Jump to content
Dogomania

Nicol

Members
  • Posts

    795
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Nicol

  1. [quote name='toyota']Rozmawiałam z hodowcami tej rasy . Zapoznali się z wątkiem . Nie są tak kategoryczni jak wiele osób tutaj . Radzą , żeby psa zobaczył dobry behawiorysta ( mam namiary , ale nie wiem czy nie jest to zbyt duża odległość , żeby Nicol skorzystała - Toruń ). Bezpieczeństwo dziecka jest najważniejsze ,dlatego pies nie powinien przebywać w domu . Nicol i jej mąż mogliby pracować z Satou , ale powinien on przebywać w kojcu poza domem . Niestety chyba nie ma takiej możliwości , z uwagi na to , że mieszkają w mieszkaniu. Drugie rozwiązanie - pies trafia do doświadczonego przewodnika , jest szansa ,że będzie tam się zupełnie inaczej zachowywał . Hodowca uważa , ze na podstawie tych informacji , które są na wątkach , nie można wydać wyroku , tylko odsyła do behawiorysty , który zobaczy psa ( a raczej poobserwuje jakie są jego reakcje ) . Hodowca nie ukrywa ,że znalezienie doswiadczonej osoby do adopcji może być trudne . Sami mieli przypadek zwrotu szczeniaka tej rasy , bo właściciele nie dawali rady . Pies miał 6 m-cy . U nich bez zarzutu . jesli mówisz o pani behawiorystce z Torunia, o pani Maji to juz u niej byłam z Satou.
  2. [quote name='Neris']Nicol pojechała po psa. Niestety trenerka z któą 5 minut temu rozmawiałam jest pełna złych przeczuć - miała chęć pomocy, ale wygląda na to że Nicol nawet nie próbowała jej słuchać. Chodziło choćby o zachowania których ma unikać podczas odbierania psa i witania się z nim. Ta trenerka to niezwykle doświadczona osoba, nie upoważniła mnie do podawania danych osobowych, może jednak sama się tu odezwie.[/quote] Tak pojechałam po psa. Z panią rozmawiałam, niestety nie mogłam dłużej porozmawiać. Dziękuję p.Katarzynie za rady. Może ni ebyłam zbyt miła i spragniona wiedzy, a wynika to tylko z faktu, że rozmawiałam juz telefonicznie z dziesiątkami osób zajmującymi sie szkoleniem psów, i wychodze z założenia że chyba nie da sie pomóc telefonicznie, nie widząc psa i jego zachowania. A poza tym jestem juz zmęczona....
  3. [quote name='Neris']Telefoniczna wypowiedź pani Kasi: "Mieszkam w miejcu gdzie nie ma internetu, więc korzystając z uprzejmości znajomych zapoznałam się z obydwoma wątkami dotyczącymi SATOU. Nicol, proszę zadzwoń do mnie ZANIM pojedziesz po psa. Zajmuję się szkoleniem psów i właścicieli, co często sprowadza się do naprawy relacji między nimi. Nie będę Cię przekonywać, że zawsze pomagam w 100% i przez telefon uzdrowię Twoją sytuację. Czytając wątek na molosach zauważyłam coś, co wydaje mi się punktem zapalnym w tej sytuacji. Nie zamierzam Cię popychać do decyzji w żadną stronę ani oceniać, chcę tylko zwrócić Twoją uwagę na pewne szczegóły w tej historii. I - mam nadzieję - wyjaśnić dlaczego sprowadziło to taką lawinę kłopotów. Sądzę, że gdyby pewne wskazówki zostały włączone do postępowania, które przedtem przyniosło tak duża poprawę, pies miałby szansę. Z drugiej strony w pełni rozumiem Twoje obawy o bezpieczeństwo, więc nie będę naciskać. mój numer telefonu 600 156 867 Proszę zadzwoń. pozdrawiam Katarzyna" Dziękuję bardzo..... Pozwole sobie zadzwonić po południu :oops:
  4. [quote name='irenaka']Bardzo proszę o wklejenie wątku na molasach. http://www.forum.molosy.pl/showthread.php?t=10158 Irenaka przeczytałąm uwaznie Twoją wypowiedz, zresztą wszystkie Wasze wypowiedzi czytam z wielką uwagą. Dziękuję za chęć pomocy, nie moge teraz pisac, jade po TZ na lotnisko, napisze wieczorem.
