ARESIK_B
Members-
Posts
420 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ARESIK_B
-
przy moim łóżku leżą 3 albumty ze zdjęciami areska za ostatnie 3 lata, pamietam prawie każde z nich kiedy i dlaczego zostało zrobione, kiedy tylko zaczynam mysleć o tym jak było zanim Aresek zachorował, każda myśla napedza nastepną i płacze bo wiem jak bardzo się mój psiaczek zmienił podczas choroby na ile rzeczy mu nie pozwalała ta straszliwa choroba i znowu płaczę, potem przechodzę myslami prawie automatycznie do czasu choroby do codziennych wizyt u Weta, owsplnych chwilach o obawach i żalu, agresji i bezsilności i znowu placzę bo tych chwil nie chcę pamietać, ale to jest zbyt silne. Każde wspomnienie jest tak trudne, nie potrafię jeszcze bez emocji mówić o Aresku. Mam nadzieję że one tam za TM tak nie cierpią
-
ta swieczuszka to dla rasty, a przed toba Zurdo chyle czoła, powiem cie że ja tak bym chciala zagospodarować tę ogromną część serca która darzy miłościa areska, ale wiem że każdego innego pieska porównywala bym do Areska, jakas część mnie chciałaby mieć jeszcze kiedyś pieska, inna nie wyobraża sobie żadnego innego czworonoga na miejscu Areska, może to za wcześnie, sama nie wiem, po prostu nie jestem na to gotowoa, tym wiekszy szacunek dla Ciebie
-
wczoraj pierwszy raz odkąd nie ma Areska wyjechaliśmy całą rodzinką z domu, niesamowicie dziwne uczucie, zawsze Aresek gdzieś spał albo u mnie albo u siostry, a juz naj bardziej lubił jeździc z przodu wtedy wszystko widzial najlepiej, zawsze siadał u osoby która miała ciuszka na którym było najbardziej widać jego rude włoski, nasz mały sprciarz zawsze budził się kiedy przejeżdżaliśmy przez Odre, smialiśmy się że wyczuwa żyły wodne, tak chciałam żeby wlazł mi na kolana, żeby wyślinił mi ciuchy, żebym po prostu mogła sie przytulić. Podczas którejś podróży z zadrościa patrzył jak jedliśmy cukierki i to nie jakieś czekoladowe, które mogły by mu smakować tlko takie zwykłe Zozole, akurat były pod ręką, więc swoim pieknym wzrokiem powiedział nam że on tez chce. Wyobraźcie sobie ile było śmiechu jak faktycznie zaczął go lizać, a jak ze środka wypłynął to dziwne nadzienie, był w siódmym niebie. A teraz nic, zawsze smialiśmy sie że wyglądamy jak czterej pancerni i pies. Aresik zawsze jeździł z nami uwielbiał podróże, w tę ostatnia poszedł sam......:-(
-
i znów jest sobota, przez ostatni miesiąc dni wolne od pracy są bardzo smutne, te dni zawsze należały do Ciebie Aresku, zawsze było tyle czasu na Twoje ulubione spacerki, nikt się nigdzie nie śpieszył, teraz też się nikt nigdzie nie śpieszy, jest tak pusto i cicho. Dziś jest 20 - to już cały miesiąc, 31 dni, dni lecą nie ubłaganie w sercu żal tak ogromny jak wówczas, tu się nic nie zmienia. Na dodatek wczoraj byłam we wrocławiu, pamiętasz Aresku tak jak 6 tygodni temu, kiedy ostatni raz jechałam z Tobą na AR, ten wczorajszy dzień był taki jakt ten 8 grudnia, pięknie świeciło słońce, jechałam tą samą drogą tylko Ty nie leżałeś mi kolanach, ja nie głaskałam Cię... na dodatek szedł jakiś facet prowadził na smyczce bardzo podobnego spanielka, też miał ogonek, wyglądał jak TY kiedy byłeś jeszcze bardzo młody, momentalnie zrobiło mi się gorąco a łzy same napłyneły do oczu, to było niesamowite, tak bardzo chciałam cię pogłaskać przytulić i też iść z Tobą na spacer.... za te chwile oddałam bym życie :-(
-
Przykro czytać, że są jakieś problemy, trzymam kciuki i całym sercem jestem z Wami! Po prostu musicie wygrać, ja wiem że nie jest to łatwe, ale wierzę że Wam się uda, że ten roku ze szczęśliwą "7" będzie lepszy od poprzedniego. Wiem jak to jest jak się tłumaczy samemu sobie że to tylko chwilowy kryzys, ale to własniue ta wiara daje ci tak ogromną siłę. Pamiętaj choć to trudne musisz być podporą dla swojego psiaczka, on to czuje. Z całego serca życzę żeby kolejne wieści były pozytywne, najważniejsze by Hippies się lepiej czuł, nie ma lepszej nagrody jak błysk w oku naszych skarbów!!! Trzymajcie się, musi być dobrze!!!
-
Zurdo twoje słowa są jak zwykle tak mądre i wyważone... to niesamowite jak twoje słowa wlewają otuchę wmoje serce. Każdego dnia wchodzę na forum, żeby poczytać żeby wiedzieć że nie jestem sama. Ja myslę że faktycznie najgorsze było chyba to że widzieliśmy że Aresik się powowli poddaje, ja mu podczas naszych spacerów kiedu już trzeba było go nosić, szeptałam do uszka, że musi być zdrowy, że przecież życie jest takie piekne... obiecałam mu że w lecie pojedziemy nad morze. Morze to jedyne miejsce którego nie widział, teraz zbieram się żeby pojechać tam sama na 3-4 dni dla niego i z nim w sercu
-
Szajbus dzieki za ciepłe słowa, wiesz jak patrze na to wszystko z perspektywy czasu to Aresik faktycznie zaczął dawać za wygraną tylko my nie dopuszczaliśmy do siebie tej wiadomości że on już może nie chce walczyć, pomimo całej miłości jaką nas darzył on już po prostu nie miał siły. Jeszcze tydzień przed odejściem dostał potężną dawkę chemi( bardzo mocno skoczyły lekocyty - zaszło podejżenie białaczki) wet musial podać mocniejszą dawkę. niestety rak to choroba w której ściga sie nowotwór z organizmem... Aresek nie dał rady, choć zawsze był silny. wiesz od diagnozy do tego smutnego dnia minęło 13 tygodni, podczas których walczyliśmy. Ostanie dwa dni Aresik przestał pic nawet wodę, jeść przestał już duzo wcześniej. Masz rację żadna smierć nie jest dobra i nigdy nie ma na nią odpowiedniej pory. Aresik był naszym drugim pieskiem, wczesniej mieliśmy jego ojca, zginął tragicznie, wpadł pod autobus, tydzień wczesniej zdążył zostawić po sobie trwały slad w postaci przepieknych 7 szczeniaczków.... Aresik Junior (bo tak sie nazywał) był jego pierworodnym synkiem, dal nam radość na piekne 12 lat.... mam nadzieję że nasze pieski dogaduję się za TM tak samo jak my i że sobie na wzajem pomagają. Duzo słoneczka kochane psiaki
-
piekne sa te Twoje pieski, mam nadzieję że biegają sobie teraz szcześliwe i nie martwią się tak jak my tutaj
-
Dzieki że jesteście tu i teraz, kiedy Was potrzebuję, to dla mnie bardzo ważne znalazłam ludzi którzy rozumieją o czym mówię, choć czasami moje mysli przelewane na słowa nie brzmią do końca tak jak bym chciala. My z Areskiem byliśmy u 4 lekarzy, pierwszych trzech nie dawało mu żadnej szansy kiedy tylko zrobili usg, później pojawił sie dr Hildebrand i choć powiedział "rokowania ostrożne" to my wiedzielismy że uda się uratować Areska, wreszcie pojawił sie ktoś kto dawał mu szanse. Aresik miał nie charakterystycznego chłoniaka (o ile wogóle był chłonniak) miał guzy które dla mnie zupełnego laika wyglądały jak kiść winogron, zajmowały obszar w jamie brzusznej nie było zajętych żadnych organów, powiększone były tylko wezły krezkowe. cieszylam się bo myslalam że to tak bardzo wczesna faza że wygramy... lekarza też byli zdziwieni, to był dla nich "bardzo ciekawy przypadek". Aresik bardzo dobrze zniósl pierwszą dawke antybiotyków, pózniej mieszanki antybiotyków ze sterydami. Myslałam że z wdzięczności góry bedę mogła nosić, później nie rozumiem dlaczego lekarz zadecydował o podaniu winkrystyny, pierwszą zniósł w dobrze, druga również, schody zaczęły się później, ostatecznie dodarliśmy do grudnia dalej walcząc i ignorując zdanie 2 zaprzyjaźnionych lekarzy, że nie ma szans. Ja cały czas wierzyłam że to nie chłoniak, przecież nie potwierdziły tego żadne badania. do końca życia nie bedę miała pewności co to tak na prawdę było. Wierzę że kiedys się spotkamy, musimy musze Ci tyle Aresku wyjaśnić
-
Dzieki Aga dzieki Szajbus!!! Rozsadek tez mi podpowiada to co piszecie, ale serce jest rozdarte, nie może zrozumiec jak można z miłości zabić... staram sie to sobie poukladac w głowie, ale są takie dni jak wczoraj czy jak dziś ze nie ma argumentów, nie ma nic, nic oprócz przytłaczającego smutku, poczucia wszechogarniającej bezsilności... tak chciałam zeby mi oddał ta swoją chorobę ja była bym świadoma bólu złego samopoczucia po chemii i tych wszystkich strasznych rzeczy, wiecie zawsze po wizytach u weta czuł sie po kilku dniach lepiej tym razem po każdej bylo tlko gorzej szczegolnie po chemii, czy on nie przestał nam ufać, zawsze mu pomagaliśmy a tym razem woziliśmy go tylko na cierpienie, tak bym chciała wiedzieć czy on wiedział że tlko tak mozna mu było "pomagać"..........:-(
-
Aresiku to juz miesiąc jak cie nie ma z nami, strasznie smutne 4 tygodnie, piszę to i sama nie wierzę wydaje się jak by nie było cie kilka dni może tydzień nie miesiąc..... wczoraj miałam ogromny kryzys, siedziałam i płakałam nie byłam w stanie przestać, łzy wielkie jak groch... wielkie jak twoje serduszko... zawsze w takich chwilach przychodziłeś siadałeś obok mnie i patrzyłeś swoimi pieknymi brązowymi oczami, które potrafiły skruszyć lód i przepędzić każdy nawet największy smutek, szturchałeś mni wtedy swoim noskiem i patrzyłeś a ja sie przytulałam i wszytsko wracało do normy. Byłeś najwiekszym moim skarbem na tej ziemi, tak sobie ufaliśmy i rozumielismy się, tyle przegadanych godzin na spacerkach, TY zawsze mnie rozumiałeś, ufałeś mi, a my co???? My zdecydowaliśmy o tym ostatnim zaszczyku....:-( :-( :-( jak żyć z piętnem mordercy??? nie potrafie nie chcę nie mogę.... Miesiąc temu kiedy odszeł Aresik w kalendarzu był piekny wierszyk specjalnie chyba dla Areska: "Po burzach cicha chwila następuje, Po sniegach kwitną znowu tulipany, Dzien po ciemnej nocy ukazuje, I wrazca promień z śródzorza rumiany, Po płaczu często serce sie raduje, I czas przychodzi szcześciu obiecany... "
-
Powiem Wam, że faktycznie wspomniej jest cała masa, nie pamiętam ani jednego przykrego, są zame bardzo dobre, tyle mnie nauczyl ten kochany psiak, nauczył mie bezwarunkowej miłości, przebaczenia lojalności, radości z życia... wczoraj przeczytalam fajny cytat o psiakach, ze ich beztroska bierze sie z tąd ze mają wlasciciela który sie o wszystko martwi... kto teraz sie zaopiekuje Areskiem??? Wiem wiem na pewno wszytskie Wasze pieski mu pomogą, a on na pewno się odwdzięczy na swój sposób. Mam nadzieję że Rasta pokaże mu że nie trzeba się bać większych piesków, Aresik zawsze był taki ugodowy, a pewnego dnia zaatakował go wilczur od tego czasu sie ich bał, myślę że Zurdo to zmieni.. bardzo bym tego chciała. Zawsze opiekowal się mniejszymi od siebie pieskami, był taki radosny umiał sie bawic tym co miał pod "ręką", cały czas machał ogonkiem.. nawet jak pił wodę, przestawał tylko wtedy kiedy spał :)
-
Gremlinek odszedł :o( Znałam go tak krótko....
ARESIK_B replied to Mysia_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
SPOCZYWAJ W POKOJU gREMLINKU, NIECH cIĘ JUZ NIGDY NIE SPOTKA NIC ZŁEGO..... NIECH BĘDĄ PRZEKLĘCI LUDZIE KTÓRZY NIE SZANUJĄ ZWIERZACZKÓW -
faktycznie w tej czapeczce Aresikowy jest wyjątkowo do twarzy :) wtedy było tak goraco, bałam sie żeby Aresik nie dostał udaru, leżał z nami nad wodą, nie chciał iść siedzieć przy domku razem z mamą i tatą. Dzisiaj na to patrzę z innej strony. może coś czuł może wiedział że to nasze ostatnie wakacje??? Nie wyobrażam sobie że znowu będzie lato, że pojedziemy nad jeziorko które tak kochał, pójdziemy na nasza plażę gdzie nie będzie ludzi, żeby mógł się spokojnie pluskać......tylko że treaz to już nie bedzie z kim sie pluskać, nikt nie będzie kopał dołków, nikt umorusony piachem nie wytrze sie w mój ręcznik, komu bedę pokazywała przepływające kaczuchy i bedę tłumaczyć że nie można ich gonić, znowu po orzeszki przyjda wiewiórki... kto je będzie obserwował pieknymi i szeroko otwartymi ze zdziwienia brązowymi oczkami...... Aresku jesteś wszędzie a nigdzie cię nie mogę znleźć:-(
-
Zanim wykopaliśmy grób dla Areska, zastanawiałam się czy nie uciąć mu kawałka tych pieknych rudych włosków, zeby po prostu był, zebym zawsze już do końca zanim sie nie spotkamy mogła go dotkąć, zmaterializować.... nie zdecydowałam się nie mogłam mu zabrać choćby jednego włoska, uznałam że to nie w porządku, i tak stracił troszkę pieknych włosków (na łapkach, musieliśmy cały czas wkuwać wenflon, łapki musieliśmy troszkę pogolić, tak mi było przykro, ale nie mogłam. po prostu.......:-( :-( :-( :-(
-
Chora bernardynka, CHŁONIAK- odeszła nagle [']['][']
ARESIK_B replied to ulvhedinn's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mila ja również nie znałam twojej historii, tak pochłonięta swoją. Mam nadzieję że nasze psiaki się spotkają, tam za TM. Ulve Nie bedę ci pisać że musisz być silna i że musisz sie trzymać... Po prostu bądź, zrób to dla twojego psiaczka, czas pokaże ci jak z tym żyć, łączę się z toba w smutku [*] -
Cześć Aresku, nie pisałam do ciebie całe dwa dni, nie było mnie w domu, wczoraj wieczorem wróciłam i znowu zastały mnie puste ściany, ale wiecie udało mi się znaleźć jeszcze jego rude włoski... płakałam jak dziecko, było ich tak mało za mało żeby poczuć go pod ręką :placz: piekne rude włochacze. wśrodę minie 4 tygodnie, od kąd niema Cie już z nami, nie wiem kiedy ten czas zleciał, wydaje się że jeszcze wczoraj byłeś z nami spałeś na kanapie, na fotelu, szczekałeś jak wracałam. Wczoraj jak pukałam do drzwi wydawało mi sie że słyszę jak szczekasz.... to była tylko sekunda, ale serce mi zamarło, oddała bym wszystko żebyś przywitał mnie swoim usmiechem w drzwiach, żebyśmy wzieli smyczkę i poszli na długi spacer. Jest tak pieknie, poszli byśmy na pole, po gazetę... zawsze chodziliśmy po gazetę razem. Znaleś ten rytułał teraz chodzę sama i żal ściska za sercę. Aresku tak mi cie brak, tak Cie kocham...
