Jump to content
Dogomania

Dea

Members
  • Posts

    5409
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Dea

  1. Ulka ja się z Tobą zgadzam, Ala jedzie tam za chwilę i ma z nimi rozmawiać (ja leżę chora w domu). Problem w tym, że babcia się go boi, a żadna z nich nie pokaże mu, że on nie rządzi, bo jest za duży i boją się na niego krzyknąć po wczorajszym... Tak się zastanawiam, czy jego kiedyś starsza osoba nie skrzywdziła, bo babcia była strasznie za nim, a on do niej podchodził z dystansem:-( Albo jest zazdrosny o Panią Ilonę. Sama nie wiem, czekam na telefon od Ali
  2. Tragedia:-( Ludziska potrzebujemy szybkiej rady i pomocy. Lordzik niestety postawił się dwa razy do starszej panią:-( Pani się go boi, nie chce z nim zostać sama, ona ma 82 lata, i Pani Ilona dzwoniła, że z ciężkim sercem ale musi prosić o zabranie go... Nie wiemy co robić:placz: Gdyby ktoś miał radę podaję mój numer komórki: 603 244 518
  3. Oto wiadomość którą wysłala mi Ala: "PANI ILONA KOCHA CZARUSIA A ON KOCHA JĄ. Nie musisz się o nic martwić. Pozdrawiam Ala":multi: A teraz czas na raporcik... Ala podjechała rano po Panią Ilonę i Naszą Lordowską Mość (zaznaczam, że mają 5 minut z domu do weta;) ), no ale tytuły zobowiązują. Podjechała, wysiadła i w tym momencie biedna Ala, dusza człowiek, kochana przez zwierzaki, przeżyła mały szok! Lord na jej widok wyplątał się zwinnie z szelek - nie wiem jak on to zrobił:crazyeye: (stali już przed domem) i w nooooogi! Widocznie uznał, że chce go zabrać do schronu i wolał uciekać. Skojarzyła mu się z brakiem domu... Ala nie miała wyjścia jak wsiąść w auto i pojechać do weta. Jak tylko zniknęła z pola widzenia Lordzik posłusznie przybiegł do Pani Ilony:cool3: Tak więc drogę jednak przebyły na piechotę. W poczekalni znowu Ala, więc mały uznał za stosowne użyć kolan swojej Pani dla bezpieczeństwa, choć mimo, że chudziutki, do takich znowu lekkich wcale nie należy. Pani Ilona cały czas musiała być przy nim. Dostał "głupiego jasia", żeby łatwiej było łapkę prześwietlić i czekał grzecznie na kolanach u Pani Ilony. Niestety, pech! W trakcie robienia zdjęć zepsuł się rentgen[IMG]http://static.dogomania.pl/forum/images/icons/icon9.gif[/IMG] i nie udało się prześwietlić łapki. Dopiero za jakieś trzy tygodnie. Niestety nasz weterynarz dobrze jej nie rokuje, mówi, że prawdopodobnie to nie było złamanie, tylko zwichnięcie stawu w "łokciu", i gdyby od razu mu to naprawiono, to wszystko byłoby ok, ale po 2 latach może być ciężko:-( No zobaczymy po prześwietleniu. Pani Ilona w każdym razie dzisiaj mówiła, że mały szaleje w ogródku na trzech jak na pięciu:lol: Poza tym wet wyczyścił mu uszy, pooglądał, i dał tabletki na odrobaczenie, ale ma wziąść dopiero za trzy dni, jak już się bardziej zaaklimatyzuje. A na szczepienia mają do niego przyjść jak Lordzik już będzie spokojny, że go nikt nigdzie nie zabierze, bo dzisiaj to dla niego był za wielki stres. Ala opowiadała, że jak go wniosły do domu (był jeszcze na głupim jasiu) i zobaczył swoje łóżko to miał TAAAAKIE szczęście w oczach! Wiecie, LORDZIK