-
Posts
36362 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by majqa
-
Jak najbardziej....serdecznie dziękuję Fundacji Rottkaza wszelką pomoc i błyskawiczne działanie !!! Podkreślam tu nie tylko wysyłkę b.dobrej karmy ale i doskonały kontakt na linii Fundacja-wet-ja (i wszelkie tej kolejności kombinacje),szybkie podejmowanie decyzji i zaufanie, jakim, a konto, zostałam obdarzona! Lada moment wypuszczę się do Łodzi i prześlę Fundacji kolejną, sporą partię zdjęć. Stan Amorka- uszka lepiej, oczka również po włączeniu w miejsce kropelek maści z gentamycyny. Nóżka ze zmianą też lepiej, choć antybiotyk ma iść dalej (opanowałam wreszcie wyduszanie tego płynu więc raz, że zmiana nie wygląda na podpuchniętą/płynu ubyło/, a dwa psinka przestała ja wylizywać). Apetyt jest, chęć do zabawy także, większa ruchliwość, czujność,bystrość spojrzenia i mniejsze męczenie się. Niestety mam też swiadomość, że mając problemy ze stawami Amorek będzie reagował na wszelkie wahania pogodowe, a to będzie kształtowało jego aktualny stan.
-
Dziękuję Koperku za ciepłe słowa ale jestem przekonana, że zrobiłabyś to samo !!! Moim celem jest maksymalne uzdatnienie niuniusia i danie mu max czułości, której nie raczej nie miał, bo teraz się dopomina jak szalony!!! Poza tym ciągle pod znakiem zapytania jest docelowe miejsce psinki. I Amorka i mnie goni czas. Nie mogę wiecznie siedzieć u mamy i uskuteczniać "telefoniczne małżeństwo". na dłuższą metę tak się nie da. Martwię się, co zrobić jeśli mimo wszystko Amorek będzie władny pokonywać kilkanaście stopni "na spoko" ale nie dzień po dniu dystans na 3cie piętro.On już nie waży malutko (wsuwa żarełko, dosłownie nie gryzie, a łyka taki ma spust)! Nie damy rady go wnosić i znosić, a lokum u mojej mamy ze zrzuceniem opieki nad Amorkiem jest wykluczone (ma zbyt poważne kłopoty z własnym zdrowiem i...dużo większą menażerią, którą obskakuje :shake:). Modlę się, że albo Amor sprosta wiekszej ilości schodów albo znajdzie się ktoś, kto pozwoli mu godnie spędzić u siebie ostatnie lata jego życia (ode mnie przejmie psinkę, na ile mi sił starczy, w pełni uzdatnioną...)... Nie Oktawio-Szelmo !!! :evil_lol: Amorek nie sposobi się do wyrka, a ja go nie zachęcam! Zresztą na tę chwilę pogardził nawet kocykiem (jest mu za gorąco, wet kazał mi przykręcić grzejnik, bo przedobrzyłam). Teraz więc Amorek śpi komfortowo, ja szczękam trochę zębami, opatulam się kołdrą i dogrzewa mnie jedynie drobne ciało Firki! Za to zamiast łóżka....zawsze przed snem dostaje solidnego całusa na "dobranoc", bosko przy tym mruczy :evil_lol: !!!