-
Własnie zorientowałam sie, że od trzech tygodni jestem w rodzinie dogomaniaków, a do tej pory nikomu nie podziekowałam za pomoc. Przepraszam i jednoczesnie bardzo dziękuję za okazanie ogromnego serca, choć nie znamy sie osobiście mam w Was wsparcie od samego początku, dostarczacie mi samych dobrych chwil, zauważyłam, że codziennie choć na chwilkę muszę wejść na forum, żeby zobaczyć czy ja również moge komus służyć dobrym słowem. Przyznaję, że jak do tej pory ciężko jest mi zdobyć się na słowa pocieszenia... w chwilach w którym sama mam wiecej pytań niż odpowiedzi i w chwilach kiedy sama wątpię w słuszność własnych czynów. Dziękuje wam wszystkim, szkda że poznajemy sie w takich okolicznościach, ale wiem że mogę liczyć z Waszej strony na pomoc większą niż od (jak się niestety okazało) od niektórych znajomych. Mam również nadzieję że Wasze kochane pociechy za TM tak samo zaopiekowały się moim kochanym Areskiem, on sam na pewno też pomaga wszystkim którzy ktego potrzebują... Ma tyle do przekazania... mam tylko nadzieję że jemu łatwiej jest sie tam odnaleźć niż mi tu bez NIEGO. dziekuję w swoim oraz Areska imieniu
-
Zurdo dziękuję za dobre słowo, wiem że nie jestem sama, ale czuję że nikomu nie moge opowiedzieć o tym co czuję, każdy z domowników przeżywa to na swój sposób, niektórzy z otoczenia myślą że jestem nie normalana że tyle czasu rozpamiętuję mojego kochanego braciszka, a ja nie chcę zapomnieć, chcę pamiętać go już zawsze i jeszcze jeden dzień dłużej. Tak jak pisałam nie boję się już śmierci, bo wiem że tam będzie czekał Aresek, w pewien sposób nie mogę się już doczekać kiedy sie zobaczymy. Hippies baaardzo się cieszę :multi: że dobrze Ci idzie, walcz walcz walcz, za te wszystkie pieski, które przegrały, pokaż nam żez tą chorobą mozna wygrać!!!! Aresek trzyma kciuki!!!!
-
to już kolejny dzień bez Ciebie mój ty rudy braciszku. wszytskie te dni zlewają sie w jeden długi koszmar, snuję się po domu, i ciągle czekam aż zobaczę twoją roześmianą mordkę za rogiem albo na którymś z twoich ulubionych miejsc. Wracam z pracy pukam w drzwi lub w okienko i na moment zamiera mi serce, moment który zdaje się być wiecznością. Czekam na znajomy i wesoły głosik, który przez ostatnie 12 lat nigdy nie umilkł. Teraz odpowiada mi głucha cisza. Cisza, która rozdziera serce na miliardy kawałków... kawałków których od 20 grudnia nie jestem w stanie posklejać. Nie umiem żyć sama - bez Ciebie. To z tobą dorastałam, tobie powierzałam wszystkie tajemnice, rozumieliśmy się zawsze bez słów. Dokładnie miesiąc temu 8 grudnia byliśmy we wrocławiu u lekarza, miałeś tak dobre wyniki, że aż zadziwiłeś lekarza - nie podał ci nawet chemi tak się cieszyłeś jak wreszcie wyszliśmy z terenu AR, biegłeś obok mnie zerkając co chwilkię w górę, Twoje oczka były takie radosne, mówiły zobacz będzie lepiej... tak chcieliśmy w to wierzyć. Całą drogę z Wrocławia spałeś mi na kolanach, było tak pięknie tak jak dzisiaj byłam taka szczęśliwa... mam nadzieję że teraz choć Ty jesteś szczęśliwy... to wszystko tak bardzo boli, nie radzę sobie z uczucuami, które we mnie siedzą, tak bym chciała się wreszcie obudzić, proszę wskocz do mnie na łóżko i wyrwij mnie z tego koszmaru!!!
