-
Posts
78 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by AnkaS
-
PAn jest hodowcą, więc wie, co ma robić. nowych pogryzień nie ma, ale Bazyl dostaje tam w tyłek. Podobno bardzoe zparzyjaźnił się z drugim pinczerem. A nam - smutno, nie da się ukryć.
-
Cóż, już im pokazał ząbki. Na szczęscie głównego pana się boi, bo mu wlał. To już coś. Ale już dwa pogryzienia rodzina ma zaliczone...
-
Zaakceptował psią część nowego stada, więć ma teraz sporo zajęcia i mniej czeka na nasz powrót. Humorki zaczął juz pokazywać - zdązył już nowemu panu kilka razy warknąć, ale na razie nic więcej. Pan nadal jest dobrej myśli. Tylko kurę mu na działce zadusił...
-
Trochę by jednak zmienił - miałby gdzie się wyżyc, nie bylby przy nas 24 godziny na dobę, można by nieco odizolować go, kiedy by mu odbijało. Niestety, to tylko gdybanie.
-
Bazyl na razie zachowuje się w miare przyzowicie. Tylko raz ugryzł syna nowego pana, ale lekko złapał go za palec. Podobno starsznie tęskni i pół dnie spędza w oknie, wypatrując nas:( Nam też strasznie go brakuje, cała rodzina wysyła totolotka, bo jak na domek wygramy, to zaraz go odbierzemy. Nowy pan jest wyraźnie pod urokiem bazia, że taki mąrdala. najbardziej go rozbraja, ze Bazyl umie otwierać drzwi - pewnie, że umie, my wszedzie musieliśmy wymienić klamki na gałki. Bazyl podobno chodzi za nowym panem krok w krok, nawet do toalety mu się ładuje, chyba nie chce stracić z oczu osoby, która jest ogniwem laczącym jego i nas. Żal starsznie, czemu tem mądrala nie mógł pojąc, że miałby u nas raj na ziemi, gdyby tylko nas nie gryzł? Już niechby sobie obcych grźć chciał i wilczury pożerał... Ech.
-
Ja powiem tylko tyle - odczepcie się ode mnie. Od roku szukaliśmy domu dla bazyla i - jak wszyscy wiecie - chętni walili drzwaimi i oknami. problem ciągle miałam ja. Opcje były na chwilę obecną takie, że mogłam go uśpić, zaweiźc do schronu albo zatrzymać w domu. Dwie pierwsze - mimo mojego obrzydliwego charakteru, nieodpowiedzialności i ogólnego nieudacznictwa życiowego, jakoś mi nie odpowiadały. Jakieś wyrzuty sumienia, jakby. Więc pewnie żyłabym przez kolejne 12 lat z domowym tyranem pod jednym dachem albo czekałabym na moment, w którym dojdzie do jakiejś tragedii i już nie będzie wyjścia. Hodowca wydaje się konkretny, ma doświadczenie i wierzy, że da radę go wyprowadzić na prostą. Dla mnie - najlepsze rozwiązanie. jeśli mu się uda, świadczy to tylko o tym, ze mieliście rację, od początku, kiedy mowiliście, że bazyl święty, tylko my do kitu. Oby tak było. A wtedy przecież ewentualne potomstwo nie będzie problemem. Może jednak ważniejszy byłby tu apel do hodowców, żeby jednak mówili przyszłym wlaścicielom, że w wypadku pinow miłość może nie wystarczyć. Ja tego nie wiedziała, choć czytałam informacje o pinczerach w necie, korespondowałam z hdowocą, dzowniłam też do innych hodowców, przeszukiwałam forum. Teraz wiem już o 4 pinczerach, które zachowują się podobnie jak bazyl (jeden zresztą z tej samej hodowli), ale ludzie pisali mi o tym na pw, bo ... się wstydzą. To, że te psy życją, zawdzięczają glównie temu, że ludzie mają domy, więć mogą psa bardziej odizolować i zapewnić mu więćej zajęcia. Gdybym wygrała na loterii i mogla kupić dom, bazyl też by u mnie został. Ale tak nie mógl. Mnie w tej chwili interesuje dobro mojej rodziny i bazyla. mam nadzieję, żę się z nowym panem dogadają. jeśłi zobaczę go za jakiś czas na wystawie, grzecznego i ułożonego, będę najszczęśliwsza na świecie. Ps. neukor, nie wiem o czym mowisz: "poza tym nie rozumiem tu postawy Anki. Chciała psa uśpić, a tu nagle ma problem, że ktoś może za jakieś kilka lat chcieć go rozmnożyć jeśli wszystko pójdzie dobrze."
