Jump to content
Dogomania

AnkaS

Members
  • Posts

    78
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by AnkaS

  1. Koniec dobroci dla rodziny. Dziś ugryzł ojca, który chciał odsunąć kwiatek sprzed psiego pyska ( a pies akurat wyglądał przez okno).
  2. Nie dzwoni nikt. A Bqazyl nadal się trzyma na wodzy. A w zasadzie swoje zęby:)
  3. Nie mam nic przeciwko. Bazyl nadal, tfu, tfu, grzeczny. Oby jak najdlużej. P. Joanno, czy mogę przesłać zdjęcia do Pani? Może u Pani się otworzą?
  4. Oddać to ja go nadal chcę, Moniu, ale komuś kto będzie go dobrze traktował i sobie z nim jednocześnie poradzi. A tu mam wrażenie, że Państwo nie są świadomi, na co się decydują. Znam mojego psa i wiem, że łatwo im z nim nie pójdzie - już miałam do czynienia z Panią, która zapewniała, że nie takie psy widziała i potem wywaliła bazia z hotelu, bo ją pogryzł. Do mojego dzieciaka trzeba odpowiednio podejść. Nie chcę sytuacji, w której dowiem się nastęnego dnia, że albo natychmiast po niego przyjądę albo pies jedzie do schorniska lub - co gorsza - do uśpienia, bo już pogryzł wszystkich naokoło. Do ludzi z Opola zaraz będę pisać. - już nie mam po co pisać. Państwo jednak rezygnują. Albo chcą psa od razu albo wcale. Uzasadnienie jest takie, że jakby się psu źle działo, to mogę go sobie zawsze odebrać ( no właśnie), a oni nie mają czasu. A ja nie mogę im dać GWARANCJI, że odjadą z Baziem. Czyli jesteśmy w punkcie wyjścia, niestety. Proszę, nie myślcie, że szukam pretekstu, żeby nie oddać psa. Ja po prostu wiem, na co go stać i chcę uniknąć pewnych sytuacji, wynikających z nazbyt dużej wiary w siebie przyszłych właścicieli. Bazyl i tak jest nieufny, w sytuacji zagrożenia reaguje agresją, a zabieranie i zwracanie może mu jeszcze bardziej w glowie pomieszać. Komuś takiemu jak np. nowy trener oddałabym go bez wahania - podszedł do niego odpowiednio i po poł godzinie pies był już jego - wygłaskał psa w kagańcu, uspokoił, skarcił za próbę ugryzienia, bo oczywiście Bazyl spórbował, a potem zdjęli kaganiec i już przy następnym spotkaniu Bazyl witał go jak starego znajomego.
  5. Mam pewne obawy,że Państwo nie są jednak świadomi tego, co ich czeka. Problem polega na tym, że oni chcieliby przyjechać i zabrać, a ja tak go nie dam. To nie samochód i jestem jednak za niego odpowiedzialna. Oto odpowiedź na mojego mejla: Witam:) Dla nas też najlepszym rozwiązaniem byłoby kilka wizyt-lecz jest jedno ALE...do Państwa i z powrotem mamy ponad 500km...Są to duże koszty, oraz czas...W rachube wchodzi tylko niedziela...w piątki i soboty nie możemy opuszczać domu-sprawy rodzinne...Więc tylko niedziela. Ja chodzę dos zkoły więc za pózno w niedziele też nie mogę wracać...Poza tym mam w pod domem konia-i jest to też bardzo dużo czasu...W tygodni niestety także nie możemy przyjechać-to w ogóle byłoby dla nas nierealne-ja mam szkołę, a tato zajmuje się szkółką (teraz jest sezon handlowy...)nie ma więc możliwości nawet na chwilę opuszczać dom... Nie mamy więc możliwości przyjazdu kilka razy...Planowaliśmy już nasze spotkanie-bylibyśmy rano, i "zapoznawanie" z Bazylem trwało by pare godzin...Jest o tyle dobrze że to jeszcze "dziecko":) Całkiem dorosły pies potrzebował by o wiele więcej czasu...nie ma więc możliwości nawet na chwilę opuszczać dom...Także prosimy o jeszcze przemyślenie naszej propozycji...Bardzo nam zależy na tym psie...i myślimy że na pewno uda się bez większego problemu przywieżdż go do naszego domu:) Jeśli nie zgodzą się na przynajmniej jedną wizytę przed podjęciem ostatecznej decyzji z obu stron, to sprawa padnie:( Zobaczymy. Odpisałam, że bez tej jednej wizyty przed decyzją nie da rady. Wiecie co, Bazyl od ponad miesiąca jest grzeczny jak aniołek i to też wpływa. Nadal chcemy go oddać, ale bezpośrednio po pogryzieniu, to wręcz do pociągu byle jakiego, a teraz to tylko w dobre ręce... Czemu ten pies taki głupi i nie jarzy, że miałby państwa wokół jednej łapy okręconych, gdyby sobie próbował załatwić przywilejem słodką minką, a nie zębami...
