Jump to content
Dogomania

majqa

Members
  • Posts

    36362
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by majqa

  1. [B]Jak daleko jest z Łodzi do Złotnik (jaki to kierunek) ?[/B] Muszę przeliczyć dystans na czas nieobecności przy Amorze (wczoraj w godzinach, które mam przeznaczone dla niego zniknęłam na 2h i...raczej mam drzwi do wymiany), a mamy nie mogę wrobić w wyprowadzenie go, bo razem zjadą po schodach... Co do spaceru z innymi psiankami- no problemos !!! :evil_lol:
  2. [quote name='hanka456']Wczoraj zawiozłyśmy Puszka do hoteliku. [COLOR=red][B]SUPER !!![/B][/COLOR] Był to mimo pwszystko bardzo przykry moment dla wszysykich. [COLOR=red][B]NIEWĄTPLIWIE TAK[/B][/COLOR] :-( (...) W hoteliku został umieszczony w boksie, na początek aby się zaklimatyzował. Panie z hoteliku obiecały, że będą się nim zajmować wyjątkowo. Będę o nim pisać regularnie. [COLOR=red][B]BARDZO, BARDZO[/B][/COLOR] [COLOR=red][B]O TO PROSIMY !!![/B][/COLOR] [/quote] Przyłączam się również do zapytania Szyszeczki! Sympatycznie by było odwiedzić psinkę, w sposób nie sprawiający kłopotu jej opiekunkom - Paniom z hoteliku !!!
  3. [quote name='Moriaaa']Puszek właśnie jedzie z dziewczynami i szczeniakami do hotelu. [COLOR=red][B]WOW !!![/B][/COLOR] :multi: Hotelik znajduje się pod Łodzią z Złotnikach. Koszt miesięcznego utrzymania psa to 300zł bez faktury. [COLOR=red][B]NIE BRZMI TO ŹLE, POWIEM WIĘCEJ, BRZMI WRĘCZ FENOMENALNIE !!![/B][/COLOR] Koszt na teraz leczenia dowiemy się dzisiaj, ponieważ Bunia podlicza nas raz, dwa razy w miesiącu, wystawia ogólną fakturę i wtedy opłacamy. Lekarzem prowadzącym Puszka jest Ewa Pacałowska (na forum jako Bunia). MA swoją lecznicę "SFORA" przy ulicy Przybyszewskiego w Łodzi.[/quote] [B]Jasna, klarowna, konkretna pełnia informacji. Na tym mi zależało, wobec czego serdecznie dziękuję za zadośćuczynienie mojej prośbie :happy1: !!![/B] [SIZE=4][COLOR=magenta][B][COLOR=black]...A TY[/COLOR][SIZE=5] PUSZEŃKU[/SIZE] [COLOR=black]SZPULUJ NA PIERWSZĄ STRONKĘ !!! :painting:[/COLOR][/B][/COLOR][/SIZE]
  4. [quote name='wellington']Majqa, twoje pytania sa jak najbardziej zrozumiale :p Jestem pewna ze wszyscy chcieliby sie dowiedziec[/quote] Cieszę się, że ktoś mnie rozumie. [B]Nie chcę nikogo zranić ani urazić tym dopytaniem [/B]ale do mnie przemawiają konkrety- liczby, lokalizacja, nazwy (hotelik, lecznica, nazwa leków etc.), nazwiska (lekarz), krótko mówiąc jawność działań...Żadna rzecz, o które proszę nie jest niczym poufnym, wręcz przeciwnie, dla wpłacających stanowi przyczynek do zmotywowania do dalszych wpłat.
  5. [quote name='hanka456'] Teraz powinien dostawać dwa razy dziennie przez jakis czas tabletki. Skłaniamy się aby Puszka ulokowac w hoteliku. Z tym , że nie jest to taki hotelik, gdzie psiaki siedza w bokasach, będzie mial duzo swobody i jedzenia jak rowniez opiekę. Jest to wyjście tymczasowe, dom potrzebny przede wszystkim.[/quote] Cieszę się, że jest takie miejsce, do którego jest sens zabrać Puszka (by wreszcie porządnie go doleczyć)! Wybaczcie proszę, że mimo to dopytam, [B]jak nazywa się ten hotelik? Gdzie on się mieści?[/B] [B]Jaka jest w nim stawka?[/B] [B]Która z lecznic[/B] (względnie, czyj prywatny gabinet weterynaryjny; zakładam, że mieszczący się w Łodzi) [B]prowadzi Puszka?[/B] Słowem, kto go leczy? [B]Na ile wpłatami udało się pokryć dotychczasowe leczenie i jaka kwota zdaniem Pana/ Pani Doktor jest potrzeba na kontynuację leczenia?[/B] Dla mnie, jako osoby, która już wpłaciła pieniążki i chciałaby się rozpatrzeć w ewentualnej dalszej pomocy są to pytania kluczowe, wręcz oczywiste. Mam nadzieję, że nikogo nimi nie uraziłam.
