witajcie po tak dlugiej przerwie.
pamietacie atosa?biedaka po strasznych przejsciach?
na forum krystyny jandy zglosla sie pani,ktora chciala sie nim zaopiekowac,to bylo w marcu.pani byla w londynie i miala za 2 tygodnie wrocic.wiec bez problemu ja go przetrzymywalam.pani dzwonila co tydzien i wciaz odwlekala swoj powrot z anglii.w koncu kilka dni temu napisala,ze nie moze wziac pieska.....do tej pory nie moge sie otrzasnac....
minelo tyle czasu,pies sie przyzwyczail,zabralam go z reszta pieskow na dzialke kolo lodzi bo mam tam remont.na dodatek przestali sie tolerowac z moim tobikiem i powstal problem.przeszlismy tu wszyscy droge przez meke....mam 1 pokoj,gdyz reszta wylaczona (tynki,wylewki itp),pracujacy robotnicy,5 pieskow w tym 2 gryzace sie....jednego zamkam,drugiego wypuszczam itd.trudno wam nawet to sobie wyobrazic.
i te zawiedzione nadzieje....moi bliscy twierdzili od dawnaze ta pani nas zwodzi....a ja dawalam sobie glowe uciac,ze jest ok i go wezmie....czuje sie okropnie.
przeszlismy tyle walki...walki o jego zycie,by co dalej?
atos w miedzyczasie mial zapalenie gruczolu krokowego i usuniety zab.
pomozcie nam,blagam!!!ja nie moge go miec....mam 5 pieskow,moj maz absolutnie sie nie zgadza,mimo ze uczestniczyl czynnie w przywracaniu atosa do zycia i bardzo go lubi.
atos jest kochany!uwierzcie!
juz biega za mna na spacerze,pieknie je i nigdy nie zalatwia sie w domu.
ma zachwiania rownowagi,potyka sie ale nie przewraca,malo reaguje na wolanie,natomiast reaguje na reke gdy sie go w ten sposob wola.
przychodzi z innymi pieskami do stolu urzadzac zebranine i generalnie wszystko jest ok.po prawdopodobnym niedotlenieniu mozgu pewne uposledzenie i brak koordynacji ruchow zostalo niewatpliwie ale absolutnie nie wymaga wiecej opieki niz zdrowiutki,normaly pies.jedyne co odbiega od normy to fakt,ze caly czas spaceruje,momentami oczywiscie spi w ciagu dnia i to sporo,ale jak nie spi to spaceruje.noce bez zastrzezen,spi jak susel.
zgadza sie ze wszystkimi pieskami w okolicy,jedynie nie z moim tobikiem,nie wiem czemu.poprostu wzajemna antypatia.
jezeli nikt nie zechce go pokochac i dac mu cieplo i dom,bede musiala go uspic....serce mi peka na te mysl i na mysl o przegranej batalii.....ale do schroniska nigdzie go nie oddam.
tyle przeszedl ten pies....teraz gdy uwierzyl,ze jest dla niego szansa innego zycia...mialby tak poprostu umierac.....
prosze z calego serca...pomozcie nam....