  6. Pan z Lublina się nie odezwał, ale odezwali się Państwo z Opola. Mają szkółkę dzrew i krzewow, więc teren spory. Ich ares jest na [URL="http://www.szczepanski.pl"]www.szczepanski.pl[/URL] - może ktoś mógłby ich sprawdzić? Pani, która dzwoniła wyrwala mnie z łóżka (po imprezie:)) więc nie rozmawiałam w 100% przytomnie:) Dom duży, posesja też, dzieci nie ma. Są dwa psy - nie wiem, jak by to wyglądało, ale suki, więc powiini się zgodzić. Chcą psa do pilnowania - Bazyl z pewnością pilnował będzie, ale nie wiem, czy będzie szczekał, bo on za dużo nie gada - raczej czyni:) Twierdzą, że Bazyl byłby w odmu - to warunek konieczny, żeby w domu spał i mógl wejśc w razie niepogody, bo na dworze, to on się szybko rozchoruje. Państwo chcieliby przyjechać i wziąć bazia od razu, ale na to się nie zgodzę, bo musze to zobaczyć, wypytać ich i zdecydować na spokojnie. Marwti mnie to, jak zareaguje Bazyl - czy będzie chciał pojechać i przebywać z obcymi ludźmi. Cały czas miałam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto bylby gotowy przyjechać kilka razy i poznać psa zanim go weźmie, ale jednak wszyscy chcieliby od razu. I to mnie martwi. napiszę jeszcze dziś do tych Państwa (już nie śpię:)) i więcej popytam. Ale jeśli ktoś mógłby ich sprawdzić, podjecahć, to będę wdzięczna.
  7. Nie dzwoni nikt. Pan z Lublina nie odbierał dziś komórki. Spróbuję jutro. Bazyl grzeczny (oby nie zapeszyć), choć kiedy wczoraj spotkał swojego "ulubionego" kaukaza i próbowałam go uspokoić głaskaniem, był gotow mnie ugryźc. Kiedy adrenalina buzuje, nie ma znaczenia, w kogo uderza.
  8. Więź może wzmacnia, ale kończy się tym, że Bazyl broni łóżka jako własnego i nikt poza nim i panią TEGO łóżka nie ma prawa wstępu nawet w pobliże. Dlatego łóżko odpada. Miska z karmą jest akurat jedyną rzeczą ktorej nie broni. Broni łupów (znalezione, ukradzione), kojców (teraz są zliwkwidowane, więc nie ma czego) i przysmaków. Pan z Lublina na razie milczy.
