Han&Dom
Members-
Posts
311 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Han&Dom
-
Dziewczyny mam wielką off-ową prośbę... Nasz dolnośląski Uciechów - schronisko startuje w krakvet-cie, żeby wygrać karmę dla zwierzaków... byłem, widziałem naprawdę warto pomóc, ale potrzebne głosy... Trzeba wejść na stronę zarejestrować się - jeden komputer jeden głos i po otrzymaniu maila aktywacyjnego, zalogować się i zagłosować... co miesiąc firma przeznacza 5% na wybrane przez głosujących schronisko... Więcej szczegółów na Uciechowskim wątku, jak znajdziecie chwilkę to zróbcie to... Bardzo proszę!!!
-
Skoro kobiety są zmienne, to i Doszowe kolorki, jakoś tak raz bledną raz są wyraźniejsze... cóż zmienia szatę, ale futrko ma teraz dużo bardziej miękkie i pachnące, bo została świeżo wykąpana w zeszłą sobotę...:diabloti: Nie była zachwycona, ale bardzo grzeczna... Po dłuższych spacerach trochę kuleje, na swoją smukłą łapkę, więc myślę o buciku, może byłoby lepiej... bo szalejąc po chaszczach, może się urażać w tą łapkę....:roll:
-
Hej Weszko!:loveu:!:loveu:!:loveu: Zawsze się cieszę jak spotykam na różnych wątkach wpisy którejś z Was... Trzymaj się ciepło i uważaj na wirusy, bo pogoda znowu w kratkę... Wrażeń było tyle, że aż Grappcia dostała padaczki, ale teraz na lekach jest ok., bo bez tabletek ataki zaraz wracają... takie życie, raz lepiej raz gorzej... Z tym że ja jestem niepoprawnym optymistą i ciągle czekam na najlepsze lata, które przede mną... mam nadzieję.
-
Cóż dla nas wstrętne, żebrające, okropne, łobuzujące, nieusłuchane, ale nasze futrzaste pychole zawsze będą najukochańsze na świecie:loveu:, bo jak ich nie kochać... tak sprytnie potrafią nas zawsze podejść i osaczyć swoją miłością, że jesteśmy zupełnie bezradni i mięciutcy jak kaczuszki... wypłukane, a propos w czy to się teraz płucze...:roll: mały offik na Doszkowej stronie zamieściłem link do fotosika... są wreszcie fotki z wakacji... sorry, że tak długo:oops:
-
[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Niestety wszyscy jesteśmy tylko ludźmi… a podłość jest nam bardzo, ale to bardzo... bliska. W dodatku uwielbiamy jak komuś się noga powinie, żeby nie był, czy miał lepiej od nas...[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Ale ja bym się innymi nie przejmował, bo czy któryś z tych co Tobie i Twojemu zwierzyńcowi pomagają ma jakieś zastrzeżenia. Na pewno nie… A dziwnie się jakoś dzieje, że najbardziej zajadli są Ci co nawet marnej złotówki nie dali… ale mają najwięcej do powiedzenia… I są pierwsi do osądzania…[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Bardzo nie lubię jak ktoś chce decydować o tym co mam robić z moimi pieniędzmi… jeżeli mam ochotę pomagać określonemu zwierzakowi to wara od tego innym, bez względu czy on jest czyjś, czy nie…[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]TO MOJE PIENIĄDZE I MOJA SPRAWA…[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3] [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Wiem, że to niestety pokłosie sprawy Dagi, która została skazana zanim ją w ogóle uprawniona do tego instytucja osądziła… [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]W jednej mądrej księdze napisano… [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień… [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Jak widać wokół sami święci…[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3] [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Miałem się nie wypowiadać, ale krew mnie zalewa i ciśnienie skacze… [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]więc musiałem.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Przepraszam i póki u mnie nie najgorzej to będę o Tobie i sforce pamiętał…[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Dominik[/SIZE][/FONT]
