Byłam 2 dni poza Krakowem, zwierzakami opiekował się mój syn. I wszyscy byli podobno bardzo niegrzeczni, łącznie z Cofim. Trochę się bałam, jak on zareaguje na moją nieobecność, no i odczuł to jak wywrócenie jego dotychczasowego zycia do góry nogami, bo nawet jego wersalka była teraz zajęta przez syna i synową. Biedny, nie miał gdzie spać, zajęli mu łóżko. Wszystkie koty podobno wariowały, do tego jeszcze wymiotowały, psy w nocy chodziły po przedpokoju, spać się nie dało - to relacja syna. Ale już jestem w domu i wszystko wróciło do normy - wszyscy są grzeczni, panuje idealny spokój, zwierzaki odetchnęły, że ja wróciłam, a ja odetchnęłam, że wszystko jest w porządku.