Hania:)
Members-
Posts
572 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Hania:)
-
Vici - ja się z Tobą nie dogadam nigdy w życiu. PS. Mój pies jest zdrowy jak ryba. Twój też? Zresztą jakie to ma znaczenie, mój na pewno prędzej czy później padnie na jakieś genetyczne choróbsko, jest przecież bez rodowodu. Nie wolno psuć Vici statystyk. Vici mój nierodowodowy pies ma czelność być zdrowym na ciele i umyśle. Tak mi przykro. Berek jest po rodzicach rodowodowych i nie jest to naciągactwo, bo tak się składa, że kupiłam go od znajomej i psy znam od dawna. Nie ma jamnika w genach.
-
Chefrenek post mi przeskoczył. Jak już napisałam, Berek to okaz zdrowia. W całym swoim życiu nie była chory nigdy na nic, nawet nie miał niestrawności. Odpukać. Jeśli (odpukać) zachoruje, choćbym miała zaciągną kredyt i siedziec w nim po kres mych dni - zaciągnę- nie ma nawet gadania. Czy Twoim zdaniem - jeśli zachorowałby mi kundel ze schronu (bo tylko na takiego mnie ponoć stać) mogę sobie z czystym sumieniem spisać go na straty i czym prędzej uśpić? Bo przecież ze schronu? Czy też te ze schronu nie chorują? PS. Dzięki, właśnie zastanawiałam się, jak u licha wygląda pisownia imienia tego wiekopomnego Indianina;)
-
Berku, mój pies za 800 zł(nota bene - też Berek;)) to całkowity okaz zdrowia i energii. Nie ma żadnych problemów zdrowotnych, prowadzi bardzo aktywny tryb zycia i jest posłuszny. Udał mi się. Jasne, nie da się go porównać z championem z Bakaratu (waży w porywach 4,5 kg i uszka ma klapnięte), ale z tym to się akurat liczyłam i szczerze mówiąc mam to w nosie;) Psa ze schroniska nie wezmę nigdy i ani mi się śni spełniać w tym względzie jakichkolwiek dobrych uczynków. Sorry Winetu, ale nie. Podobnie jak nigdy nie wzięłabym dziecka z domu dziecka - jak większość społeczeństwa. Wolno mi i tyle. Nie działam i nie będę działać jako wolontariusz w schronie, nie będę brać nikogo na tymczas - ale sama też nigdy psa do schronu nie oddam. I będę go leczyć, jeśli zachoruje (bo zaraz mnie Vici zastrzeli takim argumentem) bo skoro kupiłam to z tym się to wiąże i tyle. Choć odpukać - na razie zdrów jak koń, weta widuje przy okazji szczepień:loveu: Dlaczego york? Bo w żadnym wypadku nie mogłam sobie pozwolić na psa, który linieje - poza tym to terrier, który jest ruchliwy i aktywny, a do tego niewielki. Czyli mam co chciałam:) Najbzdurniejsze twierdzenie swiata to stwierdzenie, że skoro nie było mnie stac na wydanie 2000 na psa z rodowodem, to na pewno nie będzie mnie stac na jego utrzymanie. Figa z makiem. Berek ma najlepsze żarełko, zabawki, opiekę lekarska (na razie - odpukać - potrzebną "psu na budę") i mnóstwo czasu spędza na bieganiu, szkoleniach i pieszych łazęgach z panią. Jest w związku z tym szczupły, umięśniony i ma znakomitą kondycję. Ośmielam się twierdzić, że lepszą, niż niejeden opapilotowany york champion na ringówce. Berek - już dawno wzięłam sobie Twoje rady w kwestii wyboru miotu do serca i wybrałam taki, w którym pieski były w centrum życia rodzinnego, a mamusia była pieszczoszką i oczkiem w głowie. Kennelozy brak. (Również w odróżnieniu do niektórych "fabryk championów", co Berek wielokrotnie podkreślała. Berek (mój pies;)) ma się dobrze. Nie zawahałabym się przy kupnie kolejnego w taki sam sposób:p PS> Vici, ja Cie błagam. Sznuję Cię, bo sporo wiesz, choć w większości się z Tobą nie zgadzam. Ale proszę, nie wyjeżdżaj z tekstami, że ja uczciwym hodowcom odbieram chleb, bo padnę ze smiechu pustego. Naprawdę - za chwilę powstanie charytatywne stowarzyszenie "Na pomoc hodowcom rodowodowym", które będzie przeprowadzać samorzutne zbiórki w puszkę pod kościołem, by poratowac uciśnionych;)