-
Znowu jest sobota, to już trzecia bez ciebie mój kochany piesku, czas leci tak szybko i nieubłaganie. W moim przypadku wcale czas nie leczy ran, nie zmniejsza bólu, jest wręcz odwrotnie, od rana ciągle płaczę, chciała bym być na kogoś zła, kogoś nienawidzieć, obarczyć go odpowiedzialnością.. i nic. Pozostaje tylko przeświadczenie, ktore rośnie z każdym dniem że to ja czegoś nie dopilnowałam, coś przeoczyłam. Dzisiaj mi się śniłeś, calutką noc :smile: byłeś zdrowy a ja cały czas miałam wrażenie że jesteś chory, miałeś tyle siły a ja chciałam cię nosić bo nie chciałam żebyś się męczył. w pewnym momencie zdałam sobie sprawę że to sen bardzo niesamowity ale tylko sen. Wyściskałam cię w nim bardzo mocno, bo wiedziałam że się w końcu obudzę a w tej rzeczywistości Cię już niestety nie będzie. Mam nadzieję że to Ty wpuściłeś mnie na chwilkę za TM żebym mogła zobaczyć że na prawdę jest Ci tam tak dobrze jak piszą wszyscy dogomaniacy. Łapię się nawet na tym że nie boję się już śmierci, zawsze to był temat który mnie przerażał, teraz jest inaczej, wiem że Ty tam jesteś. Chcę wierzyć że się na pewno spotkamy. Kocham Cię i tęsknię mój ty kochany włochaczu!!!!
-
Koni, na te pytania nigdy nie uzyskamy dobrej odpowiedzi bo w śmierci nie ma sprawiedliwości, nie ma żadnej logiki, tym bardziej jest przerażająca. To nie jest wynik kalkulacji, nie jesteśmy w stanie jej przewidzieć. Jestem pewna że Duduś jest już za TM i razem z innymi psiaczkami i innymi zwierzątkami ma się dobrze, jestem pewna, że mój skarb, który też jest za TM od 17 dni, zaopiekuje się Dudusiem. Nie ma słów którymi można pocieszyć w takiej sytuacji bo wszystko brzmi banalnie, ale pamiętaj, że masz tu na dogomani ogromne wsparcie, przekonasz się o tym jeśli tylko bedziesz chciała...
-
Hippies kochany piesku, co u ciebie słychać mam nadzieję, że nieźle dajesz w kość temu wrednemu chłoniakowi??? Mam też nadzieję że przy tym Ty się dobrze czujesz. Trzymam mocno kciuki!!!
-
Znowu jest sobota, to już trzecia bez ciebie mój kochany piesku, czas leci tak szybko i nieubłaganie. W moim przypadku wcale czas nie leczy ran, nie zmniejsza bólu, jest wręcz odwrotnie, od rana ciągle płaczę, chciała bym być na kogoś zła, kogoś nienawidzieć, obarczyć go odpowiedzialnością.. i nic. Pozostaje tylko przeświadczenie, ktore rośnie z każdym dniem że to ja czegoś nie dopilnowałam, coś przeoczyłam. Dzisiaj mi się śniłeś, calutką noc :) byłeś zdrowy a ja cały czas miałam wrażenie że jesteś chory, miałeś tyle siły a ja chciałam cię nosić bo nie chciałam żebyś się męczył. w pewnym momencie zdałam sobie sprawę że to sen bardzo niesamowity ale tylko sen. Wyściskałam cię w nim bardzo mocno, bo wiedziałam że się w końcu obudzę a w tej rzeczywistości Cię już niestety nie będzie. Mam nadzieję że to Ty wpuściłeś mnie na chwilkę za TM żebym mogła zobaczyć że na prawdę jest Ci tam tak dobrze jak piszą wszyscy dogomaniacy. Łapię się nawet na tym że nie boję się już śmierci, zawsze to był temat który mnie przerażał, teraz jest inaczej, wiem że Ty tam jesteś. Chcę wierzyć że się na pewno spotkamy. Kocham Cię i tęsknię mój ty kochany włochaczu!!!!
-
gdzie pochowały sie te wszytskie rybki???