-
Myślę, że takie bolesne doświadczenia stawiają nas przed pytaniem, czy kochać i potem cierpieć... czy nie podejmować wyzwania... Czy obdarowywać miłością i troską naszych psich przyjaciół, wiedząc, że prawie na pewno odejdą pierwsi... czy ze strachu przed bólem zrezygnować w przedbiegach... Myślę, że po pierwsze trzeba maksymalnie wykorzystywać czas który jest nam dany, ten czas tu i teraz... a chociaż potem pozostaje ból, to jednak szczęście jakim było spotkanie na swojej drodze prawdziwego przyjaciela, kogoś kto nas kochał dla nas samych i takich właśnie jakimi jesteśmy warte jest nawet cierpienia w przypadku późniejszej straty... Ja do dziś się pocieszam, że choć moja wielka psia miłość Kratka, bardzo poważnie chorowała na wątrobę, a jak w tej walce zaczęliśmy wygrywać, to podstępnie zaatakował nowotwór... ale i tak to był naprawdę szczęśliwy pies, który mimo cierpienia chciał żyć... To jakim była wspaniałym psem sprawiło, że dziś mamy czwórkę i choć żadna nie jest taka jak Kratka, to wszystkie są kochane bezwarunkowo, a strata Kratki nauczyła mnie cieszyć się dziś każdym spacerem, każdą zabawą i patrzeniem na szczęśliwe mordy... Po śmierci Kratki, sam zbiłem dla niej skrzyneczkę, wymościłem ją jej ukochaną poduszką i pochowaliśmy ją w jej ukochanym miejscu... To jak wtedy się okropnie czułem... trudno mi nawet opisać, ale uważałem, że jestem to winien mojej psiej przyjaciółce... Dziś na samo wspomnienie Kratki serce mi mięknie, ale przez pamięć o niej dziś mam co robić przy naszej sforze... Kratka była wzięta ze schroniska i widząc jaki to cudowny pies obiecałem sobie, że wszystkie moje kolejne psy będą brane ze schronisk i tak się dzieje... Nasze zwierzaki wiele nas mogą nauczyć, ich dzielność w obliczu choroby, kalectwa, czy cierpienia jest niesamowita, a jak patrzę na moje mordy, które codziennie podbijają świat i smakują życie, każdym nerwem swojego ciała... To mam nadzieję, że może i ja przestanę się kiedyś martwić tym, na co nie mam wpływu... Weszko zawsze bardzo ciepło myślę o Tobie i trzymam kciuki, żeby koło fortuny w końcu ruszyło we właściwym kierunku... Dominik
-
No dalsze odkładanie napisania co słychać u naszej Doszki, to już chyba by było nieprzyzwoite, dlatego siadam i choć kilka słów napiszę... Po pierwsze stan zdrowia Grappci się chyba poprawia, choć jest na luminalu, a wolałbym bez tego świństwa się obejść... na razie poszukujemy minimalnej skutecznej dawki, ale mam nadzieję, że uda się jednak obyć bez... może jakies zioła. Przez tą Grappciową padaczkę to mam wakacyjne mieszane uczucia, za to Docha ma bardzo sprecyzowane postrzeganie tamtych rejonów... według Dochy to był raj i to nie mały, nie jakaś namiastka... tylko wielki wspaniały RAJ!!! Dosza właziła w każdą napotkaną wodę, poczynając od kałuży, a kończąc na pluskaniu się w wielkim czystym jeziorze... choć to ostatnie jakby mniej chętnie... Za to zrobił się z niej rozdarciuch, bo pilnowały posesji całą czwórką i mało co nie było godne obszczekania... No i niestety tam głusza, więc bestia zdziczała nam jeszcze bardziej i w związku z tym koniec ulg i trzeba się wreszcie zabrać, za jej socjalizację, bo