-
19ego bazyl znika z mojego domu, tak, czy siak. Niewykluczone, ze wcześniej, jeśli coś znowu odwali.
-
On jest ciągle u mnie. Do Niemiec ma jechać 19tego. Paszport jest, zawiozę go do Poznania, skąd przejmie go osoba z fundacji. Już nie mogę się doczekać. Jeśli Pani z fundacji odmówi zabrania go, to chyba zawiozę go do Pani... Ostatnio palma mu odbija coraz lepiej.
-
Przygotowujemy, martwimy się, zadręczam Kasię na pw... Bazyl ostatnio ogranicza się do warczenia. dziś np. pieknie wyglądał, kiedy leżął sobie pod tapczanem, więc mama przemówiła " jakiś Ty śliczny bazylku, no chodź do pani, to pani poglaszcze". Na to bazylek podszedł, stanął przed mamą, pokazał jej cały garnitur zebów, warknął i poszedł z powrotem pod tapczan. Gdyby to nie było tragiczne, byłoby śmieszne. To jest nasz bazio w całej okazałości. Innym razem włamał się do pokoju siostry, zasiadł na kanapie, wyżarl ciastka, a kiedy mama weszła, gorąco się do niej "uśmiechnął".. Oczywiście się cofnęla.
-
Ulga to jest możliwa dopiero wtedy, gdy dostanę info z Niemiec, że bazyl zachowuje się przyzwoicie. Ale3 cały czas rozmawiam z AisaK na PW
-
Tę szansę to my dajemy tylko dlatego, ze jesteśmy durni wszyscy straszliwie. Obawiam się jednak, że jeśli to jeszcze długo potrwa, to w końcu jednak się miarka przepełni. Oby nie zrobił przedtem nikomu poważnej krzywdy:( Co do informacji na stronie, myślę, że jednak zmienić.
-
Bazyl ma szczęście, że choć jest głupi, to rodzinę ma jeszcze głupszą. Wszyscy ryczeli i nie spali pół nocy, i w końcu oczywiście do schroniska nie trafił. Czekamy, szukamy, klniemy, a pies jest. Oby jakoś przezyć Sylwestra. Padł jeszcze jeden pomysł - napad na bank, po ktorym kupimy domek z dużym ogrodem, bazyl będzie tam ze mną, zrobimy mu odgrodzony teren, ciepłe spanie w sieni, mniej kontaktow, pies wylatany, z zajęciem i jakoś się to pokula. Niestety, nierealne.
-
Musimy wreszcie coś zrobić. Domu szukamy od około 9 miesięcy i nic z tego nie wychodzi. Kilka osób w tym czasie dzwoniło, ale wycofywało się gdy słyszało o agresji, trzy osoby nawet przyjechały, ale szybko uciekały, a my nadal mamy Bazyla pod dachem. Tresura tresurą, staramy się wykonywać wszystko, co ostatnio mówi nam "zielony", ale to moze - jeśli w ogóle - dać efekty w przeciągu bardzo długiego czasu. A tymczasem bazyl nas gryzie. W okresie szukania domu było mniej więcej około 30 akcji. Najgorsze jest to, że sytuacje, w których atakuje Bazyl są coraz bardziej nieprzewidywalne. On mi wczoraj przyniósł zabawkę i rzucił pod nogi!!!! A kiedy po nią sięgnęłam, pogryzł moją rękę. Przecież ja nawet go nie próbowałam dotykać, zabawką już się wspólnie bawiliśmy, więc nie jest to łup. Ja już nie wiem, czy są sytuacje, w których mogę być bezpieczna. Więc musimy podjąć jakieś kroki, a potem udać się do terapeuty, który nam wytłumaczy, że tak być musi, że nasze bezpieczeństwo jest ważniejsze. Pytanie jest w tej chwili tylko jedno - czy w ogole warto oddawać go do schroniska, czy ma tam jakies szanse, czy tylko niepotrzebnie się nacierpi, czy też od razu go usypiać.