  9. Dzwonił pewien pan. Wydaje się sympatyczny, twierdzi, że miał już kiedyś pinczera i że wie, czym się tę rasę "je". Problemy są dwa. Pierwszy - dzieci ( 7 i 12 lat), choć pan twierdzi, że zbyt wiele by się z psem nie stykały (choć to raczej niemożliwe przy mieszkaniu w bloku), drugi - odległość. Pan jest z Lublina, do Torunia kawał drogi, a Bazyl z pewnością nie pojedzie grzecznie z osobą, której nie zna.Byłby tak wystraszony, że pewnie w ogóle nie można by mu bylo zdjąc kagańca. Pan ma przemyśleć sprawę i zastanowić się, czy będzie mógł podjechać do Torunia w najbliższym czasie. Bazyl bez akcji od miesiąca już prawie. To chyba jego rekord. Za to strasznie mi się w nocy ładuje do lóżka. Nie robił tego od dzieciństwa. Może mu zimno? Zlikwidowaliśmy kojce, bo ich bronił,śpi na samym dywanie, a noce coraz chłodniejsze. Nie wiem, ale do łóżka włazi, choć rano udaje, że absolutnie go tam nie było:)
  10. An allegro jak najbardziej wystawiwć, choć nie wiem, czy to coś da. Co do zdjęć, nie mam doświadczenia w zamieszczaniu na stronach i jakoś nie mogę się do tego zabrać, bo mi się to wydaje skomplikowane. Co do sposobu szkolenia, to ja sama nie wiem. Jakoś tak to wychodzi, że wobec trenerów, którzy tylko od Bazyla wymagają, nie dają ciasteczek, a potrafią skarcić również szarpnięciem jeśli coś robi nie tak, Bazyl jest wyjątkowo grzeczny i wręcz odgaduje ich życzenia. Może to jednak takiego stylu postępowania mu trzeba? Gdyby mu ktoś kilka razy pokazał, że nie ma co próbować gryźć, bo to nic nie da, to by przestał? Szkolenie grupowe zacznie się dopiero w październiku. To też problem, bo to dwa razy w tygodniu po dwie godziny, ja jestem niezmotoryzowana, a czasu nie mam za dużo. Ale zobaczymy. Co do onków - istotnie, to trauma z dzieciństwa - jeden go użarł i mu nawarczał, kiedy Bazyl miał zaledwie 4 miesiące. Z drugiej strony w sobotę bawił się z czterema wilczkami nowego trenera i nic się nie dzialo, choć był nieco wystraszony. Co do kastracji - mi wterynarze, którym raczej ufam, odradzali. A zresztą to zabieg, narkoza, opieka nad psem po operacji... bazyl był okropny przy rozciętej łapie, nie wyobrażam sobie za bardzo jego zachowania po większym zabiegu.
  11. Telefonów nadal brarak. Ja miałam przez 2 dni komputer w naprawie, stąd brak wieści. Bazyl nic strasznego nie zamalował, niestety, nasila się jecgo niechęć do wilczurów. Przedwczoraj zaoferował się w charakterze przekąski kaukazowi... Dobrze, że kaukaz był na smyczy, skończyło się na lekkim zadrapaniu. Ale sądząc z reakcji na wilczurowate, nauczką to dla niego nie było. Poszliśmy do kolejnego trenera, rozmawialiśmy na toruńskiej wystawie psów i postanowiłam Bazyla zaprowadzić. Cóż, podobnie jak behawiorystka, twierdzi, że Bazyl to po prostu tchórz, mało pewny siebie i dlatego atakuje. W połączeniu z pinczerowym charakterem robi się mieszanka wybuchowa. Trener uważa, że gdyby go z pięc razy sprowadzić do parteru, to by odpuścił. Tylko jak - wszyscy boimy się pogryzienia. Trener mówi, że nawet jeśli pies ugryzie, to trzeba drugą ręką złapać, przycisnąć do podłogi i poczekac aż odpuści. Tyle teoria. A w praktyce nie wyobrażam sobie, jak bohatersko zbliżam się do pilnującego łupu Bazyla i z ręką w jego zaciśniętej szczęce zgrabnie łapię drugą ręką za kark i przygważdzam go do podłogi...
  12. Tamta pani drugi raz się nie odezwała. Nowych telefonów też nie ma. Bazyl na razie grzeczny. Od powrotu z wakacji nie miał żadnej akcji, choć - niestety - nie wierzę, że tak zostanie.
  13. Rozmowa była bardzo wstępna jeszcze. Pani musi przedyskutować jeszcze sprawę z mężem. Jeśli będzie wiadomo ciś konkretniej, napiszę.
  14. Niestety, nadal cisz. Ogłoszenie było dane - w anonsach (3 razy) i w gazecie lokalnej. Zgłosił się jeden facet, który dom buduje, a skoro pies ostry to by się przydał, żeby siedział i pilnował... Jak sami się domyślacie, odpadało. Dziś wyślę Moni nowe zdjecia.