  5. Tak było jeszcze niedawno..... to zdjęcie z wakacji sprzed roku :-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(... wybaczcie.... ale sie poryczalam czytając to wszystko i ciągle sie zastanawiam gdzie popełnilismy błąd.....
  6. Dzwoniłam do przytuliska..... nie ma poprawy :shake:. Satou nie je, nie pije, nawet nie wchodzi do pomieszczenia gdzie ma legowisko. Siedzi ciągle przy furtce i czeka na nas......Nawet noc spędził przy tej furtce, wkońcu wierny jak pies mówią....:-(:-(:-(:-( Nikomu nie pozwala zblizyc sie do furtki, gryzie nawet pręty od ogrodzenia :-(
  7. Dziękuję Neris.... Mam nadzieje, że pomoże podjąć właściwą decyzje :roll:
  8. Zawieźlismy dzis Satousia do przytuliska. Własnie rozmawiałam z właścicielka przytuliska. Na chwile obecna jest kiepsko:placz:, nikomu nie pozwala zbliżyć sie do wejścia do boksu, jakby pilnował furtki, albo smyczy która jest tam zawieszona. Nie mają mozliwości wogóle wejsc do niego, jedzenie wsypali mu z góry, gorzej z woda, ale miał rano wstawiony dosc duzy pojemnik, jutro spróbuja na sznurku spuscic mu wiaderko z wodą. O sprzątnięciu wybiegu nie ma wogóle mowy. Pewnie to reakcja na stres.... Moja Zuzia wczoraj po tym jak opowiadała jak tęskni za Satem, powiedziała że chociaż nie bedzie bała sie wrócić do domu :roll: :-( Być moze po nocy sie uspokoi, ale na chwile obecna nie nadaje sie do żadnego hoteliku...., co do nowego właściciela to powoli dochodze do wniosku że chyba też nie.....
  9. Rozum podpowiada uśpić..... :-(:-(:-(:-(, a serce mówi walczyć, próbować....
  10. [quote name='salibinka']Nicol, strach i bezradność są niezależne od nas. Podobnie poczucie winy. Ale sposób radzenia sobie z nimi - tak. W tej sytuacji wyjazd do przytuliska jest koniecznością. Zróbcie wszystko, co w Waszej mocy - wykastrujcie i zróbcie badania, być może Sati ma szanse na nowy dom. Jednak pies nie może do Was wrócić. Trzymaj się. Niestety Satous w przytulisku może zostać tylko 3 dni, tak jestem umówiona z włascicielką. Ma juz i tak straszne przepełnienie, jak wszędzie zresztą. Będzie miał bardzo dobre warunki, duzy kojec, ale tylko na te 3 dni. Piszecie że nie może do mnie wrócić..... Ale ja nie mam gdzie go umieścić!!! Nie stac mnie by płacić 400 czy 500 zł miesięcznie za hotel dla niego niestety :shake:, poza tym mysle ze w takim hotelu, z dala od ludzi byłoby z nim jeszcze gorzej. Pewien szkoleniowiec poradził mi obroże elektryczną, po to bym ja czuła sie pewniej i mogła walczyc z moim strachem, mając taka broń w ręku i wiedząc że zapewnia mi to jakies bezpieczeństwo. Poza tym pies impulsów nie kojarzyłby bezpośrednio ze mna... Nie wiem.... Co myslicie o tym? Obroże juz mam w domu, czekam teraz na ładowarke, która mam dostać na dniach.
  11. Zostanie wykastrowany tak szybko jak tylko się da. Niestety z kastracja musieliśmy czekac do dzisiejszej ostatniej wizyty w ramach obserwacji u weta. Kastracje mielismy juz umówioną na ubiegły tydzien ale musielismy ja przesunąć. Mój TZ wraca w piątek, mam nadzieje ze uda sie zrobic kastracje w sobote.
  12. Satouś jedzie jutro rano na 3 dni do znajomej do przytuliska, będzie tam w kojcu. Strasznie mi ciężko, ale boje się zostać z nim sama :-(, a mój TZ wyjeżdża i wróci w piątek. Mam nadzieję, że przez te trzy dni dojde do siebie i będę w stanie podjąć jakąś decyzje. Czytając Wasze posty i czasami wierzyć mi się nie chce że to wątek o moim ukochanym psie :shake:....