-
Właśnie mnie mój kochany piesek pogryzł w ramch świątecznych prezentów... Przyniósł mi zabawkę, a kiedy po nią sięgnęłam dostałam dwa razy w rękę. Przykro mi, ale czas na konkretne decyzje. Bez wyrzutów sumienia.
-
Ano nikt:( NA razie trzeba do tego nowego roku przezyć, a bazyl wpada w totalną panikę nawet przy odległym wybuchu petardy. A u tego psa od paniki do gryzienia tylko jeden krok...
-
Niestety nie:( A kagańca następnym razem nie będzie:) TYlko oświadczenie poproszę:)
-
Warto zaznaczyć, że wizyty "Zielonego" odbywają się przy Baziu zakagańcowanym:). Bez tego nieźle byłby ostatnio pewnie pogryziony. W kagańcu to i ja sie nie boję:)
-
Zgoda jest, więc proszę się nie krępować:)
-
Rozmnażany nie będzie. Przypadkowo raczej się nie zdarzy. Pseudohodowców się raczej nie obawiam, bo raczej pinczeromaniacy to zamknięte środowisko o cięzko u suke pinczerke, której nikt nie zna. Kastracji się boję, bo: na 99% nie da nic (mówią mi to osoby, które bazyla znają nie tylko z forum), nie chcę jeszcze bardziej nadszarpnąć jego zaufania (jest wredny, ale nie głupi, może się okazać, że jeszcze u weta szopki mi będzie robił i nigdy więcej nie uda mi się go na szczepienie zaciągnąc), obawiam się opieki nad nim po zabiegu (on bez dodatkowych atrakcji ma świra, wiem jakie jazdy normalne psy mają przy narkozie, więc boję się, co może zrobić bazyl). Gydby to mi gwarantowało pozbycie się psa, decyzja jest natychmiastowa, ale ponieważ w sukces nie wierzę, nie ma sensu sobie jeszcze stresu i opieki nad nim dokładać.
-
Na razie telefonu nie było. Niecierpliwie czekam. Co do tego, ze tylko bazyl taki problemtyczny, to jednak chyba nie do końca. Pierwszy przykład - wymieniana w temacie Szyja, czy Sheila, inny - na forum pinczeromaniaków _ nektar. Ja już też wiem od innych właścicieli, że jeszcze trzy inne pinczery to niezłe agresory, między innymi jeden z kuzynów bazyla z hodowli pani Joanny. Myślę, że ludzie zwyczajnie załatwiają sprawy inaczej i nie piszą o swoich problemach. Jestem pewna, że 90% populacji dawno kopnęlaby w zadek psa, ktory gryzie swoich. Na tamten świat. Tylko temu, że my BARDZO lubimy zwierzęta i jednak czujemy się dopwiedzialni za kogoś, kogo przyjęliśmy do rodziny, Bazyl zawidzięcza to, że jeszcze żyje.
-
I co, Neukor? Jak zwykle, nic z tego? Bazyl w domu nic nowego nie odwalił, ale za to chciał na spacerze zjeść dziś jakąś babcię. Ot, tak sobie...