-
Już tłumaczę...Firkę, moją sunię przyboczną Amorek traktuje jak kumpla i rodzaj przewodnika (sika Firka, dosikuje miejsce Amor; prowadzają się wężykiem etc...ale cóż...pełna aseksualność, sunia po sterylce)...niemniej..u mamy jest docelowo mój drugi potwór- Klara, również sunia (docelowo, bo kropla się przelała; mała sunia, a wpieniczyła 1/2 mieszkania- aktualnie trwa remont pozjadanych rzeczy ale to inna bajka)...Amorek bardzo się do niej wdzięczył choć sunia też po sterylce. Wypuściłam więc Amorkowi i Firkę i Klarę i zaczął się "czeski film" :multi::evil_lol:. Na początku Amor nie nadążał wzrokowo, Klara poruszała się jak pocisk, goniła Firkę, Firka Klarę, obie się zagryzały, ja nad wszystkim czuwałam z trzepaczką...Potem zaczęły się wzajemne adoracje. Ponieważ Klara nie potrafi ustać w miejscu, ciągle się przemieszcza, skacze, wykonuje szybkie zwroty Amor chcąc sprostać musiał się zdrowo natrudzić...chodził, prężył się, również wykonywał zwroty, nawet podbiegał ale co najwazniejsze, cały czas był w ciągłym ruchu, smiem twierdzic, ze natrzepał kilometrów...Pierwsza w trawę padła Firka. Dopiero gdy język Amora zwisł do ziemi (serce według już podwójnego wet-zapewnienia ma OK) zebrałam Klarę (ją z kolei podstępem), odeskortowałam na jej stanowisko i tak zakonczyła się 1wsza schadzka.:lol: Jak się opamiętałam to miałam obawy, czy nie będę go targać po schodach ale hormony zabuzowały i wszedł jak młodzieniaszek wlokąc za sobą język...Potem spał snem sprawiedliwych (skomlił, biegał przez sen, powarkiwał), widać przeżywał atrakcje. Myślałam, że kolejne, juz na spokojnie, późniejsze wyjścia ze mną będą marne z racji zmęczenia ale myliłam się. Do późnego wieczora Amorek był w pełni sił. Na "nadobrotach"...Cóż, "młody towar" i zobaczcie dziewczyny do czego jest zdolny starszawy chłop!:evil_lol:
-
Sobota popołudnie i niedziela to był spory przełom w ruchliwości Amorka !!! Długo mi się we łbie kotłowało jak go zmoblizować do wysiłku, bo...że schodzi, wchodzi raz lepiej raz gorzej, staje mi przy nodze, odpoczywa, tuli się to za mało!!! Cel to, poza przełamaniem bólu stawów i odbudową chrząstki, zmusić kaletki do produkcji mazi (dać powierzchniom stawowym smar ) !!! Skoro podałam też preparat na odbudowę mięśni (bo słabiutkie, sflaczałe i drżały ) również należało przypomnieć mięśniom po co są!!! I słuchajcie iluminacja!!! Pomysł - RANDKA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! cdn...:evil_lol:
-
:evil_lol:Hejka Koperku! Amorek ogólnie do przodu:multi:. Dziś była, na ten moment, ostatnia wizyta doktora, ostatnie kłucia bidulki. Stawy nadal słabe ale uzdatniane. Dziś zaczęłam pracę nad mięsniami (wzmocnieniem ich, bo co ma utrzymać te stawy?). Nóżki ogólnie nadal słabe choć kursuję z Amorkiem do upadłego (upadłego i mojego i psinki :evil_lol:). Schody nadal kiepsko :-(. Zmiany na nóżce już mniejsze (dziś również doktor sporo płynu wydusił z tych zmian). Idą wszelkie preparaty i leki. Dobra, otrzymana od Fundacji karma robi swoje, do karmy i tak robię mięsne wkładki więc niuniek ma full service. Z moją sunią prowadzaja się razem, mało tego ta aparatka staje w jego obronie, gdy szczekają na niego jakieś psy. Amuś tez zaczał szczekac!!! Jutro napiszę więcej,bo teraz okupuję cudzego latopa. Ściskunie !!!
-
Nie macie pojecia dziewczyny jak się cieszę, że pojawiło się zainteresowanie tym psim kwiatuszkiem :multi: !!! Pies sam w domu, hm...to już nie jest maleńki szczeniaczek, który wymaga niemal ciągłej obecności człowieka. Zła przeszłość za sunią, dobra przed, a to młody pies i jestem przekonana, że skupi się na raju, który otrzyma. jedyna rada to nie ograniczać go makabrycznie powierzchniowo, niech ma szansę na własnonożne pozwiedzanie, nie czuje się jak w klatce np.zamknięty w kuchni, łazience itd.itp.Warto tylko z pola rażenia usunąć przedmioty łatwe do ściągnięcia (rodzaj asekuranctwa), zapewnić zabawki, a i dobrym sposobem jest włączyć cichutko radio (jako głosową imitację obecności człowieka). Porządnie odsikać, odkupkać rano, przed wyjściem do pracy, dać jedzenie po powrocie (ewentualnie małą ilość rankiem, by nie miec niespodzianki po pracy w postaci kupki) i potem oczywiście już kursować obserwując sygnały psa, że chce wyjść. Psinka szybko wpadnie w rytm. Super by było gdyby nowi Państwo wzięli Azję w dowolny piątek by dać sobie i jej czas przez weekend na obopólną obserwację!!!
