-
Posts
267 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Nalewka
-
Naczytałam się, oj naczytałam, posty z samego stycznia i lutego to jakieś setki stron :cool3: Dołożę i swoje trzy grosze. Niedawno spotkało mnie coś bardzo dziwnego i myślę, że bardzo ładnie wpisuje się to w rozważania, kto kogo za kogo uważa. Szłam z Protem (40 kg wyżeł niem. kulawy i na Luminalu, więc lekko śpiący) szeroką ścieżką wzdłuż łąk, gdzie spotyka się niewiele psów, spokojnie można znaleźć tam miejsce na spuszczenie psa ze smyczy. Niedaleko jakaś młoda dama bawiła się piłeczką ze swoim goldenem. Na nasz widok zaczęła łapać swojego psa na smycz i wrzeszczeć, że mój pies nie będzie uczył jej psa agresji :crazyeye: Nigdy wcześniej jej nie widziałam, żadnych psich spotkań ani dobrych, ani złych między nami nie było, więc do dziś się zastanawiam, skąd ona wie, czy Prot jest czy nie jest agresywny??? Byliśmy kilkanaście metrów od niej, nie mogła mu zajrzeć w oczy... Mam nadzieję, że nas z kimś pomyliła, ale dlaczego zaczęła wrzeszczeć o agresji? Czy to jakiś fetysz, słowo - wytrych? A może poczytała sobie niektóre posty na Dogo :evil_lol: A jaki wyciągnęłam z tego zdarzenia wniosek? Że psa może mieć dziś każdy, nawet taka histeryczna panna z wysokim głosem. Biedny pies.
-
[quote name='cisa&fritz']nie bywamy w tamtych okolicach i nie "latamy" luzem po supermarketowych parkingach:lol:[/quote] Tia, to na pewno się nie możemy spotkać, bo my tez tam nie bywamy :evil_lol: Byliśmy RAZ i do tego na łące :eviltong: parę setek metrów od parkingu :eviltong: i szkoda, bo pies był cały wniebowzięty, że takiego kumpla znalazł i .. zaraz zgubił :placz: A dziś spotkaliśmy pod lasem rocznego szalonego amstafka (z panem) i było super, tylko nie wiem dlaczego jego uśmiechnięta morda kojarzyła mi się z kobrą :cool3:
-
Jeśli można, wtrącę swoje trzy grosze. Prot uwielbia myszy polne i norniki, ale szczytem jest zabawa w łapanie i podrzucanie ... żab. Poluje cierpliwie, szuka na łące tak długo, aż znajdzie i złapie. Potem delikatnie łapie w zęby, kładzie, podrzuca, trąca pyskiem albo łapą. "Ruszaj się!" Kiedy żaba ma dosyć i już się nie rusza zabawa się kończy :oops: No i mam pytanie, podobno żaby nie pachną, to co go tak w nich rajcuje? Sam ruch? I druga rzecz, kiedyś próbowałam je ratować, wyciągać z pyska i te rzeczy, teraz już wiem, że to najlepsza zabawa łapać mocniej i lecieć o parę kroków dalej między chaszcze :evil_lol:
-
Są różne psy... (hihihi, ależ odkrywcze...) Generalnie psy tolerują szeroko rozumianą sforę, szczególnie na terenie neutralnym, a nie swoim. Rasa to nie to samo co gatunek, nieprawdaż? Obojętność - tak, ja też tak prowadzę psa, choć u dorosłego znajdy kochającego wszystkie psy na świecie to naprawdę trudna sztuka. Ale nie wpadam w skrajności, pies TYLKO z właścicielem i zero kontaktów z innymi psami. Realizujesz się ... i chwała Ci za to. Ale zauważ, że piszesz o sobie, a nie o psie. A pies robi to, zadowoli ciebie. I nawet się z tego cieszy. Bo Ty jesteś z niego zadowolona. Koło się zamyka. Pies i właściciel. Dwa elementy. Według mnie to za mało i o tym właśnie napisałam.