-
Vici to jest gruba przesada moim skromnym zdaniem. Taaa. Ktoś chce sobie zarobić, bo sprzedaje modna rasę i w imię miłości do tejże rasy ja mam słono przepłacić w imię ideologii i dlatego, że hodowca powinien dobrze zarobić? Hm. Ja jestem nauczycielką. Też chiałabym dobrze zarabiać. Ale nie dorabiam sobie ideologii do mojej zarobkowej pracy. czemu hodowcy psów rodowodowych mieliby mieć lepiej? Innymi słowy - jeśli kiedyś zapragnę mieć egzemplarz wybitnie wystawowy - bez zmrużenia powieką zapłacę za potencjalnego championa dowolną kwotę. Trudno - prawa rynku. Ale ponieważ nie szukam - zadawalam się psem za skromne 800 zł (które to 800 zł stanowi moją znakomitą pensję comiesięczną). 4000 PLN? Vici, na Boga. Mniej kosztuje aparat na zęby, jaki chciałabym mieć, ale mnie zwyczajnie nie stac. I nie jest to kwestia - jak to nazywasz - odmawiania sobie czekolady. Reasumując: czy wg Ciebie nie powinnam mieć psa WCALE? Czy może nie powinnam mieć yorka? Czy jak?;)
-
tylko nie wiem czy Lili morderczyni ma tego świadomość:) Choć jak wiadomo powszechnie - nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. :diabloti::evil_lol:
-
Oj, gdybym tylko mogła zmienić trasę... Ale do tego musiałabym się chyba wyprowadzić. Mieszkam w górzystej okolicy - wiele lasów, łąk, pastwisk - to i gadów zatrzęsienie. Staram się tylko unikać np. nasłonecznionych stoków, nie łazić tak na przełaj (bo tam żmije są na 100%) - choć ostatnio żmija po prostu szła (szła?!:p) sobie po ścieżce. Zaczęłam brać Berka w takich miejscach na smycz (on sobie lubi pohasać w wysokiej trawie) - i na razie tyle. Modlę się cały czas, żeby to pomogło. PS. dog master:) witaj w klubie niekonwencjonalnych "ozdóbek". większość ludzi wznosi oczy do nieba, jak słyszy, co ten słodki yorczek wyprawia na co dzień:)
-
dog master:) mam yorka ale to akurat taki mały sportowiec. Nie ma nic wspólnego z pokazowymi "kokardowymi" yorkami - najczęściej jest unurzany w błocie i krótko potraktowany maszynką;) Codziennie sobie po 5 - 7 km biegamy. Nie mam serca skazywac go na krótką smycz, zwłaszcza, że wyrobił sobie inne (szybsze) równomierne tempo niż moje i zwyczajnie za nim nie nadążę - a jeśli on miałby biec w moim tempie - to się zamęczy (za wolno). Biega też przy rowerze - niestety tu smycz odpada całkiem - jest zbyt ruchliwy.Dużo czasu poświęciłam, żeby słuchał komend i trzymał się mnie i aż mi się płakać, jak pomyslę, że miałby być na smyczy. Stąd pomysł linki, która sprawdza się dobrze - chyba że wpadamy na żmiję. Berek nie jest przyzwyczajony do krótkich spacerów wokół bloku - on to bieganie uważa za codzienny rytuał po prostu. Dlatego nie mogę go też zostawić w domu. (On kiedy już widzi że wkładam dres - dostaje regularnego szału i fioła. Nie mogłabym go zostawić.) Niezbyt często mamy takie sytuacje jak ta ostatnia (choć wiem, że na moim terenie mogą się zdarzać codziennie)- stąd nie do końca wiem, jak on się zachowa. Ostatnio zbaraniał. I Chwała Bogu, że nie posłuchał komendy "do mnie" - bo musiałby tego przyjemnego gada stratować. co mi pozostało... ćwiczymy, ćwiczymy, ćwiczymy komendy. Ale boję się nadal. dorotak - węże są Twoje:):) A pająki przyślij poleconym w bezpiecznej bąbelkowej kopercie, coby się biedactwa nie nadłamały w trakcie podróży!;)
-
Święty Józefie - widziałam to pierwsze:placz::placz::placz:
-
Mnie też. Juz wolałabym pająka. Nawet marki tarantula. Wyjątkową awersję mam do węży jakoś:razz:
-
Ech, to znaczy że to co mieliśmy okazję niemalże zadeptać (bo się pchało pod nogi) zaskrońcem nie było. Było czarne i miało żółtawy zygzak. :-o
