słyszałam jeszcze na godzinę przed śmiercią Bianci :wallbash:
-
[quote name='agni']Może dlatego że w 80 % ja z psem wychodzę i to ja częściej reaguję wrogim "nie wolno" :mad: zobaczył że jednak mi się to nie podoba :angryy: i woli nie przeginać :razz: Pożyjemy - zobaczymy[/quote] Właśnie o to mi chodziło - Ty 1. poświęcasz psu więcej czasu na dworze 2. karcisz za naganne zachowanie. Psy swój rozum mają i słuchają tylko tego, kto z nimi pracuje. Zagoń męża do treningów. :-)
-
Ach, te skaczące posty....
-
[quote name='agni'] Z mężem natomist tylko zdążył wyjść i odrazu zrobił atak na przypadkowego psa.:shake:[/quote] Zaryzykuję stwierdzenie, że to Ty pracujesz z psem, zgadłam?
-
:shake: Do soboty ( czyli do końca antybiotyku) była popawa, a od wczorajszego wieczoru znowu kupa o konsystencji wody. Dziś rano znowu temp 40C, nasza (chyba niedługo ex) wetka dała antybiotyk i środek przeciwgorączkowy, powiedziała żeby dziś przegłodzić i tylko podawać glukozę. Na szczęście od razu postanowiłam jechać na konsultację ( Klinika Niedzielskich we Wrocku), tam MacKenzie dostała kroplówkę i od razu zrobiono badania krwi. Pani doktor sugerowała, że to może być niewydolność trzustki, ale badania wyszły w normie. :multi: Niestety dalej nie wiadomo co Kenzuli dolega: może być jakaś choroba zakaźna, która podczas szczepień była w fazie inkubacyjnej, może być zesół jelita drażliwego, może być jeszcze kilka innych rzeczy :shake: Na razie jutro jedziemy do Wrocławia na zastrzyki ( mocniejszy antybiotyk o ukierunkowanym działaniu) i na kolejną kroplówkę. Z odrobaczaniem będziemy musieli jeszcze poczekać. Po kroplówce Kenzie czuje się lepiej, nawet już na stół próbowała wskoczyć w poszukiwaniu żarełka :evil_lol: A z wieści poza medycznych, to Kenzi chyba nabawiła się fobii na tle wiertarek. Historię fahoffca-kretyna opisałam tutaj: http://www.dogomania.pl/forum/f25/jak-reagujecie-na-chamstwo-innych-psiarzy-37343/index954.html#post12344416 I jeszcze zdjęcie na zakończenie: ( poducha jest moja, "skradziona" z łóżka ;))
-
UGH! Ale się wściekłam :angryy: Nie na psiarza, ale na [I]"pana budowlańca"[/I], który robi remont w mojej klatce schodowej. Mało mnie szlag jasny, proszę szanownych pań, nie trafił :angryy: :angryy: 20min temu wracałam z MacKenzie ( [url]http://www.dogomania.pl/forum/f85/kenzie-mela-juz-we-wlasnym-domu-badz-szczesliwa-slodziaczku-137515/[/url] ) od weta ( Mała znowu ma rozwolnienie i temp. 40C), a tu nagle tuż nad naszymi głowami rozległa się wiertarka - facet dobrze widział, że idę! Na moją grzecznie rykniętą prośbę " Proszę przestać, z psem chcę przejść!", facet jak nie otworzył mordy, że co go mój pies obchodzi, że on tu robotę ma, że paniusia mogłaby grzeczniej :crazyeye:... To może powinnam mu była bulecik na srebrenj tacy podać, ch*** jasna. Jakoś przy tych bluzgach przeszłam, uspokajając przy tym Kenzę, która na dźwięk wiertarki zaczęła wiać na dół. Chwilę później schodziłam do samochodu ( w drodze od weta mała postanowiła się [I]uzewnętrznić[/I]) i oczywiście znowu było fajnie. Butem przesunęłam mu miarę - cztery schodzy tak usiane narzędziami, że nie ma jak nogi postawić, a facet w ryk że paniusia ma mu narzędzi nie kopać, że co sobie paniusia wyobraża, że kto to widział że młoda baba się tak zachowywała etc ( co do tego jak się zachowują "młode baby", to mogę mu pokazac obecne standardy :diabloti: :mad:). Jak pomyślę, że mam tego przedstawiciela motłochu ( inaczej to nazwać ciężko) oglądać co 2-3h przez cały tydzień, to jakieś takie nie koniecznie braterskie uczucia się we mnie rodzą. :-x Czy macie jakieś pomysły jak sobie z takim chamstwem radzić?
-
[quote name='xxxx52']Erica-zeby psA trenowc nalezy miec widomosci i sprawnosc fizyczna,smo przeczytnie ksiazki bez doswidczenia to nie da oczekiwnych rezultow.[/quote] A czy ja powiedziałam, że od samego przeczytania kilku książek przez właścicielkę pies sam się wyszkoli? :razz: Mi chodziło raczej o to, aby Mizzi "wyszkoliła" samą siebie, zanim zacznie ( bez jakiejkolwiek wiedzy) szkolic swojego psa. Co do sprawności fizycznej - fajna rzecz, ale nie każdy z nas ją ma ( dlatego napisałam o pomocy osób trzecich), a tak nawiasem mówiąc, to często Ci co ją mają olewają szkolenie swoich psów. :p Zgadzam się z WŁADCZYNIĄ ( już któryś raz dzisiaj, z resztą :evil_lol:), to że dany pies jest pierwszy, nie znaczy, że właściciel nie poradzi sobie ze szkoleniem. Opiszę wam sytuację: Październik 2007: Ja - osoba niepełnosprawna ( poruszam się na własnych nogach, choroba innej natury) Laara- 4miesięczna kupa nieszczęścia znaleziona przeze mnie na progu. Wszyscy odradzali mi zatrzymanie psa "bo przecież przy Twoim zdrowiu sobie nie poradzisz!". I co? Poradziłam sobie, Laara wyrosła na dobrze ułożonego sportowca-amatora. Kiedy się na prawdę chce, to można dużo. [B]xxxx52[/B] - To co piszesz o posiadaniu widomości, sugeruje, że psy są jak pozycja społeczna wieku temu - dziedziczne. I jeszcze jedno, psy nie są tylko dla tych,[I] teges ... pełnosprawnych[/I]. :eviltong:
-
[quote name='Brezyl']Kamerę przemysłową i pluszaka na półkę[/quote] :klacz: Ewentualnie nagranie szczekania puszczane w kółko. Pies to NIE najtańszy system alarmowy! :angryy:
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='Mizzi'] Skoro pies musi koniecznie wychodzić częściej, to będę chodziła częściej, zresztą moja bratanica już się zaoferowała z pomocą, że chce wyprowadzać pieska. [/quote] [I]Koniecznie[/I] to nie, dziecka w wieku przed przeczkolnym też nie obowiązku wyprowadzac z domu; pytanie tylko z jakim skutkiem. :roll: Psy nie socjalizowane to: 1. psy bojaźliwe i często cierpiące na agresję lękową 2. psy po prostu agresywne Mam na osielu pudla, który jest 3xdziennie wyprowadzany dookoła bloku, jego pańcia od zawsze zabrania mu kontaktów z innymi psami. Jak myślicie jak się owy pudel zachowuje przy każdym wyjściu na wolnośc? :cool3: Mam konflikt wewnętrzny - z jednej strony ( skoro nie będzie profesjonalnego trenera, który pomógłby szczeniaka wyszkolic) chcę się podpisac pod tym co mówi [B]Brezyl[/B], a z drugiej myślę "nie dajmy się zwariowac". Z tego co rozumiem [B]Mizzi[/B] nie chce posiadac super wyszkolonego psa asystującego, tylko psiaka, z którym będzie w stanie koegzystowac. Owszem, nawet wyszkolenie jakiekolwiek psa na poziomie podstawowym jest masą, [B]ciężkiej pracy, [/B]zwłaszcza dla osoby bez doświadczenia. Bez pomocy osób trzecich się nie obejdzie, ale jest to do zrobienia ( taka ze mnie zatwardziała optymistka - chciec to móc :multi:). [B]Mizzi[/B] - Jeśli jesteś zdecydowana podjąc sie wychowania zrównoważonego ( co w Twoim przypadku ważne!) szczeniaka, to czytaj dobre książki o szkoleniu psów, zacznij z Luką trenowac "od zaraz", nawiąż znajomości w środowisku okolicznych ( tylko prawdziwych) psiarzy - żeby Mała miała możliwosc kontaktów z innymi psami, a ty dobre porady "na miejscu". No i w razie każdej wątpliwości pytaj tutaj.
-
[quote name='WŁADCZYNI']Erica hm chciałam uniknąć słowa psychotropy bo brzmi strasznie, ale czasem i pod kontrolą bywają pomocne. btw sugerujesz że jestem nienormalna dzięki:evil_lol:eh jeżeli to mówi jedna osoba to można olać, dwie trzeba się zastanowić przy trzeciej należy zacząć się leczyć i to właśnie ten czas:evil_lol:[/quote] Mówisz [I]nienormalna [/I]jakby to była zła rzecz :evil_lol: :diabloti: Też chciałam uniknąc tego słowa. Wg większości ludzi: pies na psychotropach= pies do uśpienia :roll: Nie mówiąc już o tym, że jak się (dalsza) rodzina dowiedziała, że Laara "jest na lekach uspokajających ( dzięki Mamo...)", to zaczęli na mnie dziwnie patrzec :stupid: Jest też środek w dyfuzatorze D.A.P - psie feromony o działaniu uspokającym. Podobno skuteczne, tyle że okazało się, że ja jestem uczulona na substancję rozpylającą, więc nie mogę tego potwierdzic [url=http://www.krakvet.pl/ceva-dyfuzor-psie-feromony-kojace-p-8393.html]CEVA D.A.P dyfuzor - psie feromony koj
-
[quote name='agni'] Najpierw znalezienie "cudownego środka" czyli smakołyka:errrr: [/quote] Po kastracji pewnie mu się trochę gust zmieni i chętniej będzie próbował nowych rzeczy. Co do nauki, to sprawdź koniecznie ten temat: [url]http://www.dogomania.pl/forum/f60/indeks-ksiag-nakazanych-28917/[/url]