-
Z psem wchodzę do ulubionych sklepów, kiosku z gazetami, psiego sklepu, spożywczaka, tam, gdzie się psy lubi, albo choć toleruje. Inne sklepy mają mniejsze obroty - o moje zakupy :lol: Mieszkam koło poczty, tu zawsze są jakies psy czekające na właścicieli. Jedne ciche, inne głośne, samce i samice, małe i duże, po prostu różne. Od jedenastu lat ani jeden pies nie pogryzł tu kogokolwiek!!! A więc jaka agresja??? Tęsknota za właścicielem, owszem, czasem smutek, obojętne czekanie też, ale póki jakiś menel nie zacznie machać łapami czy torbą, albo, no nie wiem, wiadrem czy łańcuchem tuż przed oczami uwiązanego psa, to żaden pies nie zaatakuje sam z siebie. W mieście może i są psy szkolone do walki, ale takich nikt nie wyprowadza na smyczy i nie idzie z nimi do sklepu...
-
[quote name='Berek']??? :crazyeye: Dlaczegóż mam uczyć psy że inne psy są superaśne? A na co to?:crazyeye: Psy mają się nauczyć że innych psow się nie atakuje, że najlepiej darzyć je spokojną obojętnością... [/quote] A po to, słonko ty moje, że psy, jak i ludzie (zachowując wszelkie proporcje) są istotami społecznymi i lubią inne stworzenia, lubią być w gromadzie, lubią towarzystwo swojego gatunku i jeden człowiek psu tego nie zastąpi. Wyjątki się zdarzają, ale teraz mówię o psach, jako gatunku, a nie o pojedynczych osobnikach. Że się nie atakuje - oczywiście tak, należy tego nauczyć. Ale spokojna obojętność? Bo jedynie PAN jest ważny? Pies się wszystkiego nauczy, żeby zadowolić swojego pana, Chodzenia z wzrokiem wbitym w oczy pana też, ale zabieranie mu całego psiego środowiska to (nie)ludzki egoizm. Ja tam wolę zostawić psu trochę jego "psowatości".
-
Sylrwia, mój węgier nie miał rodowodu, a poza tym urodził się dwadzieścia parę lat temu, owszem, z matki rodowodowej, ale teraz to ja już nawet nie pamiętam, jak miała na imię i z jakiej hodowli pochodziła. Musiałabym przeprowadzić śledztwo, do tej pory nigdy nie było to dla mnie istotne, więc nie mam tych danych. Saskja, ale to był samiec :lol:
-
No cóż, tam było dość ciemno, ale on nie był kakaowy, taki zimny w kolorze, tylko jasny i ciepły. A oczy miał jasne, wyglądały na miodowe. I był wzrostu mojego Prota (40 kilo żywej wagi, weci mówią, że jest wysoki, jak na niemca, ale ile ma w kłębie - nie wiem, nie zmierzyłam do tej pory, ooops) Jak na węgra to był takiej delikatnej budowy, że raczej wyglądał na weimara, inna linia, inne nogi. Miałam węgra kiedyś, dożył ponad 18 lat i sądzę, że rozpoznałabym...
-
Wczoraj wieczorem, koło 20 w W-wie, na łące niedaleko Reala (Geanta) na Ursynowie mój Prot (wyżeł niemiecki, szorstki) przyprowadził do mnie wysokiego, miodowego weimara. Ciemno było, ale nie mogę zapomnieć tych pięknych oczu ;) Pobiegały sobie chwilkę i to co mnie zamurowało, to posłuszeństwo tamtego psa, na pierwszy ostry gwizd odwrócił się od nas i pooooszedł! Na Prota gwiżdżę dwa, trzy razy, żeby łaskawie zareagował i przybiegł, ale jak już zdecyduje się przybiec, to leci tak, jakby jego życie od tego zależało :D To skutek "kuracji parówkowej"" :D A tamten poleciał do pani / pana natychmiast! Jak to się robi??? Czyj to weimar? Jest wysoki, ma miodowe oczy i sierść, cały ogon, jest przyjazny dla psa (Prota widział pierwszy raz), ale nieufny w stosunku do ludzi (nie dał się pogłaskać). Bardzo fajny psiak, żałuję, że spotkali się na tak krótko :)
-
Zabłąkany wyżeł niemiecki . właściciel odnaleziony
Nalewka replied to ma.s's topic in Już w nowym domu
No i co tam słychać u wyżełka? Dogaduje się już z sunią? A może znalazł się właściciel? Może popytaj wetów w okolicy, albo rozwieś u nich ogłoszenia. -