-
Dziękuję dziewczyny za wyrozumiałość! Alternatywna aukcja allegro jest max! Zachęcam innych do wystawienia suni! Ucałowuję Cię Oneczko !!! Jesteś boska !!! :multi: Jak się ten "szkielecik" oblecze ciałkiem to ta sunia będzie chodzącą pięknością !!! Wiem, że to większa psinka ale ona jest...taka do zakochania (zamiziania, zagłaskania) i nie dość, że do mieszkania to jeszcze pod kołdrę !!!:smilecol:
-
Jestem przekonana, że ten pies ma przed sobą jeszcze wiele do zaoferowania i, co ważniejsze, do przeżycia !!! Trzeba dać mu tylko szansę poprzez domek (domek znaczy wszystko i nic)- mam tu na myśli mieszkanie lokum, z którego na dwór Amorek będzie wychodził niemal w linii prostej, góra po 3-5 stopniach. Jeśli dana mu będzie szansa poprzez ułatwienie życia jego stawom wystąpienia innych kłopotów poprostu nie widzę. Amor to chodząca: łagodność, karność (nienawidzę tego słowa, poprostu wykonuje polecenia i już), podporządkowanie się człowiekowi i wpatrzenie w niego. Amorek pokazuje, że chce wyjść, ładnie (co prawda jednorazowo) jechał autkiem, w mieszkaniu nic nie niszczy, nie cuduje, nie usiłuje wchodzić na łóżko. Nie wiem sama jak mam go jeszcze zachwalić...W moim życiu od zawsze pełnym psów...to 3ci pies, który budzi we mnie takie uczucia i odczucia, poprostu wzrusza.
-
Tracę nadzieję na docelowość (dozgonność) pobytu Amorka u mnie, o czym marzyłam i...kurczę, wciąż marzę...Zakochałam się w tym psie, każdy by się zakochał, uwierzcie...Tracę nadzieję, bo jak pisałam ja i Łódź= 3 piętro bez windy. U mojej mamy, gdzie jesteśmy teraz "na wysiedleniu", jest naście (góra 20) stopni do pokonania i to już jest wyzwaniem dla Amorka. Widzę jak się spręża i niejednokrotnie muszę mu podsadzać pupkę...:placz:nie ma siły w nogach na wskrobywanie się i siły pokonania bólu, ten niewątpliwie się zwiększa przy chodzeniu po schodach.
-
Łysiny na sierści zaczynają powolutku obrastać, a sama sierść ładnie błyszczeć. Sierść już nie wychodzi, teraz pratycznie wyczesuję już, sorry za kolokwializm, "łupież zabiedzenia". Identycznie miałam z przygarniętą sunią. Efekt odkąpania i zmiany metabolizmu. Ciałko odżyło i zaczyna zachodzić inny już metabolizm. Nic mi nie wygląda jesli chodzi o skórę na jakąś chorobę. Oczki coraz lepiej, uszki też. Serduszko OK, płuca, oskrzela też...do rozpaczy doprowadza mnie tylko kręgosłup i stawy !!! :shake: Jezu, Amor tak b.się męczy !!!!!!!!! Skoro główny motor (czyli serce) jest OK to znaczy, że zmęczenie wynika i z wieku i tego, że to biedne psiątko cały wysiłek wkłada w utrzymanie swej masy by chodzić, chodzić, chodzić (skubaniec próbuje podbiegać i skakać na mój widok, mam wtedy ciarki na plecach, bo pędzę go łapać, gną mu się nóżki i...fik...:placz:), zastabilizować własne ciało i, czego jestem pewna, opanować ból w trakcie chodu. On...zrobi dla człowieka wszystko i tak bardzo się stara, a to, co się nie udaje nie jest przecież jego winą...