  15. Niestety, nikt nie dzwoni ani nie pisze. A Bazyl jakoś wyjątkowo grzeczny po tym tygodniowym rozstaniu. Siedzi teraz prawie ciągle sam w pokoju, bo remont i nawet za dużo nie kombinuje. Za to jak przyjdę, to strasznie się łasi. Może to jest na niego sposób - mało się nim interesować?:)
  16. Nie rozmyśliłam się. Po prostu w warunkach remontowych nie mogę znaleźć czasu na zruzcenie zdjęc do kompa.
  17. Kąsać to się od mojego psiego szczęścia nauczyłam. A tak serio - zwyczjnie wk**wia mnie, że od półtora roku staję na rzęsach, żeby jakoś pomóc mojej rodzinie i psu, a właśnie słyszę, że jestem potworem w ludzkiej skórze, który straszliwie skrzywdził niewinne psiątko. Może za mało skrzywdził i w tym problem. Fakt, przeliczyliśmy się z siłami - nie nadajemy się do wychowania Bazyla, ale staraliśmy się mocno a i decyzja o jego kupnie nie była kaprysem. Wina, jak pisze Monia, leży pewnie po środku - my nie jesteśmy wystarczająco silni, a Bazyl ma trudny charakter. A trener, jak trener. Namiary dostaliśmy od wlascicielki toruńskiego pina, której w miarę pomógł z jej psem i tak jakoś wyszło. Początkowo bardzo nam pomógł, teraz już chyba nie ma pomysłu. Mimo to nie wiem, co złego w tym, że pies uwali się pod słołem na nogach pana, a pan chce go pogłaskać. Moze ta moja Zośka jakaś dziwna była, że wyciągnięcie ręki w każdej sytuacji witała z radościa :roll: Co do kastracji - trzech wetów odradzało - ja się nie znam, ale twierdzą, że to może wręcz agresję pobudzić. Słucham specjalistów.
  18. Masz rację Moniu, że w takim razie Bazyl może szybko zginąc śmiercią tragiczną, bo że kogoś czapnie nie mam wątpliwości. Trenera zatrudniliśmy kiedy Bazyl miał 4 miesiące. Przychodziłdo nas początkowo 3 razy w tygodniu, potem rzadziej. Do dziś jest kontakt, ale na obecne problemy to już trener chyba sam nie bardzo wie, co poradzić. Wierzę, że on sam dla siebie Bazyla by ustawił. Raz go Bazyl czapnął (był z nim na długim spacerze, a potem pies uwalił się pod stołem i trener chciał go pogłaskać, a pies nie chcial), ale ogólnie jest wobec niego bardzo posłuszny. Łupu oczywiście nawet trenerowi nie odda, tyle że szybciej słucha, gdy trener każe mu odejśc w inne miejsce. Na jednym szkoleniu grupowym też bylam. Bez sensu - siad, leżeć, równaj, zostań - to wszystko na komendę i za ciastko bazyl robi i lubi robić. Behawiorystka była 4 razy. Za każdym razem kasowała 100, a rady były bardzo mętne i niekonkretne. Kazała kupić i podłączyć DAP. Kolejny spory wydatek, nic nie dało. Ludzie, ile można, próbujemy, próbujemy, a efektów nie ma. W totolotka też nikt z nas nie wygrał, więc te ciągłe wydatki na trenerów, szkoły, behawiorystkę to nie jest dla nas drobiazg. Być może niektórym się wydaje, że przesadzamy, piesek ząbki wyszczerzył, a my w krzyk i do schroniska. On GRYZIE porządnie, czasem tylko dlatego, że mu się wojsko polskie akurat nie podoba, a oznajmienie z dumną miną - Co ty pieseczku, pańcię gryziesz, kiedy ma moją rękę w pysku i zastanawiam się nad pozostalą mi jeszcze ilością palców, to nie jest metoda na mojego psa. W takim razie, Moniu, czekamy na Twoją decyzję (lub na innego chętnego) i Bazyl na razie zostaje w domu. Chętnie odpowiem na wszystkie pytania. A koty lubi, choć jeśli uciekają, to je goni, ale raczej bez instynktów morderczych.