  13. Są tacy, którzy twierdza, że gdyby chciał mnie zagryźć to by to zrobił... Nie moge sie z tym zgodzić po tym co sie stało. Wiem, jestem pewna, że gydbym nie przestała się ruszac i gdybym nie zamilkła to gryzłby dalej..... To tak jakby wpadł w szał.... zdarza mu sie to od czasu do czasu.... Może nie znam sie az tak dobrz ena psach, ale ja mysle, że to cos siedzi w jego psychice, patrzac na jego zachowanie, czasami warczy tylko dlatego, że ktoś sie do niego zbliża, nawet na mojego TZ czasami tak reaguje
  14. Pani z Częstochowy nie odezwała sie do mnie. Próbowałam dzwonic ale nie odbierała. Jutro spróbuje jeszcze raz..... ale cos czuje w kościach że sie rozmysliła....., dobrze ze teraz, a nie po wzięciu psa
  15. To nie jest tak, że Satou mnie nie słucha, nie. Wszystkie komendy wykonuje bez zarzutu, oczywiście przy moim TZ - który zarówna dla niego jak i dla suni, która z nami mieszka jest najwyżej w hierarchii, zachowuje sie zupełnie inaczej, jest jakby wyluzowany, nie jest spięty. A co do tego co sie stało. Pytałas w jakich okolicznościach. Otóż od paru dni Satou po jedzeniu próbował ustawiac Smunie. Po kolejnym takim ataku, po kilkunastu minutach, troche przestraszona Smuki przyszła do mnie do pokoju. Zaczęłam ja głaskac, w tym czasie zawołałam równiez Satou, przyszedł usiadł obok mni ei tez sie nadstawiał do głaskania. W pewnym momencie wstał i po prostu zxłapał mni ezebami za rękę. Nie warknął, nie ostrzegł mnie - złapał i nie chciał puścić :shake:. Zaczęłam krzyczeć na niego i wówczas ruszył na mnie, a że wskoczyłam na łóżko to przewrócił mnie na tym łóżku i stał nade mną i kilka razy potraktował mnie zebami, to w rękę, to w głowe. Dopiero gdy nakryłam głowe poduszka i przestałam sie ruszac to odpuścil i sobie poszedł :-(.....
  16. To jest wykluczone, trzeba by w umowie napisac ze ps amoże oddać tylko mnie, jesli nie poradzi sobie. Zadzwonie do tej pani dzis, z tego co mówiła to ma męża (chyba męża), musze ja jeszcze dokładnie wypytac, jesli dalej jest chętna....
  17. [quote name='Psiata']Witajcie :smile: moze dodac wasze ogloszenie na moim sklepie www.szopek.pl ? Wspieramy adopcje i mamy sukcesy juz w adopcjach :smile: Bardzo bym tylko prosila o przeslanie mi zdjec i txt ktory ma byc umieszczony w ogloszeniu na mail sklep@szopek.pl Pozdrawiam. Dziekuję serdecznie. Pewnie że chętnie dodam ogłoszenie. Postaram się przesłac wieczorem zdjęcia i tekst. Pozdrawiam
  18. Cockermaniaczko tak, to ja pisałam do Ciebie z prośba o sprawdzenie domu w Częstochowie, niestety przez weekend nie miałam dostępu do netu. Odezwąła sie na wątku jescze jedna osoba chętna pomóc w sprawdzeniu domku. Zatem liczę na pomoc którejś z Was. Włąsnie czekam n ainformacje od pani, która chce adoptowac Satou, na jej adres, ale coś nie odpisuje :cool3::cool3:. Może sie rozmysliła. Jesli nie odpisze to zadzwonie do niej. Wiecie... ja w sumie nie do końca znam sie na adopcjach, zatem ni ebardzo wiedziałam jakie pytani ajej zadawać, ale powiedziałam jej wszystko tak jak jest i prosiłam aby sie zastanowiła i zadzwoniła później. No i oddzwoniła ze nadal chce. Co do hodowli z kórej jest Satou to niestety hodowla juz nie istnieje. Pokątnie dowiedziałam się ze z ojcem Satou tez miewali problemy..... moze to jakos dziedziczne? Co do tresury..... Satou był szkolony jak miał pół roku, po tym jak delikatnie wprawdzie potraktował zębami moją Zuzie. Rozważałąm wówczas oddanie go, ale zamiast tego zatrudniliśmy panią, która przyjeżdżała do nas i szkoliła go wraz z nami. Następnie byłam w kontakcie z wieloma szkoleniowacami, hmm.... moja "walka" z Satou albo o Satou nie trwa miesiąc ale jakies pół roku, a zaczęło sie od tego że zaczął w różnych sytuacjach na nas warczeć. Saotu ma swój długaśny wątek na forum tosim, jesli ktoś miałby ochote poczytać to podaje link: http://www.forum.molosy.pl/showthread.php?t=10158 jest pewien pan, który podjąłby się szkolenia Satou i twierdzi że mógłby sobie z nim poradzić, ale gdy podał mi koszt takiego szkolenia to zawyłam z rozpaczy, niestety na chwile obecna mni ena nie nie stać.....
