Jump to content
Dogomania

tamb

Members
  • Posts

    7318
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by tamb

  1. Na szczęście te, co przychodzą są bardzo grzeczne. Dwójka w domu jest mała w tym jedno chore. Nie mają lekko, nie będę oceniać. Ale nerwy miałam. Musieli się nagimnastykować, żeby zabrać z ogrodzonego podwórka sunię. Od góry dziecko za ogrodzenie, dziecko łapie psa, który się cieszy na ich widok. I z powrotem poza siatkę.
  2. Wielodzietna rodzina w małym mieszkanku ma suczkę. Suczka młoda (7 miesięcy), niewybiegana dawała w kość. Ojciec w desperacji wrzucił ją w nocy do mnie bo "tu psy mają dobrze". W domu był płacz, rano przyszli wyjaśnić ale ja rano śpię. Potem jak zobaczyli sunię biegającą po podwórku to ją zabrali. Dopiero jak szukałam to się wyjaśniło. Stanęło na tym, że będzie do mnie przychodzić na wybieganie. No i mam teraz na podwórku suczkę, moje psy i 2 dzieci. Wczoraj po takim wybieganiu była grzeczna i nie chcą już jej oddać. A ja się wrobiłam ....... jak zwykle.
  3. Już wszystko się wyjaśniło. Suczka cała i zdrowa. Napiszę wieczorem bo muszę wyjść.
  4. Nie wiem jakim cudem uciekła z podwórka dzisiaj rano. Sprawdzałam siatkę i dołem można się przecisnąć na siłę na wysokość stopy (jest płaska jak człowiek stoi). Tyle mi weszło pod siatką. Znowu idę szukać. Mam nadzieję, że komuś z okolicy uciekła, biegała a ktoś inny przerzucił ją do mnie bo pomyślał, że moja. Rano wypuściłam wszystkie psy, bawiły się. W tym czasie zajmowałam się kotami itp. Potem zawołałam psy na posiłek. Ona nie chciała wejść do domu więc wyniosłam jej jedzenie na zewnątrz i wróciłam przypilnować, żeby wszystkie psy zjadły swoje a nie innym. Kiedy wyszłam już jej nie było. Teraz pochodzę po okolicy znowu. Była czysta, zadbana, nie była głodna. Może jest już w domu. Ale i tak czuję się winna, że nie chodziłam z nią na smyczy po podwórku.
  5. Wypuszczałam teraz swoje psy na siku a tu obca suczka biega po podwórku. Ktoś mi przerzucił przez ogrodzenie. Suczka młoda, brązowa, średniej wielkości, zadbana. Ja kolejnego psa nie wezmę na 100%. Trzeba jej znaleźć dom.
  6. No cóż, chciałam psa nieadopcyjnego to mam. Abi w poniedziałek fatalnie się czuła. Taksówka do weterynarza i okazało się, że ma ropomacicze. Wzięłam suczkę po 8 letnim pobycie w schronisku wysterylizowaną a tu niespodzianka. Do wczoraj były kroplówki, zastrzyki, od dzisiaj tylko jeszcze antybiotyk. Po ustabilizowaniu organizmu jeśli nie będzie przeciwwskazań sterylizacja. Jeśli nie będzie można jej wysterylizować ropomacicze będzie się odnawiać. Dzisiaj albo jutro podliczą mnie w lecznicy, aż strach. Ma teraz wszystkie objawy cieczki, w domu koszmar, kastraty świrują, chcą ją pokryć. Dla świętego spokoju oddzielam (dzieci by z tego nie było) i słyszę drapanie drzwi, szczekanie. Super się żyje i pracuje przy takim akompaniamencie. Jak nie będę oddzielać to skaczą po niej a Reks i Mieszko całkiem konkretnie próbują się dobrać.
  7. W innym zestawie też zrobię. Akurat te były razem i się nie wierciły. Abi pięknie weszła w stado.
  8. Titce guz nie rośnie, dzisiaj miała badania.
  9. Jest tak grzeczna, że aż rozczula. Wskoczyła dzisiaj pierwszy raz na kanapę i leży zadowolona. Jak chce na zewnątrz to podchodzi do drzwi i dyszy patrząc wymownie. Taki pies to sama przyjemność, żadnych problemów.
