Miki
Members-
Posts
1623 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Miki
-
Trust - pozostaje na zawsze w u p. Teresy:-) wiedziałam........
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
Oj czekamy. -
[quote name='auraa']jakiejś wielkiej reakcji Mai po odrobaczeniu nie zauważyłam., tyle, że kupa była ciemna mimo diety ryżowej. Dziś zjadła porcję ryżu swoją i Freda. A teraz się turla po domu w tempie błyskawicy i toczy wojny z psami i kotami :evil_lol:[/quote] No, to teraz będzie już tylko lepiej. Domku szykuj się powoli. ;)
-
Aniu-Soniu, próbuję się pozbierać. Jest smutno. Bardzo brakuje nam Miki i Diany. Tam na Mazurach mam swoją pracę - faktury, zus-y, vat-y. Musiałam tam w końcu pojechać. Przeryczałam cały pobyt. I znowu: ogródek cały w kwiatach, słońce świeci, Ajaks wesoło biega za panem, gruby, leniwy kocur drzemie całymi dniami na łóżku, kotka ugania się w poszukiwaniu myszy, a moje sunie ............ Bardzo mi ich żal. :-(:-( Nie będzie tam żadnego ogródka, nie mogę na niego patrzeć. W końcu to stało się właśnie tam. I żal mi też siebie. Czuję się oszukana przez los. Tak bardzo się starałam. Stoczyłam wojnę o pobyt Diany u nas. Pierwszy raz w życiu zrobiłam coś wbrew ojcu. On ma 85 lat i powiedział, że odejdzie, jeśli w domu zamieszka drugi pies. Diana była z nami i co ważne mój ojciec ją lubił. Jak można by nie lubić Diany? Od zeszłej niedzieli jest z nami Delma - sunia z Józefowa. Córce wyraźnie pomaga obecność zwierzaka. Mi może trochę mniej. Szczególnie ciężkie są dla mnie spacery. Spotykam znajomych i wszyscy pytają o Mikę i Dianę. Wczoraj spłakałyśmy się na schodach z taką sąsiadką-staruszką. Po Delmie widzę jak bardzo Mika zmieniła się w czasie pobytu u nas. Z kłębka nerwów wyrósł pies wesoły, odważny, zawadiacki. :-(:-( W sprawie ślimaxu też nic jeszcze nie zrobiłam. Emocje są zbyt silne, serce mi nawala. Jestem za stara na takie przeżycia. Ale myślę nad tym i zrobię, co będę mogła. Podejrzewam, że Delma czuje, że ze mną jest coś nie tak. Ona też jest bardzo, bardzo smutna. Może razem jakoś się z tego wyciągniemy? Wybieramy się też z córką do schroniska. Spróbujemy zrobić zdjęcia. Tam są takie chore maluchy bez mamy, a przecież jest tak zimno. :placz: Wszystko co zrobię dla Delmy i innych piesków, zrobię z myślą o Mice i Dianie. Po nich mam tylko wspomnienia i zdjęcia i to mi musi wystarczyć. :-(:-(:-(:-(
-
O biedna maleńka. Ale dobrze, że już wiadomo co jest. A tamte biedaczki w schronie???? :placz:
-
Czy będą jakieś nowe wieści?
-
[quote name='schroniskoJozefow']dzis widzialam siostre Majki- tak mi sie wydaje, byla podobna... na razie sie trzyma nienajgorzej... ale inne szczeniaki, szczegolnie te bez takiej siersci...[/quote] W zeszłą niedzielę tam w kojcu z Mają była jej siostra, bardzo do niej podobna, trzeci taki sam piesek tylko jaśniejszy, inny biały z krótką sierścią i chyba jeszcze jeden. Czy tamte pieski widziałaś?
-
Łysa Tragedia - niegdyś sznaucerka olbrzymka......schron okolice Wawy
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
[quote name='Neigh']Dlatego, że jesteś chlubnym wyjątkiem co jakiś czas publicznie Ci miłość wyznaję, nie?:diabloti: Neris mi ostatnio mówiła, że krążą na dogo plotki o naszym ślubie........[/quote] No niech skonam. Nie pcham się do trójkąta, bo jedyny pies którego ogłaszałam znalazł dom. Co prawda u mnie, ale to szczegół. :evil_lol: -
Delma - serce na 4 łapach - WRESZCIE MA DOM!!!!!!!!!!
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
Na foty trzeba będzie niestety poczekać. Aparat dziś się wybiera do naprawy a wstawiać to ja i tak nie umiem. :niewiem: -
Delma - serce na 4 łapach - WRESZCIE MA DOM!!!!!!!!!!
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
Myślę, że już najwyższa pora przenieść ten wątek w bardziej stosowne miejsce. Delma leży tu koło mnie, wygrzewa się na słonku. Jakoś mi nie wygląda na psa w potrzebie. Tak w ogóle to jest wspaniała, świetnie gra w piłkę - ręczną, jest bardzo chętna do zabawy, zachowuje się rzeczywiście jak szczeniak, wynosi kapcie, wyciąga kredki, ucieka ze ścierką do kurzu i patrzy czy ją ktoś goni. :multi: Co ona tam biedna robiła tyle czasu w tym schronie? Dzięki Neigh:Rose::buzi: -
Jak tam Majeczka?
-
Ona taka biedna maleńka. Drzemała córce na kolanach w samochodzie i popiskiwała przez sen. A pod tym futerkiem same kosteczki.
-
Trust - pozostaje na zawsze w u p. Teresy:-) wiedziałam........
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
No przestańcie. Np. ja was odwiedzam. Podziwiam waszego weta - nasz bierze 30 zł za sprawdzenie gruczołów i powiedzenie, że są super. A wiedział jaka jest psia sytuacja. -
Delma - serce na 4 łapach - WRESZCIE MA DOM!!!!!!!!!!
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
Oj dobrze, już nic nie mówię. Może nawet pójdę coś kupić do jedzenia, bo mi dzieci wychudną z tej mojej rozpaczy. To napisz mi o której mam być w schronie i czy tam coś jedzie z Legionowa. -
Delma - serce na 4 łapach - WRESZCIE MA DOM!!!!!!!!!!
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
Na 100%. Od czasu kiedy ją w zeszłym roku zobaczyłam cały czas o niej myślę. Mam co prawda wrażenie, że Delma żyje, bo wtedy z nami nie pojechała, ale zrobię wszystko by była bezpieczna. -
Delma - serce na 4 łapach - WRESZCIE MA DOM!!!!!!!!!!
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
To bardzo trudne tłumaczenie. Domku nie ma od dawna, pojawił się w zeszłym tygodniu w bardzo dramatycznych okolicznościach.:-( :-( -
Delma - serce na 4 łapach - WRESZCIE MA DOM!!!!!!!!!!
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
To się umawiajmy. Ja się dostosuję. -
Delma - serce na 4 łapach - WRESZCIE MA DOM!!!!!!!!!!
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
No przestańcie. Delma jest przecież nasza. NIe wiem tylko czy mam se wołać pogotowie czy wsiadać w PKS i jechać po nią. Powiedz Neigh kiedy będziesz mogła mi pomóc to się dowlokę do schronu. Matko, tyle dobrych rzeczy robicie na raz a ja w kompletnej apatii. Delma jest mi bardziej potrzebna niż ja jej. -
Jest mi bardzo ciężko. Czas leczy rany, ale na pewno nie tak szybko. Na początku wydawało mi się, że odejście Miki to koniec świata. Młoda, wesoła, grzeczna - pies idealny. Cóż była u nas dłużej, wszyscy ją uwielbialiśmy. Teraz cały czas mam przed sobą obraz Diany. Jej oczy wpatrzone we mnie, wyrażające dosłownie morze miłości. Bardzo pokochałyśmy się i bardzo mi jej brakuje. Przeglądałam zdjęcia. Nie umiałam ich wstawiać, ale nazbierało się sporo. Widać na nich szczęśliwą Dinę. Na pewno czuła się kochana i było jej u nas dobrze. Tym bardziej jest mi ciężko. Jedna dobra dusza chce pojechać ze mną do schroniska, żebyśmy jak pisze " wyciągnęły z tej tragedii tyle dobra ile się da". Nie bardzo jestem jeszcze na to gotowa. Chcemy napisać do producenta tej trutki list ze zdjęciami suń, z podpisami dzieci ze szkoły z prośbą, aby umieszczali ostrzeżenie na opakowaniu. Również firma, która nam to sprzedała jest przez nas gnębiona. Dobrze by było to jeszcze jakoś ogłosić. Może tak jak pisała Ania-Sonia jakaś petycja czy chociaż ogłoszenie. Tylko ja nie wiem jak się za to zabrać.
-
Świat jest straszny. Ale słuchajcie pomóżcie mi. Wiem, że popełniłam błąd. Wiemy, że mój mąż też popełnił błąd. Ale jeżeli ten błąd zdażył się jemu, który miał jedyny na roku 5 z chemii organicznej, który jest znany ze swojej dużej dużej wiedzy o środkach ochrony roślin, który chodzi po jarach i zbiera wnyki zastawione na sarny i który płakał po Mice jak bóbr, to znaczy, że ten błąd łatwo było popełnić. Na etykiecie zamieszczonej w necie przez producenta tego preparatu jest taka informacja "Chronić zwierzęta domowe przed dostępem do trutki(zwłaszcza psy)" Czyli, że producent ma świadomość co to jest, a na opakowaniu - na takim worku 25 kg jak do kartofli nie ma żadnego ostrzeżenia. Mamy duże gospodarstwo, nie chodzimy po środki do sklepu, przedstawiciele firm przyjeżdżają do nas. Rozmawiałam z trzema. Nie mieli bladego pojęcia, że coś takiego mogło sie zdażyć. Nam sprzedał to dyrektor sprzedaży na Polskę pn-wsch wielkiej międzynarodowej firmy. Nie miał pojęcia co sprzedaje. Mówił, że to feromony, że ślimaki są zdezorientowane, że nie żerują. Też nie wiedział, że to trucizna. Mice i Dianie nie mogę już pomóc. Myślę, że trzeba zmusić producenta do zamieszczania tej informacji na każdym opakowaniu. Jak to zrobić? Może macie jakieś pomysły? Może ktoś zna kogoś kto się na tym zna? Może uda się uratować jeszcze jakiegoś psa zanim pęknie mi serce.
-
Aniu-Soniu, dziękuję Ci za słowa wsparcia. Bardzo są mi teraz potrzebne. Myślę, że one obie wiedzą jak bardzo je kochałam. SZkoda ,że los tak sobie ze mnie zakpił. Co do Ajaksa - nie próbował tego świństwa, a przecież drżałam i o niego W Sprawie ślimaksu już interweniowaliśmy. Jak zdobędę więcej informacji napiszę. Oby ta tragedia nie powtórzyła sie więcej. Przecież równie dobrze mogło to zjeść jakieś zakatarzone małe dziecko.
-
Tak szczegółowo to opisuje, bo cały czas o tym myślę. Szukam momentu w którym mogłam je uratować. Przyszedł do nas pies sąsiadów /2kilometry/ o którym wiedziałam że jest chory na uszy. Pomyślałam wtedy, że on przyszedł, abym do zabrała do Warszawy i wyleczyła - jechaliśmy następnego dnia. Ale nie posłuchałam wtedy tego głosu. Bałam się sprzeciwu Zt , mojego ojca i właściciela psa. Zadzwoniliśmy po niego, Pies nie chciał iśc i miał rację. Dwa tygodnie później odszedł za tęczowy most. Brutus - nie pomogłam Ci wtedy:shake: i zawsze będzie mnie to dręczyć. I taki właśnie przekaz dostałam od Diany."Jestem w niebezpieczeństwie - pomóż mi" Postanowiłam nie spuszczać ich z oka. Bałam się, że gdzieś pobiegną oszołomione wolnością i zginą. Tak bardzo się myliłam. :-( :-( :-( Rozpakowałam rzeczy z samochodu, przywitałam się z Ajaksem. W tym czasie sunie biegały tuż koło domu. Zauważyłam, że Diana coś liże, jakby po prostu błoto, tuż przy budzie Ajaksa. Zawołałam wszystkich do domu. Później przestało padać i wyszłiśmy. Postanowiłam przejść się z nimi dłużej, więc wruciłam do domu po kalosze, klucze telefon i polar. Naprawdę nie trwało to długo. Wszystkie trzy psy były w ogródku. Poszliśmy na spacer. Psy radośnie biegały, próbowały na coś tam polować w trawie. Byłam szczęśliwa patrząc na nie. Nie wiedziałam, że najprawdopodobniej wyrok już zapadł. Potem znów zaczęło podać. Przed snem wyszłam z nimi jeszcze może na minutę. Deszcz lał, nie było sensu wychodzić na dłużej. - nie wiedziałam, że za rogiem domu, w ogródku,gdzie spędziliśmy ostatnio takie miłe chwile z Ajaksem, w kartonie jest worek, w którym jest resztka resztka środka na ślimaki. Nie wiedziałam, że taki środek znajduje się na naszym terenie i co najgorsze nie wiedziałam, ze sunie dobrały się do tego worka.:-( :-( :-( Mój mąż, który postawił tam ten karton nie przypuszczał, że pies lub kot może się czymś tak chemicznie smierdzącym zainteresować. Na opakowaniu nie było zadnie informacji, że może to być środek szkodliwy dla ludzi lub zwierząt. Inaczej by wtedy to traktował. Chemikalia są u nas zwykle dobrze chronione, zamknięte na wiele kłódek i podwójne drzwi. Kiedy mąż był dzieckiem jego matka zatruła się poważnie i od tego czasu dmuchał na zimne. Nie tym razem. Przedstawiciel firmy w której kupił to świństwo, powiedział, że to na bazie feromonów ślimaczych i im się myli dzień z nocą i wychodzą na żer w dzień. Nie wspomniał, że to śmiertelna trucizna. Chodzilł tam z Ajaksem na papierosa i nie schował tego. Dopiero kiedy usłyszałam nad ranem głośny oddech Diany i powiedziałam, że chyba się zatruła, przypomniał sobie o tym. Zadzwonił zaraz do instytutu toksykologii w Warszawie. Tam niby podali nam odtrutkę, ale jak się za chwilę okazało była to tylko osłona wątroby. Lekarz nie zdążył pomóc Dianie, ale nie zdołał też pomóc Mice, chociaż przyjechał tuż po wystąpieniu obiawów. Jest mi tak strasznie żal. Oddałabym wszystko by cofnąć czas. Nie wiem czy dam radę z tym żyć.