  19. Z tego co piszecie to..... jedynym dobrym rozwiązaniem wydaje się uspienie Satousia..... :-(:-(:-( O rany....., nie wiem, nie dam rady, nie potrafie sobie tego wyobrazic. Tym bardziej teraz gdy od tego ataku na mnie minęło juz troszke czasu, on zachowuje się zupełnie normalnie...., jest usłuchany, nie podskakuje zupelnie. Ale wiem.... że jest w stanie to powtórzyc, prawda? Wiadomo, ze bezpieczeństw córki jest dla mnie najwazniejsze.... Juz nawet mój mąż przestał mówić o uspieniu psa. Co do jego pobytu w przytulisku przez te 3 dni, to to raczej nie jako kara dla niego. Ja po prostu boje sie zostac z nim sama po tym wszystkim, stad pomyslelismy aby tam go umieścic na czas nieobecności mojego męża.
  20. malva, przepraszam, ale przez weekend nie miałam dostępu do netu. Juz napisałam do Floride. Co do tej pani z Częstochowy. Widac, ze bardzo chce adoptowac Satou, twierdzi że miała wcześniej sunie tose, która umarła ze starości. Ja natomiast mam wiele wątpliwości. Rozmawiałam z osobami, które znają sie na psychice tos i zdania sa odmienne, ale zgodnie mówią ze w obcym domu moze nie byc dobrze, delikatnie mówiąc lub wręcz odwrotnie, ale nikt ni emoże tu dac żadnej gwarancji oczywiście. Jednakże może akurat osoba która chce go adoptowac poradzi sobie..... Myslę, że domek sprawdzic warto..... W środę rano mój mąz wyjeżdża za granicę na 3 dni. Satou pojedzie na ten czas do przytuliska, w którym pomagam od czasu do czasu. Pani, która je prowadzi równiez zna sie na psach..... mam nadzieje, że obserwując go przez te 3 dni, równiez będzie potrafiła coś mi podpowiedziec... co dalej.... Co do treserów.... dziękuję Wam serdecznie za namiary i pomoc, ale kurcze nie stac mnie na to by jeździć z poznania do warszawy do tresera, a porady telefoniczne nie mają wiekszego sensu, przez ostatni czas z nich korzystałam, ale treser musi widziec reakcje psa....
  21. Hmm, jest pewna pani.... z Częstochowy, chce adoptowac Satou POTRZEBNA OSOBA DO WIZYTY PRZEDADOPCYJNEN W CZĘSTOCHOWIE!!!! PILNE!!!