  10. Jest bardzo delikatna i łagodna. Nie załatwia się w domu, co mnie zaskoczyło biorąc pod uwagę, ze w schronisku spędziła 8 lat. Jeszcze bardzo się boi ale coraz mniej. Trzeba ją odchudzić bo w schronisku nie ruszała się z miejsca. Uznaliśmy, że psa mniej więcej tej samej wielkości i w podobnym wieku co nasze możemy wziąć. Jedyny warunek to brak agresji do psów, kotów i nas. No i suczka bo jedyny młody pies (Reks - 7 lat) byłby zazdrosny. Poza Reksem wszystkie psy są w przedziale wiekowym 11-15 lat i wszystkie aktualnie są na chodzie. Nie chcieliśmy staruszka ledwo chodzącego, który by nas uwiązał w domu i zniewolił (przerabiałam to przez ostatnie lata jak staruszki umierały). Chodziło o psa bez szans, żeby pomóc ale na tyle na chodzie, żeby przy nim spokojnie żyć i wychodzić z domu na kilka godzin. A w podobnym wieku do pozostałych bo liczę się z tym, ze za kilka lat znowu będę uziemiona w domu bo kilka będzie niedołężnych więc na jedno mi wychodzi, czy będę pracować 24 godziny na dobę przy 3 czy przy 5. Depresję po umieraniu też zniosę w jednej pigułce bo myślę, że znowu będzie seria. Ale zanim to nastąpi liczę na kilka lat spokoju i stabilizacji. A wzrost podobny bo moje boją się dużych psów no i koszty jedzenia przy dużym większe. Tak, ze przemyślane aż do bólu.
  11. Dziękuję, zobaczyłam i właśnie weszłam potwierdzić. Od soboty przybyła 12 letnia suczka. Jest to adopcja. 8 lat spędziła w schronisku.
  12. Tak, nic się nie dzieje złego. Oby jak najdłużej.
  13. Titka odżyła po lekach, trochę schudła, jest bardzo wesoła. W przyszłym tygodniu skontroluję guza, czy nie rośnie.
  14. Titka nie ma cushinga, ma niewydolność tarczycy i dobrany lek. Dostaje lek na poprawę oddychania, czuje się dobrze ale dalej charczy. Za miesiąc badania kontrolne, czy z tarczycą lepiej i czy guz nie rośnie. Jak nie rośnie to nic nie robimy a jak będzie się powiększał to operacja. Oczywiście po ustabilizowaniu organizmu.
  15. Dziękuję. Ostatnia z czasów krakowskich.
  16. Jestem po wielu badaniach i z sercem nie jest tak źle, charczenie ma związek z płucami (coś z pęcherzykami) i nie są to przerzuty. Guz jest na śledzionie. Co kilka godzin badamy krew pod kątem cushinga i problemów z tarczycą. Więcej informacji będzie jutro po 14.
  17. Dziękuję, doszło już. Jest źle. Titka charczy i po 2 tygodniach leczenia jest bez zmian. Jutro zmieniam weterynarza. Poszłam z podejrzeniem problemów z serduszkiem a była leczona na zapalenie oskrzeli (?) a na USG wykryto guza na wątrobie. Bez dokładnej diagnostyki serca, o którą prosiłam weterynarz chciał operować tego guza. Tita ma ok. 15 lat , serce dalej nie zbadane jak trzeba i myślę, że nie przetrzymałaby narkozy. Doktor powiedział, że leki nasercowe zmieniające ciśnienie krwi mogą doprowadzić do pęknięcia guza więc nie wdroży leczenia serca tylko proponuje zacząć od operacji. Nie zgodziłam się. Jutro idę na badania do kardiologa i żałuję, że od tego nie zaczęłam. Kardiolog jest daleko i dla mnie to będzie jutro wyprawa ale nie mam wyjścia. Ogólnie mam teraz dużo problemów i między innymi też z kasą. Ale muszę to ogarnąć bo Titka nie może cierpieć. Ogólnie jest wesoła, ma apetyt, normalnie trafi i jakby nie charczała to nie byłoby żadnych powodów, żeby z nią iść do weterynarza. Jedyny niepokojący objaw to kaszel i charczenie, zwłaszcza w nocy.
  18. Z Titką jest źle. Codziennie weterynarz. Chore serce, guzy na wątrobie, starość. Jutro napiszę więcej bo nie mam siły.
  19. Bardzo dziękuję, doszło. Dopisałam do rozliczeń. U nas bez zmian. Kotka Mija została przebadana (jeszcze tylko kał tylko nie mogę jej przyłapać jak robi) i nic złego nie wyszło a jest bardzo chuda. Była grubasem a teraz wygląda źle. Je, ma apetyt, zachowuje się normalnie. Jak w kupie nic nie wyjdzie (myślę, że nie wyjdzie) to jeszcze USG jamy brzusznej. Pies Mieszko cały czas ma leczone ucho i dalej przy czyszczeniu boli i schodzi jeszcze trochę brązowej wydzieliny. Długo to trwa. A tak to wszystkie zdrowe. Wypadałoby im wyczyścić zęby (i kilku kotom i kilku psom) ale teraz nie mam na to kasy. Mam nadzieję, że uda się zacząć z tym działać pod koniec września. York Miki wymaga już strzyżenia (muszę go umówić) bo obciachowo wygląda a Reksa i Titkę muszę wykąpać (zmobilizuję się dzisiaj). Samo życie .
  20. Bardzo dziękuję, uzupełniłam na pierwszej stronie. Kolejna wizyta w środę z Mieszkiem i z kotką Miją (je a bardzo chudnie).
×
×
  • Create New...