-
Bzikowa, no i na tym właśnie polega problem mojego nadzwyczaj inteligentnego psa. On koniecznie, ale to natychmiast chce się bawić, a najchętniej to w ogóle zaaportować dowolną napotkaną jaszczurkę, kuropatwę, żmiję, generalnie każdego delikwenta, jaki się nawinie. Ta ostatnio przez nas spotkana żmija kieby miała ręce, toby się na jego widok popukała w czoło. Boziu, co za baran:mad::diabloti: Najgorsze jest to, że muszę go wciąż trzymać na uwięzi (co dla niego jest hm... niesprawiedliwe, bo nawet puszczony wolno bardzo się nas trzyma) - wszędzie, na spacerach, w górach... Boję się STRASZNIE, sąsiedzi mówią, że znajdują żmije w ogródkach nawet, na polach. W tej sytuacji trudno nawet puścić Berka do własnego ogrodu. Poza znakomitym rozwiązaniem mojego TZ ta ("Namalujemy obrazek ze żmiją, będziemy go pokazywać psu i podłączać go pod prąd" - wart TZ psa i odwrotnie:mad:) naprawdę nie wiem, co robić. Uważać.... uważać mogę ja, uważać może TZ - a jak skłonić tego małego leszcza, coby uważał? On takiego ataku nie przeżyłby na 100%. Waży tylko 4,5 kg.:roll:
-
[quote name='1w0na']Podobno surowicę można zakupić w Aptece, ale nie jest ona tania (ok. 250zł). I wrazie czego musi się odbywać pod kontrolą lekarza.[/quote] Tania nie jest - ale tu naprawdę może chodzic o życie. Hm - skąd wziąć lekarza np. w górach. Zwłaszcza, że nie chodzi o człowieka a "tylko" o psa? Jak podaje się surowicę, co dalej robić?
-
berek chadza tylko w szelkach. Zresztą - nawet gdyby był na obroży i tak wyszarpnęłabym go za smycz do góry, choćby sie miał mocno zakrztusić - tu chodzi o życie. Niestety - w opisywanym przypadku się nie dało. On nawet nie ,mógł do mnie podejść - żmija była POMIĘDZY nami. straszne to jest. Pomysł z kijem dobry, dziękuję! Tylko - jak "używać" takiego kija, zeby węża nie rozjuszyć, albo właśnie nie wypłoszyć na ścieżkę, po której ide. Zawsze słyszałam, że najlepiej powoli się wycofać i nie daj Boże atakować. Zna się ktoś na tym? Proszę. Zaczęłam się bać wychodzic na spacery. Cały czas patrzę pod nogi ze strachu, że znów jakaś mi wyskoczy. Parku nie mamy - tylko wielkie lasy i pola. Warunki idealne dla psiarzy, tylko...:shake:
-
Uwaga! Zły pies - czyli wszystko o tabliczkach
Hania:) replied to Hania:)'s topic in Wszystko o psach
Oj, jak się pięęęęęknie mój temacik rozwija:):) Czy ktoś widział może tabliczkę, w której prosi się o zamykanie bramki za sobą? U nas notorycznie różni akwizytorzy, listonosze i kto żyw zostawiają sobie uchyloną furtkę. A Berkowi w to graj. Natychmiast daje dyla.:mad: -
Odwołanie trenujemy aż do bólu. Berek jednakowoż jako terrier z krwi i kości uwielbia gonić - daje się w końcu odwołać, ale to "w końcu" może być już za późno w tym przypadku! Oczywiście mamy alarmowy tel do weta - ale np. w niedzielę byliśmy dość wysoko w górach - nie zdążylibyśmy nawet helikopterem. Pies był wtedy na lince - a i tak to była chyba tylko dobra wola tej żmiji, że postanowiła "dać nogę" w trawę. To były naprawdę ułamki sekundy. Najgorsze jest trzymać psa na lince i patrzeć, jak obwą****e pełzającego gada i nie móc zrobić NIC. Nie można się poruszyć, nie można linki zwinąć - bo żmija jest pomiędzy nami. Jeszcze przez chwilę miałam nadzieję że to może zaskroniec - ale nie - miała charakterystyczny zygzak. M A S A K R A. Brrrr....:( Wtedy nawet wykonanie przez niego komendy "do mnie" mogłoby się skończyc tragicznie. Zreszta - najgorsze jest to, że na naszych terenach spacerowych WOKÓŁ DOMU naprawde jest ich sporo - mieszkam prawie w górach. Zapytam weta o postępowanie w razie ukąszenia - ale boję się jak diabli. Boże, niektórzy narzekają na kleszcze, a my mamy teren nadziany żmijami!!!:(