  22. [quote name='malva']hej Nicol, po pierwsze dzielna jestes ze nie boisz sie pisac negatywnie nt temat meza i nie udajesz ze wszystlo jest ok. Mialam w zyciu podobna sytuacje, (też ma córkę:)-a męz -..miałam,heh) ,nie będe jej dokładnie opisywać, za bardzo mnie to boli.. gdy znalazłam wreszcier odpowiedni dom i miałam pewnosc ze pies nie trafi na lancuch moj facet powiedział ze on jednak nie chce oddac tego psa ,ze sie nie zgadza i ogolnie jestem swinia ze to robie (dodam ze przez ten czas gdy pies był u mnie to moj facet wogle przestal sie nim zajmowac-chociaz to on go do domu sprowadził)..psem zajmowalam sie tylko ja..bylo mi tak ciezko, to nie do opisania..(acha- na koniec nadmienię że nie jestem z tym kolesiem ,rzuciłam go 6 lat temu i ciesze się bardzo:evil_lol:) napiszę tylko tyle: Nicol, masz córke i to o jej bezpieczenstwo tu chodzi, tak uwazam! dylemty odnosnie wydawania lub nie wydawania psa odrzuć w cholerę ,to nie wina psa że jest jaki jest, ani twoja.. kastracja NA PEWNO pomoże-ale niktnie wie w jakim stopniu ,jednak uchroni psa od trafienia w niewlasciwe rece, tak uważam pozdrawiam serdecznie i przesyłam duzo pozytywnej energii Dzięuję z całego serca. Wiecie... gdy zakładałam ten wątek byłam i jestem zrozpaczona, ale bałam się że zamiast pomocy ludzie będa mnie atakować, mówić o braku odpowiedzialności itp. A my naprawde jestesmy konsekwentnymi ludzmi i nie sądze byśmy popełnili aż tyle błędów w wychowaniu Satousia. Mamy jescze jedną tosę, ale sunię, jest przeciwieństwem Sata, do zagłaskania wręcz, ale to pewnie dlatego, że przeszła szkołę życia w schronie i teraz docenia to co ma u nas.....
  23. Fasolka dziękuję za deklarowane pieniązki na hotelik. Myslę, że jesli trafi do hotelu, gdzie nikt nie będzie z nim pracował i będzie z daleka od ludzi, bo będa się go bali to będzie jesczze gorzej :-(, zresztą nie wiem juz sama. Wielbiciele rasy wiedza o nim, ma tam swój wątek na forum tosim, bo ja tez zaliczam się do wielbicieli rasy tosa inu. I prawie że jednym głosem wszyscy mówią że niestety ale powinnam go uspić, że kolejny atak na mnie moze byc jeszcze gorszy, że jesli trafi do obcego domu to będzie jak bomba zegarowa, że to bardzo wrażliwe psy i może pójsc w agresje jeszcze większą w obcym domu :cool3:. A poza tym nikt nie dzwoni w jego sprawie, a jesli już dzwonią to jakies oszołomy :cool3:
  24. Majqa dziękuję Ci bardzo..... ciągle wierze że jednak uda nam się..... bo to naprawdę cudny psiak i bardzo go kocham:-(
  25. Co do tych słów wyżej to musze się niestety zgodzić, choć wiele osób mówi że gdyby chciał mnie zagryźć to by juz to zrobił. Patrząc na wypadek który się zdarzył.... mysle ze gdybym nie przestała się ruszać i odzywać, wówczas gdy stał nade mną, to ... gryzł by dopóty dopóki bym nie umilkła i nie przestała sie ruszać. Niestety ja o tym wiem..... Wiem tez patrząc na Satou, kiedy jest w stanie na mnie ruszyć i wiem że może to zrobić. I mysle, że kiedyś ugryzie i ruszy też na mojego męża. Pies zachowuje się wówczas jak w szale, jakby miał rozdwojenie jaźni, a po chwili przechodzi i jest ok. Dziś np Satou leżał sobie w kuchni na podłodze, Jacek podszedł by wziąć coś ze stołu i Satou zaczął na niego warczeć. A dalszy scenariusz jest taki, ze im więcej się do niego mówi tym on bardziej warczy i czasem wręcz idzie na dana osobę. Jacek wysłał go oczywiście na miejsce, ale zanim tam poszedł troche czasu minęło i warczenie nie ustało a wręcz się wzmagało niestety. Na czas gdy mój mąż będzie w Anglii, w następnym tygodniu - sa to 3 dni - chcemy oddac go do pewnej znajomej pani do kojca, do przytuliska. I myślę, że albo doceni to co ma w domu i będzie lepiej, albo będzie jeszcze gorzej gdy poczuje się przez nas zostawiony. A wtedy nie pozostanie nam chyba nic innego jak tylko go uśpić :-(:-(:-(:-( Niestety na ogłoszenia które Satous ma na allegro i na gratce żadko kto odpowiada, a jesli trafi się ktoś normalny to gdy dowiaduje się jakie sa problemy z psem, mówi ze sie zastanowi i juz nie oddzwania. A przeciez nie moge tego ukrywać Dziękuję Wam wszystkim za odzew, za chęc pomocy.....
×
×
  • Create New...