JEST SZCZĘŚLIWY:cunao:. A za Panią Iloną to tupta nawet wtedy, gdy ona się przesiada z fotela na fotel:lol: Dzięki Domi za wsparcie, jeżeli koszty leczenia przewyższą nasze możliwości, to na pewno damy znać, w końcu wszystkie jesteśmy ciotkami:megagrin: Cieszę się bardzo ze szczęścia Lordzika, choć gdzieś tam w środku mam takiego "smutasa", że tyle psiaków czeka na takie szczęście... Ech, chciałoby się wszystkim dać taki domek. Jak tylko będą nowe wieści zaraz zaraportuję;)
  4. Nowe wieści o Sprockeciku - już nie Czaruś;) Nowa rodzina naszego kudłacza, po dwudniowym pogłębianiu znajomości, obserwacjach i niedzielnej naradzie uznała, że Czaruś absolutnie do niego nie pasuje. Psiak jest nieco większy, niż się początkowo na zdjęciach wydawało, poza tym jego zachowanie...no więc nowe imię naszego kudłacza to...LORD:multi: Starsza Pani opowiadała Ali, że psiak zachowuje się z godnością, jest dumny i dystyngowany. Do niej jeszcze trochę podchodzi z dystansem (chociaż ona już się w nim zakochała), za to za Panią Iloną tupta krok w krok. A z ich znajomym bawił się w ogrodzie w aport!!! Tak tak, z tą łapką:crazyeye: Pan mu rzucał patyk, a on biegł po niego i przynosił:lol: Jutro rano idą do weterynarza, będzie prześwietlenie, szczepienie i odrobaczenie, a później raporcik;)
  5. Naprawdę był bardzo grzeczny:lol: i spokojny. Tak jakby chciał zrobić jak najlepsze wrażenie, jakby rozumiał, że od tego zależy jego przyszłość... Ale musiał też mieć nieciekawą przeszłość, bo był nieufny i mocno wystraszony, jeżeli widział kogoś pierwszy raz. Nie dawał się nawet na początku pogłaskać:-( Bidula, kto wie co mu kiedyś zrobili źli ludzie. Ja nie wytrzymam i chyba jutro zadzwonię do Pani Ilony, bo cały czas główkuję jak mu tam... Wiecie, tak mi przypadł do serca, bo był strasznie podobny do mojego Togusia, którego miałam w dzieciństwie:lol:
  6. Ojej, dwa razy to wysłałam, wybaczcie, to pierwszy raz...
  7. Cześć, Mam na imię Kasia, jestem koleżanką Ali i Blondelli, dzięki którym dowiedziałam się o kudłaczu. Po adopcji Sprocketa - Czarusia Ala opowiedziała mi, że na Dogomanii jest cały wątek o nim, więc wpadłam poczytać. No i nie mogłam wytrzymać, musiałam się zalogować i opowiedzieć Wam o pierwszych chwilach Czarusia w nowym domu. Wczoraj koło pietnastej wyjechałyśmy od Ali i po 5 minutach podjechałysmy pod jego dom. Psiak jest bardzo ciekawy świata - siedziałam z nim z tyłu, a on cały czas wyglądał przez okno, i obserwował świat. Nawet za bardzo wysiadać nie chciał. Ala wniosła go na rękach, bo tam jest kilka schodów (Pani mieszkają na wysokim parterze domu), chciałyśmy zrobić jak najlepsze wrażenie, a mały ze stresu mógłby nie dać sobie rady po schodach. Jego nowy dom znajduje się w centrum Ustronia, ale nie przy ruchliwej ulicy, bardzi blisko weterynarza. Ma niewielki, ale wystarczający ogródek. Panie to staruszka mama i jej córka. Mama Pani Ilony w ogóle nie wychodzi z domu, więc psiak nie będzie siedział sam:lol: No więc weszłyśmy do pokoju, usiadłyśmy wszystkie a Czaruś położył się koło Ali. Za