-
Słuchajcie, jestem przerażona! Mieszkam na Podbeskidziu, dokładnie w Beskidzie Małym. Często wychodzimy w góry, codziennie biegamy po polach - zawsze z psem. Berek generalnie jest posłuszny - pracujemy nad tym, ale goni.... żmije! U nas żmij sporo, wygrzewają się na stokach nagrzanych słońcem. W niedzielę byliśmy z TZem i Berkiem na Leskowcu (szczyt w Beskidzie Małym) - kiedy wracaliśmy żmija dosłownie wyskoczyła nam spod nóg. My się cofnęliśmy - Berek naturalnie z całą radością i zaciekłym szczekaniem ruszył za nią. Ona syczałą jak zwariowana, na szczęście Berek jej nie zaatakował - tzn jej nie dotknął zębami, bo z całą pewnością ukąsiłaby go. On waży okolo 4 kg - jest yorkiem - nie przeżyłby tego chyba. I moje pytanie: czy ktoś spotkał się z takim problemem? Co robić, jeśli nie daj Boże żmija go ukąsi? Czy pomoże surowica? Czy w schronisku PTTK podadzą surowicę psu? Dodam, że Berek był na smyczy, tzn na tzw lince treningowej. Zwinięcie jej nic by nie dało, bo żmija zatrzymała się między nami a psem - tylko bym ja rozjuszyła. Dawno nie byłam tak przerażona! Uważajcie na swoje psy i na siebie!
-
Madzia, Masterek wygląda uroczo! cudnie:):loveu: A Torek to mój ulubieniec, zawadiaka:)
-
A ja szczerze polecam salon piękności psiaków w Bielsku - Białej na ul. Szarotki przy Beskidzkiej klinice Weterynarii. Tam pracują prawdziwi specjaliści!
-
Mogę Was prosić o informację? :) Tylko się nie śmiejcie, bom laik:) Nigdy nie byłam na wystawie, a Katowice mam niedaleko i namówiłam TZta, cobyśmy pojechali w niedziele na wystawę, a co:evil_lol: Tylko - jak to jest przy wejściu na wystawę zwykłych obserwatorów? Są bilety? Czy jak? Jakaś opłata? Kojarzycie może w jakich godzinach jest ta wystawa w Katowicach w niedzielę 30? I czy można tam sobie przyjść w dowolnej porze? Przepraszam Was bardzo, wyrwałam się jak Filip z konopii;), ale zawsze mi się marzyło, żeby te wszystkie piękne psiaki zobaczyć:) Poratuje mnie ktoś?
-
Są tu czepialscy, ale my się z Berkiem pokazujemy (chociaż ucho uszka klapnięte i cztery kilosy - w zimie to nawet więcej) i jeszcze nikt nie skrytykował. Bo śliczny jest:loveu:
-
Sheyla, dziecko. Możesz mi wytłumaczyć po co w temacie (nomen omen) "Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy" ni z tego ni z owego, niczym Filip z konopii wyskakujesz z hasłem, że osobiście nie lubisz yorków (bo rozpieszczone - swoją drogą: znam nieziemsko rozpieszczoną dożycę niemiecką - a mam yorka, który chodzi jak zegareczek szwajcarski), za to lubisz i masz sznaucerki? Hm? Chyba tylko po, żeby pokazać zasadność pytania zawartego w tytule wątku.
-
Moja kochana, zasada jest następująca: albo suche, albo gotowane. Nie to i to. My mamy suchego Royala. Polecam.
-
[quote name='Magda_Miki']Mielno wystarczy? [/quote] Ale w 5cio gwiazdkowym hotelu?:) (Madzia od Torka - żeby nie było, że jestem bezczelna - ale weź zapisz sobie gdzieś kto był GłóWNOSTARAJąCYM SIE o nagrodę!:multi::evil_lol::p)
-
W kategorii "najbardziej zakręcony pies dogo" pierwszą nagrodę zyskuje TOREK! Gratulujemy:) Po odbiór nagrody (2 tygodnie na Bermudach) zgłaszamy się do moderatorów:):B-fly::laola:
-
[quote name='Vici i Jeannie']dzięki :lol: mi się najbardziej stateczne spodobaly :loveu:[/quote] A mi mój ulubieniec Torek na zdjęciu drugim z ringo:evil_lol: Matulu, jakbym go tak spotkała takiego w ciemnej uliczce to: :scared::evil_lol::multi:;) A Masterek to mi na takiego dżentelmena wygląda:) i piękny jest:)