Witam serdecznie. Jestem właścicielką 13 miesięcznego pinczera średniego, który od początku sprawia spore kłopoty wychowawcze. Najgorszy problem to agresja. Wobec członków ludzkiego stada. Obcych też, ale to by było do wybaczenia.
Psisko przyjechało z hodowli całe dzikie. Tylko patrzył, co pogryźć, co zniszczyć, od ręki się uchylał, z objęć się wyrywał, a dłonie namiętnie podgryzał. Pełnią szczęścia była możłiwość szrapania nas za rękawy.
Te problemy z czasem minęły. WZięlismy trenera, który pomógł nam jakoś zapanować nad naszym diabłem weneckim i jakoś to szło. Niestety, pojawiła się agresja wobec nas. Wobec psów nie ma jej wcale, ale my to inna sprawa. Gryzie. Wcale nie lekko. Jeśłi ma coś (ukradzionego)w kojcu i wyciągnie się rękę, jeśli chce się poprawić koc, którym jest przykryty, jeśli się go pogłaszcze niespodziewanie, jeśli siedzi na swoim posłaniu i wyciągnie się rękę, jeśli chce go się ręką odsunać od obiadu, którego zapach wciąga nosem...
Przy tym - nie śpi w łóżku, nie siedzi na kanapch, przepuszcza wszystkich w drzwiach, przychodzi na wołanie, wykonuje polecenia (siad, leżeć, czołgaj się, zostań...), grzecznie czeka na miskę z jedzeniem (nie weźmie bez komendy) i akurat przy misce można mu się kręcić do woli.
Poprosiliśmy o pomoc psiego psychologa. Cóż, wiemy już, że to agresja lękowa (bić go nie biliśmy, ale w młodości trochę zrzucania za fraki z kanap i wybierania z pyska niebezpiecznych obiektów było...) połączona z zaburzoną hierarchią stada, ale co robić - nie wiemy. MAmy już naprawdę dosyć. Ile można? Od roku wydajemy forsę na trenera, psychologów, pomoce dydaktyczne (dyski terningowe, smycze treningowe, itp.), a ten dibeł jak gryzł, tak gryzie. Uśpić go nie uśpimy, ale poważnie się zastanawiamy, czy go nie oddaĆ.Jest piękny i wygląda jak aniołek, ale...
Paniu psycholog kazała:
Unikać dotyku i przyzwyczajać psa do dotyku
odbudować zaufanie, ale nie poświęcać za wiele uwagi
przylać jak ugryzie, ale nie zapędzić w kozi róg, bo będzie bronił życia
zmęczyć na spacerze
przejść wyłącznie na suchą karmę
I tyle. Na koniec dodała, że agresja lękowa jest trudna w leczeniu, bo pies jest wtedy przekonany, że broni życia.
Po rozmowei jestem załamana i nadal nie wiem, co robić. Żadnych rad praktycznych, a pies-gryzoń w domu...
Może Wy macie jakieś rady? JAkieś sprawdzone sposoby. Będę wdzięczna za wszystkie konkrety, bo już naprawdę nie mam siły na mojego drania