-
Mam nadzieję, że Bagira znajdzie w którymś momencie czas, ja swój nagnę i wpadnie do mnie, na co bardzo liczę. Poza jej przesympatycznym towarzystwem zyskam na tym dwukrotnie. Ktoś, kto ma kontakt z Fundacją namacalnie sprawdzi prawdziwość tego, co piszę o Amorku (jego stan, zadbanie o niego itd..., lepiej na zimne dmuchać) i może chłodniejszym okiem spojrzy (hm...chłodniejszym...to przesada, bo widziałam jak Bagira przejmowała się Amorkiem, jej też pękało serce), a na pewno bardziej opanowanym na możliwości i mobilność psinki. Są wiele razy w ciągu dnia chwile, że chce mi się wyć z bezsilności :placz:...
-
Oktawio cóż...ta zmiana na nóżce faktycznie jest paskudna, może to moje pobożne życzenie lub omam ale sądzę, że obecnie jest jakby mniejsza. Szkoda tylko,że mimo moich usilnych starań (rozmiękczanie według zaleceń weta, przemywania) to "coś" się zasklepia zamiast otwierać, a przecież to, co jest w środku miałam delikatnie wyduszać. Hm...teraz nie mam z czego...:shake:
-
Czekam na karmę z utęsknieniem, z góry dziękuję ! Co do umowy wolontariatu sprawa jest o tyle dziwna, że umowę, fakturę z apteki, ksera zaleceń, recept itd..itp..wysłałam poleconym priorytetem z adnotacją Amor i do rąk Martusi, a ta poinformowała mnie, że otrzymała ją w poniedziałek !!! Kolejne 2 faktury z wizyt weta i jego diagnozę (wydruk z wizyty 1wszej) wysłałam w identyczny sposób wczoraj, tj.18.09.07. Za samowolkę lekowo-preparatową, wetową itd...(pewno nie wszystko wymieniłam) z góry przepraszam. Sądziłam, że po podaniu swoich danych Bagirze, Fundacja sama skontaktuje się ze mną (miałam świadomość, że Amor nie jest jedynym psem pod Waszą opieką i nie chciałam być namolna, dałam sobie na wstrzymanie). W tym czasie musiałam już działać i stawiać do pionu psinkę. Wreszcie zadzwoniłam do Fundacji, teraz już się zorientowałam, że był to sekretariat (ponoć w Fundacji nie było nikogo) przekazałam prośbę o kontakt ze mną, podałam wszelkie dane i w jakiej sprawie. Widać odbierającej Pani to umknęło. Kolejno zadzwoniłam do Ciebie Akacho (jak się domyślam), rozumiem, że coś było na rzeczy (w żadnym razie to nie złośliwość z mojej strony, proszę byś tak tego nie odebrała) i najzwyczajniej nie mogłaś odebrać (Marta wytłumaczyła mi później,że masz wiadome urwanie głowy, czemu się absolutnie nie dziwię). Zrobiłam więc zwrot o pomoc do Bagiry i tak nastąpił kontakt z Martą.
-
Moja doraźna propozycja=podpowiedź..nie czekając na koniec aukcji u mnie wystawcie sunię powtórnie (zerknijcie na allegro w zwierzaczki i zobaczycie, że różni wolontariusze itp. wystawiają psy, koty, etc...dublując aukcje, czyli to samo zwierzę, a inny allegrowicz, inny tytuł etc..). To zdecydowanie zwiększa szansę by dana bidulka została zauważona, zwłaszcza jeśli każdy z wystawiających skreśli kilka słów od siebie i nie kopiuje tekstów, bo wtedy to wygląda jak taśmówka. Ja spróbuję powalczyć z tekstem jesli dane mi będzie przewinąć się przez Łódź.Dodałam fotki.