  6. [quote name='Kasia']Puszek jest pięknym psem. Jak tylko sie go wyleczy do końca to na pewno kolejka sie po Niego ustawi!!![/quote] Wcale bym się nie zdziwiła !!! [B]Mój Boże, jaka różnica pomiędzy pierwszymi fotkami, a tymi obecnymi !!![/B] To zaczątek psiego Adonisa !!! [B]Zabierzcie go dziewczyny stamtąd, gdzie jest, póki czas i skoro już tyle udało się uzyskać !!![/B] [CENTER][SIZE=3][B][I]Pokazuj się Ślicznoto !!![/I][/B][/SIZE][/CENTER]
  7. [quote name='Eruane']Czyli jest nas więcej. ;) A nie mówiłam? ;) Majqa, przesłałam Ci info, co robić z tym nadmiernym przywiązaniem Amka mailem. Dziękuję Skarbie za mail !!! Jeszcze dziś artykuł będzie wydrukowany do oprawienia i powieszenia na ścianie (by móc zerkać na okrągło)... Czułam przez skórę, gdzie sadziłam byki z ustawianiem Amorka, co skończyło się tym, że on ustawił mnie :evil_lol: !!! Pomyśl i nie odpisuj (tak z innej beczki mówiąc), czy ja się myliłam z tą Bognią ??? :Cool!: :iloveyou: ;)
  8. ...ale cudne zboczenie :evil_lol:, zarzuty są mi znane, niestety :evil_lol: !!!
  9. [quote name='Eruane'] Rottki takie są. One sie przywiązują dość silnie. Moje chorowały, kiedy wyjeżdżałam. Chorowały też bardzo, gdy rozstawały się ze sobą. Te psy na przykład źle znoszą izolację od rodziny. TO SIĘ DA ZAUWAŻYĆ... Ja też poświęcam mnóstwo czasu zwierzakom i nie ma znaczenia, czy wystawowe. :p Wycałowuje i ściskam, jak tylko jest okazja. Też warczę jak karcę i piszczę, gdy się bawimy. Na rottweilerki mówiłam "maleństwa" i "dziewczynki", a jak je wołalam z podwórka, to sąsiad, chłop ze wsi, patrzył jak na wariatkę (nadmienię może, żę lubił moje rottki, ale do końca ich życia głaskał je linijką przez ogrodzenie, bo w telewizji mówili, że to straszne psy;)). Psom też śpiewałam, szczególnie po przejsciach, bo to uspokaja. Znam gościa, który lękliwej rottce, która ukrywała się, po przywiezieniu jej do domu, w piwnicy, przeczytał nocami całą książkę siedząc z rottką w tej piwnicy, a po tym lęki zaczęły znikać. GOŚĆ MANIANA !!! A w lodówce trzymałam kiedyś papugę i też miałą pogrzeb. Ślimaki i żaby też przenoszę. :cool3: NO I POWALIŁAŚ MNIE NA KOLANA !!! NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ ŻEBY ZOBACZYĆ MINĘ MĘŻA, JAK "CIĘ" POCZYTA !!!:evil_lol: Też tak uważam. Poza tym, skoro nie tylko ja robię takie rzeczy, to już jesteśmy dwie, a skoro tak, to może jest nas więcej. A jak jest więcej takich ludzi to już nie odmienność. Można tak do tego podejść. ;) TA RADA TO JEDNO,CO MNIE TRZYMA :multi: !!! Z autem to normalne. Ale nad taką jakby psychiczną jego separacją, to popracowałabym dla jego dobra. CZEKAM NA WSKAZÓWKI I BARDZO O NIE PROSZĘ!!! Znam ten odgłos czajika. ;) SKÓRA CIERPNIE !!! Chyba troszke inaczej popracowałabym z nim. Napiszę Ci na priva jak. OKI !!! Ho ho... :roll: Ciężko będzie. Ale ja się tak stresowałam z 7 psami na raz, w dodatku nei wszystkie się tolerowały. Przeżyłam. Najgorszy jest początek, potem wypracowuje się jakiś system. Ale łatwo to nie jest. :shake: SYSTEM JUŻ WYPRACOWANY TYLKO SAME ZACZYNAMY SIĘ W NIM GUBIĆ, TAM GDZIE JESTEM Z AMKIEM NIE MOŻE BYĆ KOTÓW ZE WZGLĘDU NA MASĘ RZECZY, KTÓRE MOGĄ "ZAŁATWIĆ", ONE Z KOLEI CHCĄ SIĘ DO MNIE DOSTAĆ I ZDROWO NAD TYM PRACUJĄ ! OGÓLNIE NIEMOŻLIWE ZAPĘTLENIE SYTUACYJNE... :stormy-sad:Co tu zrobić, co tu zrobić... :drink1: OTWORZYĆ DRZWI !!! PRZETRWA NAJSILNIEJSZE :evil_lol: !!!
  10. Hm...generalnie to mnie już bardziej dobić się nie da...Odbyliśmy z mężem naradę, a właściwie "bezradę"...ja praktycznie tylko słuchałam. To, co mówił nie miało wydźwięku złośliwego choć tak, ktoś patrząc z boku, mógłby odebrać.:-( Zdaniem męża, poza oczywistymi przeszkodami w adopcji psa, wynikającymi z natury ludzkiej, upodobań (strach przed rasą, wiek Amka etc...to, o czym pisałyśmy) istotny problem jest po stronie samego Amorka. Jemu poprostu odpierniczyło na moim punkcie, w czym zdaniem męża miałam istotny udział (dowiedziałam się, że to, co robię z dowolnym zwierzakiem, którym się opiekuję graniczy nie z racjonalnie wyważoną troską a...chorobą psychiczną). Króciutko, przykładowo wypunktowując, nikt, rzekomo przy zdrowych zmysłach: nie poświęca tyle czasu pielęgnacji psa/ kota itd...(niewystawowego zwierzaka), leczeniu, nie wycałowuje gdy tylko jest okazja, nie szczeka, warczy lub miauczy dla radochy zwierzaka, nie gryzie się z nimi i nie walczy, nie woła na kawał byka "Królewno", nie śpi z wszystkim , co się rusza w łóżku lub na podłodze, jeśli to coś nie może się wskrobać, nie śpiewa psu "Stokrotki polnej" na zbiorczej klatce schodowej, nie zamraża w lodówce nieżywego szczura (by na rodzinnej działce dnia następnego wyprawić mu pogrzeb), nie przenosi na okrągło ślimaków ze ścieżek po deszczu żeby nie były rozdeptane itd...itp... Ta lista była znacznie dłuższa...NO I CO, QRDE ,Z TEGO, ŻE TAKA JESTEM !!! ??? NORMA TO POJĘCIE WZGLĘDNE...!!! A wracając do Amka...Mąż kolejny raz go obserwował, jak byłam na uczelni. Na podwórku pies uskuteczniał ciągłe poszukiwania mnie, szczekał i popiskiwał przy furtce. Nie jadł, póki nie wróciłam. Standardowo natomiast dostaje wraz z sunią małpiego rozumu jak usłyszy dźwięk auta. Z dnia na dzień jest coraz gorzej, bo Amkowi na coraz dłużej włącza się "smędzidło"- wydaje non stop taki dźwięk jak psujący się/ zamoczony gwizdek/ dogorywający czajnik, tak długo dopóki nie znajdę się w polu widzenia (tzn. nie stanę się niewolnikiem 2 pomieszczeń, które ma wraz sunią do penetrowania). Musi mieć mnie w zasięgu wzroku. Podnosi głowę na każdy mój ruch, patrzy czujnie, czy nie daję dyla. Bywa, że i smędzi gdy jesteśmy razem ale to z kolei daje się szybko opanować, wystarczy pozwolić dać się wylizać po twarzy, wsadzić jego łepek jak wiaderko pod sweter, wymiętolić Amka, "potrzaskać po pysiu", dać się "pogryźć" w ramach walki i jest spokój... Mąż uważa (ciągle odwołuję się do jego zdania), że ciężko będzie się Amkowi przestawić na kogoś innego, zgryzota go zje. Jesli ktoś mu ofiaruje siebie jak ja, to wcześniej, czy później on to odwzajemni ale...jeśli miałby trafić w jakąś zbiorówkę do kojca, skończy się z samej tęsknoty szybciej niż ustawa przewiduje. Hm...temat rzeka... Teraz, przez najbliższe dni do 100% uwagi musi dojść mi jeszcze 100%. Z przyczyn wyjazdowych mąż dorzucił mi od 1.11 jeszcze nasze koty z Łodzi (aktualnie chcą mamie roznieść mieszkanie, chodzą jak rakiety i kombinują; mama sama też ma dzięki temu podniesiony poziom adrenaliny)... Na jednym poziomie mieszkalnym jesteśmy wobec tego my 2 i 9 zwierząt, wymagających grafiku konfiguracyjnego, by to ogarnąć. Pominę już te podwórkowe...:shake: Tego się chyba na trzeźwo nie da przeżyć...:ices_bla::drinking:
  11. [quote name='hanka456']Później będą zdjęcia. Dzisiaj byłam na kolejnej wizycie u p. Doktor. Nawet przyzwyczaił się do zastrzyków i już nie "dyskutował". Teraz powinien dostawać dwa razy dziennie przez jakis czas tabletki. Nie jest to mozliwe aby którakolwiek z nas chodziła tam dwa razy dziennie. Nie jest to mozliwe aby równiez obciązac tak sąsiadke ktora mu w dni wolne od pracy p. Doktor podawała tabletki. Skłaniamy się aby Puszka ulokowac w hoteliku. Z tym , że nie jest to taki hotelik, gdzie psiaki siedza w bokasach, będzie mial duzo swobody i jedzenia jak rowniez opiekę. Jest to wyjście tymczasowe, dom potrzebny przede wszystkim.[/quote] [B]CUDOWNIE HANKO !!![/B] GDYBYŚ PUSZKU WIEDZIAŁ JAKA TU KONSPIRA DLA TWOJEGO DOBRA !!! [B]PĘDŹ PIESIACZKU NA PIERWSZĄ STRONĘ !!![/B]:Dog_run:
  12. [quote name='Moriaaa']Dziewczyny..mamy ciężki orzech do zgryzienia. Mamy dwa wyjścia: 1) Zabrać Puszka do hotelu-co daje pozwoli na wyleczenie psa (pies ma potworną chorobę skóry, która niestety nie jest dla niego zbyt komfortowa bo swędzi , pies się rozdrapuje, skóra pęka) i wtedy znalezienie mu odpowiedniego domu. Pamiętajmy ludzie są wzrokowcami, adoptują ładne psy. [COLOR=red]Nie wszyscy, a jedynie większość wyadoptowuje ładne...Ponadto, właśnie dlatego, że są wzrokowcami potrafią zlitować się nad nieszczęściem i dać dom tym najbiedniejszym. Dom może się znaleźć cudem od ręki albo po czasie, po którym może być już za późno. Piszę tu za siebie ale sądzę, że [/COLOR] [COLOR=red]i inni wpłacający pieniądze zrobili to właśnie dlatego, by psa wyrwać [/COLOR] [COLOR=red]i leczyć...Mylę się???[/COLOR] 2)Zostawić go tam gdzie jest, przywozić jedzenie, nie leczyć bo leczenie w tych warunkach mija się z celem i liczyć na to, że ktoś będzie chciał przyjąć do siebie psa w takim stanie. [COLOR=red]W innym ale równie tragicznym stanie przyjęłam psa miesiące temu, teraz podobnie i bynajmniej nie mam się za osobliwość.[/COLOR] Pamiętajmy jeszcze, że Puszek nie ma tam często nawet wody do picia. Zdarzało się, że uciekał i latał bezpańsko po ulicach Łodzi ( i to nie są spokojne uliczki). [COLOR=red]Otóż to !!![/COLOR] Wiem , że Ci ludzie go kochają. Ale nie są w stanie się nim zająć. I wiem, że on kocha ich...ale pies pokocha nawet najgorszego właściciela...jak dziecko najgorszego rodzica. [COLOR=red]Tak właśnie wygląda syndrom ofiary[/COLOR] :-([/quote] Temu psu zegar tyka, skoro ucieka choćby w poszukiwaniu wody, lada moment, jeśli spotka go pech, nie będzie już komu pomóc.
  13. [quote name='hanka456'] On potrzebuje domu stałego o kochajacego. Prawdę powiedziawszy boję się, ze utknie w hotelu jesli się tam znajdzie, a jego potrzeby moim zdaniem są takie, ze musi mieć Pana, który będzie z nim pracował i będzie to dom ostateczny. Ale myslę, że w tym tygodniu podejmiemy decyzję o przetransportowaniu PUszka, sprawa dojrzewa. Dziś idę z nim na konsultacje do p. doktor i zdecydujemy. [/quote] Hanko 3mam kciuki za efekt wizyty i słuszność podjętej decyzji co do dalszego losu psa. Teraz można oczywiście psiątku pomóc leczeniem i istotnie zostanie zaleczone ale chciałabym być złym prorokiem myląc się w konkretnych przewidywaniach... Wybiegnijcie, proszę, nieco w przyszłość. Jeśli podleczony Puszek wróci tam, gdzie jest to kwestią tygodni, miesięcy, oby nie dni, jest to, że jego sprawa wypłynie na dogo (czy poza dogo), raczej szybciej niż się spodziewam. Choroba skóry nie utrzymywanej w codziennej higienie wróci, a nie daj Boże przyplącze się coś jeszcze. Praca nad Puszkiem i jego zdrówkiem zatoczy koło i znajdzie się w punkcie początkowym. W moim odczuciu, jak najbardziej subiektywnym, to martwy punkt. Tak można bez końca...:shake:
  14. [quote name='wellington']Nieporozumienie, przepraszam, moja wina :-( Mialam na mysli obawy szajbusa ze sie narazi na ataki.[/quote] [B]Głowa do góry Welli![/B] Mam nadzieję, że Szajbus się nie obraził. Sama mam psy, za którymi m.in. jest mieliniarska przeszłość- to raz, w bardzo pokrewnym, zbiorczym miejscu mieszkałam (gdzie ludzie na bani i z nożem w łapsku po podwórku w biały dzień biegali, grożąc komu popadnie, sceny słowem dantejskie miałam wielokrotnie wpisane w porządek dzienny)- to dwa. Trzy- człowiek nie ma szans na zmianę w swoim życiu i można powiedzieć, że je przegrał dopiero, gdy już gra ze Św.Piotrem w karty, a cztery- siłą rzeczy stykam się w pracy z alkoholikami i przyznać muszę, że wszyscy nie są z jednej sztancy, a potwory zdarzają się również wśród notorycznie trzeźwy, nie ma więc co przesądzać. A wreszcie...ten wątek, sądzę, że nie jestem w błędzie, ma posłużyć Pusiowi. Są rzeczy które jesteśmy władni zmienić i rzeczy poza naszym zasięgiem. Mam nadzieję, że sprawa Puszka należy do tych pierwszych. [B]Pozdrawiam wszystkich zaangażowanych i samego Puszeńka.[/B] [B]Kiedy psiak doświadczy nieznanego mu dotąd dobra, doceni zmianę i to złagodzi jego oczywistą tęsknotę.[/B]
  15. [quote name='szajbus']Agata69, każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie. Ja tez mam mieszane uczucia jeśli chodzi o umieszczenie psa w hotelu ( biorąc pod uwagę właśnie jego uczucia i zasiedzenie właśnie w tym domu. Bo czy on w życiu miał kiedykolwiek inny dom? Czy zna lepsze zycie? Nie! On sie wychował w takich warunkach i w takich żyje. Nawet psina nie ma zielonego pojęcia, ze może być lepiej. On tych ludzi kocha, a i pewnie oni jego - po swojemu. Dlatego jego pani w chwili przebłysku [COLOR=red][B](PEWNO NA PRZEBŁYSKACH TEJ ŚWIADOMOŚCI SIĘ TYLKO KOŃCZY)[/B][/COLOR]świadomości powiedziała, ze Puszka odda wtedy. gdy Puszek pokocha swojego nowego właściciela. Do umieszczenia go w hoteliku przekonuje mnie to, że leczenie Puszka idzie cały czas na marne, bo notorycznie w takich warunkach będzie dochodziło do wtórnego zapalenia skóry i nieustannego szprycowanie psa lekami. Czy to pójdzie mu na zdrowie? [COLOR=red][B]NIE PÓJDZIE NA ZDROWIE, CZEGO JAK CZEGO ALE TEGO JESTEM PEWNA. TO JAKBY FACHOWO ZOPEROWAĆ PACJENTA ALE CÓŻ, SZKODA, ŻE UMARŁ Z ZAPALENIA OTRZEWNEJ, BO NARZĘDZIA UPADŁY CHIRURGOWI NA ZIEMIĘ...[/B][/COLOR] Przecież żaden lek nie jest pozbawiony skutkom ubocznym. [COLOR=red][B]DOKŁADNIE TAK !!![/B][/COLOR] To naprawdę trudna decyzja.[/quote] Tyle mojego zdania na czerwono. Zgodnie z życzeniem Niewiasty (oficjalnym na wątku i w pryw.wiadomości) 100zł wpłacone. Jutro powinno być na koncie. Oby to coś dało Puszeńku !!! :-(
  16. [quote name='andzia69']Majga...czasem mam tak, ze nie chce nawet zajrzec na dogo, by nie widziec tylu psich nieszczęsć:shake: ktoś kiedyś powiedzial, że najlepiej ma ten co nic nie widzi i nie slyszy....moze to i prawda - tylko co by wtedy było z tymi zwierzakami tak uzależnionymi od tych, przez ktorych cierpią:-( JA MAM JUŻ RODZINNY ZAKAZ CHODZENIA PO TAKICH PORTALACH I ZWALNIANIA AUTEM PRZY KAŻDYM PSIE, BY SPRAWDZIĆ CO Z NIM JEST. WIEM CO MASZ NA MYŚLI :-( Mam takie doly najczęściej wtedy, kiedy probujemy psa wyrwac, i juz już prawie uratowany...a w ostatniej chwili jest usypiany....bezsilnosć, zlość na caly świat... ale z drugiej strony - jak spojrzę na uśmiechniętą mordę np. Zgredka - wyciągniętego z psiego obozu w Ligocie - to wiem, ze dla tego uśmiechu warto bylo!:p PEWNIE, ŻE WARTO (LIGOTĘ NIECH SZLAG....). TEŻ MAM TĘ SATYSFAKCJĘ, GDY PATRZĘ NA POZGARNIANE PSY PO PRZEJSCIACH, POWYRYWANE Z ICH POJEDYNCZYCH PIEKIEŁEK, A KTÓRE ZNALAZŁY, NAPISZĘ SKRÓTEM "U NAS", CICHĄ PRZYSTAŃ. TO, CO JEST W MOIM WCZEŚNIEJSZYM POŚCIE, TO WYRAZ TEJ KONKRETNEJ, AKTUALNEJ BEZRADNOŚCI, DOTYCZĄCEJ I PSA MNIE SAMEJ. :placz::placz::placz:
  17. Hm...zabawy stacjonarne- i tak i nie...Sęk w tym, że ja robię wszysto by takie były dla jego dobra. Wystarczy bym dała nogę lub zniknęła z pola widzenia i pędzi za mną lub szuka na ile mu ból pozwala, ryzykując roztrzaskaniem się :placz:...Też bym chciała ubytku schodów. Pani Fortuna ma mnie w dupie, nie wygrywam w totka, a puszczam go jak głupia, z taką intencją :shake:...Wiem, wiem, łudzę się.... Tak jak teraz jest dłużej się nie da...W mojej ocenie scanodyl odnosi marny skutek.To, co trzyma psa na chodzie to kolejny steryd ale do diabła to nie jest rozwiązanie !!! Żaden steryd nie przechodzi bez echa, nie można psiny szprycować nim do upadłego. Brałam to dziadowstwo i wiem, jakie spustoszenie czyni w organizmie. Kocham tę psinkę jak wariatka i dlatego chcę dla niego wszystkiego co najlepsze...by żył z jak najmniejszym bólem fizycznym...Zadbałam o co tylko mogłam ale wieku i deformacji stawów (a te pociągają cierpienie) nie przeskoczę :-(...Teraz jednoczesnie daję mu miłość, troskę i zmuszam do wysiłku, ten pogarsza jego stan, niweluję to sterydem i tak tworzy się błędne koło...Robota głupiego, cholera... Jestem bezsilna, zmordowana sytuacją, od 13.09.07 poza domem (jak długo mąż to wytrzyma)...Siedzę na łbie mamie, gdzie tu też już się robi sytuacja podbramkowa. Na weekend uczelniany ściągam męża do dyżuru nad Amkiem, co też jest chore i na dłuższą metę nie wyda. Nie mamy życia rodzinnego, o prywatnym innym już dawno zapomniałam... Mój zegarek zaczyna niepokojąco tykać... Gówno, za przeproszeniem, mogę dokonać w domu, w znaczeniu pogrzebaniu w necie i poogłaszania psa, bo tu zero kompa, a w pracy, jakby nie patrzeć jestem po to by pracować i ledwo czasu starcza na info na dogo, korespondencję z Fundacją i wrzutę komentarza na stronę Fundacji...Dziś np. zaraz zasuwam na uczelnię, a teraz odpisuję z laptopa męża (prędkość żadna, co chwilę się zawiesza, strony otwierają w tempie ślimaka)... Osaczenie sytuacyjne z każdej strony :shake: :placz:......... Jestem już bezsilna, nie mam pomysłu, a jak jeszcze znaleźć czas by, o ile miałoby się to udać, jechać gdzieś do Krakowa by w TV pokazać Amka...? Brak mi doby, noce nieprzespane z racji zaostrzenia mojego własnego stanu zdrowia i...nerwów...Wory pod oczami, w nich łzy, zmęczenie totalne, klucha w gardle i psychiczna pętla na szyi... Do dupy......................
  18. Nikt do Ciebie nie zagląda Amorku :shake:...Co ja z Tobą zrobię piesinko??? Tyle lat krzywd i kilka tygodni szczęścia...co zrobić by to nie poszło w diabły??? Przypomnij, że szukasz domku z jak najmniejszą ilością schodków, tylko i aż tyle...:-(
  19. Hej Skarbie, pędź na pierwszą stronę i przypomnij, że pragniesz być wyrwany z piekła. Powiedz wszystkim czytającym, że swoją alergią skóry na pchły, mimo pewnie parszywego jej wyglądu, nie zarazisz żadnego stworzenia !!!:Dog_run:
  20. [quote name='Kasia']Zapoczątkowałam cegiełki na allegro. Mam nadzieję, że cos się teraz ruszy :lol:[/quote] Super jeśli ruszą i oby ruszyły. Ja nie będę klikać 20razy. Czekam na Wasze hasło śledząc wątek i podrzucam pieniążki (konkretnej wskazanej przez Was osobie). 100zł jest jak najbardziej aktualne. Jedyna rzecz o jakiej marzę to zobaczyć Puszka w nowym, lepszym miejscu i rozpatrzeć w jego innych, ewentualnych potrzebach. Mogę obserwować wątek w dni pracujące tylko w godzinach 7-12 (zawsze to coś). Dla dobra Amorka, któremu dałam tymczas musiałam opuścić swoje mieszkanko, stąd "ograniczenie komuterowe". Czekam wobec tego na wieści.
  21. [quote name='hanka456']Puszek ma opiekę lekarska, naprawdę bardzo dobrą pod każdym względem. Oprócz skóry nic mu nie dolega. Gdyby znalazł sponsora w kwestii hotelowania, tak jak Niewiasta napisała 300,- zł miesięcznie jego zdrowie w tempie blyskawicy poprawiłoby się. Jemu potrzebna jest higiena. [B]HIGIENA, TO ZROZUMIAŁE. LECZONY TAM GDZIE JEST TO WALKA Z WIATRAKAMI...CO SIĘ UZYSKA TO SIĘ ZNIWECZY WARUNKAMI PUSZKA.[/B] Przecież to prawdy stare jak świat i znane równiez. Wyobraźcie sobie człowieka leżącego w " gównach", co wtedy po pewnym czasie dzieje się z jego skórą? Nie jesteście sobie wyobrazic warunków w jakich zyje ten pies. [B]NIE MUSZĘ WYOBRAŻAĆ SOBIE TEGO. WIEM CO TO NAJBARDZIEJ ŚMIERDZĄCE LUDZKIE ODLEŻYNY, GNIJĄCE CIAŁO I WZROK CZŁOWIEKA LEŻĄCEGO WE WŁASNYM KALE Z BŁAGALNYM SPOJRZENIEM KRZYCZĄCYM- [/B][B]"POMOCY !!!". ZNAM TEŻ TAKIE WARUNKI, INACZEJ MÓWIĄC PIEKŁO, W JAKICH ŻYJE TEN PIES. NIESTETY ZNAM :-(...[/B] O pomoc w kwestii hotelowania bardzo proszę przede wszystkim.[/quote] [B]NA TEN MOMENT JESTEM WŁADNA POMÓC PUSZKOWI KWOTĄ 100ZŁ (TO [/B][B]I TAK DLA MNIE ZDROWE WYZWANIE).[/B] [B]KROPLA TO W MORZU POTRZEB ALE MUSZĘ PAMIĘTAĆ O TYCH ZWIERZAKACH, KTÓRE JUŻ SĄ NA MOJEJ I MOJEJ MAMY GŁOWIE, [/B] [B]A JEST ICH NAŚCIE.[/B] [B]JESTEM ZDANIA, ŻE TRZEBA ZROBIĆ ROZEZNANIE KTO I ILE JEST W STANIE POMÓC BY DYSPONOWAĆ NA TYLE DUŻĄ KWOTĄ BY BYŁ SENS LOKOWANIA PSINKI W HOTELIKU. SŁOWEM, ZAPASEM KASY STWORZYĆ MU SZANSĘ ODŻYCIA W NORMALNYCH WARUNKACH (MARTWIĘ SIĘ BY NAGLE SIĘ NIE OKAZAŁO, ŻE NP. PO 2 TYGODNIACH W HOTELIKU PIENIĄŻKI SIĘ KOŃCZĄ I PODLECZONY PIES WRACA SKĄD PRZYBYŁ). UZGODNIJCIE PROSZĘ NA JAKIEJ KWOCIE STOIMY,[/B] [B]PIENIĄDZE DOSTARCZĘ PRAKTYCZNIE W KAŻDYM MOMENCIE.[/B] [B]Z POKREWNEJ BECZKI- O JAKIM HOTELIKU MYŚLICIE? JEST JUŻ JAKIŚ KONKRET???[/B]
  22. [quote name='Niewiasta_21']Biedny Puszek,Boze ta bezradnosc jest najgorsza. Co mozemy dla niego jeszcze zrobic? Gdyby tak znalazł sie sponsor dla Puszka to było by łatwiej....[/quote] Dziewczyny we łbie się nie mieści i skóra mi cierpnie jak czytam ten wątek...ale do rzeczy...[B]Co rozumiecie pod pojęciem sponsor (doraźny zastrzyk pieniędzy, pomoc stała)?[/B] Ile by musiał zadeklarować miesięcznie? [B]Jaka kwota jest potrzebna na dzień dobry[/B] by psu pomóc (jeśli ma to pójść na leki to jasna sprawa, że trzeba dopilnować podawania). Czy jest jakaś szansa na hotelik? Ponadto- czytam Doktor- zastrzyki, alergiczny (popchelny) stan zapalny skóry). Zastrzyk to ogólnik. Interesuje mnie, [B]co konkretnie jest podawane psu (może uda się załatwić dany lek taniej? Nie obiecuję ale spróbuję, zostałaby tylko kwestia podania go u weta.). Czy dostaje jakieś leki doustne (tabletki), jeśli - proszę o nazwę. [/B] Jaka jest poza zapaleniem skóry diagnoza weta, szczegółowiej- [B]czy na coś jeszcze choruje? Jeżeli tak, jakie leki są potrzebne lub kasa na jakie leki.[/B] Żeby móc pomóc, a nie deklarować pusto i w ciemno pomocy muszę znać odpowiedź na te pytania i rozpatrzeć się w forsie (lub załatwieniu leków), zwłaszcza, że jestem zagotowana Amorkiem (katowany rotweiller) i czuję się w obowiązku pomocy bokserowi Palmerowi (vel Tolkowi, inaczej Śrutkowi), którego zgarnęłam z ulicy (został ostrzelany ale miał farta, dostał tymczas tylko potrzebna jest kasa na kolejne operacje:roll:). Słowem masakra. Odpiszcie mi proszę w wolnym momencie. Pędź Puszeńku na pierwszą stronkę!!!
  23. Dziewczyny :multi: : Podaję poniżej linki do 4 filmików z Amuniem. Niestety po części nie wiedziałam, że jestem filmowana i nie przywdzialam stosownego stroju, co gorsza dla podpuszczania Amka hm..."zafilmowały" się moje dziwne ruchy nóg a la Monty Python...qrde, co tam, psiak najważniejszy: http://majqa.wrzuta.pl/film/9n3EgPxg3G/ http://majqa.wrzuta.pl/film/2faDcMNo1X/ http://majqa.wrzuta.pl/film/7bbdgie8Xy/ http://majqa.wrzuta.pl/film/sjDDjYOkvC/ Jejuś ależ będę musiała być dziś miła dla Mojej Lepszej Połowy :evil_lol:
  24. Myśląc o nowej rodzince i warunkach dla niego drżę, by znalazł się ktoś, kto zechce go, na moją modłę, doniańczać, właściwsze słowo dopilnować. Amek nie jest psem specjalnej troski ale wiele rzeczy wymaga uwagi. Trzeba być uczulonym i np. wychodząc sprawdzić przed ruszeniem drzwiami, czy z tyłu nie została prawa łapka (tu fenomenalnie reaguje na słowo "uwaga nóżka", diabelnie szybko uczy się ten psiak), takich spraw jest masa, wymagają tylko trochę serca, a nie specjalnych cudów. Mój (dla mnie wyłącznie upierdliwy) patent na 13stopni wchodzenia jest taki: Podchodzimy od dołu i Amek staje jak wryty, ciężko dysząc i zbierając siły, w oczach ma strach i rezygnację. Wstępnie zostaje u dołu wycałowany i zapewniony "Dobry piesek (w słowo piesek może wejść każde z wymienionych wcześniej), dobry, dobry, dobry, kochany, mój mężczyzna (i takie tam pierdoły byle tylko miękkim, łagodnym głosem) itd...". Mówię "chodź Amuś" a on oczywiście nie wchodzi. Wchodzę na samą górę na całą długość smyczy, siadam na progu i się do niego mizdrzę, wysyłam dłonią całuski, robię miny, wydaję różne, durne, znane mu odgłosy (które są zawsze zapowiedzią cyrków wariackich, jakie wyczyniamy) i przeplatam stanowczym "Chodź Amorku" a on rozważa, czy warto i przestępuje z nogi na nogę, sapie i popiskuje. Póki co zazwyczaj na tym etapie w Amka osądzie nie warto się trudzić. Wracam do niego, znów powtarzam głaskania i to co powyżej i wracam na górną pozycję. Psinka się poddaje i zaczyna wchodzić, ja szybko zbiegam by askurować go z jak najkrótszej smyczy. Jeśli ma lepszy dzień i jest pod ręką mąż to maż staje z nim na dole, a ja znikam w domu (zdaniem Amora, bo tak naprawdę chowam się za futryną i podglądam). Pies szybko przekalkulowuje, co jest ważne i desperacko prze do góry dogonić mnie, a mąż go asekuruje... Istny cyrk...:roll:...Dlatego się martwię, czy komuś starczy sił i chęci na poznanie Amcia (w nowym miejscu mogą przecież pojawić się jakieś inne przeszkody, a te da się pokonać wzajemnym zgraniem siebie i psa, nauka zawsze jest obopólna, trzeba tylko chcieć !)???
×
×
  • Create New...