Jestem w szoku! I nie dlatego, że jestem naiwną idealistką (pewnie mimo wszystko jestem) w tej sprawie, ale z poprzednich opisów wynikalo, że ludzie z tego schroniska autentycznie troszczą się o zwierzęta. Że wspólnymi siłami, pracowniczo - wolontariackimi, staramy się ten psi los polepszyć. Mam teraz mętlik w głowie, ale w tej sytuacji chyba trzeba zmienić sposób działania. Nie mam nic sprecyzowanego na myśli (i nie wiem czy będę miała), ale niezależnie od wszystkiego nasz człowiek na miejscu jest niezbędny. I co z tymi wszystkimi biedami? Kiedy do starań o nowy dom dołączą zmagania ze znieczulicą ludzi, od których te psie i kocie istnienia są zależne. Mój Boże!!!