  19. A zatem nieodpowiedzialna, okrutna wlaścicielka wreszcie się odzywa. Bazyla z hotelu wywalili. Jak pisałam, wlaścielkę pogryzl na wstępie - dziko zaatakował, bo wyciągnęla do niego rękę. Pogryzione obie ręce, bo jeszcze na drugiej poprawił. Mowiłam przedtem wlaścicielce, jaki jest Bazyl. Zapewniała, ze niejednego psa już mieli, widzieli, itp. Ale potem mowiła mi, że tak agresywnego psa jeszcze nie widziała. Pies spędził tydzień z moim chlopakiem, w pokoju bez klamki (umie otwierać) i pogryźli się tylko raz. Bazyl po prostu wstał lewą nogą i szukał zaczepki, w końcu ukradł długopis i zaatakował przy próbie odebrania. Teraz jest szczęsliwy, że jest w domu, więc chyba przez jakieś 2 dni będzie spokój. Obawiam się, że DT u Moni odpada, chyba że chcesz ryzykować zdrowie swojego dziecka. Psu by raczej nic nie zrobił, bo z wyjątkiem wilczurów nie atakuje, ale każdy obcy czlowiek jest do odstrzału na wstępie. Adopcja Bazyla musiałaby się chyba odbyć tak, że ktoś, kto mieszka w miarę blisko przychodzi kilka razy, poznaje trochę psa (na neutralnym terenie), nie jest obcy. Potem móglby próbować go zabrać. Nie wyobrażam sobie, że ktoś bierze Bazyla w kagańcu, zawozi do siebie, zdejmuje kaganiec (ha,ha,ha) i życie toczy się miło i przyjemnie. Pies, jak ma swój dzien to gryzie każdego (życie jak na polu minowym), a obcy, ktory wyciągnąłby do niego ręke jest pogryziony na 100%. Wam się Szanowni Państwo tak wydaje, ze właściciel zły, nieudolny i wredny, a pies ideał. A zatem proszę, niech mi hodowca psa z klauzuli odbierze, ja na to jak na lato. Kto go chce, niech go bierze, zapełnią się izby przyjęć na szycie ran. Szukam pomocy, a nie opluwania, bo dużo robiliśmy, żeby sobie z tym malym gnojkiem poradzić. Trener, behawiorystka, rozmowy z hodowca, panią Ania, czytanie literatury, korespondencja na forum... Nie idzie i już. Miłości by mu nie zabrakło, gdyby tylko umiał ją przyjąć. Jakoś z poprzedniego psiaka potwora nie zrobiliśmy... Szukam nowego domu od 5 miesięcy i jakoś poza komentarzami, żeśmy głupi, wredni i nieodpowiedzialny żaden gieroj, któryby sobie z nim poradzil jeszcze się nie znalazł. Lubisz wyzwania - adoptuj Bazyla.
  20. Witaj, Marto. Także nasze psisko zaczęło warkoty przy wybieraniu mu z pyska różnych rzeczy na spacerze.. Wciągał jak odkurzacz, rożne obiekty - worki, kości, flaki... co tylko znalazł. Wtedy były pierwsze pogryzienia, tyle że był mały, więc niewiele dał radę zrobić. Teraz, niestety nie zabiorę mu z pyska nic, bo po kilku bliskich spotkaniach z jego zebami już nie zawalczę tak, jak ty. Tym bardziej, że na Bazia dużo trzeba, żeby się poddał... Rad nie będę Ci dawać, bo żaden ze mnie autorytet, co zresztą widać po moich kłopotach z psem.