-
To tak strasznie niesprawiedliwe, nie mogę opanować rozpaczy, jest mi tak ciężko. Jedna chwila nieuwagi i wszystko przepadłoCały mój misternie wymyślony plan na resztę życia , Teraz wiem, że nie nadaję sie do niczego Tak strasznie je zawiodłam. Nie wiem czy dam radę napisać wszystko, ale chociaż zacznę. Zobaczycie wtedy ogrom mej tragedii. Najpierw jednak chcę przeprosić wszystkich,którzy Dianę znali i kochali, którzy szukali jej domu nie wiedząc, co ten dom jej przyniesie. Było to tak. W zeszłym tygodniu, tuż przed wizytą Azzie u nas byłam na "Kocławce" - naszym gospodarstwie na Mazurach. Ponieważ mój TZ gdzieś wyjechał i popsuł mu się samochód dojechałam sama na miejsce. Nie miałam kluczy do domu, więc 3 godziny czekaliśmy z Ajaksem - naszym tamtejszym psem - w ogródku koło domu. Była piękna pogoda, zrywałam poziomki, Ajaks leżał koło mnie w trawie, trochę się tarzał, trochę też coś skubał. Dlaczego o tym piszę? Bo było tam tak cudownie, tak spokojnie, tak bezpiecznie. Nie mogłam przewidzieć, że w tym miejscu za kilka dni rozegra się tragedia. Kiedy dowiedziałam sie, że dzieci chcą jechać na jakiś obóz, ucieszyłam się, że jeszcze raz tam sobie pojedziemy. TZ nie miał czasu, ale zgodził się w końcu przyjechać po nas. W drodze trochę się pokłóciliśmy, co później wzmogło tylko jego wyrzuty sumienia. O co ? O to że wzięłam Dianę do przodu. Diana nie czuła się zbyt pewnie w samochodzie, dlatego wolałam mieć ją przy sobie. No i się nasłuchałam, że psy są dla mnie zawsze najważniejsze itp. Od Pułtuska nie odzywaliśmy się do siebie. Diana trzymała łepek na mojej nodzę i wpatrywała się we mnie długo wzrokiem wyrażającym morze miłości, a ja gładziłam ją po tym czarnym futerku między oczkami. W Mrągowie zatrzymaliśmy się by zrobić zakupy i Diana wyskoczyła z samochodu. Pomyślałam wtedy tak - czyżby nie chciała jechać na Kocławkę - czy wyczuła jakieś niebezpieczeństwo? Dlaczego tak pomyślałam, Czasami mam taką właśnie myśl, myśl-ostrzeżenie. I wiem już na pewno, że powinnam jej słuchać, chociaż wydaje sie to zupełnie bez sensu. Wtedy na tym parkingu przypomniało mi się takie zdarzenie.
-
Trust - pozostaje na zawsze w u p. Teresy:-) wiedziałam........
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
I co z Tobą będzie bidulku ? -
Trust - pozostaje na zawsze w u p. Teresy:-) wiedziałam........
Miki replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
No tak operacja - oczywiście jeśli się da, można zrobić. Tylko, że w tej chwili wydaje mi się najważniejsze to, że jak się zrobi zimno, to chory pies w schronie nie ma szans. Stary pies, czy to stan zapalny czy nowotwór, to chyba nie jest tak istotne. Nasza Jaga (owczarkowata) odeszła na nowotwór mając 15 lat. Wcześniej wiele lat chorowała na cukrzycę. W chorobie miała lepsze i gorsze dni. Wiem jednak na pewno, że w takich warunkach nie dałaby rady. Trzeba było okrywać ją kocem, mówić do niej, głaskać. Może ktoś powie , że jestem całkiem stuknięta, ale często trzymaliśmy ją po prostu za łapę. Kiedy nie miała już siły, wtulała tylko w nas łepek.:-(:-( Przychodzi mi tylko do głowy, że mogłabym wspierać Trusta finansowo na stałe. Sama mam 5 zwierzaków, więc nie byłyby to dużo, ale stale. Tylko gdzie znaleźć mu dom? :shake: