Wiecie co, jak muszę obsranego psa przewieźć czy leczyć to jakoś pusto się robi, jak jakiś pies pójdzie do adopcji to hurra i to jest miłe, ale do jasnej cholery nie stac mnie, żeby wydzwaniać po kilka razy do ludzi, którzy wzieli psiaka. Wizyty były, umowa była,kontakt jest, pies ma dom w którym jest kochany i o niego dbają. A ja mam na głowie cudowne schorowane trzy tymczasiki plus dwa zdrowe i nie mam zamiaru kontynuować tego tematu. Ja wiem, ze pies ma dobrze, a wszystkich zainteresowanych odsyłam do Klewmbowa, bo ja NIE MAM CZASU