  21. Tata Bazia jest bardzo zrównoważonym psiakiem. Mama trochę mniej, ale inne suki w stadzie ją ustawiają, więc na zbyt wiele sobie nie pozwala. Mieszka w domu z ogrodem, więc aż tyle opcji pokazania zębów nie ma - nie jest z ludxmi 24 godziny na dobę. Ale wyraz pyska mają taki sam:) Bazia oddałabym bez wahania, gdybym wiedziała, że wyjdzie mu to na dobre. Więc, jeśli ktoś z Was, dogomaniacy, chciałby naprawdę zmierzyć się z pinczerem, proszę o kontakt. Jądra ma, więc to nie w tym rzecz. Jest też pod kontrolą lekarską. Nie było szczegółowych badań, ale raczej jest zdrowy. Lekarze jednak jakoś nie bardzo się przejmują, kiedy mówimy o jego agresji. Tyle, że chcą, żeby zakładać kaganiec do czyszczenia uszu:) Praca nad psem byłaby możliwa. Problem w tym, że nie możemy znaleźc tu, na miejscu, nikogo, kto dałby nam konkretne wskazówki - co robić, jak robić, czego nie robić, jak nie robić, co zabrać, co zostwaić, itp. Dostajemy luźne uwagi od p. psycholog, a nasz trener, który naprawdę nam dużo pomógł na początku (choć izolacja, dyski i ćwiczenia na pułapakach to jego pomysł) już chyba wyczerpał repertuar możliwości. Ostatnio sprawdzał, czy i jego bazio zaatakuje, jeśli spróbuje mu zabrać łup. Ma wobec niego wielki respekt, więc mógłby go "oszczędzić". Nie, reakcja była taka sama. Dostaliśmy radę, żeby potraktować gryzącego psa dezodorantem i zrezygnowaliśmy z usług trenera. Chyba nie tędy droga, choć pewnie by pomogło. Jak już pisałam, mam wątpliwości, co do typowej agresji lękowej. Bazio się nas zwykle nie boi. On nie wygląda na zastarszonego psa, z wyjątkiem momentów, kiedy po pogryzieniu i karze jest karnie odsyłany do kojca - wtedy tak.Ale na codzień lata po mieszkaniu jak głupi, łapie nas za pięty, skacze na nas, kłóci się, kiedy nie chcemy się bawić... Strach pojawia się w oczach w wypadku przemawiania do psa siedzącego w kojcu - to tak - wtedy nie wie, czego chcemy i wyraźnie się boi. Myślę, że to taka mieszanka - lęku i prób dominacji. Swoją drogą, jeśłi nie chce być głasakany, od reki potrafi się odsunąć, więc zna alternatywę do gryzienia. I - z ręką na sercu - nigdy nie był bity. Kilka razy dostał przez tyłek gazetą lub ścierką, kilka razy był ściągnięty (we wczesnym dzieciństwie) za kark z kanapy no i duzo było zabierania z gęby tego, czego się próbował nażreć na spacerze. Dzisiaj mały sukces. Ukradł mi papeć, ale przyniósł do ręki na wymiane za ciacho:) A teraz się drze, bo nie bawię się, a on by chciał...
  22. Oddanie to nie taka prosta sprawa. Niewiele osób zdecyduje się na psa "z problemami", a i pierwszej osobie z brzegu też go nie damy, bo to jednak nasz towarzysz i jesteśmy za niego odpowiedzialni. Bazio musiałaby trafić do kogoś, kto ma spore doświadczenie i nie boi się wyzwań. Próbować będziemy, choć łatwo nie będzie. Trudno mi m.in. wytłumaczyć pewne rzeczy moim rodzicom, przyzwyczajonym do słodkiej i kochanej jamniczki (omen omen - Zosi:)) Błedy z dyskiem wynikają pewnie z tego, że nie byliśmy w stanie go opanować, kiedy był mały. Żadne fe nie miało znaczenia. Uznaliśmy, że dysk lepszy niż lanie. Cóż, przyznajemy - byliśmy bezradni wobec szlajejącej czarnej kulki, która obgryzała wszystko, co pod zęby wpadło, łącznie z kablami. Cywilizowane metody, np. odstraszacze w sprayu nie działały, na słowa był głuchy. Bazio jest strasznie uparty i zadziorny - kiedy się na coś uprze, to łatwo nie odpuszcza. W