-
Dziewczyny sugestia o zmianach na allegro jest jak najbardziej słuszna. Przepraszam, że na ten moment zawodzę ale nigdy nie wystawiałam przedmiotu z tą całą tekstową oprawą, pogrubieniami, kolorami etc...To wymaga ode mnie posiedzenia i rozgryzienia tych niuansów. Jest to na ten moment niewykonalne. W pracy, skąd piszę i gdzie na samodzielnym stanowisku wykonuję zabiegi pacjentom zabawa z komputerem, tak by nic w poprawkach nie sknocić jest nierealna. Jestem obecnie poza domem bez dostępu do kompa (wyłacznie- praca).Dałam dom tymczasowy rottkowi i musiałam się wynieść za miasto, bo pies z trudem się porusza- wątek http://dogomania.pl/forum/showthread.php?t=78495. Jeśli tylko dotrę, a ktoś mnie z osób mi bliskich zmieni przy opiece nad psem, to skoczę do siebie i pobawię się w obróbkę tekstu. Fotki dorzuciłam ale istotnie ludzie na pewno chcą czytać klarowny tekst.
-
Ogromne podziękowania na łamach forum składam Panu weterynarzowi, który z anielską cierpliwością sprawuje pieczę nad moją menażerią, a teraz doszedł do niej jeszcze Amorek! Łodzianom polecam z czystym sumieniem lecznicę: dr.Rajmund Rutkowski "Pod żabką" ul.Przybyszewskiego 266a Łódź tel.0-426722743 0-509128042 Dziękuję Doktorze !!! :multi:
-
Przed wieczorem, po wizycie Pana Doktora nastąpiło znaczne polepszenie (a i na dworze przecież ochłodziło się i minęła duchota) łatwiej oddychał i poruszał się. Było mu na tyle lepiej, że ukradł w sekundę małe grabki i za diabła nie chciał oddać próbując uciekać. Przekupiłam go kijkiem, trochę go poobgryzał, a nawet powarczał !!! Widać, że psychicznie i w chęci wykazania się przed człowiekiem wszedł na obroty tylko ciałko (organizm) nie nadąża :shake: !!! Czas, czas, czas...Daj Panie Boże czas tej psince i szansę, a mnie power!!!
-
Dziękuję Szyszeńko! Gdyby wszyscy robili takie szkody :evil_lol: jak Ty świat by był przepiekny! Koperku w związku z tą konkretnie zmianą idzie antybiotyk od środka; z zewnątrz okłady rozmiękczające i przemywania, a jeśli po zdjęciu okładu coś da się wypatrzeć (przerwanie ciągłości tkanki) to mam polecenie weterynarza by w rękawiczkach to wyduszać. Słowem, niech wyłazi na zewnątrz, a od środka walczy antybiotyk.Hm...na pewno cierpiał i niestety prawda jest okrutna, że na stawy cierpieć już będzie zawsze (porównując do klasycznego reumatyka), każda zmiana pogody itp.itd.Wczoraj było u Amorka załamanie formy ok 15tej, zwłaszcza po tym, jak mógł zrobić sobie krzywdę na własne życzenie .Gdy wróciłam z pracy i mnie zobaczył chciał na mnie skoczył ale tyle nóżki odmówiły mu posłuszeństwa. Niestety ten manewr go zabolał :placz:.
-
Jeśli kogoś czytającego ten wątek wzruszy historia Amorka, a będzie miał zarówno chęć, dobrą wolę jak i możliwość by wspomóc finansowo psinkę (przeznaczenie pieniążków: leki, odżywki, karma, wizyty u weterynarza etc...) informuję, że Fundacja Rottka zamieściła na allegro ogłoszenie (zakup cegiełek). Aukcja: Katowany bejsbolem 9 lat AMOR fundacja_ROTTKA (numer 245683839).
-
Z info kompletnie już na wesoło...jak jechaliśmy autkiem...nie uwierzycie, specjalnie prowadziłam niemal 2km/h, bo on siedział dumnie i tak podziwiał świat, jakby go pierwszy raz widział, wszystkiemu się dziwił i aż przekręcał główkę, spoglądając to na mnie, to na mamę, i znów przez okno. Mój Boże, teraz się uśmiecham ale wtedy tym bardziej ogarniała mnie rozpacz i myśl "co to zwierzątko widziało?"...Kawałek zapyziałego podwórka???:shake: