-
Posts
267 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Nalewka
-
Mam psa z padaczką-nie-padaczką. Jesteśmy w trakcie ustalania dawki leków, ale ja mam nadal wątpliwości, czy można już stwierdzić na pewno, że to rzeczywiście padaczka i, jeśli tak, to jaka. Na razie badanie krwi wykazało nieco za niski poziom potasu, pies dostaje luminal, wit. B complex, potas w dwóch postaciach, antybiotyk (z innego powodu), trzydniową serię prochów na odrobaczanie (po dwóch tygodniach od poprzedniej!), leki osłonowe (wątroba i nerki), Athtrostop (stawy), krople do oczu, jakieś mazidła na poduszki łap i jeszcze coś tam do łykania, dziennie całą garść medykamentów. I tak przez dwa tygodnie, a potem zostaną już tylko dwa, trzy prochy i tak już do końca życia. Teraz Prot jest pobudzony, lekko skołowany i jednocześnie dużo, a krótko podsypia, ma kłopoty z tylną częścią ciała, trochę się słania na łapach, ma też spory apetyt (nagle sucha karma okazała się całkiem zjadliwa), kolosalne pragnienie i siusia co godzinę - półtorej, tego się nie spodziewałam, że tuż po powrocie z psiego szpitala bez żadnego znaku opróżni pęcherz w przedpokoju. Oj, dużo tego było... A teraz pytanie - gdzieś w tym wątku przeczytałam, że każdy atak padaczki pozostawia ślady czy uszkodzenia mózgu. Nigdzie więcej nie znalazłam o tym wzmianki, a szukam informacji gdzie się da. Według mojej wiedzy, to raczej odwrotnie, ataki padaczkowe są skutkiem jakichś uszkodzeń w mózgu. Poproszę o więcej szczegółów, może jakieś źródło tej informacji, jakieś konkrety, plss. I oczywiście życzę wszystkim psiom zdrowia, a nam samym cierpliwości (i portfela bez dna...).
-
Jest dobrze :) Prot już dwa razy odkręcił się sam zza drzewa. Do tej pory zaplątywał się tylko jeszcze bardziej i stawał ogłupiały podwieszony na obroży i naciągniętej smyczy. Ja mu pokazywałam, co powinien zrobić, dwa razy przeniosłam go dookoła drzewa (38 kg!), żeby nawet nie musiał się domyślać (hihihi), raz go przepchałam (muł nieruchomy!), raz przeciągnęłam i ... i nic! Za każdym razem stawał zdurniały i dziwił się, że smyczki nie starcza. Dziś już mu nie pomogłam, stałam w miejscu, cierpliwie czekałam, co też zrobi, w końcu sam się zorientował, że na mnie liczyć nie ma co, że trzeba wrócić po własnych śladach dookoła drzewa i teraz jesteśmy bardzo z siebie dumni :) Mycie łap po spacerze nadal nie należy do naszych najprzyjemniejszych zajęć, ale brodzenie w każdej, nawet najbrudniejszej, kałuży to i owszem, sama radocha :D I wtedy woda sięgająca po sam brzuch wcale nie szkodzi :D O, wiele jeszcze nauki przed nami! Chociaż sukcesy też się pojawiają, już trzy łapy weszły do kabiny prysznicowej, czwarta kiedyś też wejdzie, wtedy powolutku zaczniemy lać wodę i kiedyś dojdziemy nawet do kąpania psa. Ale kiedy to będzie??? Dziś spotkaliśmy sunię 8 mies. o wadze 52 kg! Ona jeszcze rośnie!!! Z wrażenia nie zapytałam ile ona dziennie je, ale zakładam, że jakieś kilogramy rano, kolejne w południe, a na wieczór już tylko pół kilo karmy :lol:. Poza tym jest bardzo sympatyczną kumpelką dla Prota, trochę biegali i nawet się nie rozgniotły! Inna sprawa, że najlepsi kumple do biegania, to ci najwięksi. A potem słychać jęki i piski, bo jakiś walec przeleciał po Procie, a ten tego nie lubi i chowa się za mną. A z małymi to żadna zabawa, bo tylko się plączą pod łapami :D Wczoraj próbowałam zostawić Prota samego w domu. Na krótko, jakąś godzinkę. Już od samego początku uczymy się, że pani wychodzi na klatkę schodową podlać kwiaty, do skrzynki pocztowej, czy dokądkolwiek, a pies ma grzecznie zostać w domu i nie płakać. To są wyjścia na minutę, góra pięć. No i klops, bo dłużej się nie da, pies rozpacza, rzuca się na klamkę, wyraźnie cierpi. Wtedy pani czeka na chwilę, kiedy pies łapie oddech i wraca do domu. Wczoraj wyhasaliśmy się półtorej godziny po łąkach, pies się solidnie zmęczył, w domu dostał jeść i miał spokojnie spać na posłanku. No i d... blada, jeszcze nie zeszłam ze schodów, a płacz i walenie ciałem w drzwi słychać było na drugim końcu ulicy - pani zostawiła psa samego, to taka straszna katastrofa!!! :( Oj, będzie ciężko nauczyć psia, że pani zawsze wróci, że to nie koniec świata. Chyba psy "po przejściach" są bardziej wrażliwe na odczucia opuszczenia, porzucenia... Kończąc ten temat powiem, że w trosce o spokój sąsiadów, zapakowałam psa do samochodu i w nim odespał spokojnie tę prawie godzinkę, a ja spokojnie załatwiłam swoje sprawy. Na samotne zostawanie w domu jest jeszcze dla Prota za wcześnie. Cdn.
-
Adresu nie dam, bo nie mam :D A do Ramireza / Dropa zaglądam regularnie! I bardzo się cieszę, kiedy nowy domek opisuje swoje perypetie :) A tak na serio, dziś na spacerze poznaliśmy faceta ze znajdą, pies ma teraz cztery lata, od dwóch jest w obecnym domu. Szkolony tylko przez swojego pana, ale jak! Tak ułożonego psa dawno nie widziałam! I pan ten powiedział mi, że wyrzutki przygarnięte jako już dorosłe psy, po miesiącu, czy dwóch przystosowywania się, kiedy się już upewnią, że są w danym miejscu na stałe, zaczynają delikatne próby forsowania swojego zdania. Chcą w ten sposób wywalczyć wyższą pozycję w nowym stadzie. A że już raz straciły dom, straciły swoje pierwsze stado, to okres "burzy i naporu" może być długi i pełen nieoczekiwanych zachowań ze strony psa. Trzeba się na to przygotować i od samego początku przestrzegać jasnych reguł w życiu domowym. Nie wiem, jak to jest, czy rzeczywiście znajdek będzie chciał mnie zdominować, może każdy dorosły pies co jakiś czas próbuje zmienić swoją pozycję w rodzinie i może to zupełnie normalne zachowania niezwiązane z tym, czy to pies wychowywany od początku w tej samej rodzinie, czy pies przygarnięty. Sama nie wiem, kto podpowie?
-
Ale się działo przez ostatni tydzień!!! Dużo się działo, oczywiście. A było tak: - wtorek, 20 lutego, Prot pierwszy raz dał sobie umyć wszystkie łapy! To znaczy bał się wejść do wanny, pod prysznic z cieknącą wodą, w końcu nawet do miski, ale jeśli pani tak bardzo prosi, to może krzywdy nie zrobi :) Na leżąco pies łaskawie podawał (hihihi, raczej łaskawie nie wyrywał) łap do obmycia ścierką nad miską, ale strach był ogromny, wszystko się w psie trzęsło ze strachu. To był naprawdę koszmarny stres, ale Prot dzielnie go przemógł. Za to na koniec, kiedy już łapy były umyte i wytarte - jaka radość i duma z psa! Może następny raz będzie łatwiejszy? Już wiadomo, że nie taki diabeł straszny, kąpiel jest nawet przyjemna, a pani nie tylko mizia i wygłaskuje, ale smaruje psie poduszeczki maścią i to jest bardzo przyjemne :) - w czwartek pojechaliśmy na działkę. Pies był bardzo grzeczny, całą niemal drogę leżał wyciągnięty na tylnym siedzeniu, wyglądał przez okno, kiwał się w rytmie dziur na drodze i w ogóle było świetnie. Na działce obwąchał i oznakował cały teren, ziemię, krzaczki, dom, płot, dał znak, że to jego teren, nawet szybko mu to poszło :D Potem wyciągnął się na całą długość i szerokość na starym materacu i zasnął snem sprawiedliwego. Jeść nie chciał. Noc była dość chłodna, na zewnątrz minus 15, w domu raptem plus 15, ale i nam, i psu świetnie się spało. - w piątek apetyt wrócił, Prot (dawny Rudolf) zjadł jedną michę rano, potem druga weszła wczesnym popołudniem, ale pod wieczór pani dała jeszcze świński ogon :D I to już było za dużo, pobawił się chwilę, potem wziął ten ogon jak upolowanego szczura w pysk i gwiżdżąc głośno chodził po domu w tę i z powrotem :) Odebrałam mu ten łysy zewłok i włożyłam do miski "nie chcesz teraz, to poczeka sobie do jutra". No nie! Znowu złapał i tym razem stanął pod drzwiami sygnalizując chęć wyjścia na zewnątrz. Prawie po ciemku poszedł do górki, wykopał łapami dołek, wcisnął tam ogon i całość zakopał pyskiem. Będzie na później... Hihihi, nie będzie, bo po naszym wyjeździe zgłosi się po ten smakołyk cały tabun dzikich mięsożernych zwierzątek z okolicy, poza tym idzie odwilż, więc za dwa tygodnie mięsko byłoby cokolwiek wonne i chyba niezbyt