dzieciństwie był np. ogromny problem z przekonaniem go, że łóżko nie jest dla niego. Zarwane noce rozpoczynane godzinną walką z psem wskakującym na lóżko, zdejmowanym, rozwarczanym i kłapiącym zębami aż nie padł ze zmęczenia na pysk nie należały do przyjemności. Łatwo wtedy stracić cierpliwość. Na początku spałam obłożona poduszkami, żeby nie dał rady w nocy wskoczyć:) Do przedpokoju nie można było go wystawić, bo natychmiast zabierał się za gniazdko od telefonu. Jak zastawiliśmy gniazdko, obrąbał stołek, który bronił dostępu. Dziecko z ADHD. I to już na pewno nie była nasza wina. Nie wiem, czy on zawsze się boi. Czasami wygląda to raczej na rozstawianie nas po kątach, jeśli robimy coś, co mu się nie podoba. Problemy są też z jego kojcem, którego bardzo broni. W zabawie mogę w nim siedzieć, zaczepiać go w nim, brać z kojca zabawki, ale jeśli pies tam przebywa w innej sytuacji, to lepiej się nie zbliżać (chyba że z ciastkiem lub do zapięcia smyczy na spacer), nic nie chcieć, nie rozmawiać.. Niby można by to uszanować, ale Bazio zanim wlezie do tego kojca zwykle robi porządki, czyli przesuwa kojec na wybrane przez siebie miejsce. Jeśli akurat przesunie pod nasze nogi, to potem ani się ruszyć, bo warczy i złapać za nogę też potrafi. Jak wtedy reagować? Zwykle inny członek rodziny go odwołuje na ciastko w inne miejsce, a ofiara zamyka drzwi i przestawia kojec. Ale czy to normalne? Czy oswajanie psa z dotykiem zmieni coś w kwestii obrony terytorium? Przysmaków typu ucho już nie dostaje. Nie zjadał od razu, rzucał w jakiś kąt, a potem nie pozwalał w to miejsce podejść. Twierdzicie, żę są jakieś sposoby, żeby nie pozwolić psu ugryźć. Jakie? Może znacie jakiegoś specjalistę z Torunia? A specjaliści z Gdańska przyjeżdzają, czy należy jechać do nich?
  23. Nagrodę dałam wtedy za to, że siedział grzecznie i nie próbował wsadzać nosa w moje śniadanie. Kiedyś było to powszechne, ale teraz się nauczył, że jak siedzi grzecznie, to może coś dostać. dlaczego chciałam pogłaskać? Bo jakoś mi się, głupiej, taki gest w stosunku do własnego psiaka wydaje naturalny. Pewnie się mylę. Pułapkę przewidział pewnie ze względu na dysk. Wie, do czego on służy i wcale mu się to zastosowanie nie podoba. Co do aportowania, nie wiem, czy coś zepsuliśmy. Od początku to nie była ulubiona zabawa. Wie o co chodzi i kilka razy piłkę przyniesie. Ale np. na spacerze nie interesuje go to. Uwielbia wykonywać inne sztuczki - w całym cyklu terningu siad, leżeć, czołgaj się, zostań, poproś, przynieś, noga, rownaj, itp. - wtedy jest skoncentrowany tylko na mnie ( i na ciastku), i wykonuje wszystko bezbłędnie. Na spacerze atrakcją jest spacer. Zamęt - w istocie jest. Trener przychodził regularnie prawie przez rok, tylko dzięki niemu w ogóle jakoś trwamy. Behawiorystka jakoś rad konkretnych nie dała. Ksiązki, jak wiecie, dają sprzeczne rady. Wszyscy każą czytać Okiem psa, zapomniany język psów, a teraz się dowiaduję, że te metody mogą szkód narobić. Może jednak szkoła dziadków lepsza - sprać porządnie, jeśli ugryzie. Nie musi kochać, byle by się bał? Wybaczcie, ale to już frustracja. Nie wiem, co z nim robić. Specjaliści biorą kasę i idą, a pies jak gryzł, ta gryzie. Milionerką, niestety, nie jestm. Linka w sytuacji ataku nic nie da. Trzeba by tę linkę złapać przecież, a on jest bardzo zwinny. Zresztą, co mi po lince w ręce jeśli pies tuż, tuż ( i jego zęby, oczywiście). A