to co wyprawia to już ludzkie pojęcie przechodzi... Nawet myślę, żeby ją zabrać na trochę do Wrocławia, żeby zobaczyła co nie co psów i ludzi, bo w Trzebnicy ma jakoś mniej okazji, a potem histeryzuje, bo człowiek na horyzoncie w promieniu ponad kilometra... Zaczęliśmy się też zastanawiać jak tu zdobyć taki swój własny raj, bo psiury miały tam wyjątkowo dobrze i fajnie by było móc wyskoczyć w takie miejsce nie tylko raz w roku, ale i czasem na wekend... Zdjęcia wkleję na fotosik, ale najpierw muszę pojechać do Trzebnicy, bo tam jest aparat i je zrzucić na kompa... No i z przerażeniem stwierdzam, że Dosza jest zawsze bardzo, ale to bardzo głodna i choć i tak zawsze podjada po Grappci - wiecznym niejadku... to i tak jej mało, już teraz waży 21 kg... co będzie dalej strach pomyśleć.... a jak pojawia się pasienie to wzroczek się robi taki bystrutki, że nikt z was by nie uwierzył... No ale teraz to już muszę kończyć, więc pozdrawiamy Was cieplutko Hanka i Dominik plus sfora
-
U drugiej z moich suniek ujawniła się padaczka... Szukam bardzo dobrego lekarza, czy to powinien być neurolog???? I jakie badania diagnostyczne trzeba zrobić??? Sunia jest po przejsciach, nie widzi na jedno oko( po urazie ), poprzedni właściciel zgłaszał w schronisku problemy neurologiczne, czy konieczny jest rezonans lub tomografia, nawet nie wiem czy to nie to samo... I gdzie ewentualnie można takie badania zrobić???
-
A to ja witam:loveu: , niestety już pourlopowo... I pozdrawiam serdecznie sympatyków Bonusika i całego wątku:loveu: ... AMIGO Twój raj robi wrażenie, chyba czas najwyższy porozgladać się za swoim miejscem na ziemi:roll: ... Co do Bonusowego zdrówka, to myślę, że najważniejsze, doprowadzić to zoperowane wcześniej do optymalnej formy, a skoro drugie może poczekać to wszystko w swoim czasie... Bywa że pośpiech wcale nie jest wskazany... a z operacjami też różnie bywa. U nas ogólnie w porządku mamy tylko problem z Grappą, bo na wakacjach dwa razy dostała ataku jakby padaczki, ale ataki trwały dość krótko 2-3 minuty i nie były intensywne, sunia przerażona, ale przytomna... ona jest bidulka po strach myśleć jakich przejściach, a coś mi mówi, że to było być może na tle nerwowym, bo mamy ją już rok i trzy miesiące, a ataki dopiero się pojawiły, za to od razu dwa stwierdzone w ciągu dwóch tygodni... Może po powrocie się trochę uspokoi, ale badania i tak trzeba porobić... Tak że teraz chuchamy i dmuchamy na tą nasza ukochaną specjalną troskę... Za to Dośka na wakacjach przechodziła samą siebie:mad: ... ale o tym napiszę później na jej wątku...
-
Witam.:loveu: .:loveu: .:loveu: . To i ja dziś wrzuciłem parę groszy do wakacyjnej skarpetki dziewcząt i kompanii. Ja jutro z samego rana wyruszam w drogę na urlop:multi: , byle pogoda była znośna:razz: , choć ponoć woda w jeziorach ciepła.:roll: .. jutro to sprawdzę... Póki co pozdrawiam wszystkich miłośników KrAksowych talentów wszelkiej maści.. Dominik
-
Dziewczyny, nie denerwujcie się... Bera miała poważną cukrzycę i choć vet ocenił, że nie ma zagrożenia stało się inaczej... po operacji ( narkozie ) cukier jej spadł tak koszmarnie, że dostała nagle kilka bardzo poważnych ataków pseudopadaczkowych z niedocukrzenia... psinka wyszła z tego, ale nastąpiło prawdopodobnie uszkodzenie mózgu i żadne rokowania na powrót do sprawności... Biedna psina snuła się jak Zombi i nie dawała się za bardzo dotknąć i dziś po konsultacjach dziewczyny uznały, że nie można jej dalej męczyć...
-
Spokojnie, poczekajmy co powiedzą lekarze, może jest szansa, żeby ten stan się jednak cofnął, może to kwestia czasu... Najważniejsze, żeby Bera nie cierpiała, a niestety ona już tyle przeszła, że nie będzie łatwo, ale jak to mówią: nadzieja umiera ostatnia.
-
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Han&Dom replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No i w poście BIANKI1 jest kwintesencja wszystkiego, podpisuję się pod nią obiema rękami... Mamy takie nasze przysłowie... Mądry Polak po szkodzie, ale nikt nie jest w stanie zabezpieczyć się przed wszystkim... Oczywiście sam się zastanawiam jaka jest górna granica ilości zwierzaków w moim domu... póki co cztery, ale muszę się przyznać, że jak mam wyjść sam z całą czwórką, to mimo że jestem byk, to muszę obiektywnie stwierdzić, że jest to wyzwanie... Nikt z nas nie siedzi w psiej głowie i mimo że je znamy i kochamy, to nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć w 100% ich każdej reakcji... I mały przykład... Moja staruszka Muka w młodości wpadła na moich oczach pod samochód, dlaczego??? Bo w swoim małym rozumku uznała, że machająca i wołająca z drugiej strony ulicy kobieta... oczywiście macha do niej... Na szczęście ma więcej szczęścia jak rozumu i skończyło się szokiem i zdarciem skóry z głowy, samochód poprostu się toczył, a ona szczęśliwie wypadła z tyłu nie mając kontaktu z żadnym z kół... Dlatego więcej wsparcia, bo po takich przeżyciach i tak się ma wyrzuty sumienia, bo przecież mogłem ją akurat mieć na smyczy... mogłem iść inną drogą itd. Lecz nie warto płakać nad rozlanym mlekiem, co się stało to się nie odstanie... teraz trzeba się skupić nad tym, żeby zrobić wszystko co możliwe... po pierwsze, żeby psiury jak najmniej cierpiały, po drugie, żeby odzyskały jak największą sprawność. Ja niestety nie bardzo mogę spakować się i jechać pomagać fizycznie, ale chętnie, na miarę moich możliwości, zaangażuję się w sprawę od strony finansowej... A jak już pisałem wcześniej, najważniejsza jest teraz konsultacja u dobrego chirurga i na tym bym się skupił... Trzymam kciuki Dominik -
Z tego co mi wiadomo... to przyczyną był katastrofalnie niski poziom cukru, a u cukrzyków zawsze lepiej, żeby cukier był za wysoki niż za niski... Myślę też, że nie bez znaczenia była operacja i późniejsze zapalenie rogówki... bo to duży stres dla organizmu, a różnie cukrzyk na stres może zareagować... jednemu pozim cukru skoczy do góry... gdy drugiemu bardzo spadnie... Stan Bery był bardzo zły i mogło to sie skończyć naprawdę tragicznie, ale jest silna, dzielna i się pozbierała... ale to nie jest jeszcze ten pies co przedtem... Trzeba czasu, żeby wszystko wróciło do normy, miejmy tylko nadzieję, że te ataki nie dokonały zbyt wielkich spustoszeń... bo wyglądały naprawdę bardzo, bardzo poważnie... Z tego co pamiętam, Ula mówiła, że za jakiś czas Bera będzie dostawać leki na poprawienie ukrwienia mózgu... ale kiedy to już nie wiem... na razie jeszcze chyba za wcześnie, to chyba tyle co mogę póki co napisać...
-
Czas najwyższy, żeby Rybak wybrał się na połów najwspanialszych domków:lol: , ale dajcie mu dużą sieć;) , co by i dla innych psiaków coś przyciągnął...
-
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Han&Dom replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Moim zdaniem trzeba się umawiać i jechać, jeżeli facet jest naprawdę dobry i uczciwie powie co i jak to warto próbować, a ile gość bierze za wizytę... bo trzeba by wiedzieć ile kasy potrzeba na już... -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Han&Dom replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
I jeszcze jedno:razz: ... Teksty w stylu... czy sobie tej operacji życzę... też mnie bardzo drażnią:angryy: szczególnie że często odnoszę wrażenie, że veci zastanawiają się poprostu, czy mnie na to stać... Niech ich o to głowa nie boli, to już i tak mój problem... A ja potrzebuje od nich porady jak najlepiej pomóc mojemu psu... Parę lat temu miałem psa bardzo chorego na wątrobe... garście leków codziennie, co trzy miesiące kontolne pobieranie krwi i wyniki, które nie zawsze wychodziły, bo krew hemolizowała i przynajmniej co pół roku wenflon i podawanie codzinnie kilku strzykawek dożylnie, kto to robił to wie o czym mówię... ile to razem kosztowało jeden Bóg raczy wiedzieć... oprócz tego na dłuższych spacerach nosiłem ją na rekach, bo jak wątroba sobie nie radziła to sunia dostawała takich pseudopadaczkowych ataków... sama wiedziała kiedy to się zbliża i przychodziła, żeby ją brać na ręce... po lekach w zasadzie ustały, ale jak się meczyła to i tak przychodziła, bo był to pies pasterski i rozejrzenie się po okolicy z pańskiego karku to nie lada gratka, ale pies żył i miał się nie najgorzej jeszcze dobrych kilka lat... dopiero z nowotworem nie daliśmy rady wygrać... I te kilka lat, mimo problemów były warte tych zachodów i tych pieniędzy... a nie wszyscy to rozumieli... -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Han&Dom replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
To ja się wtracę:oops: ... Z tego co zrozumiałem to sunia i tak póki co nie staje na tą łapkę... I nie sądzę, żeby ta sytuacja się z czasem zmieniła... chyba że jest inaczej, bo nie pamiętam sugestii veta... Dlatego jestem za operacją, bo czy będzie dobrze, czy źle to przynajmniej jest świadomość, że się zrobiło wszystko co możliwe... Super by było, jakby można skonsultować diagnozę z innym chirurgiem, albo poszukać jakiegoś super magika od skalpela i wtedy operację zrobić, bo jak ten nie jest przekonany, że da radę to szkoda zachodu.. a pieniądze się prędzej czy później nazbierają... Ja też coś wyskrobię... Głowa do góry... czas najwyższy żeby było wreszcie lepiej... -
[FONT=Times New Roman]Już tak dawno nie pisałem… że aż wstyd:oops: …[/FONT] [FONT=Times New Roman]Więc może dziś nadrobię trochę zaległości:roll: …[/FONT] [FONT=Times New Roman]Jeszcze tydzień… jeszcze tylko tydzień i na urlop…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Już oczami wyobraźni widzę jeziorko i piękne tereny dookoła…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Spacerować tam można do zachodzenia na śmierć włącznie… [/FONT] [FONT=Times New Roman]może nawet grzyby będą…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Jeszcze zostało mi kupić, przygotować i pomrozić porcje mięsa dla stada, puszki już są, suche jest, ulubione smakołyki w końcu udało mi się dostać...[/FONT] [FONT=Times New Roman]Potem tylko my spakujemy dla siebie parę rzeczy i jazda na urlop…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Co prawda tym razem nie bierzemy rowerów, ale jest tam łódka wiosłowa i zamierzam w pełni korzystać z uroków wiosłowania…[/FONT] [FONT=Times New Roman]A teraz trochę o dziewczętach… dwie już od tygodnia się wczasują, więc maja jak w raju… natomiast druga dwójka pojedzie dopiero z nami…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Trochę się martwię jak Dosza się tam zaaklimatyzuje, ale z drugiej strony musimy ją trochę oswajać z innymi ludźmi i zwierzętami, bo nam zdziczeje okrutnie… chociaż czasem w tych swoich lękach jest nawet zabawna… i tu dam mały przykład…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Dwa tygodnie temu wybrałem się na spacer z całą czwórką do lasku Osobowickiego… sobota, godzina 9 więc spotkanie kogokolwiek mało prawdopodobne, tymczasem ledwo odeszliśmy jakieś 100 m od samochodu, a od razu wpadliśmy na facecika z puszeczką piwka w ręce, który chyba postanowił sprawdzić czy są grzyby, ale na razie szedł sobie spokojnie i delektował się piwkiem… Nie miałem szans na połapanie towarzystwa, więc tylko warknąłem na Mukę, że jak podpuści towarzystwo to wiatrak z niej zrobię, bo nasz Zgredek uwielbia poduszczać, a jak się awantura rozpęta to z miną niewiniątka na mnie spogląda, a jej zadowolone oczy mówią, popatrz co się dzieje, ale ja nie mam z tym nic wspólnego…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Tym razem dzięki mojej interwencji, sygnału nie było, więc zanim Ślepotek faceta w ogóle zobaczył to już było za późno na wielkie rozdzieranie się…a Dosza, która tradycyjnie buszowała w krzakach w ogóle się nie zorientowała, że jest coś na rzeczy… No trochę się koło pana zakręciły, ale raczej z zaskoczenia niż w innym celu… I tak pana przeprosiłem, ale powiedział, że nic nie szkodzi i już mieliśmy pójść każdy w swoją stronę, kiedy z tyłu za nami z krzaków wypadła Docha… oczywiście się wystraszyła, więc za żadne skarby świata koło gościa nie przejdzie… Facet chce iść w swoja stronę, więc Docha się cofa przed nim i na niego poszczekuje… wołam, proszę, żeby się nie bała i przeszła obok... a ta nie i już, więc koniec końców facet uprzejmie zszedł ze ścieżki w krzaki i nasza Dosza szybciutko przebiegła dróżką obok… tylko że normalnie to bestii z krzaków wygonić nie można, a nagle tylko droga wchodzi w grę… i jak tu ich nie kochać…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Tak po za tym bestia ma się dobrze, ten bok po interwencji lekarki już się dawno wygoił i powoli futerkiem zarasta, mogła to być jakaś alergia, bo w tamtym czasie miała też trochę innych strupów, ale ten bok był po prostu wyjątkowo męczony… teraz jest już wszystko ok. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Dośka ma wspaniały charakter i jest taka wyrozumiała wobec Grappci, czasem co prawda przeleci po Ślepotku jak baran taran, czym doprowadza do szału Grapę, ale tak ogólnie to fajnie sobie razem prosperują… szczególnie mnie rozczula jak jedzą smakołyki morda w mordę i żadnej to nie przeszkadza, albo jak się bawią i Grapa przychodzi do Dośki z zabaweczką, żeby się poprzeciągać… Grappie czasem coś odbija i nagle stwierdza, że Dosza narusza jej przestrzeń prywatną, więc warczy, ale Doszka się w ogóle tym nie przejmuje i olewa sprawę, a w drugą stronę czasem dosłownie pozwala Grappie sobie wchodzić na głowę, oczywiście w zabawie, bo jak Grapa zaczyna przeginać to też potrafi pokazać swoją dezaprobatę… ale ogólnie rzecz biorąc to pasują do siebie wyjątkowo i dobrze, bo jak czasem zostają same to na pewno jest im raźniej…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Teraz za to się rozpisałem ponad miarę… więc na tym póki co koniec…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Pozdrawiamy serdecznie wszystkich Dośkowych i mam nadzieję, że po części i naszych Przyjaciół:loveu: :loveu: :loveu: [/FONT]
-
Dianka z Uciechowa ma dom z ogrodem w Głogowie
Han&Dom replied to yewcia1's topic in Już w nowym domu
A jak tam moja ulubiennica:loveu: , już dzisiaj wyspacerowana??? Tak, tak myślę, że tytuł teraz dużo lepiej brzmi... bo to przecież milutka psinka:loveu: , a nie jakiś dzikus z głuszy:mad: ... ;)