rwpb
Members-
Posts
2693 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by rwpb
-
Dziękujemy za pozdrowienia i pozdrawiamy wszystkich. Ciociu VitisVini, ja nie jestem grubasek, tylko muszę odbudować moje ciałko. Fakt, że ostatnio troszeczkę, ale to troszeczkę przytyłem. Nawet mój ogonek zmienił się z patyka na pełnowartościowy ogon. Idzie zima i muszę mieć zapasy tłuszczyku i nową gęstą sierść. Moi kumple, czyli dorosłe psy, nic mi nie robią. Zresztą, czy ktoś mógłby zrobić coś złego takiemu małemu szczeniaczkowi, jak ja? Chyba jednak powoli dorastam. Już nauczyłem się takie coś, jak na fotkach poniżej. Tylko nie zawsze mi jeszcze wychodzi. Pozdrowienia dla wszystkich Atos
-
Witam Chciałbym przedstawić Wam jeszcze jednego mojego kumpla do zabawy. Jest to Maxiu. Max jest starszy ode mnie, ale za to ja mam lepszą kondycję. Zawsze uda mi się go wykończyć. A tak w ogóle, to dzisiaj mijają cztery tygodnie, odkąd tu jestem - przyjechałem w niedzielę, 21 października. Z tej okazji było małe przyjątko, tylko jak takie małe szczeniaczki jak ja mogą jeść ptysie? Pani musiała mi pomóc... Zdecydowanie wolę jednak inne ciastka. Pozdrawiam wszystkich Atos
-
Ciociu VitisVini - patyka nie damy. No chyba, żebyśmy dali. Na Twój prezent się zgadzamy, ale pod warunkiem obiecanych odwiedzin, bo inaczej :mad: Odpowiemy Ci jeszcze na pw, albo pocztę. Spróbuj zasnąć, bo już taki nasz psi los. Tam, gdzie jest kasa - tam nie ma kumpli ani sentymentów. Oczywiście nie jest to nasza psia filozofia. Pooglądaj lepiej mnie na zdjęciach z mojego azylu. Ostatnio wolę ten azyl, niż kanapę, bo jest bliżej grzejnika :cool3:. Zobacz też moje ulubione miejsce i postawę, jak pani jest w kuchni: A nie mówiłem, że warto było? Pozdrowienia dla wszystkich Atos
-
Na początku grudnia okaże się, co Atos ma dostawać. Lekarka mówiła, że muszą być przerwy w podawaniu lekarstw i zmiany specyfików. Piesa i tak ma już dużo chemii w sobie, a nie chcemy dodatkowo popsuć mu jeszcze wątroby. Namiary na mnie mogę podesłać na pw lub emaila. A może tak kochana Ciociu odwiedzisz swojego pupila? Jeszcze jeden powód do odwiedzin:loveu:. Zapraszamy!
-
Rozpiski z leczenia doszły dzisiaj. Pojechałem z nimi do lekarza, bo dla mnie to czarna magia. Piesa dostał nowe lekarstwo w zamian kąpieli. Lekarstwo to nazywa się Stronghold i działa przez trzy tygodnie. Jedna ampułka (48zł) jest do wagi 25kg, więc potrzebne były dwie. Smaruje się tym skórę w miejscu niedostępnym do lizania, preparat wchłania się i działa. Mam nadzieję skutecznie. Następna wizyta na początku grudnia. Ma dostawać też multivitaminę. Lekarka mówiła też, że dostał za dużo Biomectinu, ona daje max 7x, ale na tym to ja się nie znam. Ostatnio piesa zrobił się troszkę leniwy, więcej śpi, bo i pogoda taka, jaka jest. Jak pada, to nie bardzo chce mu się wychodzić. Prawie oduczyłem go już gryzienia rąk i skakania. W to miejsce weszło głaskanie. Nie ma już też odruchu, jaki miał na początku: po odejściu ode mnie około 2 metrów pies spodziewał się szarpnięcia smyczy i cioci na jej końcu. Profilaktycznie wtedy zwalniał i odrzucał głowę do tyłu. Teraz tego już nie pamięta. Na spacerku w lesie, jak idziemy sami, to przybiega do mnie i pokazuje się. Jedzenie potrafi zostać w misce do południa, a śniadanko je około 6 rano. Na kaloryferze w kuchni moja mama suszy bułki. Lubi je podjadać, albo nosi taką bułkę nawet przez dwa dni. Zawartość stołu chyba go nie interesuje, bo nie ściągnął nawet sernika (stół stoi w jego pokoju). Ogólnie piesa chyba już uznał nowy dom. Pozdrawiamy wszystkich
-
Może troszkę źle wpisałem. 400 zł wyszło bo kupiłem dwa litrowe szampony, dwa olejki EFA do jedzenia i Imaverol. Na jedną kąpiel wychodziło 3/4 małej butelki, tj. około 150g, litrowa starczy na dłużej. Olejki starczą do grudnia, a Imaverol do końca roku. Dzwoniłem do lecznicy w Warszawie, mają mi podesłać jego historię leczenia. Chodzi o to, że niektóre kuracje można powtórzyć, ale musi upłynąć jakiś czas. Nie chcemy jego niepotrzebnie zatruwać. W zależności od tego, co i kiedy już dostał będzie prowadzone dalsze leczenie. Sok z cytryny ma poprawić jego ph skóry, pół cytryny na litr wody. Kości na pewno by wolał jednak świeże, dostaje jednego dziennie to mu starczy. Z innych smakołyków lubi wszystko oprócz wędzonych ryb. Smażone mogą być - już próbował. Zamówiłem ostatnio na Allegro wędzone uszy, zobaczymy co będzie z nimi robił. Wczoraj poznał kolejnego kumpla do zabaw - Maxa. Jest 2 letni owczarek, bardzo chętny do zabawy i biegania. Przez pół godziny zrobili jakieś 10 km po placu. Potem przespał prawie cały wieczór. Jak będzie lepsza pogoda, to zrobimy i podeślemy fotki. Pozdrawiamy wszystkich
-
Byliśmy dzisiaj u lekarza. Piesa do samochodu wsiadł bardzo chętnie, nie było problemu. Problem zaczął się dopiero na schodach w klinice. Po otwarciu drzwi Atos poczuł chyba jakiś zapach i za nic nie chciał wejść do środka. Może myślał, że znowu będzie tam musiał mieszkać? W końcu prawie na siłę udało się go wprowadzić. Był bardzo niepewny i trzymał się blisko mnie. Dostaliśmy lekarstwa które się kończą. Zastrzyki już nie będzie musiał dostawać, w przyszły poniedziałek dostanie ostatni. Zamówiliśmy też szampony w litrowym opakowaniu, bo te małe są prawie dwa razy droższe. Dostał też nowy szampon na złuszczanie naskórka, oba mają być stosowane na przemian. Po kąpieli ma przepisane najciekawsze lekarstwo, a mianowicie sok z cytryny z wodą. Ciekawe jak będzie pachnieć? Ma to być dla przywrócenia PH skóry. Po wyjściu z kliniki do samochodu wsiadł prawie biegiem. Taki wielki stres, że nawet nie może nic napisać i muszę pisać ja. VitisVini - za ofertę pomocy dziękujemy, ale jest tyle innych potrzeb, że jak chcesz to pomóż innym. Atos sobie poradzi. Chyba, że chcesz mu podesłać jakiś smakołyk. Leczenie nie powinno przekroczyć kwoty 400 zł miesięcznie. Może jest to dużo, ale chyba warto zainwestować w tego psiaka. Z dnia na dzień staje się bardziej pewny siebie i ostatnio nawet ostrzega szczekaniem, jak kogoś zobaczy podczas spacerku. Nie nauczył się tylko jeszcze szczekać, jak ktoś dzwoni do drzwi. Nauczył się już noszenia patyków, ale to go specjalnie nie interesuje. Przy najbliższej okazji porzuca je i zapomina. Schody tak mu się spodobały, że chyba sto razy dziennie je przebiega. Ostatnio bch miała przykład tego, jak wygląda u niego "przejście" po schodach. Aż schyliła głowę. Schody chyba wytrzymają... Pozdrawiam wszystkich
-
Witam Cioteczki! Dawno nie pisałem, bo mam masę nowych obowiązków. Ostatnio dowiedziałem się, że mam obszczekiwać listonoszkę. Dzisiaj to zrobiłem, ale tylko troszkę. Tak naprawdę to ją lubię, bo jak przyjdzie to jest głaskanie. Prawie nauczyłem się podnosić nogę tylko nie zawsze mi to wychodzi. Dowiedziałem się, że nie lubię wędzonych szprotek - mogą sobie spokojnie leżeć w misce i ich nie ruszę. Nie jest to odpowiednie jedzonko dla takiego piesa jak ja. W środę mamy jechać do jakiegoś lekarza czy cóś takiego, bo kończą mi się lekarstwa. Zobaczymy co to będzie. Przestałem też kopać na podwórku. W sumie nic ciekawego pod nim nie było. Nie zdążyłem Wam podziękować za całe zamieszanie wokół mnie. Dziękuję Wam bardzo!!! Postanowiłem zostać na prowincji, bo tu jest jednak fajniej. A swoją drogą, czy ktoś myślał ile musiało być zbiegów okoliczności abym tutaj trafił? Ciociu AsiaK, zmień już swój podpis. Mi żadna pomoc już nie jest potrzebna. I zrób w końcu ten bazarek! Podsyłam Wam moje najnowsze fotki z niedzielnego spacerku. Pozdrawiam Atos
-
Hej cioteczki!!! Obiecałem pokazać Wam moje nowe wąsy. Prawda, że duże? Zobaczcie: A to moi kumple od spacerków: Rexio (to ten większy) i Majki. Razem sobie biegamy... A biegamy naprawdę szybko: Po spacerku i dobrym posiłku trzeba troszkę odpocząć aby się sadełko zawiązało: Pozdrawiam wszystkich Atos
-
No proszę, powoli znajduje się moja rodzinka!!! Dzięki za info. Dla cioci AsiaK specjalne podziękowania za adresówkę, czy też raczej telefonówkę z moim imieniem. Tylko ja na telefonach jeszcze się nie znam, ale na pewno się nauczę. Przy imieniu Atos chyba pozostanę, bo szczególnie jak Pani mnie woła tym imieniem, to zawsze coś ma w ręku. I chyba zacząłem się już starzeć, bo wyrosły mi wąsy. Jutro zrobimy parę zdjęć, to zobaczycie. Objąłem w posiadanie podwórek i teraz sprawdzam co jest pod nim. Nie rozumiem tylko dlaczego mój pan zakopuje to, co ja wykopię. Przecież ja tylko sprawdzam, co jest pod spodem. Na spacerki chodzimy na smyczy po ulicy, a dalej to już bez niej. I wcale już nie ciągnę!!! Idę sobie spokojnie. Nauczyłem się też jeść powoli i już wiem, że mi nikt nie zabierze. Dzisiaj z rana zdarzyło mi się nawet nie dojeść do końca i nikt mi nie ruszył!!! Ale za godzinę i tak zjadłem całą resztę. Jutro porobimy troszkę zdjęć z moimi kumplami, to ich poznacie. Pozdrawiam Atos
-
Hej Cioteczki!!! U mnie sporo nowości. Dostałem jeszcze większą kość niż poprzednie. Fajna zabawa - polecam Wam: Byliśmy już w lesie na spacerku. Poznałem tam dwóch kumpli. Jeden to Majki, a drugi to Rex. Było za ciemno na fotki, więc innym razem będą. Dzisiaj z rana też byłem w lesie, ale sam. Nazbieraliśmy patyków malin dla cioci AsiaK. Może tym razem się już nie przydadzą, ale ciocia nie może chorować. Jutro mój pan wyśle Ci paczkę ciociu. Na wieczór byłem na spacerku z Rexem i razem biegaliśmy. Wcale się nie bałem. Rex tylko troszkę warczał na mnie, bo jest starszy i był zmęczony. Ja to bym pobiegał jeszcze z godzinkę, albo dwie... Tak się kąpię. Sam dzielnie wchodzę do brodzika, tylko trzeba mnie na to namówić.Same zobaczcie: A tak się wycieram. Zdecydowanie z całej kąpieli najbardziej lubię wycieranie. Na razie idę spać. Odezwę się za parę dni. Pozdrowienia ciocie!!! Atos.
-
Witam moje Ciocie! Znowu mój pan zostawił włączonego kompa, więc korzystam z sytuacji. Z tą prowincją to już się pogodziłem i do lasku wracać nie muszę. Tylko kłopot z transportem byście miały. Z tymi schodami to właściwie podstęp był. Ja po schodach chodzić umiem, tylko się troszkę bałem. Wczoraj musiałem jednak wybrać czy zostać na górze głodny, czy iść za swoją miską na dół. Wybrałem jednak to drugie. Wieczorem i dzisiaj już sam chodziłem. Troszkę jeszcze mi się tylko łapki plączą. Zresztą plączą się nie tylko po schodach, ale też na zakrętach na podwórku. A zakręty biorę "setką". Dzisiaj spotkałem na podwórku ostatniego mieszkańca. Był to kot Murza. Podbiegłem się przywitać, ale wpadliśmy w małą dyskusję. W końcu musiałem przyznać mu rację, bo miał bardziej ostre argumenty. Tak do końca chyba nie był jednak pewny swoich racji, bo po drugim spotkaniu udawał, że mnie nie widzi. Ja jego też. Jak wspomniała AśkaK dostałem wielką kość. Czy mój pan uważa, że takie małe pieski jak ja mają tyle siły, aby ją zgryźć? Nie chcę narzekać, ale wczoraj atakowałem tę kość przez prawie cztery godziny i jeszcze dzisiaj się z nią męczę. Może jutro sobie z nią poradzę. Taka kość jest na tyle ciekawa, że nawet nie miałem czasu dokończyć obiadu - co widać na ostatnim zdjęciu. A na obiad był makaron z serem. Pan mi kupił jakiś specjalny z witaminami. Makaronu zjadłem prawie kilogram. Muszę się dobrze odżywiać, bo idzie zima i muszę dostać gęstej sierści. Mam mały problem z imieniem. Bandosek właściwie może być, chociaż zdecydowanie bardziej podoba mi się imię Masz. Jak je tylko usłyszę, to zawsze przybiegam. Pani nazywa mnie Malutki, ale wcale na to nie reaguję. Przechodnie na ulicy nazywają mnie Oatos. Ciekawe dlaczego? Mam prośbę do cioci AśkaK, aby po szybkim wyzdrowieniu skserowała albo zeskanowała mi moje dokumenty z lecznicy. Mogą kiedyś się przydać, a zapomnieliśmy je zabrać. Muszę już kończyć, bo pan wraca. Do usłyszenia za parę dni.
-
Hej Cioteczki!!! Korzystając z tego, że rwpb zostawił włączonego kompa postanowiłem coś do Was napisać. Nie wiem jak zakłada się tutaj konto, więc piszę z jego konta. Oj, Cioteczki, źle trafiłem. Ja - rodowity warszawiak trafiłem na taką prowincję. Gdzie żeście mnie wysłały? To już gdzieś dalej nie było? Ale jakoś to przeżyję. Wokoło same obce zapachy i hałasy. Tydzień mi zejdzie, zanim je poznam. Mieszkam na pierwszym piętrze i tu zaczynają się schody. Trochę się boję po nich chodzić, ale tylko trochę. W dół muszę być znoszony, do góry jest troszkę lepiej. Za jakiś czas się nauczę w obie strony. Zrobiłem dzisiaj parę dobrych kilometrów po ogródku i podwórzu. Nie umiem chodzić spokojnie, umiem tylko szybko. Na podwórku spotkałem inne psy. Jest to matka z synem. Matka nazywa się Tina i tylko mnie powąchała. Jej syn Kajtek troszkę na mnie warczy, ale jak zobaczyliśmy innego psa na ulicy, to razem w trójkę pobiegliśmy go obszczekać. Troszkę się już różnych rzeczy nauczyłem. Na przykład wiem, że nie wolno wąchać palącego się gazu na kuchence. Na obiad oprócz tych śmiesznych kulek z dużego worka dostałem też mleko z bułką. Nawet dobre to było. Muszę już kończyć i iść spać. Podsyłam Wam parę moich najnowszych zdjęć.
-
Piesa dojechał szczęśliwie, prawie całą drogę przespał. Przerwę kazał sobie zrobić w okolicach Konina i drugą za Gorzowem. Teraz jest na etapie wąchania wszystkiego i wszystkich. Z psami sąsiada już jest prawie sztama. Pierwszy raz od prawie 2 miesięcy biega bez smyczy i to mu się podoba. Na razie parę fotek:
-
VitisVini - decyzja już zapadła w ubiegłym tygodniu. Umowa oczywiście jak najbardziej wskazana. Odwiedziny też. Postaram się informować w tym wątku o przebiegu leczenia. Co do dalszej Waszej pomocy to jestem za, ale nie finansowo. Proszę mnie zrozumieć. Finanse trudno rozliczyć, a nie chciałbym być posądzony o to, że zarabiam na psiaku. Jeżeli któraś dobra ciocia podeśle paczkę smakołyków, czy taniej załatwi lekarstwa albo preparaty do kąpieli to oczywiście będziemy wdzięczni. Będę jechać Tico i sam. Chyba psiak się zmieści? Jakoś sobie poradzimy. Jeżeli wyjedziemy z Warszawy przed 11, to około 20 będziemy w domu. Przerwy planuję co jakieś dwie godziny. Pozdrawiam