że psa się boimy - prawda. Niby nie jest to żaden wielkolud, ale ręce jednak się na codzień przydają. Może i nie zagryzie, ale wystarczy, że źle trafi. Może istotnie lepszy byłby nowy człowiek, który miał by doświadczenie i się go nie bał. Może i psisko lepiej by reagowałao na nowqego, który jeszcze mu nigdy niczym w głowie nie namieszał. Nie wiem. Co do kastracji, też nie wiem. Wiele osób odradza - mówią, że może być jeszcze gorzej. Poza tym, rodowód to jeden z jego atutów, jeśli będzie go trzeba oddać, a wykatsrowany już atrakcyjny wystawowo nie będzie. A co do drobiazgów, z których mam się cieszyć, to jakoś o nie ciężko. Na spacerze próbowałam bawić się z nim w przynoszenie patyka. Przyniesie, ale położy się przy nim w odległości metra i gryzie. Oddać nie chce. Kiedy podsunęłam ciacho, ciach zjadł, ale drugą rękę, która po patyk sięgała zaatakował. Miałam rękawiczki, więc nic mi nie zrobił. Zresztą, nie był to typowy atak wkurzonego Bazia - raczej - odawl się, to moje. Próbowałam tego warczącego psa przekonywać, żeby mi dał, że dam jeszcze jedno ciasteczko, ale oczywiście mowy nie było. Paranoja - pies na mnie warczy, żęby mi sczerzy i gryzie, a ja go słodko namawiam z ciasteczkiem w ręku.
  24. Jestem z Torunia. A Bazio ma papiery i wygląda jak najbardziej wystawowo, więc możesz się, Borsuku, poważnie zastanowić. :)Mój potworek chyba wie, o czym ja tu piszę, bo właśnie mi wsadza łeb na kolana, żebym się nim zajęła. I patrzy jak pies idealny. Z linką chodzić próbowaliśmy - dtsaje kota, zę coś mu przy szyji wisi i plącze się o wszytkie stoły:) Sytuacje kiedy gryzie nie zawsze są przewidywalne - chyba najdziewniejsza była dla mnie ta, kiedy ja jadłam sniadanie, Bazio siedział obok jak figurka, dałam mu po sniadaniu ciacho, wstałam, chciałam wynieść talerz do kuchni, powiedziałam "Idziemy" i wyciągnęłam rękę, żeby pogłaskać. W zamian - dziki warkot i zęby. A co do aportowania, to jego ta zabawa nudzi. Jeśli nie mam ciastek, to taką zabawę oleje - żadna atrakcja jak kretyn za piłką biegać. Posiłować się, rozwalić coś, wygryżć piszczałkę z zabawki, to co innego... Pórbować będę, choć, uwierzcie, ręce czasem opadają. Nie mogę też z nim być cały czas, a boję się o rodziców, kiedy zostają z nim sami w domu. Są starsi, mniej ostrożni, czasem nie spojrzą na jego minę... Najczęściej i najmocniej psisko gryzie ojca, który jest dla niego najbardziej miły i słodki...
  25. O DAP słyszałam. Zamierzam zamówić. Zobaczymy. Nadal nie wiem, jak skarcić, jeśli ugryzie. Bo chyba jednak nie można tego zostawić bez reakcji. Druga sprawa: a co robić, jeśli nie odda piłeczki, ucieknie z nią? Gonić? Nakrzyczeć? Wyjąć z pyska na siłę? Wtedy nie gryzie - tylko stara się obrócić to w zabawę z przeciąganiem. A co do usunięcia wszystkich rzeczy, które można ukraść, ciężka sprawa... Nasza mała demolka zawsze coś sobie wynajdzie. CZasem tylko czeka na okazję - spadnie liśc - już go ma, ktoś na chwilę położy coś na szafce - już w pysku. Trening siedzenia przy potencjalnym łupie, ok. Ale jak reagować, gdy weźmie mimo zakazu? Zresztą on nie kradnie w sytuqacjach treningowych. Kiedyś położyłam kanapkę na podłodze i siedziłam w pewnej odległości z dyskiem treningowym. Pies miał komendę zostaw. Wiedział, że to pułapka i omijał dużym łukiem. On nie jest głupi. Borsuku drogi, a może chcesz jeszcze jednego diabełka na wychowanie? :)
×
×
  • Create New...