Jeśli zmielone surowe doda się do gorącego ryżu (niekoniecznie 100%, bo to niemożliwe), to temperatura ryżu spadnie i nie zagotuje ani nie zaparzy mięsa czy mieszanki mięsno-kostnej. Najwyżej ją nieco podgrzeje. To będzie nadal surowe. Problem w tym, że taka surowa "mielonka" z kości i mięska bardzo szybko ulega zepsuciu, trzeba uważać, żeby nie zatruć psa. Z niedrogiego mięska z małą ilością kości (łatwo się oddziela) ostatnio odkryłam tzw. biodrówkę. Jak się dobrze trafi, to kości jest b. mało, a mięska duuużo. Albo takie plastrowane nogi, nie wiem, jak to się nazywa, w środku mała obręcz z kości wypełniona szpikiem, dookoła ładne mięsko. Ale to raczej do gotowania, pokrojenia i dopiero na taki "rosołek" należałoby dodać ryż czy kaszkę i jarzyny (plus siemię lniane). Z podrobami też trzeba uważać, należy je zmieniać, a nie ciągle żołądeczki, czy ciągle serduszka. Może jakby dostępne były tanie "wsiowe" podroby, to byłoby zdrowiej, ale te hodowlane, z ferm, szpikowane antybiotykami i proszkiem do prania... NIE!!! :angryy: A już szczególnie źle wspominam reakcję psa na gotowane serca wieprzowe, dwa dni miał biegunkę! Prot miał w sierpniu operację rozcinania jelita, teraz już wiem, że ma po poprzedniej operacji skrzywiony kanał w miednicy, a więc i zakrzywiony pod kątem prostym ostatni odcinek przewodu pokarmowego. A więc nie wolno mu dawać nawet kurzych szyjek. No i szukam czegoś z mięs, żeby i pies był zdrowo najedzony, i moja kieszeń dała radę z wydatkami. Szyjki są zbyt pracochłonne, hurtowni z mieleniem nie znam, może przerzucimy się na gołębie? W końcu Prot to pies myśliwski :eviltong:
-
A ile razy dziennie dajesz mu jeść? U sporego psa powinno być częściej, a mniejsze porcje. Jedna porcja w całości za bardzo obciąża żołądek i kiszki, należy to podzielić na dwie, a nawet czasem na trzy/cztery części. Prot (wyżeł szorstkowłosy, 3 lata, 40kg, od pół roku z nami, przeszłość nieznana, ale na pewno był w schronie) dostaje jedzonko 2 x dziennie. Na śniadanie rano mięso z kaszą / ryżem i jarzynkami. Mięso zawsze gotowane, krojone, bez kości, kurczak, wieprz, wół, a najchętniej mieszane, kupuję więcej i mrożę taką mieszankę na jedną porcję gotowania. Potem tylko wyciągam taką kamienną bulwę z zamrażalnika i mam mięcho w różnych smakach na psią zupę :D Wet powiedział mi, że ryż i psie makarony troszkę zatwardzają, dość drobna kaszka mazurska jest ok. Konsystencja "zupy" jest różna, gęściej, niż zupka warzywna, ale raczej nie trzymam się kurczowo tej gęstości, jak się ugotuje mniej gęsto, to też jest ok. Generalnie ma być co pochłeptać i co pogryźć (kostki jarzyn, mięska i kasza utopione w rosołku). Do gotowania dodaję dowolne świeże zioła, czasem liście z kalafiora, czy kalarepki, czasem natkę, co mam w domu i co mi w ręce wpadnie. Na kolację Prot je suchą karmę z glukozaminą, bo ma problem ze stawami. Ta karma "zabezpiecza" mu od razu witaminy, sole mineralne, mikroelementy itd. Nie dostaje więc innych sztucznych wspomagaczy. Z powodu padaczki dostaje wit B comp. i inne prochy, ale to oddzielny temat. Raz na 1-2 tyg. na śniadanie biały ser z jajkiem, czasem dodatkowy jogurt z kubeczka na kolację, czasem zje jakiś ogryzek z jabłka, czy dwie fasolki szparagowe, ale robi to z obrzydzeniem :) Uwielbia biszkopty, ale to dla niego rzadki rarytas :D Z miodem to różnie bywa, może uczulać!!! Nie łam się, nasz Prot ma druty w miednicy, padaczkę, miesiąc temu przeszedł operację jelita, dostaje codziennie garść leków, latamy do weta na badania wątroby, po każdą receptę, na leki i wizyty już wydaliśmy i nadal wydajemy krocie, a ja już umiem robić zastrzyki, kroplówkę, lewatywę, bo musiałam się nauczyć, niestety. I Prot jest najukochańszym psem na świecie :D Powodzenia!!! Jakby co, pisz, dzielenie się kłopotem zmniejsza go o połowę :)
-
Z tego, co wiem to raczej leki sterydowe mogą mieć takie działanie, a Encorton to kortykosteryd, czy tak? A Luminal ma bardziej wpływ na wątrobę, dlatego należy co jakiś czas robić badania. I ważne jest nie tylko "Jak długo", ale też "Ile" danego środka podaje się psu (zresztą to samo dotyczy też ludzi). Ale lekarzem nie jestem, może ktoś więcej napisze. Jeszcze jedno przyszło mi do głowy, czy Oskar zachorował nagle, czy może miał jakąś wadę, która ujawniła się dopiero teraz?
-
Czopki? To raczej niewiele tego luminalu dostaje, bo w czopkach jest słabe stężenie. Poza tym u nas sprawdził się Luminal w tabletkach (Luminal 100), a ten Amizepin podobno jest nowszy i lepszy, ale różne opinie już o nim słyszałam i mimo wszystko Luminal nadal pozostaje lekiem z wyboru (tzn. że działa na psy bez dużych skutków ubocznych, tylko trzeba sprawdzać stan wątroby co jakiś czas). Może więc to dziwne zachowanie suni to skutek działania Amizepinu, może tak właśnie ma być po podaniu procha, a może wręcz przeciwnie, prochy działają na nią zbyt mocno, albo może sunia źle je toleruje i należałoby zmienić leki na inne?
-
A my używamy kropelek "[SIZE=2]Z laboratorium dr Seidla [B]Sabunol [/B]krople przeciw kleszczom i pchłom dla psów". Zacytuję: "[/SIZE]Środek przeznaczony do zwalczania kleszczy u psów w wieku powyżej 3 miesięcy. Zawartość substancji biologicznie czynnych: 25,0% trans-permetryny, 8,0% imidakloprydu, 2,0% pyriproksyfenu. " Kosztuje w sklepie internetowym ok. 17 zł. i jak na razie jest skuteczny, bo Prot lata po łąkach, strumykach, bagnach, jeziorach i innych chaszczach i jak na razie znajduję u niego kleszcze z lekka podsuszone, a żywych ani razu. Krople wciera się raz na miesiąc, są w różnej wielkości opakowaniach, 1 tubka 4 ml dla psów o wadze 20-40kg, przy założeniu, że 1 ml preparatu dawkujemy na 10 kilo wagi ciała zwierzęcia. Polecam!!!
-
[quote name='KingaW'] czy sądzicie, że jakiś wet zaocznie, bez oglądania psa, jedynie na podtsawie rozmowy telefonicznej z jego właścicielami jest w stanie usatwić leki tak by psina mogła jeszcze trochę pożyć we wzgędnym zdrowiu [/quote] Problem w tym, że leki "padaczkowe" czyli np. Luminal [B]zawsze [/B]wydaje się z przepisu lekarza (albo weta) i nie ma możliwości kupić je BEZ recepty. Samo ustawienie dawki niewiele więc da, potrzebna jest recepta. Mój Prot (szorstki wyżeł) waży 40 kg i dostaje 3/4 tabl. Luminalu 100 raz dziennie. jest to ponoć niewielka dawka, jak na tę wagę, ale też ataki nie były bardzo nasilone, więc po konsultacjach z dwoma innymi wetami uznałam, że lepiej dawać mniej chemii, jeśli ta dawka jest skuteczna, niż dawać więcej, jeśli nie jest to konieczne. Ataki jak na razie nie wracają :) Czego wszystkim psiom i ich właścicielom życzę :D
-
[quote name='Kooikerka']Hej :) Tak jak w temacie. Nie wiem co gotować psu!? Mam straszny dylemat! Powiedzcie co gotujecie swoim psom ;) Zdradźcie swoje tajne przepisy psiej kuchni ;) Będe wdzięczna! Pozdrawiam[/quote] Proponuję przeczytać cały wątek od pierwszej strony, są tu i proporcje i przepisy i porady co, ile, kiedy, jak przechowywać itd. Wszystko, o co pytasz, już tu jest :)
-
Papierosy szkodzą, jak najbardziej. Podobno. Jak wynika z badań. Naukowych i klinicznych i różnych innych. Jedzenie też szkodzi! Kiedyś pomidory były rakotwórcze, teraz mamy szkodliwą sól i cukier, kawy raz nie wolno, a raz wolno, a nawet się powinno, czekolada niedobra, a czasem dobra (głównie na samopoczucie), ciągle ktoś coś wymyśla, potwierdza, a potem następne badania mówią coś kompletnie przeciwnego. To u ludzi. A u psów? Uważam, że pies może jeść wszystko, co lubi (oczywiście chodzi o produkty jadalne :)) i co mu nie szkodzi. I tyle. A już od właściciela zależy, czy będzie to siekana polędwica wołowa, czy suchy chleb. Taki jest mój pogląd na ogólne zasady żywienia psa, a o szczegółach możemy sobie podyskutować :D Bo to długi temat :D
-
Właściwie odwoływanie się przy układaniu diety do dzikich przodków psa (zawartości żołądków upolowanych zwierzątek) ma taki sam sens, co przypomnienie tysięcy już lat żywienia udomowionych psów resztkami z ludzkiego stołu. Czy pies trawi coś lepiej, czy gorzej (albo wcale), to bardziej problem indywidualny, a nie gatunkowy. Tak sądzę :) Mój poprzedni pies dożył prawie 18 (osiemnastu) lat na chlebie krojonym w kostkę, kaszance i wodzie. W wakacje przez miesiąc dostawał rano litr tłustego, wiejskiego mleka, poza tym jadał jabłka i śliwki, uwielbiał herbatniki (zwykłe "ludzkie"), a porządny kotlet schabowy dostawał raptem kilka razy do roku, od wielkiego dzwonu (na urodziny, święta itp.). Witaminy widział raz na kilka lat, a zdrowie mu jak najbardziej dopisywało. Jadł raz dziennie, wieczorem, nadwagi, ani niedowagi nie miał. Wet mówił nawet o nadzwyczajnej kondycji tak organów wewn. kośćca, mięśni, jak i sierści. To był wyżeł węgierski, cudny i mądry pies, do dziś czasem wołam nowego psia imieniem tego starego :D Teraz gotuję gęste rosołki na szyjkach, ogonach, mięsku, z jarzynami i dodaję raz ryż, a innym razem kaszę mazurską drobną. Prot już się przyzwyczaił do takiego posiłku, czasem na gęsto, a czasem trochę mniej gęsto i "wchodzi". A najbardziej lubi i tak zwykły chleb z masłem i leniwe kluski z masłem :lol:
-
Prot dostaje luminal, wit. B compl., Arthrostop (stawy), suchą karmę Mobility (stawy) i siemię lniane albo słonecznik (w gotowanym jedzeniu, jako niewielki dodatek dla urody). Na razie od prawie miesiąca ... odpukać ... cisza :) A zioła? Codzienne wtykanie pastylek jest już rytuałem, ale wlewanie czegokolwiek do pyska? Nie! Ani ja, ani Prot tego nie wydoli :eviltong: Ale dzięki za podpowiedź, kto wie, może kiedyś, jako "ostatnia deska ratunku"?
-
Kryska, już prawie miesiąc temu wysłałam do Ciebie PW z pytaniem o zioła, o których piszesz w innym wątku. Do dziś nie mam odpowiedzi. Napisz o nich, proszę, coś więcej.
-
No i jak, trenujecie? Ja któregoś dnia wchodziłam i wychodziłam z domu ze sto razy przez 45 minut tak, żeby pies zorientował się, że ZAWSZE wracam i nie ma co rozpaczać. To była kolejna lekcja, chyba najbardziej męcząca dla mnie, bo trzeba jednak zejść po schodach, nie stać pod drzwiami, pies musi słyszeć, że stukasz obcasami :) A potem wejść po cichu, stanąć pod drzwiami, wyczekać na moment ciszy, wejść i pochwalić. Jeszcze jedno, kiedy wracasz po dłuższej nieobecności nie karć psa za hałasy, ale też nie witaj się z nim wylewnie, bo płacze, szczeka, tuli się do Ciebie, podskakuje i liże Cię po rękach. Odczekaj kilka minut i dopiero wtedy, kiedy pies się uspokoi przywitaj się z nim. My pracujemy nad wychodzeniem i na razie mamy takie efekty: - pierwsze 20 minut płacz (sprawdzone piętro niżej), potem pies śpi. - po moim powrocie - psia histeria z radości, ale przynajmniej ja się już umiem opanować i nie daję się sprowokować do lizania, pies ma wiedzieć, że to nic strasznego ani niezwykłego, że wychodzę i wracam. Ignoruję psa, spokojnie zdejmuję szalik, kurtkę, buty, wieszam, odstawiam itd, czekam, kiedy pies się nieco uspokoi, a potem się witamy, ale na moich warunkach. Powodzenia!
-
Dzięki za info :) Inny produkt, choć początki wspólne? Z kartofli można zrobić kopytka, albo spirytus, czy to masz na myśli :eviltong: :evil_lol: :eviltong:
-
A co powiecie o ziemniakach? Do tej pory zawsze uważałam, że ziemniaki dla psa się nie nadają, a teraz widzę suche karmy, w których są "mielone całe ziemniaki russet". [url]http://animalia.pl/szukaj.php?search=potato&tylko=on&zw=psy[/url] Kto mi to wytłumaczy?
-
Ależ się działo, oj działo się... Ale po kolei... W weekend pojechaliśmy na działkę, pogoda była śliczna, ciepło, słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały, krokusy kwitły, wiosna na całego :) Prot zaliczył długa jazdę samochodem (z przerwami rzecz jasna), pierwsze brodzenie w sadzawce, pierwsze spotkanie z psem - sąsiadem, pierwszy spacer w strumieniu i pierwszą upolowaną mysz. Sama radość, można biegać kiedy się chce, wielka łąka zaczyna się tuż za drzwiami, wystarczy zrobić kilka kroków. A jakby było nudno, to zawsze można iść nad jezioro i odnaleźć zapachy, o jakie trudno w mieście. Jedzenia nie brakuje, głaszczą i dopieszczają, spać można na miękkim materacu, albo na młodej trawce, wody do picia całe hektolitry, a i siusiać można prawie wszędzie, jednym słowem - raj dla każdego psa. Trochę pani przeszkadzała w tej radości i beztrosce, bo kazała ćwiczyć chodzenie przy nodze i jakieś dziwne komendy, a to waruj, a to zostań, ale nie męczyła zbyt długo, więc dało się znieść. Wszystko widać na zdjęciach w [B]Galerii Prota [/B][URL]http://www.dogomania.pl/gallery/198/7/2107.html[/URL]. Jakoś nam się tak przedłużyło, że wracaliśmy do domu dopiero w środę. Trochę tych kilometrów trzeba przejechać, ale Prot jest bardzo spokojnym psem, dobrze znosi jazdę samochodem, a i przerw na spacery robimy kilka, więc droga jest całkiem znośna. Do czasu :( W okolicach Płońska pies dostał ataku. Postaliśmy kilkanaście minut w lesie, mając nadzieję, że przejdzie tak, jak dwa poprzednie. Ale gdzie tam, ataki następowały po sobie z niewielkimi przerwami. Co robić? Jest popołudnie, w Płońsku nie znamy żadnego weta, zanim znajdziemy całodobową przychodnię, minie mnóstwo czasu, decydujemy się jechać do W-wy do kliniki na Gagarina. I słusznie! To nie atak, to stan padaczkowy, który może nawet zagrażać życiu psa! Ataki przychodzą falami, coraz krótsze, ale i silniejsze. Trwa to godzinę, czyli całą drogę do W-wy. Sam luminal nie pomaga, trzeba dać zastrzyki, albo kroplówkę, Relanium, środki osłaniające, wziąć psa na obserwację. Na Gagarina pan idzie wezwać sanitariusza z noszami, a pani zostaje w samochodzie z głową psa na kolanach. W kilkanaście sekund później młodzi, sympatyczni ludzie biegną po Prota, wnoszą go, niezbyt przytomnego, do szpitala i natychmiast zajmuje się nim bardzo miła pani doktor Ania. Jesteśmy w dobrych rękach. Prot dostaje wszystkie leki zatrzymujące napad. Ma podłączoną kroplówkę, leży na boku i ledwie zipie. Robimy wszystkie badania krwi, jakie można sobie wyobrazić, nadal nie wiemy, co mogło wywołać atak. Może jazda samochodem i migające drzewa zadziałały jak iskra? A może za dużo wrażeń przez kilka ostatnich dni? A może jeszcze coś innego, chora wątroba, tarczyca, guz na mózgu, albo cokolwiek innego. Z badań wynika, że Prot ma ciut za mało potasu, poza tym wszystko jest w porządku. Zrobiliśmy też zdjęcia Rtg, których nie chciał