-
Witam Nie zaglądałem tutaj dwa dni i już nie mogłem znaleźć mojego postu. Może odpowiem na wszystko razem. Atos był z nami przez 21 lat. Ostatnie parę lat miał "darowane". Praktycznie żył wtedy na lekarstwach. Musieliśmy go uśpić, bo dostał paraliż na wszystkie łapki. Było to w 2002 roku. Wiem, że żaden inny pies go nie zastąpi. Atosa ktoś wyrzucił na szosę z samochodu. Ja codziennie przejeżdżałem tamtędy do pracy i go zauważyłem. Nie dał się jednak mi podejść. Dopiero po około 2 tygodniach namówiłem dzieciaki i mi go złapały. Dzieci się nie bał. Wyglądał podobnie jak Bandzioch, więcej było skóry, niż psa. Maść miał wtedy zupełnie niebiesko-czarno-białą, dopiero po roku dostał innych kolorów. Był leczony na nosówkę. Leczenie już my dokończyliśmy. Po nosówce został mu tylko czasami zez - szczególnie rano. Był też w podobnym wieku. Z początku traktował siebie jako gościa w domu. Mieliśmy wtedy dwa koty, które zupełnie mu nie przeszkadzały. Po około 2 tygodniach uznał jednak, że to jest jego dom i pierwsze co zrobił to wygonił koty. Na podwórku koty mogły sobie chodzić, mogły też siedzieć razem z nami na ławce przed domem, ale do mieszkania nie miały wstępu. Lubił też bardzo surową kapustę, pietruszkę, marchewkę i wiśnie. Może miał coś z królika? :lol: Charakter miał z "wyższych sfer". Nawet na początku trzeba go było wołać do jedzenia. Do stołu nawet nie podchodził, nie ściągał też niczego. Z większymi kawałkami nie wiedział co robić. Pamiętam taką sytuację w którąś Wigilię. Dostał wtedy pod choinkę całą wędzonkę. Myśmy się śmieli, a on tylko patrzył na nią, ale jej nie ruszył. Dopiero po pokrojeniu na mniejsze kawałki była jego. Był też problem z odkurzaczem, bo najpierw trzeba było jego odkurzyć, a jak uznał, że już wystarczy to można było dopiero sprzątać. Z sobą pozwalał robić wszystko. Nie było problemów z kąpaniem, czesaniem, czy obcinaniem pazurków - takie bezgraniczne zaufanie. Był też chętny do nauki, ale to podobno wrodzona cecha. Nie mogliśmy tylko go nauczyć "daj głos". Rozpisałem się o Atosie, więc już może starczy. Na Bandziocha trafiłem przypadkowo na Allegro. Jest naprawdę bardzo podobny do Atosa. Atos też miał duże łapy i wszyscy mówili, że będzie jeszcze rosnąć. Owszem urósł, ale nie aż tyle. Duże łapy pozostały. Gdzie mieszkam, to już pisałem. Jakby ktoś nie wiedział, to zapraszam na http://www.wielgowo.pl (kryptoreklama). Mieszkam w domu na pierwszym piętrze, więc wymagana jest umiejętność chodzenia po schodach. Nie mam dużego ogrodu, ale podwórek jest spory. Są też dwa psy sąsiada. Psy są małe i łagodne, więc nie będzie problemu. Na spacery do lasu jest jakieś 200 metrów. Zdaję sobie sprawę z tego, że pies wymaga leczenia i opieki. Do najbliższej lecznicy jest 12 km. Pracuje tam taki starszy pan, który Atosa utrzymał do 21 lat. Dobrze byłoby, żebym otrzymał dla niego wszystkie dokumenty z dotychczasowego leczenia. Może to się przydać. Mam też prośbę do kogoś z Was. Wyjadę ze Szczecina w sobotę po południu, tak abym trafił pod Warszawę późnym wieczorem. Gdzieś się troszkę prześpię i chciałbym trafić do lecznicy najpóźniej około 8 rano, tak aby wyjechać z powrotem do domu około 10. Czy któreś zmotoryzowane dobre serce mogło by wyjechać po mnie i przeprowadzić mnie przez miasto? Nie chciałbym się zgubić, a podobno Warszawa jest duża... Pozdrawiam wszystkich
-
Witam wszystkich. Tak się złożyło, że ten psiaczek jest prawie taki sam, jak mój były pies Atos, który był z nami prawie 21 (dwadzieścia jeden) lat. Rozmawiałem już telefonicznie z p. Asią i Bandzioch chyba pojedzie do swojego nowego domu w przyszłą niedzielę. Ma szansę trafić do jednego z podmiejskich szczecińskich osiedli - Wielgowa. Jak wygląda Wielgowo? Zapraszam na moją stronę http://www.wielgowo.pl którą prowadzę od prawie 2 lat. Parę fotek mojego byłego psa dla porównania jest do ściągnięcia tutaj: http://www.wielgowo.pl/atos.zip Pozdrawiam wszystkich