nadawałoby się do jedzenia :roll: - w sobotę pies znalazł nad jeziorem sześć niedawno wykopanych nor jakichś zwierzaków, może to lisy, może wydry, a może jeszcze coś innego, w każdym razie bardzo interesujące zapachy nie pozwalały się oderwać od tego miejsca - wszak wyżeł jest węchowcem. Te wielkie dziury w górce na pewno skrywały kogoś albo coś do zabawy :) - pierwszy patyk w zębach :D Pani wyglądała dziwnie, kiedy udawała, że z radością wgryza się w jakiś badyl, ale pies już wie, do czego może służyć patyk, że można po niego pobiec, można go złapać w locie, można się na nim uwiesić zębami, że to nawet niezła zabawa. Do tej pory chyba o tym nie wiedział... Czy to możliwe, żeby pies nigdy wcześniej nie bawił sie patykami??? - mizianie na wielkim materacu jest jeszcze fajniejsze, niż na psim posłanku. Materac jest większy! Można się turlać, można wisieć łbem na dół, można skakać po wierzchu ze sznurkiem w zębach. Można uklepać sobie ręcznik w kształt gniazdka, a potem i tak spać obok :D No i wygląda się prawie jak człowiek! :loveu: - fajnie jest na działce, wystarczy otworzyć jedne drzwi, zejść jeden schodek i już się jest na łące. Można skakać przez strumyk, przeciskać się pod płotem, oblać skalniak, zwiać między krzaczory tak, że pani nie widzi psa, a pies nie widzi pani. Można robić wiele rzeczy, ale zawsze na gwizd pies karnie przybiega i się melduje. I tak przecie za chwilę poleci dalej, bo na działce można biegać ile się chce, aż nogi rozbolą :) - w niedzielę wróciliśmy do domu, pies przespał niemal całą drogę, a potem nie działo się nic specjalnego, ot miska, spacer, mizianko, sznurek w zębach, spanie i tak w kółko. - poniedziałek - w czasie miziania pani odkryła na psich jajkach jakieś plamki, ciekawe, co to jest, musimy iść do weta. Czy to skutek napastowania pięknego goldenka na łąkach koło domu? Co z tego, że to pies, a nie suczka? Serce, nie sługa :evil_lol: - wtorek - rano, o 10 Prot znowu miał atak, łagodny i krótki, chyba bez utraty świadomości. Bez wcześniejszej "aury", bez znaków ostrzegawczych, właściwie jakby bez powodu. Sztywnienie mięśni, utrata władzy w nogach, zaburzenie równowagi, bardzo powiększone źrenice, ślinotok, lekkie drżenie ciała. Trwało to jakieś 10 minut, nie dłużej. I przeszło, bez czopków, proszków, zastrzyków, minęło bez widocznych skutków. Po godzinie pies był jak nowy, nawet miska była znowu interesująca. - wizyta u weta: obmacanie całego psa, opukanie, osłuchanie, sprawdzenie odruchów, dna oka, pobranie krwi. Szkoda, że w Psim losie nie zażądałam badania krwi, kiedy pojechaliśmy tam na nasze pierwsze badanie miesiąc temu. Wtedy wet uznał, że nie trzeba, pytałam, ale powiedział, że nie warto, bo wszystko wygląda dobrze. A teraz byłby jakiś punkt odniesienia. A może wcześniej wyszłoby, co się właściwie z psem dzieje. Chyba z godzinę gadaliśmy z wetem, a Prot cierpliwie pozwolił sobie ogolić łapę, zawiązać na niej rurkę, wkłuć igłę, nie podobała mu się tylko latarka prosto w oko. Wyniki będą jutro i może coś się wyjaśni, bo na razie ten drugi atak wcale nie upewnił nas o istniejącej padaczce, wygląda to raczej na jakiś ucisk w mózgu, albo diabli wiedzą co, objawy są nieswoiste :( A na jajka dostaliśmy jakieś mazidło, trzeba je smarować kilka razy dziennie :cool3: - teraz, we wtorek wieczorem, pies śpi jak anioł, coś sobie pogaduje przez sen i znowu mam nadzieję, że będzie dobrze :) I na pewno będzie!
-
[U]Wieści od Rudolfa: [/U] - dostałem nowe miękkie posłanko poduchą/wałkiem dookoła, zaanektowałem je natychmiast, bardzo mi się spodobało, bo jest duuuuże i można się na nim wyciągnąć we wszystkie strony :) - pana kuriera z przesyłką pocztową bez problemu wpuściłem do domu i uwaliłem mu się na nogach w przedpokoju, taki ze mnie pies obronny ;D - uwielbiam leniwe kluski (z sera twarogowego), mogę zjeść każdą ilość i jeszcze dwa :) - umiem już chodzić przy nodze, ale szybko zapominam, że powinienem się dostosować do prędkości, z jaką idzie pani i wyciągam krok ciągnąc smyczkę, wtedy pani staje w miejscu i nie wiem dlaczego nasz spacer trwa strasznie długo. Pani okropnie się wlecze w drodze na łączkę, a ja chciałbym tam być w minutkę... - uwielbiam biegać z innymi psami, kocham każdego psa i każdą sunię. To dziwne, że one nie odwzajemniają się tym samym mnie. Co więcej, niektóre są ode mnie większe i silniejsze! A ważę już 40 kilo! Dziś jeden taki (suczydło przebrzydłe) pacnął mnie nosem tak, że wywałkowało mnie po polu, aż zatrzymałem się w jakimś rowie. Tę sukę będę omijał z daleka! Tego złotego samca, co się na mnie szczerzy też będę omijał. Może już nie kocham WSZYSTKICH psów? - jestem bardzo grzeczny. Przybiegam, kiedy tylko pani mnie woła. Jeśli nie jestem czymś zajęty. Bo jeśli jestem zajęty, to na gwizd czy wołanie zatrzymuję się w miejscu, oglądam za siebie, merdam ogonem i ... lecę dalej, bo przecie jestem zbyt zajęty, żeby biec do pani... - dostałem pierwszą kość z mięskiem. Pycha!!! Trochę czasu mi to zajęło, ale oblizałem ją do czysta. Pycha!!! - w misce można mi grzebać, nie ma sprawy, chętnie się podzielę jedzeniem, można mnie pchać, albo ciągnąć, wałkować, turlać, drapać, czesać, głaskać, miziać, machać łapami, uszami, układać kudełki na brodzie, możecie robić ze mną wszystko, co chcecie, tylko ... nie zasadzajcie się na moją kość z mięskiem! Nie dam!!! Wrrr!!! - jeśli na dworze jest mokro, moje łapy są strasznie brudne i mokre. Już wiem, że ten łososiowy ręcznik służy do wycierania łap. Pierwszą daję chętnie. Drugą też. Trzecią daję jak z łaski. A od czwartej wara! Siadam na tyłku i niech kto spróbuje wytrzeć moją tylną łapę, hihihi :evil_lol: - umiem śpiewać! Pani nie wie, jak to robię, ale jak biegnę do kumpla, do zabawy, do suni, gwiżdżę na całego, chyba nosem? Wszystkim się to podoba, inne psy to lubią i na ogół chcą się ze mną bawić. Fajnie jest sobie pośpiewać, ciekawe, czy wy też tak umiecie? - uwielbiam spać. Szybko się męczę i wtedy się kładę tam, gdzie stoję. Serce mam w porządku, pani wymyśliła, że do tej pory mieszkałem w kojcu czy innej klatce i mało biegałem. Stąd takie uwielbienie dla innych psów, zabawy, dla towarzystwa ludzi. Stąd też strasznie stwardniałe opuszki, tak twarde i sztywne, że aż pękają :( A ja okropnie nie lubię, jak pani je smaruje :( - w Galerii kilka nowych zdjęć, od razu widać, jak mi źle w nowym domu - [URL="http://www.dogomania.pl/forum/../gallery/198-3.html"]http://www.dogomania.pl/gallery/198-3.html[/URL] - a w ogóle to fajny ze mnie pies :D Może zmienią mi imię na nowe, bo i tak Rudolfa używają tylko do mówienia z wyrzutem "Ach, Rudolfie, jak mogłeś...", więc nawet się jeszcze nie przyzwyczaiłem. Może na Prota? [B]Prot[/B] to fajne imię, krótkie, z "R" w środku, swojskie, dość wyjątkowe, bo nie znam żadnego innego Prota. Podoba mi się, a Wam?
-
Zagląda, zagląda. I podnosi do góry :)
-
Proszę o podpowiedź, JAK sprawdzić szkołę dla psa? Na co patrzeć? Co mogę zauważyć sama, a co jest dla mnie nie do sprawdzenia, a jest ważne? Jak to sprawdzić? Same dyplomy pokazane na stronie www nie wystarczą, a więc skąd mam wiedzieć, która szkoła jest dobra? Nie znam innych psiów i nie mam od nich referencji. Pomocy, plasss :)
-
[B]Samoglow[/B], dziękuję, że to napisałaś i nawet nie pomyślałam, że straszysz. Im więcej znamy faktów i różnych doświadczeń, im więcej wiemy, tym łatwiej nam się żyje, bo lepiej mogę zająć się psem, jego leczeniem, a w końcu wiem, czego mogę się spodziewać. Może będzie inaczej, może wszystko pójdzie dobrze, albo odwrotnie, wszystko pójdzie źle, ale będę na to przygotowana. [B]Saskja[/B], miło mi. Jak się nad tym zastanowiłam, to wyszło mi, że pisuję tu po to, żeby ktoś, komu przydarzy się coś podobnego i będzie szukał w internecie informacji czy wsparcia, nie wpadał w panikę, nie załamywał rąk, nie psioczył na los, czy złych ludzi. Pozdrawiam szczerze, psiowo i uszato :D I zapraszam do galerii Rudolfa, zdjęcia właśnie się wklejają i jeśli wszystko pójdzie tak, jak mi się wydaje, to będą tutaj: [url]http://www.dogomania.pl/gallery/198-3.html[/url] :)
-
Jesteśmy już niemal dwa tygodnie razem, Rudolf i ja. Czcigodny Małżonek był na tygodniowym wyjeździe, więc nic i nikt nie zakłócał nam idylli. Jest dobrze :) Pies jest w dobrym stanie, atak padaczki (?) się nie powtórzył (tfu, tfu, na psa urok), biega na długim spacerze bez smyczy i przychodzi na gwizdanie albo wołanie, no chyba, że jest tak zajęty bieganiem z kumplami, że naprawdę nie słyszy :D Nadal nie lubi psich smakołyków, ale dobre słowo i łagodna konsekwencja czynią cuda. Znamy już wiele ćwiczeń, chodzimy przy nodze, znamy kilka innych komend, jest coraz lepiej, tylko tłumaczyć trzeba wszytko od początku, bo pies chyba nigdy nie był niczego uczony. Teraz problemem okazało się wracanie po własnych śladach dookoła drzewka, czy innego słupka, żeby odsupłać zawiniętą na nim smycz. Nie rozumiem, po co pani mnie prowadzi tyłem, po co mam się kręcić dookoła własnej osi, po co mam iść lewą stroną drzewka, skoro mogę prawą. Nie mogę? No to stanę w miejscu i nie będę się ruszał, albo wezmę smyczkę w zęby i ją przegryzę, żeby mnie uwolniła :D Rudolf uwielbia jajka, chętnie wylizałby wszystkie skorupki po jajach do jajecznicy, a chleb w kostkę polany rozbełtanym jajem to delikates, pies mlaszcze, ćlamie i tylko oczy się mrużą z zachwytu. Mniaam :D Dziś w Wawie rano było ślisko jak na lodowisku, mam stłuczone kolano, obtartą łapkę, dziurę w spodniach i jestem wściekła na dozorcę!!! Ale za to jak już wywinęłam orła na chodniku, pies sprawdził się w roli opiekuna, wylizał mnie dokładnie i potem bardzo grzecznie zaprowadził do domu, co chwilę sprawdzając czy na pewno idę koło niego, wciąż na mnie patrzył i naprawdę pilnował, czym mnie totalnie zadziwił. Wczoraj zrobiłam kilka zdjęć na łączce, wkleję je niebawem :) I poprosiłam autorkę tego wątku o zmianę tematu, bo ten "Mlody wyzel szuka wlasciciela lub nowego domu" wprowadza w błąd. Na razie się nie odezwała :( cdn.
-
Wieści od Rudolfa (to imię chyba już zostanie) są tutaj: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=3124502#post3124502"]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=38084[/URL] - historia adopcji (przejęcia, przygarnięcia, sama nie wiem, jak to nazwać i kto kogo sobie tak naprawdę wziął :D) i tutaj: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=32226&page=7[/URL] - trenujemy, ćwiczymy, uczymy się, wszystko jest nowe i dziwne, chyba nikt wcześniej tego nie robił, ale jesteśmy na dobrej drodze, a uczeń jest pojętny i chętny do nauki. Czasami :eviltong:
-
Uczymy się, powoli, ale jesteśmy na dobrej drodze. Mądry pies przychodzi na zawołanie, wystarcza mu głębokie spojrzenie w oczy, pochwała i głaskanie, głaskanie, głaskanie :) Ma już kolejne zabawki, sam przynosi sznurek, ale bawi się też, kiedy ja go zapraszam. Z piłką się ślizga po podłodze, więc poczekamy na lepsze (tzn suchsze) warunki na łące, gdzie się nie ślizga. Przy mało władnej tylnej łapie trochę trudno hamować, a piłka przecie skacze w różne strony, co wywołuje totalne psie zdziwienie :) "Znowu uciekła, a ja się rozjechałem..." :D W łazience znalazł włochaty, miękki i ciepły dywanik koło prysznica, więc wziął go sobie na posłanko, przecie nikt go akurat nie używał, a psu się bardzo przyda :D Ale nie protestował, kiedy mu go zabrałam. Już zna komendę Fuj. Psia już wie, że przez jezdnię przechodzi się przy nodze i dopiero komenda Biegaj pozwala ruszyć na dłuższej smyczy. Chociaż inne psy trochę go rozpraszają i wtedy już na jezdni ciągnie smycz, ale tego też się nauczymy. Wygląda na to, że pies - niejadek też daje się nauczyć posłuszeństwa, nie trzeba go nęcić łakociami, warunkować kliekerem, dobre słowo, cierpliwość i konsekwencja też działają :)
-
Nasz Rudolf po dwóch tygodniach w nowym dla siebie domu, pozwala mi wyjść z pokoju - na chwilę, potem i tak idzie za mną :D Ale jakiś początek już jest. Zabrałam go na zakupy samochodem i po chleb poszłam bez niego. Ślicznie ułożył się na tylnym siedzeniu i spał w najlepsze. Widać to jednak pies stróżujący :D A na spacerach oprowadziłam go na smyczy po całym osiedlu, najpierw bliższe, potem dalsze okolice, teraz już zna każdy słupek, każde drzewko, wszędzie zostawił swoje ślady, będzie wiedział którędy wrócić do domu, jakby co :) A pilnowanie nowej pani (czy pana) to chyba norma, na razie czekam cierpliwie, aż poczuje się na tyle bezpiecznie, żeby spokojnie znosił kilkuminutowe wyjścia do łazienki, żeby nie musiał włazić pod biurko, kiedy siedzę przy kompie, żeby nie chodził po pokoju z moją ręką w pysku :D Kiedyś na pewno się tego doczekam, przecie muszę w coś wierzyć, prawda? :cool3:
-
[U]Może zabawką?[/U] Już się dowiedział, że istnieje coś takiego, jak sznurek do gryzienia, wcześniej nie znał tego sprzętu :D Piłeczkę też dopiero poznał u nas, a najlepsza zabawa to kiedy pani segreguje rzeczy do prania, wtedy pies łapie pierwszą z brzegu szmatę (koszulkę Bossa :P, albo stare skarpetki, bez różnicy) i ciągnie na swoje posłanko. Chyba wcześniej nikt się z nim nie bawił zabawkami. Może to był pies łańcuchowy??? Teraz powoli (jutro wieczorem będzie u nas tydzień) dowiaduje się, że można się bawić patykiem, piłką czy ogryzkiem :D [U]Przed jedzeniem?[/U] Próbowałam i PRZED i PO, i w samochodzie, i w domu, i na trawie. Ze smakołyków wczoraj spodobała mu się kaszanka (krupniok), ale na jak długo? Jest wybredny, a ja nadal próbuję, jaki ma gust, co chętniej, a co w ogóle. Właśnie się przekonałam, że wyżeł, który niby nie je surowego mięsa (wyżły mają przynosić w pysku upolowane zwierzaczki bez uszkodzeń :eviltong:), szybciutko ściąga kawał łopatki wieprzowej razem z deską do krojenia z blatu w kuchni na podłogę. To i tak mięcho dla niego, ale surowe???:crazyeye:
-
[quote name='Marta i Wika'] Wystarczy przecież naprowadzić od góry.[/quote] Nie wystarczy. Rudolf ma w nosie smakołyki, psie ciasteczka w ogóle nie są dla niego atrakcyjne, parówki działały dwa dni, a inne serki, pasztety, kiełbaski itp. raz weźmie, ale drugi i trzeci już nie, generalnie nimi gardzi. Metoda ręki z pychotką? Tiaaa. Patrzy do góry, cofa się, żeby nie mieć mojej ręki nad głową, ale siadać nie ma kaprysu. Podziałał dopiero mój prawy palec wskazujący do góry z komendą Siad, lewa ręka na jego tyłku i pochwała z głaskaniem po prawidłowym wykonaniu ćwiczenia - po trzech dniach wystarcza sam palec, albo sama komenda głosem. Chyba, że w perspektywie jest spacer. Ale na to też jest sposób. Przy wychodzeniu z domu ja mam czas, jeśli pies nie usiądzie przy drzwiach, tylko szaleje, to już wie, że może długo czekać na wyjście. Teraz siada sam i grzecznie czeka na doczepienie sznurka. Zrozumiał :) Teraz zaczynamy się uczyć komendy Zostań, na razie w domu, na razie bez efektów, ale to jest temat na dłuższe opowiadanie.
-
Myślę i myślę, i wymyśliłam, że Rudolf jest psem po wypadku. Może z udziałem samochodu, może cegły, a może deski z gwoździem, co by to nie było, prawdopodobnie dostał w łeb i to spowodowało jakiś wylew czy udar, a to z kolei wywołało problem z niedowładem łapy. Dlaczego tak sądzę? Bo: - gdyby łapa była od urodzenia niewładna, to kości i / albo mięśnie byłyby niewykształcone albo w zaniku, a tak nie jest - gdyby padaczka wyszła wczesniej, właściciel wyrzuciłby psa już wtedy, nie czekał, aż pies dorośnie - częstym objawem wylewu jest niedowład kończyn - etiologia padaczki jest nieznana, więc równie dobrze może to być uraz czy uszkodzenie mózgu Co mi dają te wnioski? Nic, ale strasznie żal mi psia, bo jeśli tak rzeczywiście było, to ostatni czas był dla niego koszmarny. Wcale się nie dziwię, że całe dnie trzyma się mojej ręki, albo chociaż nogi, tuli, dotyka, pilnuje się, jak ufny szczeniak. On to dopiero jest wystraszony i niepewny, nie to co ja. Ale cierpliwości na razie mi nie brakuje. Katcherine, dzięki za słowa otuchy, bardzo mi teraz potrzebne wsparcie duchowe, bo moja wiara w to, że będzie dobrze mocno się chwieje.
-
A jeśli liże mnie pies prawie dwuletni? To też jest forma podporządkowania? Mnie to nie przeszkadza, ale co to oznacza? A jak zakwalifikować podszczypywanie z jednoczesnym szalonym machaniem ogonem? To wysoki pies, sięga i do nóg, i do pleców, i do ramion, a uwielbia mnie leciutko podszczypywać i wygląda, jakby sie przy tym świetnie bawił. Krzywdy mi nie robi, ale iskać też mnie nie musi :roll:
-
No i mamy kolejny kłopot :( Rudolf prawdopodobnie ma padaczkę. Wczoraj po południu miał dziwny atak, sztywnienie ciała, drżenie mięśni, ślinotok, chyba utrata przytomności. Wezwałam pogotowie Psiego Losu, pies dostał kroplówkę, kilka zastrzyków, ma podłączony wenflon i teraz czekam na kolejny atak :( Pocieszające jest to, że ten drugi atak (a może kolejny, bo możliwe, że ta padaczka jest wrodzona i epizody mu się zdarzają od urodzenia, tylko ja o tym nie wiem, bo przecie pies jest u mnie dopiero czwarty dzień), a więc może drugi atak się w ogóle nie zdarzy i będzie dobrze. Może to tylko jednorazowa reakcja na stres zmiany miejsca, nowe warunki, codzienne jazdy samochodem i kolejne wizyty u weta. Niby dobrze to znosi, ale jest to ewidentny stres. A może atak zdarzy się dziś, jutro, albo za cztery lata? W każdej chwili. A ja muszę być do tego przygotowana, mieć ze sobą leki i umieć go ratować. A jeśli epizod się powtórzy, to podejrzenie padaczki zmieni się w pewność i do końca życia pies będzie brał proszki na wszelki wypadek, choć wcale nie jest powiedziane, że uchronią go one przed kolejnymi atakami. Mam żal do pani opiekującej się Rudolfem, że nie powiedziała mi ani o niedowładzie tylnej łapy, ani o atakach padaczkowych, a niemożliwe, żeby przez półtora miesiąca tego nie zauważyła. Jestem w kropce. Pewnie dlatego właściciele wywalili psa z domu. Rudolf ma skłonność do małych dzieci (takich w wózkach i + - do trzech lat), do ciemnych samochodów terenowych i do młodych mężczyzn, chętnie właziłby na kanapę, nie ma problemu z chodzeniem na smyczy, przy drzwiach łapie za smycz i niesie ją sobie w pysku, wnioskuję z tego, że wychował się w mieszkaniu, rodzinie z małym dzieckiem, miał pana i jeżdził dużym samochodem. Czy z niego go wyrzucono? No i jest chory. Czy dlatego nikt go nie szukał? Sytuacja na dziś: - robię po dwa zastrzyki dziennie ze środków przeciwzapalnych (podejrzenie problemów neurologicznych w łapie) - daję jedną tabletkę albo czopek dziennie (przeciw nawrotom padaczkowym) - zamiast kumpla i opiekuna mam w domu pacjenta - zdobywam nowy zawód psiej pielęgniarki, jeśli pojadę na działkę (na kompletnym zadup...iu), muszę umieć sobie radzić sama - wspomagam finansowo Psi Los (trzy wizyty w ciągu czterech dni), zaczynam mieć kłopot z pieniędzmi, tak dużych wydatów się nie spodziewałam - uczę się. Już wiem, że po kroplówce z m.inn. glukozą pies nie śpi wymęczony atakiem padaczkowym, tylko dostaje kopa energetycznego i chętnie zacząłby fruwać.
-
A co z chiperm? Jakie to sa koszty?