zrobić pan ortopeda w Psim Losie (dlaczego? bo uznał, że nie potrzeba!) i tu wyszła rewelacja!!! Prot nie ma panewki, jest po ciężkiej operacji miednicy, prawdopodobnie po jakimś wypadku, nigdy nie będzie sprawny tak, jak przeciętne psy. A tak sobie świetnie radzi!!! I pan ortopeda w Psim Losie tego nie zauważył!!! Taki profesjonalista, że aż strach! A po to byłam w Psim Losie na badaniu (dwukrotnie, właśnie po to, żeby za drugim razem obejrzał go ortopeda!!!), żeby fachowiec psa omacał, odwodził łapy, sprawdzał mięśnie itd. Hm, Psiego Losu nie będę polecać, a na pewno sama tam więcej nie pojadę z psem. Po dwóch dniach odebrałam psa z kliniki z całą listą leków do wykupienia, receptami, zaleceniami co, ile, kiedy dawać, jakie leki, jaką karmę (leczniczą), dostaliśmy wszystkie wyniki badań z opisami, a na koniec zalecenie "proszę dzwonić, jeśli cokolwiek będzie nie tak". Było! Potas w dwóch postaciach powoduje u niektórych psów nieposkromione pragnienie, a jednocześnie nietrzymanie moczu. Gdybym to wiedziała, Prot nie miałby okazji zalać całego przedpokoju wodą, bo kolor i zapach to miało czystej wody. Potem przez cały tydzień wychodziłam z psem co godzinę, góra co półtorej godziny, bo wody zawsze pies musi mieć pod dostatkiem. Przy okazji okazało się, że podawane z innego powodu sterydy powodują zwiększenie apetytu, sucha karma nagle robi się bardzo smaczna, masło w maselniczce jest najpyszniejsze na świecie, kawałek ciasta leżący na talerzyku czeka tylko na psa, kotlet w kuchni pan posypał tymiankiem po to, żeby psu bardziej smakowało itd. Każda ilość jedzenia znika w brzuchu psa, już nie dwa razy dziennie, a trzy. A i tak po tygodniu waga psa spadła z 38 na 36 kg :( Luminal w dużej dawce powoduje, że Prot jest pobudzony, lekko skołowany i jednocześnie dużo, a krótko podsypia, ma kłopoty z tylną częścią ciała, trochę się słania na łapach i w ogóle chyba się zmienił. A może to ja nie dosypiam, więc niezbyt trzeźwo patrzę na świat? Stan na dziś, sobotę 24 marca 2007 - Prot był dwa dni w szpitalu, przez tydzień z okładem brał luminal, wit. B complex, sterydy na poprawę stanu stawów, potas w dwóch postaciach, antybiotyk (z innego powodu), trzydniową serię prochów na odrobaczanie (po dwóch tygodniach od poprzedniej!), leki osłonowe (wątroba i nerki), Arthrostop (stawy), krople do oczu, jakieś mazidła na poduszki łap i jeszcze coś tam do łykania, dziennie całą garść medykamentów. Teraz został tylko luminal i witaminki, a także dieta ochraniająca stawy, właśnie zrobiliśmy kolejne badania krwi, w poniedziałek okaże się jaką dawkę luminalu i jakie dodatki będziemy stosować. Tak, przygód nam nie brakuje, odkąd mamy psa. Jeszcze dwa miesiące nie minęły, a już i pogotowie było, i klinika dla zwierząt, i wizyt nie zliczę, i karma lecznicza po 50,- za 1,5 kg, (z mielonymi omułkami). Ale są też pozytywy, choćby to, że umiem robić zastrzyki podskórne, że umiem tak włożyć rękę do psiego żołądka, że prochy z niego nie wracają, że pies jest wygłaskany za wszystkie czasy, a głaskanie psa bardzo uspokaja :) No co? Czy to mało? A tak przy okazji, nadal szukam byłych właścicieli, jeśli chcą odnaleźć swojego psa, to niech dadzą znać. Co prawda nie zauważyłam, żeby Prot bardzo tęsknił, ale kto wie... Ogłoszenie - [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=53637[/URL]