chwilę jednak zaczął się rozglądać, wstał powęszył, poszedł sprawdzić co w kuchni, wrócił i tak usiadł koło fotela, że wyglądało, że od lat jest u siebie:multi: Naprawdę, zrobiła taką minę! Szkoda, że nie miałam aparatu... Pani Ilona z Alą umówiły się na wtorek na wizytę u weta (Ala ma już wprawę, to w końcu nie jej pierwszy adopcyjny). Będziemy im trochę pomagać, bo panie nie należą do najbogatszych - wizyty u weta to już nasza działka, prześwietlimy łapkę, czasem podrzuci się jakiś smakołyk... myślę, że będzie dobrze :loveu: Dzwoniłam później wieczorem do Pani Ilony - mały był już po kolacji (makaron z wątróbką) i specerze. Wiecie jak się ucieszył jak zobaczył smycz, pewnie chciało mu się sikać, a nie chciał zrobić złego wrażenia i narobić w domu, to trzymał. Najchętniej dzisiaj znowu bym zadzwoniła, ale nie chcę być natrętna:oops: Jak będę miała nowe wieści to napiszę. Dzięki dla Blondelli i Ali! Pozdrawiam wszystkich dogomaniaków;)
  8. Cześć, Mam na imię Kasia, jestem koleżanką Ali i Blondelli, dzięki którym dowiedziałam się o kudłaczu. Po adopcji Sprocketa - Czarusia Ala opowiedziała mi, że na Dogomanii jest cały wątek o nim, więc wpadłam poczytać. No i nie mogłam wytrzymać, musiałam się zalogować i opowiedzieć Wam o pierwszych chwilach Czarusia w nowym domu. Wczoraj koło pietnastej wyjechałyśmy od Ali i po 5 minutach podjechałysmy pod jego dom. Psiak jest bardzo ciekawy świata - siedziałam z nim z tyłu, a on cały czas wyglądał przez okno, i obserwował świat. Nawet za bardzo wysiadać nie chciał. Ala wniosła go na rękach, bo tam jest kilka schodów (Pani mieszkają na wysokim parterze domu), chciałyśmy zrobić jak najlepsze wrażenie, a mały ze stresu mógłby nie dać sobie rady po schodach. Jego nowy dom znajduje się w centrum Ustronia, ale nie przy ruchliwej ulicy, bardzi blisko weterynarza. Ma niewielki, ale wystarczający ogródek. Panie to staruszka mama i jej córka. Mama Pani Ilony w ogóle nie wychodzi z domu, więc psiak nie będzie siedział sam:lol: No więc weszłyśmy do pokoju, usiadłyśmy wszystkie a Czaruś położył się koło Ali. Za chwilę jednak zaczął się rozglądać, wstał powęszył, poszedł sprawdzić co w kuchni, wrócił i tak usiadł koło fotela, że wyglądało, że od lat jest u siebie:multi: Naprawdę, zrobiła taką minę! Szkoda, że nie miałam aparatu... Pani Ilona z Alą umówiły się na wtorek na wizytę u weta (Ala ma już wprawę, to w końcu nie jej pierwszy adopcyjny). Będziemy im trochę pomagać, bo panie nie należą do najbogatszych - wizyty u weta to już nasza działka, prześwietlimy łapkę, czasem podrzuci się jakiś smakołyk... myślę, że będzie dobrze :loveu: Dzwoniłam później wieczorem do Pani Ilony - mały był już po kolacji (makaron z wątróbką) i specerze. Wiecie jak się ucieszył jak zobaczył smycz, pewnie chciało mu się sikać, a nie chciał zrobić złego wrażenia i narobić w domu, to trzymał. Najchętniej dzisiaj znowu bym zadzwoniła, ale nie chcę być natrętna:oops: Jak będę miała nowe wieści to napiszę. Dzięki dla Blondelli i Ali! Pozdrawiam wszystkich dogomaniaków;)
×
×
  • Create New...