-
Rudi (tymczasowe imię od Rudolfa) jest u nas w domu :) U pani pogadaliśmy o tym, skąd się u niej wziął, co lubi, a czego nie, czego się boi, jak i co je, jednym słowem o zwyczajach psa, podpisaliśmy dokument o przekazaniu psa, załadowaliśmy się do samochodu i - jesteśmy w domu. Ma coś z łapą, lekko kuleje, krzywo siedzi, może to łapa, może stawy, może biodro, jutro koniczny wet. Jest brudny jak nieboskie stworzenie, spał w garażu i cały dzień biegał po dworze, a jaka jest pogoda, każdy widzi po łapach swojego psa przyprowadzonego ze spaceru :) Jest uśmiechnięty, merda ogonem, opchnął pełna miskę chleba z masłem (!) i mięsem uduszonym w sosie (własnym, nie czosnkowym), suchej karmy (wałówka od pani) nie tknął, ciasteczek psich też nie ruszył. Za to sucha kiłbaska - jak najbardziej :D Ma własny dywanik, wie, że to jego, sam go znalazł i zaanektował od razu. Jest, oczywiście, najmądrzejszym psem na świecie i rozumie wszystko, co sie do niego mówi! Czcigodny Małżonek łazi z nim po całym mieszkaniu i gadają do siebie czyli trafiony - zaptopiony :D Jazda samochodem nie stanowi problemu, leży na tylnym siedzeniu i rusza się tylko, kiedy auto staje na światłach (czyli w mieście ciągle stoi :D) Najwększe psie zaskoczenie? Lustro w przedpokoju ma w sobie takiego samego psa, jak ja!!! Należy mu podać łapę i przyjaźnie do niego piszczeć, zapraszając do zabawy :D Zdjęcia mogę wysłać na maila,
-
A czy możecie podać mi orientacyjny koszt zachipowania psa? A tatuaż maszynką to ile? Tak plus minus, na czapki licząc, bo w ogóle nie mam pojęcia jakie to sa kwoty. Domyślam się, że w różnych miastach może być różnie, ale chodzi o poziom cen, a nie dokładne dane dziś w konkretnej lokalizacji. Plsss :)
-
Nadal jestem w kontakcie z panią opiekującą się tym psem, dziś wieczorem jadę go obejrzeć, kto wie, może to właśnie TEN jeden jedyny dla nas? :) Zobaczymy jak mu się spodobamy, czy będzie nas chciał tak, jak my chcemy jego. To przecie wybór w obie strony i na ładnych kilka lat :) Dam znać co i jak, kiedy wrócę ze spotkania z panią i psem.
-
Nie wiem ani kiedy dokładnie został znaleziony (pierwsze ogłoszenie - post dała 6 stycznia 2007 jakaś znajoma tej pani), ani czy reaguje na jakiekolwiek imię, bo tylko dzwoniłam do pani, żeby wyjasnić kilka spraw. Na razie pies został nazwany Rudym :) Pani razem z psem mieszka w oklicach Piaseczna, to stosunkowo niedaleko Konstancina, kto wie. może to ten? Ja na razie znalazłam tylko ogłoszenie o zaginionym dwulatku z okolic Płocka, ale trochę daleko, więc chyba to nie ten.
-
Wiem jeszcze więcej: - pani, u której jest pies, jest zdesperowana, ma dość konfliktów między jej "stałym" psem, a tym znalezionym, potrzebuje więc znaleźć nowy dom dla wyżełka - zdjęć nie mam, zostały umieszczone na stronie [URL="http://www.czterylapy.pl"]www.czterylapy.pl[/URL], ale tam mam komunikat ===[SIZE=2] [I][URL="http://www.czterylapy.pl"]www.czterylapy.pl[/URL] [/I][/SIZE][I][SIZE=2]Strona zawieszona do odwołania. Proszę o kontakt z biurem Internet Plus 0-34 366-88-22 Z uwagi na wiele zapytań informujemy, że sklep niebawem zostanie ponownie uruchomiony.[/SIZE] === [/I]- innych ogłoszeń nie było, a szkoda, bo zgłoszen też nie było - pies jest szczupły, ale spory, bo do pół uda, a pani ma ok. 1,66 cm, więc w kłębie wychodzi ok. 60-70 cm, tak licząc przez telefon :)[U] Wnioski:[/U] - zobaczyć, czy pies nie ma tatuażu (nie zapytałam, ale chyba pani by powiedziała, gdyby wiedziała?) - należałoby zrobić nowe zdjęcia - i zgłosić psa na wyżłowe strony Inna sprawa, że skoro nikt go nie szuka, nie daje ogłoszeń, to pies jest do adopcji, a nie do oddania dotychczasowym właścicielom. Jeszcze poszukam, czy ktoś nie zgłosił zaginięcia i dam znać.
-
Wiadomo, że: - pies ma 1,5 roku (wg. weterynarza, sprawdzone na podstawie stanu zębów) - jest maści bardzo ciemnej czekolady ze srebrem, lekko dropiaty, klasycznie, jak to wyżeł - jest już wielkości "docelowej" i sięga do połowy uda pani (nie zapytałam o wzrost pani :oops:), wagi nie znamy, ale sporo je i nadal jest szczupły - ma dostęp do suchej karmy non-stop i dostaje makaron albo kaszę z mięsem raz dziennie - został zaszczepiony p.wściekliźnie - jest bardzo miły i kochany, z kotem żyje w zgodzie, ale nie moga się dogadać z foxem, może z powodu charakteru foxa :) - pani opiekująca się psem ma z tym problem i chce go oddać do schroniska :( - za niedługo powinnam dostać adres strony, na której są umiszczone zdjęcia cdn.
-
[LEFT]Czy wiadomo już, co się dzieje z wyżełkiem? [/LEFT]