Witam , nazywam się Kiwi, jestem ponkowaty, wczoraj udało mi się znaleźć domek tymczasowy. Moja historia jest jak tysiące innych, jako mała, puchata kuleczka trafiłem do domu, gdzie mnie bardzo kochano, karmiono mnie smakołykami, głaskano po brzuszku i karczku, niestety starsza Pani zmarła, a młodsi pojechali za Wielką Wodę i zostałem oddany do schroniska. Stałem tam na łańcuchu przy budzie, cierpliwie czekałem i doczekałem się. Znów trafiłem do domu. Byłem bardzo grzecznym psem, nie wdawałem się w bójki. Jednak z dnia na dzień miano dla mnie coraz mniej czasu. Minęły dwa lata. Pewnego dnia mój Pan i jego córka wzieli mnie razem na spacerek, szalałem z radości, bo wyjście z rodziną nie często się zdarzało. Jakie było moje przerażenie, gdy zobaczyłem gdzie zmierzamy...Znów zostałem przykuty łańcuchem do budy...Rozpaczałem strasznie, nie mogłem zrozumieć dlaczego....Zaczeły się problemy z oczami, bolały i jakaś okropna wydzielina zaklejała mi je do tego stopnia, że nie mogłem widzieć psich aniołów, które przelatując muskały mnie swymi skrzydłami, szeptały słowa pocieszenia.
Dziś już drugi dzień jestem na dt, byłem u pani weterynarz, a potem mam wizytę u p. Garncarza. Mieszkam z kotem, którego nie ganiam, aż go to dziwi strasznie. Uwielbiam się przytulać i byc czesany. Marzy mi się własna kanapa z własną rodziną
[IMG]http://img50.imageshack.us/img50/9905/dsc06675rc6.jpg[/IMG]