A my z jedzonkiem nie mamy problemu. Mąż od czasu do czasu jedzie do Polski na delegacje i mnie ze spobą zabiera. Więc często jestem w rodzinnym Poznaniu. Kupujemy wtedy ogórki kiszone, kiełbasę krakowską suchą, hałkę, pierogi, i itp i ładujemy do lodówki samochodowej. W Brukseli mrożę co się da i mam na później. Niedawno mieliśmy sąsiadów włochów na kolacji, podałam im żurek z białą kiełbasą, zrobiłam im pyzy (drożdżowe- takie jakie się jada w Poznaniu i chyba nie tylko) sos pieczeniowy, podałam ogórki kiszone, czerwoną kapustę. I fajnie było, a dla nich dość egzotycznie.
Jak widać wszystko zależy od tego kto co lubi i czego potrzebuje do szczęścia!