-
Tak. To niczego nie zmienia. Kolejny raz: diagnoza: lęk i stres. Kastracja nie pomoże. Pan będzie się rozglądał za domem, ale uważa, że cięzko będzie. Także jego Bazyl chciał od razu na początku czapnąc. Ja NIE CHCĘ już bazyla. Nigdy mu nie zaufam i koniec. I nie bedę czekac na tragedie. Popracujemy trochę z panem "zielonym", ale tylko w celu znalezienia nowego domu. Jeśli w ciągu niezbyt dlugiego czasu ktoś się nie znajdzie, Bazyl idzie do uśpienia albo do Pani, do piwnicy. Tak na marginesie, czytam sobie dogomanię i znajduję taki temat: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=68691[/URL] Wszyscy głaszczą właścicielkę po głowie i pocieszają, że po 2 razach, to już rozumieją..., a ja jestem obrzydliwą, wredną malpą, która tylko się kłopotu chce pozbyć po okolo 30...
-
Kolejny raz: DZiś, około 10ej. Pies po śniadaniu, pani siedzi na kanapie, przykryta kocem, pies obok kanapy. Pies przychodzi się głaskać. Pani glaszcze. Pies atakuje. Rany na przegubie. Tym razem glębsze, choć jeszcze bez szycia się obywa, bo trochę złagodził koc. Czy to jest normalne? Ten pies ma po prostu nierowno pod sufitem. Pomyślcie, co byśmy musieli z normalnym psem robić, zeby mu tak pyschikę zwichnąc? Głodzić, bić, zamykać w komórce na miotły? Nic takiego miejsca nie miało. Cóż, mam w domu psychopatę, a z artykułu, który własnie czytam wynika, ze prognozy są kiepskie. Bazyl gryzie na poziomie 4 i 5 - zależy. Wklejam link do artykułu: [URL]http://dogs.gd.pl/kliker/agresja/ohara3.html[/URL]
-
Kolejna akcja: DZiś przed południem. Sytuacja wyjściowa: Bazyl w progu kuchni, obserwuje mamę, ktora coś tam robi przy zlewie. Siostra wychodzi do pracy. Na lodówce leża skórki od kiełbasy przygotowane dla kotów. Przebieg: Siostra postanawia przesunąć skórki dalej od krawędzi, bo 2 dni temu bazyl łyknął w ten sposób całą nogę od kurczaka i sięga ręką po skórki, nad psem, przesuwa je i w efekcie ma psa uwieszonego na rękawie. Nic do psa nie mówiła, nawet nie patrzyła na niego. Efekt: Rany powierzchowne, natomias płaszcz do wyrzucenia. Rękaw rozdarty do samej pachy, częsc rękawa wyszarpana. Kolejne tysiąc złoty w plecy dzięki najlepszemu przyjacielowi człowieka, a co by było z ręką, gdyby nie było płaszcza, lepiej już nie myśleć. Fajnie, prawda? Pani Joanno, jeśłi kastracja pomoże, to kastruję jutro. A co do piwnicy, na moje może być, byle był u Pani, a nie u mnie... Zgodnie z prawem, mogłabym go Pani zwrócić, nie martwiąc się o nic, tak jak i PAni może go zabrać mi za złe traktowanie (kiedyś nawet padła tu taka sugestia, oj, jak ja bym chciała:)). Nie chcę stawiać Pani pod ścianą, a w sumie z psem pod bramą, ale te wszystkie poszukiwania jakoś nic nie dają, a my mamy coraz bardziej dość...
-
Nie będę komentować, bo nie ma sensu. Gadać i się osłabiać może każdy, problem mam w domu ja. Nie wiem, jakie są Twoje problemy, ale bynajmniej nie uważam mojego za mały. Jeśli Twój wklad w dyskusję i rozwiązanie problemu ograniczyć się może jedynie do krytykowania mnie za niedojrzalośc i informowania wszechświata o tym, że Ci słabo, daruj sobie dalsze komentarze w tym wątku. A - swoją drogą - skoro nigdy agresywnego psa w domu nie miałaś, bo - jak przyznajesz - byś sobie nie poradziła, to raczej wypowiedzi na temat Twoich ewentualnych decyzji związanych z takim psem i komentowanie moich są nie na miejscu.Inormuję jednocześnie, że gdyby moje podejście do zwierząt przypminalo tę Twoją "bułkę z masłem", to Bazyl dawno byłby w schronisku albo uśpiony.